ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
161 cm
sędzia Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
kobieta idealna - idealna żona, idealna matka, idealna przyjaciółka, idealna sędzina, idealna córka, idealna sąsiadka, idealna kochanka, idealna... obłudnica?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidamskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było dobrze po północy, kiedy drzwi wejściowe domu trzasnęły o kilka tonów za głośno, a klucze wpadły z głośnym brzękiem do ceramicznej misy w przedpokoju. Cece zamarła i zmarszczyła brwi, czekając, aż któryś z domowników przyjdzie sprawdzić, co się dzieje. Mijały sekundy, a cisza w budynku oznaczała tylko jedno – wszyscy spali. Ostatnie, na co Cecilia miała teraz ochotę, to tłumaczenie się dzieciom, dlaczego wróciła tak późno. Wreszcie odetchnęła z ulgą. Zsunęła z ramion płaszcz, wyswobodziła stopy z ciężkich butów. Płaszcz wylądował na niechlujnie wieszaku, jeden but przewrócił się na bok, a podeszwa drugiego była z jakiegoś powodu w błocie. Tylko przez chwilę chciała odstawić buty na swoje miejsce na szafce. Ostatecznie po omacku i na pamięć ruszyła na palcach ku schodom prowadzącym do sypialni.
Stojąc u podnóża schodów zawahała się. W jej duszy toczyła się wewnętrzna walka dwóch wilków. Jeden chciał już wspiąć się po schodach, wziąć szybki, gorący prysznic i zanurzyć się w ciepłej piżamie w pościeli. Drugi natomiast przypomniał sobie o ulubionym maśle orzechowym, które Cecilia otworzyła rano do śniadania i brzoskwiniowym dżemie, który zachowała na specjalne okazje. Obie opcje były kuszące, ale to pusty żołądek i zachcianki wygrały z racjonalnym podejściem umysłu.
Kiedy przygotowywała tosty, w głowie grało jej Man! I feel like a woman! Shanii Twain, śpiewane z przyjaciółkami podczas wieczornego karaoke. Biodra same poruszały się do nucnego pod nosem rytmu.
W międzyczasie wysłała mężowi, przebywającemu w delegacji, wiadomość, że wróciła już do domu i życzyła mu dobranoc. Wspomnienie Jacoba pobudziło pamięć. Przypomniała sobie, że schowali kiedyś przed dziećmi trochę zioła. Dawno nie miała okazji do pełnego relaksu, a kiedy miała mieć ku temu lepszą możliwość?
Niewiele myśląc, wspięła się na krzesło i z górnej szafki wyciągnęła schowane za starą zastawą stołową pudełko. Zdążyła ledwie zejść, otworzyć pudełko, odwrócić się, kiedy… serce podskoczyło jej do gardła, bo w półmroku kuchni znikąd pojawiła się jakaś sylwetka.
Boże! – Ręka Cece momentalnie uniosła się do klatki piersiowej i przycisnęła do górnej połowy mostka, falującego szybko pod wpływem nagłego wyrzutu adrenaliny, który na chwilę otrzeźwił umysł. Szybko zatrzasnęła pudełko, aby nie mógł zajrzeć do środka.
Och, to ty – uśmiechnęła się do chłopaka łagodnie, ale niepewnie, kiedy tylko rozpoznała w sylwetce Donniego. Mimo to była trochę zestresowana, jakby chłopak przyłapał ją na czymś nielegalnym, a z pewnego punktu widzenia na pewno niemoralnym. – Wystraszyłeś mnie – wyjaśniła i trochę nerwowo próbowała schować wyjętą na wyspę bletkę przed jego wzrokiem.
Co tu robisz? – zapytała, w taki sposób akcentując słowa w zdaniu, aby kontekst brzmiał jako zaskoczone i pełne troski “co robisz o tej porze w kuchni?”, otwarte na potencjalną pomoc, jeśli takowej potrzebował, a nie oburzone “co robisz pod moim dachem, kiedy nie ma mnie ani mojego męża w domu?”. Jej dzieci były już pełnoletnie. Nie mogła roztaczać nad nimi ochronnego kokonu przez całe życie, nawet jeśli ona w wieku córki już spodziewała się pierwszego dziecka. Planowanego.
Przyłapała się oto na tym, że gapi się bez słowa odrobinę za długo na chłopaka jednego z tych dzieci i szybko oprzytomniała, posyłając mu dla odmiany bardziej przyjazny uśmiech.

Donnie A. Bowen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
anonymous
dogadamy się
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

dwa
We both came for something harmless.
That’s the dangerous part.
Sophia była śliczna, a przede wszystkim bardzo fotogeniczna. Chociaż ich znajomość trwała zaledwie kilka tygodni, to Donnie miał na aparacie setki jej zdjęć, może tysiące. Potrafił siedzieć godzinę z aparatem, żeby zrobić jej portret przy odpowiednim świetle, i drugą, żeby jednak spróbować przy innym. Bowen był zafiksowany na punkcie fotografii, szkoda tylko, że na punkcie bycia w związku nie był wcale. Ale Sophia uznała, że chyba jednak jest... A do tego zaprosiła go do swojego rodzinnego domu. Powinien jej odmówić, zawsze to robił, kiedy zaczynało robić się poważnie. On przecież zupełnie nie umiał w poważne rzeczy. Szybko przed nimi uciekał.
A dzisiaj się zgodził. Ale Sophia obiecała mu kolejną sesję, a do tego trochę bardziej intymną niż zwykle. I jak on miał jej odmówić? Donnie nigdy nie odmawiał zdjęć, chociaż w wykręcaniu się z rodzinnych obiadków był mistrzem.
Dzisiaj zjedli z Soph tylko kolację, popili ją butelką wina z barku jej ojca, a później... panna Harper chciała spożytkować ten czas, kiedy jej rodziców nie było w domu, trochę inaczej, ale Donnie był nieugięty, poza tym dziwnie się czuł, kiedy ściągnęła z niego koszulkę w swoim pokoju i przyglądały im się jakieś jej stare lalki Barbie, co oczywiście nie omieszkał jej powiedzieć. Skończyło się niewinnie, na drugiej bazie i spaniu w objęciach, chociaż Bowen, kiedy wygrzebał się z jej pachnącej pościeli, to miał na sobie tylko bokserki. Nie chciał zapalać światła i budzić Sophii, ale musiał iść się napić, złapał tylko z wieszaka koło drzwi jej różowy szlafrok i wciągnął go na grzbiet, miał przykrótkie rękawy i właściwie był na nim dość opięty, ale przecież Donnie nikogo się nie spodziewał. Może jej brata? Zszedł po cichu do kuchni, miał wziąć tylko szklankę wody i sobie iść. Tylko kiedy stanął w drzwiach, to zobaczył Panią Harper wspinającą się na krzesło i sięgającą do szafki tak, że ta krótka sukienka podwinęła jej się jeszcze bardziej. Nie powinien się patrzeć, w ogóle to powinien sobie stąd od razu pójść.
Tylko, że Donnie to nigdy nie robił tego co powinien, a kiedy kobieta się obejrzała, to on już stał przy kuchennym blacie.
- Wystarczy Donnie - uśmiechnął się na ten swój jakże żartobliwy tekst, ale przecież Bowen zawsze miał jakieś wypaczone poczucie humoru, a do tego ładny uśmiech. Oparł się nonszalancko o zimny, kuchenny blat, a jego zielone tęczówki spoczęły na twarzy brunetki.
- Dobry wieczór Pani Harper, udana impreza? - zapytał przechylając na bok głowę i mierząc ją spojrzeniem. Czy on w ogóle powinien tak patrzeć na matkę swojej... dziewczyny jakby?
Znowu wracamy do tego, że Bowen często robił to, co nie powinien i teraz też odgarnął do tyłu ciemne włosy i wyprostował się, tak, że ten różowy szlafroczek Sophii opiął się na nim jeszcze bardziej.
- Przepraszam - rzucił od razu na to wystraszyłeś mnie, a jego zielone tęczówki przesunęły się na jej dłoń, pod którą schowała bletkę, jeden kącik ust momentalnie uniósł się do góry - chciałem tylko... napić się wody - wyjaśnił i oblizał spierzchnięte wargi, bo prawda jest taka, że zaschło mu w gardle. Odsunął sobie od wyspy wysoki stołek i usiadł na nim bez właściwie żadnego skrępowania. Łokcie ułożył na blacie, a policzki oparł na nadgarstkach, spojrzał z takiej perspektywy na Panią Harper. Nie spodziewał się po niej zioła, była elegancka, dość poważna jak na niego, ale może pod tą fasadą siedziała odrobina szaleństwa? Zaintrygowała go tym.
Te jego intensywnie zielone oczy krążyły pomiędzy jej twarzą, a dłonią, pod którą chowała bletkę.
- Umie Pani go skręcić? Tego blanta? - wypalił w końcu. Bo skręcenie ładnego jointa to była sztuka i Donniego zainteresowało, czy Pani sędzia Harper to potrafi. Uniósł jedną brew pytająco.

cecilia harper
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
46 y/o
For good luck!
161 cm
sędzia Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
kobieta idealna - idealna żona, idealna matka, idealna przyjaciółka, idealna sędzina, idealna córka, idealna sąsiadka, idealna kochanka, idealna... obłudnica?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidamskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy sytuacja wróciła do normalności, a postać Donniego spowiło ciepłe, żółte światło kuchennej lampy, Cece nie wytrzymała. Parsknęła krótkim śmiechem, zasłaniając dłonią usta, jakby chciała ukryć rozbawienie za późno. Nie udało jej się powstrzymać odruchu przesunięcia wzrokiem po sylwetce chłopaka, bo jego strój z jednej strony wyglądał absurdalnie, a z drugiej jego pewność siebie (mimo przyciasnego działającego na wyobraźnię różowego szlafroczka obdzierającego z fantazji jej córki) była wprost rozbrajająca! Nawet jeśli na jego policzkach pojawiły się jakieś rumieńce zawstydzenia z przyłapania w tak niecodziennym i absurdalnym wydaniu, Cece i tak skupiła się na uroczym uśmiechu przyklejonym do twarzy Donniego. Dopiero po kilku sekundach przeniosła spojrzenie wyżej, krzyżując wzrok przekrwionych i zaszklonych po alkoholu oczu w oczy Donniego. Brew całkiem wcale nie niewinnie powędrowała ku górze w geście uznania.
Dla odwagi założenia damskiego szlafroczka, oczywiście!
Wystarczy Cece – odpowiedziała z podobną do Donniego nonszalancją i pokręciła wreszcie głową z rozbawieniem.
Podążała wzrokiem za chłopakiem, kiedy zajmował miejsce na stołku. Nie miała wcześniej okazji poznać go osobiście, ale słyszała o tajemniczym Donniem z opowieści córki i potrafiła już zrozumieć, dlaczego jego imię pojawiało się w nich tak często. Ze wszystkich chłopaków, o jakich Cece słyszała, ten przynajmniej na razie wydawał się być najbardziej wyluzowany w sposób, który trudno było zignorować.
I trafiał w gusta wstawionej Cece.
A zanim jej umysł zdążył podpowiedzieć jeszcze jakieś głupie myśli, została wywołana do tablicy. Miała nadzieję, że upiecze jej się z tym blantem, ale nie tym razem! Poczuła ciepło na policzkach i spojrzała na papier nieudolnie schowany pod dłonią. Zagryzła wargi od środka, wahając się przez chwilę. Dlaczego miała się pilnować i usprawiedliwiać swoje zachowanie? Palenie marihuany było legalne w Kanadzie już od dobrych kilku lat, nie robiła niczego nagannego! Była dorosłą kobietą, miała prawo spędzić wieczór z przyjaciółkami, a później zajarać we własnym domu! Czy powinna to robić – to już zupełnie inny temat, jednak w tym momencie nie zastanawiała się nad tym głębiej.
No i została już przyłapana.
Poddała się z zatem z dbaniem o nienaganny wizerunek i odpuściła kontrolę.
Wieki tego nie robiłam – przyznała bez skrępowania.
Zaczesała włosy za ucho, odetchnęła dwa razy, przygotowując się do ziołowego rytuału. Na metalową pokrywkę pudełka wysypała odpowiednią ilość suszu do wypełnienia jednego jointa, przygotowała bibułkę i pod czujnym spojrzeniem Donniego zaczęła nasypywać liście. Ręce jej drżały, trochę z nerwów, a trochę w wyniku wypitego alkoholu. Jak łatwo odwróciły się role i teraz to ona czuła się jak oskarżona, a Donnie był jej sędzią. Podniosła spojrzenie na chłopaka, a kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, uśmiechnęła się odrobinę zbyt zaczepnie.
Moment rozproszenia wystarczył, aby susz rozsypał się po podstawce.
Cece zaklęła cicho pod nosem, bardziej rozbawiona sobą niż faktycznie zirytowana. Przez sekundę jeszcze próbowała ratować sytuację, zgarniając palcami rozsypane listki, ale szybko uznała porażkę.
Z lekkim westchnieniem przesunęła pudełko w stronę Donniego. Śmiało podejrzewała, że ma w tym większe doświadczenie od niej.
Połowa będzie dla ciebie, jak dobrze go skręcisz – rzuciła pewnie.
Odwróciła się do lodówki, otworzyła ją i nalała do szklanki zimnej wody z dystrybutora. Zamknęła drzwi biodrem, po czym wróciła do blatu i postawiła przed Donniem szklankę napełnioną do około trzech czwartych.
Umówmy się, że to zostanie między nami, Donnie – dodała konspiracyjnie, z kącikowym uśmieszkiem i dopiero po chwili zabrała palce ze szklanki. – Lepiej, żeby niektóre sprawy nie ujrzały światła dziennego. – Puściła mu oczko i sama wsunęła się pośladkami na blat stanowisko obok Donniego, jak to miała w zwyczaju podczas kuchenny pogawędek. Złapała palcami za brzeg i machała niespiesznie nogami w powietrzu, przypatrując się z zainteresowaniem temu, co robił.
Czy Donnie miał w ogóle skończone dwadzieścia jeden lat? Myśl pojawiła się i zniknęła równie szybko. Poalkoholowa zdolność do szacowania wieku kulała w przypadku Cece. Dziś zdawało jej się to jednak w ogóle nie przeszkadzać.

Donnie A. Bowen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
anonymous
dogadamy się
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najpierw do pomieszczenia wchodziła jego pewność siebie, a potem Donnie, bo razem by się nie zmieścili w drzwiach.
Było w tym trochę prawdy, bo on nawet w tym różowym szlafroczku, który niedbale zawiązał w pasie, nie tracił tego swojego wrodzonego rezonu. A może nawet ten opięty materiał, który uwydatniał trochę mięśnie, spod którego wystawały fragmenty nagiej, śniadej skóry dodawały mu jeszcze jakiegoś takiego pazura. Różowy szlafrok dodawał mu pazura?
No może nie, ale to nie był moment, żeby się nad tym zastanawiać, zwłaszcza, że Pani Harper... Cece, załapała chyba ten jego żarcik, co sprawiło, że w intensywnie zielonych oczach chłopaka zapłonęły wesołe ogniki.
- Cece - powtórzył po niej, kiedy odsuwał sobie bez skrępowania stołek. Mógł tak mówić do matki swojej dziewczyny? Powinien?
Wielka szkoda, że on się nigdy tym nie przejmował. Tak jak teraz za bardzo nie skupiał się na tym, że siedział sobie w kuchni z Cece, która tak naprawdę mogłaby być jego matką, ubrany tylko w ten szlafroczek i bokserki. Mogłoby to kogoś zgorszyć? Jego na pewno nie.
Ten blant, a raczej bibułka ukryta pod jej dłonią też go wcale nie gorszyły, wręcz przeciwnie, dodawały jej jeszcze jakiejś pikanterii. Jej? A może temu spotkaniu?
Kiedy Sophia mówiła o swojej mamie, Donnie wyobrażał ją sobie trochę inaczej, później zobaczył gdzieś na komodzie jej zdjęcie. Była podobna do swojej córki, ładna. I na pewno fotogeniczna. Donnie aż podrapał się po karku, bo jeszcze chwila, a on znowu by się na tym zafiksował, na zdjęciach, czy na ciemnych oczach, w których odbijało się światło kuchennej lampy? Nie powinien się chyba tak na nią gapić.
Może nie powinien się też uśmiechać, kiedy tak bez ogródek powiedziała, że wieki tego nie robiła, a jednak to zrobił, jeden kącik jego ust uniósł się zaczepnie ku górze.
- To chyba jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina - wzruszył delikatnie ramionami, mógł jeszcze to porównać do kilku innych rzeczy, ale chyba nie wypadało. A czy wypadało się tak patrzeć na jej ręce, kiedy składała tego jointa? Pewnie też nie, ale i tak intensywnie zielone tęczówki utkwione były w jej palcach, a potem na moment w jej ciemnych, dużych oczach. Ten moment, który wystarczył, żeby jej się to nie udało. Nawet chciał jej powiedzieć, że już nie będzie patrzył, odwróci się na moment, otworzył usta, ale brunetka go ubiegła, a nawet już podsunęła mu pod nos tę podstawkę. Pierwsze spojrzenie padło na zioło, drugie już na nią, przechylił na bok głowę, jakby chwilę nad tym myślał, ale przecież nie musiała go do tego przekonywać. Bo tutaj w tym wszystkim nawet najbardziej nie pociągał go sam blant, a fakt wypalenia go właśnie z nią. Panią Harper. Wróć. Cece.
- Stoi - rzucił krótko i przesunął jeszcze bliżej siebie podstawkę - na pewno będzie świetny, bo jestem mistrzem jointów - powiedział wciąż z tą swoją pewnością siebie w głosie - kilku innych rzeczy też - dodał, żeby jeszcze ją troszeczkę zaintrygować. Bo ona już zaciekawiła go bardzo, do tego stopnia, że zielone tęczówki przesunęły się po blacie za nią, kiedy sięgała do lodówki. W tym czasie zaczął już sobie kruszyć w palcach zioło, a kiedy stanęła przed nim szklanka, to od razu do niej sięgnął. Musnął opuszkami jej palce oparte na zimnym szkle. Nie wypadało? Tutaj chyba sporo rzeczy nie przystoi, a jednak się działo. Nie cofnął ręki, tylko spojrzał w jej ciemne, błyszczące oczy.
- Pewnie, to zostanie między nami - zapewnił ją, przecież nie powie Sophie, że jarał blanty z jej mamą w kuchni, już sobie wyobraził, jakby wtedy wyprowadziła mu cios prosto w śledzionę, a była w nich dobra, w takich szturchnięciach, po których Donnie miał później siniaki.
Upił łyk ze szklanki, trochę nazbyt łapczywie, bo kropla wody spłynęła mu po brodzie, wytarł ją wierzchem dłoni, a kiedy jej pośladki wylądowały koło niego na blacie, to przecież nie chciał na nie zerknąć. No nie powinien. Ale to zrobił, jedno krótkie spojrzenie, bo już zaraz jego intensywnie zielone tęczówki wylądowały na podstawce z ziołem. Skruszył je, przejechał palcem po bibułce prostując ją, skręcił ustnik, nasypał susz, powoli, ze skupieniem, bo to przecież miał być świetny blant. Podniósł wypełnioną zielonym bibułkę do ust i przejechał po niej wolno językiem, chociaż w tym czasie zerknął w twarz brunetki, zawinął papierek w palcach i już po chwili rzeczywiście miał gotowego ładnego, całkiem zgrabnego ale nie tak jak Cece jointa. Aż wstał z miejsca i podniósł go do góry w dwóch palcach.
- Chyba wyszedł zajebisty... to znaczy całkiem spoko - powiedział z niewinnym uśmiechem majaczącym na twarzy. Ale przecież każdy kto go znał, to wiedział, że Bowen to nie był niewinny wcale. Ale Cece jednak go nie znała. Pochylił się nad blatem w jej kierunku i dał jej skręta, a później pomacał się po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki. Ciekawe jakich kieszeniach skoro miał na sobie bokserki i ten szlafrok, chociaż... Zaraz z kieszeni różowego szlafroczka wyciągnął jakąś brokatową zapalniczkę. Na pewno należała do Sophii.
- Sophia pali? - zdziwił się troszeczkę, bo tego też się nie spodziewał, nie uświadczył jeszcze, ona nawet na niego patrzyła krzywo, kiedy sięgał po papierosa i kazała mu marznąć na balkonie, albo w oknie - chyba kadzidełka - stwierdził i przesunął palcem go ogniu, żeby sprawdzić czy działa. Działał.
Donnie już zaraz pochylał się w kierunku Cece ściskając w dłoniach zapalniczkę, żeby jej tego świetnego jointa odpalić. Blisko. Tak blisko też wcale nie powinien.

cecilia harper
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”