Uśmiechnął się na jej słowa, ładnie, bo on rzeczywiście miał ładny uśmiech, było w nim coś takiego zadziornego, jak u chłopca, ale też trochę takiego pazura, może to przez te ciemne, srogie brwi, albo nos? A może oczy? Intensywnie zielone, którymi teraz wywrócił.
-
No wiesz... mam zapisy już na przyszły rok, takie kolejki... Ale ja zawsze miałem słabość do trochę starszych dziewczyn... więc córki mnie tak średnio interesują - rzucił, a te zielone ślepia zawiesił na jej oczach. Może to było tylko takie gadanie? Chociaż prawda jest taka, że Donnie zawsze wybierał starsze kobiety, chociaż by o te... kilka lat. Taka dziwna słabość. Zmrużył powieki i nawet przez jeden moment chciał jej zapytać ile miała lat, bo Donnie zawsze był dość bezpośredni. Ale ona wtedy zapytała o te słabości, a Bowen się zamyślił. Bo to było ciekawe pytanie... On się tak przechwala tymi ukrytymi talentami, a przecież jak każdy człowiek miał też swoje przywary. Chciał się z nią tym dzielić? Czy to był na to dobry moment?
Według niego świetny. Idealny. Bardzo ciekawe pytanie, wymierzone w odpowiednim czasie. Odchylił do tyłu głowę i jeszcze się nad tym zastanowił.
-
Mam klaustrofobię, to znaczy, nie jakąś paniczną, ale nie lubię małych przestrzeni... - zaczął zerkając na nią, bo Donnie uwielbiał kiedy dookoła miał dużo miejsca, kiedy stał po środku niczego, albo wszystkiego... wolał to niż zamknięcie w czterech ścianach -
nie umiem... planować, no wiesz, że jedziesz gdzieś i masz cel, chcesz zobaczyć to i to... ja wszystko robię na spontanie - wzruszył ramionami, ale taka była prawda -
rachunki też zawsze gubię i płacę je kiedy przyjdzie upomnienie - albo kiedy naklei sobie kartkę na czoło, że musi cos opłacić, ale to też akurat jak zerknie w lustro, to wtedy go oświeci -
no i podobno nie umiem utrzymywać relacji... Ale zobacz jak nam zajebiście idzie, nikt się nie zapowiadał a się spotkaliśmy - zazwyczaj szło mu tragicznie. Zawsze zapominał zadzwonić, napisać, nawet kiedy pakował walizki i wynosił się na drugi koniec świata.
-
Teraz ty Mars - specjalnie użył tego zdrobnienia, bo jemu się bardzo podobało -
czego boi się taka ognistowłosa dziewczyna? I z jakimi demonami walczy? Nie licząc tego, że z przypadkowymi fotografami w parku - wystawił jej czubek języka. Chociaż jego przecież kupiła ta waleczność, no i jej zdjęcia też...
Czy nie powinni takich rozmów prowadzić podczas nauki tańca? Może nie. Bo Donnie w ogóle nie skupiał się na tym co mówiła instruktorka, ale... na pewno takie rozmowy pomogły mu przełamać tą dziwną, niewidzialną barierę, zbliżyć się do niej trochę bardziej. Bo było w tym coś... pociągającego. W takich rozmowach. Podczas nauki salsy.
Może to też pomogło im się trochę wczuć? Lepiej siebie poczuć nawzajem, tak, że po pewnym czasie gubienia się w gąszczu kroków skierowanych w nieodpowiednim kierunku i deptania sobie po palcach...
Wychodziło im to całkiem nieźle.
Znowu się do niej uśmiechnął, znowu zawiesił spojrzenie na jej pięknych, dużych oczach, a kiedy jej dłoń wylądowała na jego karku, to mogła poczuć na dekolcie mocniejszy oddech, który opuścił jego płuca, przesunął palcami po jej plecach, a te na talii ułożył pewniej.
-
Dobra z ciebie tancerka Marsi - powiedział równie cicho -
albo my po prostu... - zaczął, ale tego już nie dokończył, bo okazało się, że czeka ich zmiana. Donnie też strzelił oczami -
chyba za bardzo daliśmy czadu - mrugnął do niej jednym okiem, już miał się odsunąć, chociaż wcale mu się to nie uśmiechało, ale ruda pochyliła się do jego ucha i chociaż Donnie jej słuchał, to zerknął na tego latynoskiego przystojniaka, który już się do nich zbliżał -
weź go w obroty, może czegoś cię nauczy to potem mi pokażesz... - mruknął również jej do ucha, na którym później jeszcze zawiesił na moment ciepły oddech, zanim się odsunął. Zmierzył jeszcze spojrzeniem gościa, kiedy się mijali, a później jeszcze obejrzał przez ramię na Marseille, zanim odwrócił się do swojej nowej partnerki. Jemu trafiła się drobna, niska blondynka. Ładna, a jak się zaraz okazało strasznie wygadana, bo od razu zaczęła mu nawijać. Donnie starał się jej słuchać, ale jego wzrok wciąż zezował gdzieś w kierunku rudej i jej nowego kolegi. Nie miał aparatu, a i tak musiał stwierdzić, że ładnie razem wyglądali, profesjonalnie... Oboje w takich profesjonalnych butach. On i Daisy, jak się zaraz okazało też oboje mieli trampki, a ona do tego kwiecistą, falbaniastą sukienkę, jak do salsy, tylko w drobne stokrotki. W pierwszym odruchu byli trochę spięci, bo Daisy non stop coś opowiadała, chyba już całą historie swojego życia, a Bowen za bardzo jej nie słuchał, ale w pewnym momencie kiedy nadepnęła mu na stopę i zaczęła przepraszać, a on stwierdził, że jest taka drobna, że mogłaby tańczyć na jego butach, to złapali jakiś tam vibe…
Ale zdecydowanie mniej ognisty niż z rudą. Bo oni się właściwie trochę wygłupiali. Zatańczyli trzy sekwencje, dwie zepsuli, ale jedna wyszła im perfekcyjnie, aż instruktorka ich pochwaliła. Ale Marsi i Latynosa chwaliła za każdym razem.
-
Ta ruda dziewczyna to twoja panna? - zapytała w końcu Daisy, kiedy jeszcze bujali się w rytm muzyki.
-
Co? Nie... - wypalił od razu Donnie.
-
Bo cały czas na nią patrzysz... - zaśmiała się pogodnie. W ogóle Daisy miała bardzo miłe usposobienie -
ale ona na ciebie też zerka - Donnie uniósł jedną brew. I nawet chciał udać, że go to wcale nie obeszło, ale chyba obeszło, bo znowu zerknął w kierunku Marsi i nawet na moment złapał z nią kontakt wzrokowy. Tylko to zaowocowało tym, że jakoś źle obrócił Daisy, a później za mocno ją szarpnął, i wpadła mu w ramiona tak, że aż się zatoczyli, Daisy parsknęła głośno śmiechem. A Donnie rzucił jej przepraszające spojrzenie.
Marseille Newton