Donnie A. Bowen
: pn gru 29, 2025 12:40 am
001-020
Kto: elsie & donnie
Gdzie: 1. there's glitter on the floor
Opis: Tym sposobem Bowen znalazł się na tej samej imprezie co Elsie, chociaż wcale o tym nie wiedział. Wypił kilka drinków, porozmawiał z różnymi osobami, spędził trochę czasu sam na sam z tą prześliczną blondynką. Może nawet to by była jakaś sylwestrowo-noworoczna, piękna historia miłosna? Ze szpilkami i papierosami w tle, ale kiedy Donnie stał sobie przy popielniczce, palił swojego czerwonego marlborasa, a właściwie dyskutował o czymś tak, że pet spalał się sam, a w pewnym momencie szary popiół wylądował na jego czarnej koszuli. Kiedy go strzepnął i podniósł wzrok, a stał przed nim nikt inny, jak panna Swanson, to kąciki jego ust uniosły się mimowolnie do góry. Od razu, kiedy tylko rozpoznał ten głos, kiedy tylko uderzył go zapach jej perfum wymieszany z tytoniową wonią. Kiedy tylko jego zielone oczy spoczęły na jej twarzy.
Tak, to była właśnie ta brunetka, przy której jego serce biło zawsze jakoś mocniej. I teraz też ono wyrwało się z piersi, ale Donnie nawet nie ruszył się z miejsca, zgasił peta w popielniczce.
- Kiedy myślisz, że to będzie nudny wieczór, a nagle jakieś piękne oczy wypatrzą cię w towarzystwie...
Gdzie: 1. there's glitter on the floor
Opis: Tym sposobem Bowen znalazł się na tej samej imprezie co Elsie, chociaż wcale o tym nie wiedział. Wypił kilka drinków, porozmawiał z różnymi osobami, spędził trochę czasu sam na sam z tą prześliczną blondynką. Może nawet to by była jakaś sylwestrowo-noworoczna, piękna historia miłosna? Ze szpilkami i papierosami w tle, ale kiedy Donnie stał sobie przy popielniczce, palił swojego czerwonego marlborasa, a właściwie dyskutował o czymś tak, że pet spalał się sam, a w pewnym momencie szary popiół wylądował na jego czarnej koszuli. Kiedy go strzepnął i podniósł wzrok, a stał przed nim nikt inny, jak panna Swanson, to kąciki jego ust uniosły się mimowolnie do góry. Od razu, kiedy tylko rozpoznał ten głos, kiedy tylko uderzył go zapach jej perfum wymieszany z tytoniową wonią. Kiedy tylko jego zielone oczy spoczęły na jej twarzy.
Tak, to była właśnie ta brunetka, przy której jego serce biło zawsze jakoś mocniej. I teraz też ono wyrwało się z piersi, ale Donnie nawet nie ruszył się z miejsca, zgasił peta w popielniczce.
- Kiedy myślisz, że to będzie nudny wieczór, a nagle jakieś piękne oczy wypatrzą cię w towarzystwie...
Kto: cecilia & donnie
Gdzie: 2. the best thing about bein' a woman is the prerogative to have a little fun
Opis: Zszedł po cichu do kuchni, miał wziąć tylko szklankę wody i sobie iść. Tylko kiedy stanął w drzwiach, to zobaczył Panią Harper wspinającą się na krzesło i sięgającą do szafki tak, że ta krótka sukienka podwinęła jej się jeszcze bardziej. Nie powinien się patrzeć, w ogóle to powinien sobie stąd od razu pójść.
Tylko, że Donnie to nigdy nie robił tego co powinien, a kiedy kobieta się obejrzała, to on już stał przy kuchennym blacie.
- Wystarczy Donnie - uśmiechnął się na ten swój jakże żartobliwy tekst, ale przecież Bowen zawsze miał jakieś wypaczone poczucie humoru, a do tego ładny uśmiech. Oparł się nonszalancko o zimny, kuchenny blat, a jego zielone tęczówki spoczęły na twarzy brunetki.
- Dobry wieczór Pani Harper, udana impreza? - zapytał przechylając na bok głowę i mierząc ją spojrzeniem. Czy on w ogóle powinien tak patrzeć na matkę swojej... dziewczyny jakby?
Znowu wracamy do tego, że Bowen często robił to, co nie powinien i teraz też odgarnął do tyłu ciemne włosy i wyprostował się, tak, że ten różowy szlafroczek Sophii opiął się na nim jeszcze bardziej.
Gdzie: 2. the best thing about bein' a woman is the prerogative to have a little fun
Opis: Zszedł po cichu do kuchni, miał wziąć tylko szklankę wody i sobie iść. Tylko kiedy stanął w drzwiach, to zobaczył Panią Harper wspinającą się na krzesło i sięgającą do szafki tak, że ta krótka sukienka podwinęła jej się jeszcze bardziej. Nie powinien się patrzeć, w ogóle to powinien sobie stąd od razu pójść.
Tylko, że Donnie to nigdy nie robił tego co powinien, a kiedy kobieta się obejrzała, to on już stał przy kuchennym blacie.
- Wystarczy Donnie - uśmiechnął się na ten swój jakże żartobliwy tekst, ale przecież Bowen zawsze miał jakieś wypaczone poczucie humoru, a do tego ładny uśmiech. Oparł się nonszalancko o zimny, kuchenny blat, a jego zielone tęczówki spoczęły na twarzy brunetki.
- Dobry wieczór Pani Harper, udana impreza? - zapytał przechylając na bok głowę i mierząc ją spojrzeniem. Czy on w ogóle powinien tak patrzeć na matkę swojej... dziewczyny jakby?
Znowu wracamy do tego, że Bowen często robił to, co nie powinien i teraz też odgarnął do tyłu ciemne włosy i wyprostował się, tak, że ten różowy szlafroczek Sophii opiął się na nim jeszcze bardziej.
Kto: abby & donnie
Gdzie: 3. gravity did the introduction
Opis: I teraz też, kiedy już go posadzili na tym szpitalnym łóżku, kiedy kazali czekać na lekarza, to on znowu grzebał w aparacie, odkręcił obiektyw i obejrzał go z każdej strony, a później przykręcił z powrotem i w momencie, w którym blondwłosa lekarka odsunęła parawan to on zrobił jakieś zdjęcie próbne.
Z duszą?
Na pewno z rysą, która przecież biegła przez pęknięty obiektyw, tylko, że Donnie nawet nie zdążył na nie spojrzeć, na to zdjęcie, bo aparat schował za plecami, jak jakieś dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Zauważyła?
Może, chociaż on nigdy nie używał lampy, a ona skupiona była na jakiś jego dokumentach. Może miała tam wpisane, że on w ubiegłym roku w szpitalu wylądował czternaście razy, z jakimiś drobnymi urazami, ale jednak...
- Nic mi nie jest - teraz też powiedział po raz czternasty i utkwił w niej te intensywnie zielone oczy - mogę już iść? Bo zaraz zajdzie słońce, a ja...
Gdzie: 3. gravity did the introduction
Opis: I teraz też, kiedy już go posadzili na tym szpitalnym łóżku, kiedy kazali czekać na lekarza, to on znowu grzebał w aparacie, odkręcił obiektyw i obejrzał go z każdej strony, a później przykręcił z powrotem i w momencie, w którym blondwłosa lekarka odsunęła parawan to on zrobił jakieś zdjęcie próbne.
Z duszą?
Na pewno z rysą, która przecież biegła przez pęknięty obiektyw, tylko, że Donnie nawet nie zdążył na nie spojrzeć, na to zdjęcie, bo aparat schował za plecami, jak jakieś dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Zauważyła?
Może, chociaż on nigdy nie używał lampy, a ona skupiona była na jakiś jego dokumentach. Może miała tam wpisane, że on w ubiegłym roku w szpitalu wylądował czternaście razy, z jakimiś drobnymi urazami, ale jednak...
- Nic mi nie jest - teraz też powiedział po raz czternasty i utkwił w niej te intensywnie zielone oczy - mogę już iść? Bo zaraz zajdzie słońce, a ja...
Kto: marseille & donnie
Gdzie: 4. no photos allowed
Opis: Cyk - nacisnął spust aparatu, trzy razy, tak jak miał w zwyczaju, jedno zawsze wychodzi źle, a któreś z pozostałych - idealnie. Nie przypuszczał, że zwróci na to uwagę, a tym bardziej, że zareaguje tak, jak zareagowała. Bo Donnie trafiał raczej na osoby, które były tym szczerze zainteresowane, które chciały zobaczyć to zdjęcie, a później pewnie jego Instagrama. A ona zerwała się z tej ławki, jakby popełnił jakąś zbrodnie. Pewnie powinien ją przeprosić...
A on zamiast tego, szybko przewertował te zdjęcia i zrobił kolejne trzy, kiedy ona już stała, kiedy patrzyła prosto w obiektyw. Niezbyt zadowolona.
- Nie... - wypalił od razu i zrobił krok w tył, ale przecież zrobił, całe sześć. Wyszły dobrze, ładnie.
- Tak, ale nie ma tam twojej twarzy - była, na tych trzech kolejnych dość dobrze widoczna. Dobrze widoczne było też to, że nie jest z tego faktu zadowolona.
- Ale jesteś śliczna, mogłabyś być fotomodelką - urobi ją to? Zawsze działało, zawsze pozwalały mu zrobić jeszcze kilka zdjęć, a najczęściej to jeszcze dawały swój numer telefonu. Intensywnie zielone tęczówki zawiesił na twarzy dziewczyny, mocniej ściskając w palcach aparat, gdzie wciąż otwarte było to ostatnie zdjęcie, jakieś zbliżenie na jej rozgniewane spojrzenie. A może ona wcale nie aspirowała na bycie modelką?
- Pasowałaś... do mojej artystycznej wizji - wypalił nagle, jak nie zadziała komplement, to może chociaż ruszy ją sztuka? Prawdziwa sztuka. Bowena by ruszyła, bardziej by go ruszyło to, że pasował do czyjejś wizji, niż to, że miał ładne oczy na przykład. A miał, przenikliwie zielone.
Gdzie: 4. no photos allowed
Opis: Cyk - nacisnął spust aparatu, trzy razy, tak jak miał w zwyczaju, jedno zawsze wychodzi źle, a któreś z pozostałych - idealnie. Nie przypuszczał, że zwróci na to uwagę, a tym bardziej, że zareaguje tak, jak zareagowała. Bo Donnie trafiał raczej na osoby, które były tym szczerze zainteresowane, które chciały zobaczyć to zdjęcie, a później pewnie jego Instagrama. A ona zerwała się z tej ławki, jakby popełnił jakąś zbrodnie. Pewnie powinien ją przeprosić...
A on zamiast tego, szybko przewertował te zdjęcia i zrobił kolejne trzy, kiedy ona już stała, kiedy patrzyła prosto w obiektyw. Niezbyt zadowolona.
- Nie... - wypalił od razu i zrobił krok w tył, ale przecież zrobił, całe sześć. Wyszły dobrze, ładnie.
- Tak, ale nie ma tam twojej twarzy - była, na tych trzech kolejnych dość dobrze widoczna. Dobrze widoczne było też to, że nie jest z tego faktu zadowolona.
- Ale jesteś śliczna, mogłabyś być fotomodelką - urobi ją to? Zawsze działało, zawsze pozwalały mu zrobić jeszcze kilka zdjęć, a najczęściej to jeszcze dawały swój numer telefonu. Intensywnie zielone tęczówki zawiesił na twarzy dziewczyny, mocniej ściskając w palcach aparat, gdzie wciąż otwarte było to ostatnie zdjęcie, jakieś zbliżenie na jej rozgniewane spojrzenie. A może ona wcale nie aspirowała na bycie modelką?
- Pasowałaś... do mojej artystycznej wizji - wypalił nagle, jak nie zadziała komplement, to może chociaż ruszy ją sztuka? Prawdziwa sztuka. Bowena by ruszyła, bardziej by go ruszyło to, że pasował do czyjejś wizji, niż to, że miał ładne oczy na przykład. A miał, przenikliwie zielone.
Kto: marseille & donnie
Gdzie: 5. have to dance with somebody
Opis: Słuchał instruktorki i przez moment się zastanawiał czy jednak dobrze zrobił, że tu przyszedł sam, bo dookoła już się ustawiały jakieś pary, no ale jakby nie był tutaj, to pewnie by pisał nekrologi, więc to może jednak lepsze było? Mniej przygnębiające?
Jutro pewnie do tego przysiądzie i może w tle odpali sobie tego Kruka, tą starszą wersję. Chociaż dzisiaj z kruka miał mniej, kiedy tak się bujał w tych czerwonych butach do przodu i do tyłu na piętach. Dopiero kiedy usłyszał ten głos, to się wyprostował. Kojarzył go, ale nie rozpoznał jej od razu, chociaż przecież... myślał o niej.
A jednak kiedy się odwrócił, kiedy stanął na przeciwko rudej Marsi, to uśmiechnął się od razu.
- Całkiem nieźle gotuję i mówię w dwóch językach, no i jeszcze taki jeden... ale on jest bardziej ukryty - zielone tęczówki od razu przesunęły się po jej sylwetce, ale zaraz zatrzymały na jej twarzy. Podobała mu się.
Może dlatego, że on to zdjęcie, które jej zrobił, a które zostawiła mu na aparacie, to już obejrzał ze sto razy?
- A ty przyszłaś tutaj być słodka, czy pokazać na co cię stać? - znowu się uśmiechnął, znowu z spojrzeniem zawieszonym na jej ładnych, dużych oczach. Oczy też mu się podobały.
Gdzie: 5. have to dance with somebody
Opis: Słuchał instruktorki i przez moment się zastanawiał czy jednak dobrze zrobił, że tu przyszedł sam, bo dookoła już się ustawiały jakieś pary, no ale jakby nie był tutaj, to pewnie by pisał nekrologi, więc to może jednak lepsze było? Mniej przygnębiające?
Jutro pewnie do tego przysiądzie i może w tle odpali sobie tego Kruka, tą starszą wersję. Chociaż dzisiaj z kruka miał mniej, kiedy tak się bujał w tych czerwonych butach do przodu i do tyłu na piętach. Dopiero kiedy usłyszał ten głos, to się wyprostował. Kojarzył go, ale nie rozpoznał jej od razu, chociaż przecież... myślał o niej.
A jednak kiedy się odwrócił, kiedy stanął na przeciwko rudej Marsi, to uśmiechnął się od razu.
- Całkiem nieźle gotuję i mówię w dwóch językach, no i jeszcze taki jeden... ale on jest bardziej ukryty - zielone tęczówki od razu przesunęły się po jej sylwetce, ale zaraz zatrzymały na jej twarzy. Podobała mu się.
Może dlatego, że on to zdjęcie, które jej zrobił, a które zostawiła mu na aparacie, to już obejrzał ze sto razy?
- A ty przyszłaś tutaj być słodka, czy pokazać na co cię stać? - znowu się uśmiechnął, znowu z spojrzeniem zawieszonym na jej ładnych, dużych oczach. Oczy też mu się podobały.
Kto: maria & donnie
Gdzie: 6. can you feel it coming in the air tonight, oh lord…
Opis: Przyłożył aparat do policzka i powiódł nim dookoła, właściwie nie szukał niczego konkretnego. Może jeszcze odrobina jakiejś dzikiej energii bijącej z samego środka tej latynoskiej, gorącej nocy.
Znalazł coś zgoła innego, nostalgię zamkniętą w ciemnych, pięknych oczach. Melancholię odzianą w czarną, satynową sukienkę. Zawahanie ukryte w tym delikatnym drżeniu pełnych, gorących warg. Tęsknotę za czymś, co odeszła bezpowrotnie w drinku, który sączyła powoli, z pełnym poszanowaniem, jakby smakiem miał przypominać jakieś ciepłe lato, jedną z dzikich plaż, dzikich nocy... Daleko stąd.
Nawet nie wiedział kim jest, a jednak nie przeszkadzało mu to, żeby w jego głowie ułożyła się cała jej historia, zamknięta na fotografiach, które zrobił. Jedna po drugiej.
Trzynaście. I kiedy miał znowu nacisnąć na spust migawki ona się ruszyła, zamierzała odejść?
Ale byłby głupi, gdyby jej pozwolił.
Gdzie: 6. can you feel it coming in the air tonight, oh lord…
Opis: Przyłożył aparat do policzka i powiódł nim dookoła, właściwie nie szukał niczego konkretnego. Może jeszcze odrobina jakiejś dzikiej energii bijącej z samego środka tej latynoskiej, gorącej nocy.
Znalazł coś zgoła innego, nostalgię zamkniętą w ciemnych, pięknych oczach. Melancholię odzianą w czarną, satynową sukienkę. Zawahanie ukryte w tym delikatnym drżeniu pełnych, gorących warg. Tęsknotę za czymś, co odeszła bezpowrotnie w drinku, który sączyła powoli, z pełnym poszanowaniem, jakby smakiem miał przypominać jakieś ciepłe lato, jedną z dzikich plaż, dzikich nocy... Daleko stąd.
Nawet nie wiedział kim jest, a jednak nie przeszkadzało mu to, żeby w jego głowie ułożyła się cała jej historia, zamknięta na fotografiach, które zrobił. Jedna po drugiej.
Trzynaście. I kiedy miał znowu nacisnąć na spust migawki ona się ruszyła, zamierzała odejść?
Ale byłby głupi, gdyby jej pozwolił.
Kto: archie & donnie
Gdzie: 7. bro, what did you do?
Opis: - O stary, ale jebie... - z włosów Millera spływało zsiadłe, skisłe mleko, które musiało wybuchnąć, kiedy wziął z lodówki karton z liścikiem, który sam tam przykleił przecież...
- Dobrze mówiłeś, że to mleko ma duszę. Teraz wyglądasz jakby cię kurwa opętała - znowu parsknął śmiechem. Bo przecież z dziesięć razy mu mówił, żeby wyrzucił to mleko, bo w końcu jebnie. I jebło.
Zaciapana była cała kuchnia, w tym słodki fartuszek Kristi w kwiatki. I...
- O ja pierdolę - Bowen wyrwał się do przodu uważając, żeby nie wleźć skarpetą w to zepsute mleko - o Archie miałem tu zapisany numer... - na takiej karteczce na lodówce, która też oberwała strzałem. Nie nadawała się do niczego, więc Donnie ją po prostu zmiął i wyrzucił, a zaraz powąchał sobie rękę i się skrzywił - ale to wali, zaraz się zrzygam - starał się nie oddychać przez nos, ale i tak czasem się zaciągnął i zaraz go cofało - nie no idę stąd... - rzucił, ale Archie, który wbijał w niego te niebieskie ślepka... No jak on miał go zostawić? Ale najlepiej to jakby była Kristi i im jednak pomogła, bo akurat Donnie to w sprzątanie był mocno średni, żeby nie powiedzieć, że tragiczny.
Tragiczny był.
Gdzie: 7. bro, what did you do?
Opis: - O stary, ale jebie... - z włosów Millera spływało zsiadłe, skisłe mleko, które musiało wybuchnąć, kiedy wziął z lodówki karton z liścikiem, który sam tam przykleił przecież...
- Dobrze mówiłeś, że to mleko ma duszę. Teraz wyglądasz jakby cię kurwa opętała - znowu parsknął śmiechem. Bo przecież z dziesięć razy mu mówił, żeby wyrzucił to mleko, bo w końcu jebnie. I jebło.
Zaciapana była cała kuchnia, w tym słodki fartuszek Kristi w kwiatki. I...
- O ja pierdolę - Bowen wyrwał się do przodu uważając, żeby nie wleźć skarpetą w to zepsute mleko - o Archie miałem tu zapisany numer... - na takiej karteczce na lodówce, która też oberwała strzałem. Nie nadawała się do niczego, więc Donnie ją po prostu zmiął i wyrzucił, a zaraz powąchał sobie rękę i się skrzywił - ale to wali, zaraz się zrzygam - starał się nie oddychać przez nos, ale i tak czasem się zaciągnął i zaraz go cofało - nie no idę stąd... - rzucił, ale Archie, który wbijał w niego te niebieskie ślepka... No jak on miał go zostawić? Ale najlepiej to jakby była Kristi i im jednak pomogła, bo akurat Donnie to w sprzątanie był mocno średni, żeby nie powiedzieć, że tragiczny.
Tragiczny był.
Kto: maria & donnie
Gdzie: 8. meeting mom… what could go wrong?
Opis:Donnie nie miał problemu z trafieniem pod podany adres, bo dom, w którym mieszkała Lia, znajdował się w tej samej dzielnicy co jego chata. Dziwne, że wcześniej na siebie na trafili, chociaż z drugiej strony Bowen urzędował tu od niedawna. Biorąc pod uwagę, że to impreza na powietrzu, to zarzucił na siebie koszulkę z jakimś zespołem, ciemne, porwane jeansy i trampki. Dla Pana domu miał kawę, bo nie chciał się narażać Pani domu czymś mocniejszym. Dla niej miał bukiet słoneczników.
Sam tak strzelił. Chociaż Lia mówiła mu o różach. Ale przecież one były oklepane, a zresztą kto daje róże mamie swojej dziewczyny?
Bowen postawił na coś radośniejszego, bardziej luźnego.
Nie miał też dzisiaj ze sobą aparatu, to miał być dzień bez zdjęć, sam odpoczynek. Chillout na świeżym powietrzu.
Stanął na progu domku z numerem trzynaście i w pierwszej kolejności on pomyślał o zupełnie innej trzynastce... Takiej złotej, na drzwiach pewnego pokoju hotelowego.
Ale kiedy zadzwonił dzwonkiem, to zaraz otworzyła mu Aurelia, wciągnęła go do środka zaciskając palce na jego koszulce, ale po chwili wpiła się w jego usta na powitanie. Dziko.
I to Donnie się pierwszy od niej odsunął.
- Ej, jak twoi rodzice to zobaczą, to mnie wyproszą zanim się przedstawię - rzucił łapiąc dystans od dziewczyny, ale zielone tęczówki zawiesił na jej ciemnych oczach.
Gdzie: 8. meeting mom… what could go wrong?
Opis:Donnie nie miał problemu z trafieniem pod podany adres, bo dom, w którym mieszkała Lia, znajdował się w tej samej dzielnicy co jego chata. Dziwne, że wcześniej na siebie na trafili, chociaż z drugiej strony Bowen urzędował tu od niedawna. Biorąc pod uwagę, że to impreza na powietrzu, to zarzucił na siebie koszulkę z jakimś zespołem, ciemne, porwane jeansy i trampki. Dla Pana domu miał kawę, bo nie chciał się narażać Pani domu czymś mocniejszym. Dla niej miał bukiet słoneczników.
Sam tak strzelił. Chociaż Lia mówiła mu o różach. Ale przecież one były oklepane, a zresztą kto daje róże mamie swojej dziewczyny?
Bowen postawił na coś radośniejszego, bardziej luźnego.
Nie miał też dzisiaj ze sobą aparatu, to miał być dzień bez zdjęć, sam odpoczynek. Chillout na świeżym powietrzu.
Stanął na progu domku z numerem trzynaście i w pierwszej kolejności on pomyślał o zupełnie innej trzynastce... Takiej złotej, na drzwiach pewnego pokoju hotelowego.
Ale kiedy zadzwonił dzwonkiem, to zaraz otworzyła mu Aurelia, wciągnęła go do środka zaciskając palce na jego koszulce, ale po chwili wpiła się w jego usta na powitanie. Dziko.
I to Donnie się pierwszy od niej odsunął.
- Ej, jak twoi rodzice to zobaczą, to mnie wyproszą zanim się przedstawię - rzucił łapiąc dystans od dziewczyny, ale zielone tęczówki zawiesił na jej ciemnych oczach.
Kto: aurelia & donnie
Gdzie: 9. a river of kisses around your pretty face
Opis:Aurelia była śliczna, te jej duże oczy, miękkie, pełne usta, która z taka pasją otaczały...
Znowu się rozproszyłem grzebiąc w telefonie, gdzieś pomiędzy tymi myślami o Marii i tym, że muszę wrzucić dzisiaj jeszcze dwa nekrologii na stronkę. Dwa listy pożegnalne od rodziny pogrążonej w żalu, bla bla bla. W ogóle nie mogę ostatnio złapać tego melancholijnego klimatu, czuję jak serce bije mi w piersi mocniej, kiedy myślę o Marii, a potem o Aurelii też, bo przecież ona była... słodka. A jej matka gorąca.
A ja jestem gdzieś pomiędzy, bo jestem Włochem i przecież uwielbiam gorąc promienie słońca, które igrają na twarzy, jak pocałunki Marii, przyjemne i kojące. Ale też to, że kiedy nieostrożnie wyciągniesz rękę po świecę, która dopala się we włoskiej porcelanie, to możesz się sparzyć, ale igranie z ogniem mamy we krwi, jak te wszystkie ćmy, które w gorące sycylijskie noce leciały prosto w płomień. Ja jestem ćmą, a Maria płomieniem. Wzdycham ciężko, bo tak mnie do niej ciągnie.
Ale myśląc o Aurelii na języku mam ten słodki smak, słodkich sycylijskich pomarańczy, a przecież ich słodycz też jest rozkoszna.
I ja rozdarty pomiędzy tymi dwoma siódmymi niebami, ach. A obok Archie, któremu sprzedałem moją tajemnicę, ale który nawet sobie nie wyobraża tego, co ja przeżywam. Tam w środku.
Nagle dzwonek do drzwi, który sprawia, że serce zabiło mocniej. Mario to mogłaś być ty...
- Aurelia, ciao bella - uśmiecham się do niej, a zaraz całuję tę słodkie, pełne usteczka, sycylijskie pomarańcze... A ja wciąż myślę o jej matce.
Gdzie: 9. a river of kisses around your pretty face
Opis:Aurelia była śliczna, te jej duże oczy, miękkie, pełne usta, która z taka pasją otaczały...
Znowu się rozproszyłem grzebiąc w telefonie, gdzieś pomiędzy tymi myślami o Marii i tym, że muszę wrzucić dzisiaj jeszcze dwa nekrologii na stronkę. Dwa listy pożegnalne od rodziny pogrążonej w żalu, bla bla bla. W ogóle nie mogę ostatnio złapać tego melancholijnego klimatu, czuję jak serce bije mi w piersi mocniej, kiedy myślę o Marii, a potem o Aurelii też, bo przecież ona była... słodka. A jej matka gorąca.
A ja jestem gdzieś pomiędzy, bo jestem Włochem i przecież uwielbiam gorąc promienie słońca, które igrają na twarzy, jak pocałunki Marii, przyjemne i kojące. Ale też to, że kiedy nieostrożnie wyciągniesz rękę po świecę, która dopala się we włoskiej porcelanie, to możesz się sparzyć, ale igranie z ogniem mamy we krwi, jak te wszystkie ćmy, które w gorące sycylijskie noce leciały prosto w płomień. Ja jestem ćmą, a Maria płomieniem. Wzdycham ciężko, bo tak mnie do niej ciągnie.
Ale myśląc o Aurelii na języku mam ten słodki smak, słodkich sycylijskich pomarańczy, a przecież ich słodycz też jest rozkoszna.
I ja rozdarty pomiędzy tymi dwoma siódmymi niebami, ach. A obok Archie, któremu sprzedałem moją tajemnicę, ale który nawet sobie nie wyobraża tego, co ja przeżywam. Tam w środku.
Nagle dzwonek do drzwi, który sprawia, że serce zabiło mocniej. Mario to mogłaś być ty...
- Aurelia, ciao bella - uśmiecham się do niej, a zaraz całuję tę słodkie, pełne usteczka, sycylijskie pomarańcze... A ja wciąż myślę o jej matce.
Kto: maria & donnie
Gdzie: 10. the artist never sleeps
Opis:Maria się odwróciła, a on...
Powinien pewnie jak normalny człowiek, uspokoić ją i przeprosić. Tylko, że to był Donnie Bowen, ze swą wrodzoną bezczelnością, jakąś taką raptownością mieszającą się z... nieogarnięciem?
Niektórych to urzekało, a innych wkurwiało, taki był Bowen.
Doskoczył do niej, a zaraz opierał palce na jej pełnych ustach - ciii... - uciszył ją, żeby nie pobudzili całego domu. Lepiej nie. Lepiej dla nich.
- Nie chciałem cię wystraszyć... - może to akurat nie, ale zdecydowanie chciał się do niej zbliżyć. Poczuć na palcach miękkie, pełne wargi, jej oddech. Zapach perfum i bijące od niej ciepło.
Jego zielone spojrzenie zatrzymało się na jej dużych, ciemnych oczach, a palce sięgnęły do jej ramienia. Dopiero po chwili się odsunął, pół kroku w tył. Wcale nie bezpieczna odległość, a jednak dał jej odrobinę przestrzeni, i może chwilę na to, żeby przetrawiła, że to nie sen.
Bo oto te zielonookie kłopoty zawitały do jej świata. Wkroczyły do jej pracowni, jak do siebie. Jak wtedy w tym klubie. Wszedł do jej życia, a teraz ciężko go było z niego wypierdolić, cały Bowen.
- Co robisz? - zainteresował się wyglądając zza jej ramienia na stolik, gdzie trzymała jakieś swoje prace.
Gdzie: 10. the artist never sleeps
Opis:Maria się odwróciła, a on...
Powinien pewnie jak normalny człowiek, uspokoić ją i przeprosić. Tylko, że to był Donnie Bowen, ze swą wrodzoną bezczelnością, jakąś taką raptownością mieszającą się z... nieogarnięciem?
Niektórych to urzekało, a innych wkurwiało, taki był Bowen.
Doskoczył do niej, a zaraz opierał palce na jej pełnych ustach - ciii... - uciszył ją, żeby nie pobudzili całego domu. Lepiej nie. Lepiej dla nich.
- Nie chciałem cię wystraszyć... - może to akurat nie, ale zdecydowanie chciał się do niej zbliżyć. Poczuć na palcach miękkie, pełne wargi, jej oddech. Zapach perfum i bijące od niej ciepło.
Jego zielone spojrzenie zatrzymało się na jej dużych, ciemnych oczach, a palce sięgnęły do jej ramienia. Dopiero po chwili się odsunął, pół kroku w tył. Wcale nie bezpieczna odległość, a jednak dał jej odrobinę przestrzeni, i może chwilę na to, żeby przetrawiła, że to nie sen.
Bo oto te zielonookie kłopoty zawitały do jej świata. Wkroczyły do jej pracowni, jak do siebie. Jak wtedy w tym klubie. Wszedł do jej życia, a teraz ciężko go było z niego wypierdolić, cały Bowen.
- Co robisz? - zainteresował się wyglądając zza jej ramienia na stolik, gdzie trzymała jakieś swoje prace.