ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Can you feel it coming in the air tonight, Oh Lord…
o u t f i t
Nie pasowała tutaj. Czuła, że nie pasuje do otoczenia i gwaru, jaki zapanował wokół niej. Zbyt długi czas jej hałasem były kłótnie z mężem oraz piski i wrzaski kłócących się dzieci lub co gorsza ich płacz. Zamykając tego wieczoru drzwi do domu, pozostawiając tym samym męża z najmłodszym synem za sobą, nie planowała tak wielkiego przedsięwzięcia. To miał być krótki wieczór, pośród ludzi, z którymi już zdążyła poczuć się bezpiecznie i komfortowo. Kiedy towarzysze zdecydowali, że pora wyjść z ich bezpiecznej przestrzeni do ludzi, poczuła ucisk w żołądku. Ostatni raz na takie imprezy wychodziła jeszcze w Barcelonie i znacznie się różniły od tego, co zobaczyła, gdy przekroczyła próg Emptiness. Noce w Barcelonie były duszne i wilgotne, przesiąknięte zapachem dymu tytoniowego, potu i kawy, którą popijało się o trzeciej nad ranem, byleby dotrwać do świtu. Nikt nie nagrywał towarzyszy smartfonem, nie robił zdjęć w lustrze, a jeśli chciało się zapamiętać daną chwilę to trzeba było ją przeżyć, a nie nakręcić. Taniec bywał niegrzeczny, wręcz dziki, ale przy tym szczery i to co działo się w nocy pozostawało za drzwiami klubu, gdy się go opuszczało o wschodzie słońca. Loże VIP to były miejsca na schodkach przed wejściem do piwnicy, gdzie mieścił się klub. Piło się z plastikowych kubków, ale za to w doborowym towarzystwie. Stojąc tak w przejściu czuła jakieś ukłucie w klatce, a jej oczy natychmiast stały się wilgotne. Uderzyła ją tęsknota za tym, co minęło bezpowrotnie i gdyby nie głośne nawoływanie znajomych, by dołączyła w końcu do ich stolika, stałaby tak oszołomiona jeszcze dłuższą chwilę, rozpamiętując to co utracone. Podbiegając trzy kroki w ich stronę, jakby chciała nadrobić ten stracony w zamyśleniu czas, obdarzyła ich szerokim uśmiechem i szybko dołączyła do głośnej dyskusji zrzucając z siebie zimowy płaszcz, zupełnie nie przejmując się tym, że jej czarna satynowa sukienka trąci elegancją i odbiega od ubioru pozostałych ludzi. Pogodziła się z tym, że tutaj nie pasuje, ale nie zamierzała zrezygnować z dobrej zabawy. Chwile mijały, a ona delektowała się nimi, na moment porzucając rolę matki. Ilość wypitych drinków: 2 — sączone powoli. Liczba wypalonych papierosów: 1 (i pół) — dla towarzystwa. Kiedy grupa zaczęła się rozkręcać Maria została w tyle, przy stoliku wśród porzuconych płaszczy i z pustą szklanką w dłoni; nie wybiegła z nimi na parkiet. Nie poczuła tego jeszcze. Wstała i skierowała się w stronę baru.
Tinto de verano — powiedziała zadziwiająco pewnie; tkwiąc w tym wyobcowaniu postanowiła zamówić bilet powrotny do domu: czerwone wino z cytrynową sodą i górą lodu; smak młodości. Upijając swojego drinka zamknęła na moment oczy i w wyobraźni dostrzegła tamtą 18-letnią wersję siebie - z burzą loków i roześmianą do utraty tchu, nieświadomą tego jak jej życie będzie wyglądać dwadzieścia pięć lat później. Otwarła oczy czując nieprzyjemne ukłucie w obrębie klatki. Opierając się o bar obserwowała tłum bawiących się ludzi stojąc tam niczym jakiś antyk zagubiony pośród współczesnego zgiełku. Milcząca, zastygła i zbyt skomplikowana, by ktokolwiek wiedział jak się z nią obchodzić.

<3 Donnie A. Bowen
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006.
She’s trouble. I can feel it. I’m still walking toward her.


Pasował do Emptiness, w tej swojej ciemnej koszuli w krwisto czerwone kwiaty, rozpiętej do połowy, ze złotymi łańcuszkami spływającymi po opalonym karku i zmierzwionymi czarnymi słowami, wyglądał jakby salsę tańczył na co dzień. A prawda jest taka, że się jej dopiero uczył, ale wcale nie przyszedł tutaj potańczyć. Na szyi zawieszony miał aparat i to z nim bujał się w rytm muzyki cykając kolejne zdjęcia. Miał po prostu zrobić kilka zdjęć z wieczorka salsy, które później właściciel mógłby sobie wrzucić na stronę. Kilka.
Ale Donnie zawsze przykładał się do swojej pracy i tych zdjęć miał już dużo... Bardzo dużo. Ale co zrobić, kiedy wijące się na parkiecie ciała, kiedy pierzaste sukienki do salsy i kolorowe koszule, podobne do tej, którą miał na sobie, po prostu przyciągały obiektyw? Bowen nie był zapalonym tancerzem, z nosem utkwionym w aparacie on wielu rzeczy nie zauważał, ten ogień, na parkiecie dotarł do niego dopiero przez pryzmat zdjęć. Ruch, kolory, wszystko dzisiaj do niego przemawiało, może dlatego zamiast zrobić to, co miał i po prostu się zawijać, to on wciąż siedział przy ladzie, drinki miał za darmo, więc pił już chyba trzeciego, każdy inny, żeby spróbować różnych, teraz mohito. Nie liczył się wcale z tym, że jutro po tej mieszance będzie miał pewnie potwornego kaca, ale młodość przecież rządziła się swoimi prawami. A Donnie był młody, wciąż jeszcze przez życie nie do końca doświadczony, chociaż... dużo w tym krótkim życiu widział. Dużo ludzi poznał.
Ale on kochał ludzi, kolorowych, zdradzających jakieś emocje, uczucia...
Przyłożył aparat do policzka i powiódł nim dookoła, właściwie nie szukał niczego konkretnego. Może jeszcze odrobina jakiejś dzikiej energii bijącej z samego środka tej latynoskiej, gorącej nocy.
Znalazł coś zgoła innego, nostalgię zamkniętą w ciemnych, pięknych oczach. Melancholię odzianą w czarną, satynową sukienkę. Zawahanie ukryte w tym delikatnym drżeniu pełnych, gorących warg. Tęsknotę za czymś, co odeszła bezpowrotnie w drinku, który sączyła powoli, z pełnym poszanowaniem, jakby smakiem miał przypominać jakieś ciepłe lato, jedną z dzikich plaż, dzikich nocy... Daleko stąd.
Nawet nie wiedział kim jest, a jednak nie przeszkadzało mu to, żeby w jego głowie ułożyła się cała jej historia, zamknięta na fotografiach, które zrobił. Jedna po drugiej.
Trzynaście. I kiedy miał znowu nacisnąć na spust migawki ona się ruszyła, zamierzała odejść?
Ale byłby głupi, gdyby jej pozwolił.
Zanim zdążyła znowu zwrócić twarz w kierunku ognistego parkietu, on już stał za nią, a gdy odwróciła się, nazbyt gwałtownie, i wpadła na niego... Co właściwie zrobił odrobinę specjalnie, zajmując taką pozycję, a nie inną, to od razu zareagował, wystawił rękę zaciskając palce na jej przedramieniu, żeby ją przytrzymać, kiedy się zachwiała. Bo takie szpilki prezentowały się pięknie, dodawały jej niesamowitego seksapilu, ale w starciu z młodością, która wyrasta przed nią niespodziewanie, w postaci jakiegoś młodego chłopaka o intensywnie zielonych oczach, wpatrzonych w nią, jakby była jakimś najpiękniejszym obrazkiem, mogły przegrać walkę.
Dla niego była najpiękniejszym obrazkiem, który on już miał zamknięty, tam, na szyi, w swoim aparacie.
- Och, uwaga... - rzucił - przepraszam, wlazłem w ciebie... - dodał nieco speszony, ale jeszcze wcale nie zabrał palców z jej przedramienia, bo zrobił to specjalnie, bo tylko udawał zakłopotanego. Tak bardzo specjalnie, że może nawet... mogła to dostrzec w tych jego oczach, które teraz zatrzymały się na tych jej ciemnych, błyszczących od tych wszystkich klubowych świateł. Przesunął palcami po jej skórze i zabrał rękę, cofnął ją układając na swoim aparacie, ale nawet na moment nie spuścił spojrzenia. Czarowała go. Z bliska jeszcze bardziej.
- Przyszłaś potańczyć? - zapytał od razu, bo przecież Donnie taki był. Gadał. Dużo. Z każdym, bez żadnego skrepowania. Z nią też, zamierzał...

oh mami <3
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”