ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
This is my dance space. This is your dance space.
Oh, fuck it anyway.
Te lepsze są u ciebie na telefonie.
Marseille wywróciła oczami, choć kąciki jej ust drgnęły, lekko się unosząc, jakby trochę wbrew niej samej. Może niepotrzebnie zostawiła mu ten komentarz pod zdjęciem na instagramie, ale w sumie dlaczego miała tego nie zrobić? Nie musiała się przecież ukrywać z tym, że zagląda na jego profil, skoro nie ukrywał swoich danych, nawet sam wspomniał o tym instagramie. Nie robiła nic złego, co więcej, można powiedzieć, że w pewien sposób trzymała rękę na pulsie, bo jakby nie patrzeć pozwoliła mu zostawić jedno ze zdjęć. Kontrolowała w ten sposób, czy nie złamał przypadkiem warunków ich umowy. Nie uznawała żadnych odstępstw.
Tymczasem zbliżała się do miejsca docelowego, porzucając myśli o napotkanym fotografie. Miała nadzieję, że dzisiejsza aktywność okaże się dobrą zabawą, a nie straconym czasem. Od jakiegoś czasu miała silne postanowienie, by próbować w życiu nowych rzeczy, doświadczać czegoś, a nie tylko egzystować. Na te bardziej ekstremalne jeszcze przyjdzie czas, w tym temacie była zwolenniczką małych kroczków, a nie rzucania się na głęboką wodę. Poprawiła torbę na ramieniu i popchnęła drzwi, wchodząc do budynku.
Taniec. Gdyby postrzegać go w kategorii sportu to być może byłby jedynym, na jaki Marseille zwróciłaby uwagę, a przecież generalnie nienawidziła ćwiczyć. Taniec jednak to co innego. Uwielbiała oglądać ludzi wywijających na parkiecie i choć generalnie ruszała się wcale nie najgorzej, brakowało w jej ruchach jakiejś płynności i miękkości. Chciałaby ją mieć, uznała więc, że spróbuje pójść na jakieś zajęcia taneczne. Padło na salsę głównie dlatego, że lekcje odbywały się o pasującej jej godzinie. Teraz, pokierowana przez panią na recepcji skierowała się do szatni, gdzie miała się przebrać. Długo nie wiedziała, w co się ubrać, wcześniej nie była na zajęciach tanecznych. Wprawdzie kilka razy przebąkiwała narzeczonemu, że powinni wybrać się przed ślubem, ale ten problem sam się rozwiązał, skoro ani narzeczonego ani zaplanowanego ślubu już nie miała. Ostatecznie wybrała bluzkę na ramiączkach i spódnicę z szortami pod spodem oraz jedyne buty na obcasie, które w jakimkolwiek stopniu przypominały buty do salsy, które znalazła na internecie. Ściągnęła włosy w luźną kitkę i skierowała się do sali. Uczestnicy zajęć zbierali się, a gdy wybiła godzina rozpoczęcia zajęć, Marseille uznała, że to nie będzie duża grupa, może 8, 10 osób. Ale wśród nich mignął jej ktoś znajomy. Znajomy - nieznajomy. Instruktorka już zaczęła tłumaczyć agendę tych zajęć, zaraz mieli rozpoczynać rozgrzewkę, a rudowłosa przesuwała się powoli, żeby znaleźć się bliżej konkretnej osoby.
Fotograf. Tancerz. Miłośnik kruków. Aspirujący da Vinci fotografii. Masz jeszcze jakieś ukryte talenty, Donnie? – odezwała się tuż za jego plecami, przesuwając, kiedy najpewniej zerknął w jej kierunku. Czy naprawdę Toronto było aż tak małe, by wpadła na tę samą osobę w przeciągu zaledwie kilku dni? Najwyraźniej.

Donnie A. Bowen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
This is awkward.
Only if we stop dancing.


Czuł się dziwnie, nie dlatego, że nie lubił tańczyć, nawet to lubił, czuł rytm, nie miał z tym jakiś problemów, a przede wszystkim to nie krępował się, a to już dużo mu dawało na parkiecie. Dlatego pewnie się zgodził, kiedy Ruby zaprosiła go na ten kurs salsy. Ruby była ładna i dobrze się ruszała, ale przede wszystkim to była fotogeniczna, Donnie miał na aparacie sporo jej zdjęć.
Ale dzisiaj nie miał ze sobą aparatu, właśnie dlatego czuł się dziwnie. Ruby też z nim wcale nie było, bo w ostatniej chwili napisała mu smsa, że jej babcia zwichnęła biodro i musi z nią jechać do szpitala. Trochę nie chciało mu się w to wierzyć, bo co za babcia skręca sobie biodro w piątek wieczór? Chyba tylko jakaś imprezowa. Ale nie chciał w to wnikać, pewnie dlatego, że jakby się jednak okazała to prawda, to on zamiast stać tutaj musiałby jechać z Ruby do szpitala, bo tak by wypadało. Nie zawsze robił to co wypadało, ale się starał...
No i dzisiaj też starał się ubrać jakoś tak, żeby bardziej pasować do tej salsy, zamiast czarnej koszuli, to on sobie założył jakąś w czerwone kwiaty, troszeczkę rzucał się w oczy, no ale nie zamierzał tańczyć w podkoszulku jak na w-fie. Chociaż na nogach miał czerwone trampki, bo akurat żadnych butów do tańca nie posiadał, a wyczytał na stronie, że trzeba je zmienić, no to zmienił, na trampki właśnie.
Słuchał instruktorki i przez moment się zastanawiał czy jednak dobrze zrobił, że tu przyszedł sam, bo dookoła już się ustawiały jakieś pary, no ale jakby nie był tutaj, to pewnie by pisał nekrologi, więc to może jednak lepsze było? Mniej przygnębiające?
Jutro pewnie do tego przysiądzie i może w tle odpali sobie tego Kruka, tą starszą wersję. Chociaż dzisiaj z kruka miał mniej, kiedy tak się bujał w tych czerwonych butach do przodu i do tyłu na piętach. Dopiero kiedy usłyszał ten głos, to się wyprostował. Kojarzył go, ale nie rozpoznał jej od razu, chociaż przecież... myślał o niej.
A jednak kiedy się odwrócił, kiedy stanął na przeciwko rudej Marsi, to uśmiechnął się od razu.
- Całkiem nieźle gotuję i mówię w dwóch językach, no i jeszcze taki jeden... ale on jest bardziej ukryty - zielone tęczówki od razu przesunęły się po jej sylwetce, ale zaraz zatrzymały na jej twarzy. Podobała mu się.
Może dlatego, że on to zdjęcie, które jej zrobił, a które zostawiła mu na aparacie, to już obejrzał ze sto razy?
- A ty przyszłaś tutaj być słodka, czy pokazać na co cię stać? - znowu się uśmiechnął, znowu z spojrzeniem zawieszonym na jej ładnych, dużych oczach. Oczy też mu się podobały.
Instruktorka coś tam zaczęła mówić, żeby się dobrali w pary, ale oni jej chyba za bardzo nie słuchali, bo przecież zaglądali sobie tak głęboko w oczy, a jednak... stali w takiej odległości, że zaraz jakiś latynoski przystojniak, który też miał na sobie koszulę, w chyba jeszcze większe kwiaty niż ta Donniego, podszedł do Marseille i zapytał z tym swoim hiszpańskim akcentem, czy chce być z nim w parze.
Donnie dopiero teraz zrobił krok w jej kierunku.
- Sorry stary, ale ona jest ze mną - rzucił, ale przecież ruda jeszcze mogła coś powiedzieć...
No na przykład, że wcale nie.

Marseille Newton
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodzenie ze swojej strefy komfortu okazało się nawet łatwiejsze, niż sądziła. Choć jak wszystko, co w jakiś sposób nowe, może być lekko stresujące, tak Marseille bardziej czuła ekscytację niż strach przed tym, jak i czy sobie poradzi. Miała poczucie, że straciła i tak dużo czasu na zastanawianiu się, co ktoś sobie pomyśli albo czekaniu, aż ktoś znajdzie czas, by zrobić z nią coś, czego bardzo chciała. Ominęło ją dużo wydarzeń, na które miała ochotę, ale brak towarzystwa. Koncerty, na które nie kupiła biletów. Filmy, których nie obejrzała na dużym ekranie. Wakacje, których ostatecznie nie wykupiła. Uwierzyła w to, że tak przecież wygląda dorosłe życie, że trzeba być odpowiedzialnym, obowiązkowym, nie można wszystkiego rzucić z dnia na dzień.
A potem jednak okazało się, że można. I że to nie koniec świata. A dorosłe życie, kiedy w końcu robisz, na co masz ochotę, może być całkiem fajne. Dziś na przykład miała ochotę potańczyć. Nie myślała o tym, że pewnie większość osób przyjdzie w parach, bo uznała, że jakoś to będzie, po co miała martwić się na zapas.
Jakoś chyba było, skoro znała tu przynajmniej jedną osobę.
Przechyliła lekko głowę na bok, przyglądając mu się, kiedy mówił o swoich talentach. Jej oczy lekko rozbłysły przy wspomnieniu o ostatnim.
Brzmi ciekawie, wspominałam już, że lubię wyzwania? Ile trzeba czasu, żeby odkryć ten twój ukryty talent? Jakieś – uniosła spojrzenie, gdzie na ścianie wisiał zegar – dwie godziny wystarczy? – spytała pół żartem, pół serio, jakby naprawdę miała taki plan na resztę tych zajęć. Choć po pierwszej i ostatniej rozmowie w parku, Newton kompletnie nie spodziewała się, że spotkają się tak szybko (a w sumie, że w ogóle) to tak właściwie dobrze było zobaczyć znajomą twarz, nawet jeśli należała ona do gościa, który bez pytania zrobił jej zdjęcia. – Ładna koszula – dodała, obrzucając go całościowym spojrzeniem. Dobrze się prezentował, przecież dopiero teraz mogła zobaczyć jak wygląda bez tych wszystkich zimowych warstw, które nosiło się, żeby nie zamarznąć.
Uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy tak nawiązał do ich poprzedniej rozmowy.
Słodka już byłam – skwitowała i pomimo że nie mógł tego wiedzieć, faktycznie całkiem nieźle opisywało to życiową sytuację rudowłosej. Być może zamierzała dodać coś jeszcze, bo przecież nie myślała o tym, że może jednak należało słuchać tego, co próbuje przekazać im instruktorka, kiedy ich wymianę zdań (raczej spojrzeń) przerwał mężczyzna, najwyraźniej szukający partnerki na te zajęcia. Marseille przeniosła na niego spojrzenie, a potem rzuciła kątem oka na Donniego, który nagle wystąpił, dając facetowi sygnał, że nie ma czego tu szukać. Uniosła brew ku górze, jakby zastanawiała się nad czymś intensywnie.
Myślałam, że jesteśmy umówieni dopiero na wiosnę – powiedziała nieco ciszej, na tyle wyraźnie, by Bowen ją usłyszał i rzuciła mu nieco przeciągłe spojrzenie spod lekko przymrużonych powiek. Jakby nie było do niczego się nie zobowiązała. Obróciła się lekko w stronę mężczyzny, który też najwyraźniej czekał na jej ostatnie słowo. Przez chwilę jeszcze milczała, chyba nawet całkiem nieźle się bawiąc. Ale nie można było tego przeciągać w nieskończoność. – Przykro mi, kolega był pierwszy – rzuciła, wzruszając ramionami z przepraszającą miną, która zniknęła, kiedy tylko ponownie popatrzyła na Donniego. Na jej usta wkradł się lekko krnąbrny uśmiech. – Mam nadzieję, że tego nie pożałuję, a ty nie podepczesz mi palców. I że potrafisz ruszać bioderkami. – Mówiąc to opuściła spojrzenie, zupełnie jakby mogła to ocenić jedynie wzrokowo. – Musisz wiedzieć, że zazwyczaj bywałam prymuską na zajęciach. – Tak jakby nie miało to znaczenia, czy chodzi o biologię czy taniec, lubiła być po prostu dobra w tym co robi. Ale czy tak miało być i tym razem? Zerknęła w kierunku instruktorki, która widząc, że wszyscy ostatecznie dobrali się w pary, zaczęła mówić coś o tym, że zaczną od krótkiej rozgrzewki i kilku ćwiczeń i trików, które pozwolą lepiej poznać się z partnerem i zbudować zaufanie.

Donnie A. Bowen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dorosłe życie Donniego wyglądało właśnie tak... z dnia na dzień potrafił wszystko rzucić i ruszyć dalej w świat. Nie zwracał uwagi na nikogo często kończąc relacje, które może miały jakąś szansę. Robił co chciał na co miał ochotę, zawsze. Może i jemu wydawało się to fajne.
Ale były na pewno takie momenty, że ktoś stojący z boku, ktoś z kim on się nawet nie pożegnał, kiedy odebrał telefon na drugim końcu świata, miał co do tego zupełnie odmienne zdanie. Czy dorośli ludzie naprawdę z nikim się nie liczą?
Bo Bowen się nie liczył. I dzisiaj też bez Ruby zakładał, że będzie się tu dobrze bawił. A ona jak woli być w szpitalu ze swoją babcią, no to jej wybór...
No aż tak to sobie nie myślał, bo Donnie nie był zły, naprawdę. A jednak szybko jego myśli z azymutu na tą brunetkę, która go tutaj zaprosiła, przeniosły się na rudą. Wystarczyło, że raz spojrzał w te jej błyszczące, piękne oczy. Znowu przepadł się uśmiechnął.
- Jeszcze nie, ale to zanotuję - nie znali się za dobrze, wcale właściwie, a jednak zainteresowała go, a tym, że lubiła wyzwania tym bardziej. Bo Donnie też je lubił.
- To zależy... - stwierdził, kiedy o to zapytała ile czasu potrzeba do odkrycia jego ukrytego talentu - jak bardzo się postarasz - puścił do niej zaczepnie oczko. A kiedy wspomniała o jego koszuli, to przesunął po niej palcami, wygładził ją.
- Podoba ci się? - on też spojrzał w dół na jej koszulkę, na... spódnicę? Ale zatrzymał się na butach - ładne buty, bardzo profesjonalne - może Donnie nie był jakimś mistrzem komplementów, ale przynajmniej był chłopak szczery. I to nie tak, że mu się nie podobała w tych? Tej spódnico-szortach, chociaż nawet nie wiedział, że tam pod spodem są szorty, ale Donnie nie za bardzo zwracał na takie rzeczy uwagę. Może jakby jej zrobił zdjęcie, to by zwrócił? Albo jakby była cała w cekinach, albo w kolorze tak wściekłym, że od razu by sobie wyobraził jakby to wyszło na zdjęciu? Chociaż teraz też sobie wyobraził.
Uniósł jedną brew na jej kolejne słowa, bo on od razu się zastanowił, czy to znaczy, że słodka była w parku? Jak to miało być słodkie, to jak wygląda jej zaciętość? Dawanie z siebie wszystkiego? Chociaż... trochę słodkie było to, że walczyła tak o te zdjęcia, jak jakaś panda ruda.
Może nawet by ją o to zapytał, ale przeszkodził im ten facet, który na Donniego to nawet na początku nie zwrócił uwagi, dopiero, gdy ten się odezwał. Dopiero zmierzyli się nawzajem spojrzeniem. Wyglądali nawet trochę podobnie, ale tamten miał zdecydowanie bardziej profesjonalne buty. Gdyby ruda patrzyła na buty, to na pewno by go wybrała, tak pomyślał sobie Bowen.
- Chyba karma chciała inaczej - odpowiedział jej, równie cicho, nawiązując do ich rozmów o reinkarnacji. Zerknął na nią, a potem na zniecierpliwionego Latynosa. Obaj czekali na jej ostatnie słowo, i już po chwili i te ciemne oczy mężczyzny, i zielone Donniego utkwione były w jej twarzy. Chociaż kiedy przyznała mu rację, to Bowen zaraz zerknął na gościa z triumfalnym uśmiechem. No ale to było silniejsze od niego. I ten uśmieszek jeszcze błąkał się po jego twarzy, kiedy Marseille się do niego odwróciła.
- A może to jest ten mój ukryty talent? - zapytał pochylając się bliżej w jej kierunku, ale zaraz zmrużył powieki - ale bardziej musisz się postarać, żeby go odkryć - znowu do niej mrugnął jednym okiem, a kiedy spuściła spojrzenie, to nawet zakręcił biodrami, no bo przecież widział gdzie patrzyła - świetnie, bo ja... tańczyć też umiem - wytknął jej czubek języka, żeby dać do zrozumienia, że to jeszcze nie jest ten ukryty talent.
Instruktorka już kazała im się jakoś tam ustawić. A Donnie może i ruszać się umiał, ale na takich zajęciach to zawsze był noga, bo się szybko rozpraszał, nie umiał skupić. Przechylił na bok głowę, ręką sięgnął do biodra Marsi, opał na nim miękko palce. Coś w tym stylu, ale on i tak zaraz strzelał oczami w sufit i odchylał do tyłu głowę.
- Nie wiem jak... - mruknął, a instruktorka, która znalazła się koło nich pokręciła głową - no przede wszystkim to się jej nie krępuj, ona przyszła tutaj potańczyć, dać się poprowadzić - mówiąc to przesunęła ich bliżej siebie i odpowiednio ułożyła rękę Bowena na talii rudej. Donnie spojrzał Marseille w oczy, bo może to nie tak, że go zawstydzała, wręcz przeciwnie, ale w klubie to było jakieś łatwiejsze, kiedy latino leciało z głośników. A tutaj muzyki jeszcze nie było, tylko spokojny głos instruktorki.
- Salsa to ogień, bliskość... - coś tam, coś tam. Ale Donnie już nie słuchał, bo był naprawdę blisko Marsi, tak, że dzieliły ich może jakieś nędzne centymetry, które on i tak zaraz zamknął, gdy oparł jej rękę w talii i przyciągnął ją do siebie. W końcu... Ogień i bliskość tak?

Marseille Newton
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W niektórych ludziach było coś magnetycznego, co sprawiało, że przyciągali spojrzenia. Chciało się nad nich dłużej patrzeć, chciało się ich słuchać, było się ciekawym, co zaraz zrobią, jak zareagują, co pomyślą. I choć nie znali się prawie wcale, według Marsie Bowen miał w sobie coś takiego. Widziała przecież, że kilka innych kobiet na sali zerkało w jego kierunku, nawet jeśli były tu ze swoimi partnerami. Nie sądziła, by chodziło wyłącznie o to, że był przystojny, choć przecież był. To, jak się uśmiechał; to, jak ruszał lekko głową, gdy coś mówił – wszystko całościowo wpływało na to, że chciało się jego uwagi. I Marseille całkiem nieźle czuła się z tym, że przynajmniej na czas tych zajęć ją zdobyła, jakkolwiek próżno by to nie brzmiało.
Tak, jak Donnie patrzył często na ludzi przez pryzmat tego, jak mogliby wyjść na zdjęciach, tak w przypadku Marseille, najwyższą formą uznania dla kogoś byłoby to, że chciałaby go narysować. Odkąd rzuciła poprzednią pracę i miała znacznie więcej wolnego czasu, dużo z niego poświęcała na rozwijanie swojej pasji. Kiedy była dzieckiem, jej rysunki dla rodziców były zwykłymi bohomazami, a ona od początku zdawała sobie sprawę, że to nie może być na liście jej priorytetów. Ale teraz już nie było poważnej pracy, poważnego życia i oczekiwań rodziców. W końcu próbowała robić to, czego sama chciała, a nie czego ciągle od niej oczekiwano.
Już wtedy w parku pomyślała, że byłby wdzięcznym modelem. Wyobraziła sobie, jak zaznaczyłaby linię jego szczęki czy lekko zmrużone oczy.
Jej własne rozchyliły się bardziej, gdy poszukała jego spojrzenia.
Kolejny? Ugh, nie jesteś trochę zbyt idealny? Pewnie matki ustawiają się w kolejce, żeby poznać cię z ich córeczkami – zaśmiała się. Jej były narzeczony trochę taki właśnie był. Wymarzony zięć. Uprzejmy, przystojny, ułożony ze świetną pracą. Przy tym dupek, który wbije ci nóż w plecy. – To jakie są twoje słabości, Donnie? – spytała nieco ciszej, ze wzrokiem utkwionym w jego oczach. – Co ci nie wychodzi, czego się boisz? – Może to nie był najlepszy moment na zadawanie tego rodzaju pytań, tym się jednak niespecjalnie przejmowała.
A może powinna, bo niełatwo było prowadzić takie konwersacje w trakcie nauki tańca, zwłaszcza, kiedy instruktorka chce ci coś przekazać. Marseille uśmiechnęła się do Donniego, chyba w ten sposób chcą jakoś dodać mu otuchy, może pokazać, że nie musi się jej wstydzić, ostatecznie... no byli w tym razem, prawda?
Taka bliskość była nagła, ale zaskakująco naturalna. Jego dłoń na jej talii nie była już niepewna – przeciwnie, kiedy już przestał się krępować, objął ją zdecydowanie, jakby faktycznie uwierzył w to, co przed chwilą powiedziała instruktorka o ogniu. Rudowłosa uniosła na niego spojrzenie, nie cofając się ani o centymetr. Muzyka w końcu popłynęła z głośników. Instruktorka zaczęła liczyć kroki, które oni mieli powtarzać. Na razie podstawy. Przód-tył. Przód-tył. Początki nie były łatwe. Rozpraszali się, gubili kroki. Ale po kilku minutach Marseille czuła, że znaleźli wspólne flow, ich ciała przestały poruszać się każde sobie, a złapały jeden rytm. Jak w symbiozie.
Kolejna kombinacja wymagała bliższego ustawienia. Tym razem to ona skróciła dystans, zanim on zdążył. Jej dłoń znalazła się pewniej na jego ramieniu, a nawet przesunęła nieco wyżej, palcami muskając kark, a ciało ustawiło pod lekkim kątem, dokładnie tak, jak pokazywała instruktorka. Czuła jego oddech. I własne przyspieszone tętno, choć nie zamierzała się do tego przyznawać.
Coś mi się wydaje, że chyba dobrze nam idzie – szepnęła, jakby w obawie, że gdy będzie głośniej to się rozproszą. Już rozchylała usta, jakby zamierzała powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążyła, bo w tym momencie przez muzykę przebił się głos instruktorki, ogłaszając zmianę partnerów. Widząc, że mało kto był zadowolony, dodała, że tylko na chwilę, na jedną lub dwie sekwencje. Sala zaszemrała. Ludzie zaczęli się przemieszczać.
Marseille nie puściła Donniego od razu.
Jej palce jeszcze przez sekundę spoczywały na jego karku, jakby w jej głowie ważyła się decyzja. Spojrzała w bok – ten sam latynoski przystojniak, który wcześniej chciał ją odbić, właśnie zmierzał w jej kierunku zgodnie z ruchem zmiany.
Powoli przeniosła wzrok z powrotem na Donniego i przechyliła się, a jej usta znalazły się blisko jego ucha.
Nie baw się zbyt dobrze beze mnie – powiedziała cicho pół żartem, pół serio – I uważaj z tym ogniem, nie puść sali z dymem. – Puściła go i niemal od razu zrobiła dwa kroki w bok, wpadając w ramiona nowego partnera, który uśmiechnął się szeroko, obejmując ją fachowo w talii.
Ale zanim muzyka i ten przystojny Latynos porwali ją do tańca, rzuciła Bowenowi krótkie, wyzywające spojrzenie przez ramię. Nie chciała dać tego po sobie poznać, ale tak naprawdę była nieco zawiedziona koniecznością zmiany.

Donnie A. Bowen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się na jej słowa, ładnie, bo on rzeczywiście miał ładny uśmiech, było w nim coś takiego zadziornego, jak u chłopca, ale też trochę takiego pazura, może to przez te ciemne, srogie brwi, albo nos? A może oczy? Intensywnie zielone, którymi teraz wywrócił.
- No wiesz... mam zapisy już na przyszły rok, takie kolejki... Ale ja zawsze miałem słabość do trochę starszych dziewczyn... więc córki mnie tak średnio interesują - rzucił, a te zielone ślepia zawiesił na jej oczach. Może to było tylko takie gadanie? Chociaż prawda jest taka, że Donnie zawsze wybierał starsze kobiety, chociaż by o te... kilka lat. Taka dziwna słabość. Zmrużył powieki i nawet przez jeden moment chciał jej zapytać ile miała lat, bo Donnie zawsze był dość bezpośredni. Ale ona wtedy zapytała o te słabości, a Bowen się zamyślił. Bo to było ciekawe pytanie... On się tak przechwala tymi ukrytymi talentami, a przecież jak każdy człowiek miał też swoje przywary. Chciał się z nią tym dzielić? Czy to był na to dobry moment?
Według niego świetny. Idealny. Bardzo ciekawe pytanie, wymierzone w odpowiednim czasie. Odchylił do tyłu głowę i jeszcze się nad tym zastanowił.
- Mam klaustrofobię, to znaczy, nie jakąś paniczną, ale nie lubię małych przestrzeni... - zaczął zerkając na nią, bo Donnie uwielbiał kiedy dookoła miał dużo miejsca, kiedy stał po środku niczego, albo wszystkiego... wolał to niż zamknięcie w czterech ścianach - nie umiem... planować, no wiesz, że jedziesz gdzieś i masz cel, chcesz zobaczyć to i to... ja wszystko robię na spontanie - wzruszył ramionami, ale taka była prawda - rachunki też zawsze gubię i płacę je kiedy przyjdzie upomnienie - albo kiedy naklei sobie kartkę na czoło, że musi cos opłacić, ale to też akurat jak zerknie w lustro, to wtedy go oświeci - no i podobno nie umiem utrzymywać relacji... Ale zobacz jak nam zajebiście idzie, nikt się nie zapowiadał a się spotkaliśmy - zazwyczaj szło mu tragicznie. Zawsze zapominał zadzwonić, napisać, nawet kiedy pakował walizki i wynosił się na drugi koniec świata.
- Teraz ty Mars - specjalnie użył tego zdrobnienia, bo jemu się bardzo podobało - czego boi się taka ognistowłosa dziewczyna? I z jakimi demonami walczy? Nie licząc tego, że z przypadkowymi fotografami w parku - wystawił jej czubek języka. Chociaż jego przecież kupiła ta waleczność, no i jej zdjęcia też...
Czy nie powinni takich rozmów prowadzić podczas nauki tańca? Może nie. Bo Donnie w ogóle nie skupiał się na tym co mówiła instruktorka, ale... na pewno takie rozmowy pomogły mu przełamać tą dziwną, niewidzialną barierę, zbliżyć się do niej trochę bardziej. Bo było w tym coś... pociągającego. W takich rozmowach. Podczas nauki salsy.
Może to też pomogło im się trochę wczuć? Lepiej siebie poczuć nawzajem, tak, że po pewnym czasie gubienia się w gąszczu kroków skierowanych w nieodpowiednim kierunku i deptania sobie po palcach... Wychodziło im to całkiem nieźle.
Znowu się do niej uśmiechnął, znowu zawiesił spojrzenie na jej pięknych, dużych oczach, a kiedy jej dłoń wylądowała na jego karku, to mogła poczuć na dekolcie mocniejszy oddech, który opuścił jego płuca, przesunął palcami po jej plecach, a te na talii ułożył pewniej.
- Dobra z ciebie tancerka Marsi - powiedział równie cicho - albo my po prostu... - zaczął, ale tego już nie dokończył, bo okazało się, że czeka ich zmiana. Donnie też strzelił oczami - chyba za bardzo daliśmy czadu - mrugnął do niej jednym okiem, już miał się odsunąć, chociaż wcale mu się to nie uśmiechało, ale ruda pochyliła się do jego ucha i chociaż Donnie jej słuchał, to zerknął na tego latynoskiego przystojniaka, który już się do nich zbliżał - weź go w obroty, może czegoś cię nauczy to potem mi pokażesz... - mruknął również jej do ucha, na którym później jeszcze zawiesił na moment ciepły oddech, zanim się odsunął. Zmierzył jeszcze spojrzeniem gościa, kiedy się mijali, a później jeszcze obejrzał przez ramię na Marseille, zanim odwrócił się do swojej nowej partnerki. Jemu trafiła się drobna, niska blondynka. Ładna, a jak się zaraz okazało strasznie wygadana, bo od razu zaczęła mu nawijać. Donnie starał się jej słuchać, ale jego wzrok wciąż zezował gdzieś w kierunku rudej i jej nowego kolegi. Nie miał aparatu, a i tak musiał stwierdzić, że ładnie razem wyglądali, profesjonalnie... Oboje w takich profesjonalnych butach. On i Daisy, jak się zaraz okazało też oboje mieli trampki, a ona do tego kwiecistą, falbaniastą sukienkę, jak do salsy, tylko w drobne stokrotki. W pierwszym odruchu byli trochę spięci, bo Daisy non stop coś opowiadała, chyba już całą historie swojego życia, a Bowen za bardzo jej nie słuchał, ale w pewnym momencie kiedy nadepnęła mu na stopę i zaczęła przepraszać, a on stwierdził, że jest taka drobna, że mogłaby tańczyć na jego butach, to złapali jakiś tam vibe…
Ale zdecydowanie mniej ognisty niż z rudą. Bo oni się właściwie trochę wygłupiali. Zatańczyli trzy sekwencje, dwie zepsuli, ale jedna wyszła im perfekcyjnie, aż instruktorka ich pochwaliła. Ale Marsi i Latynosa chwaliła za każdym razem.
- Ta ruda dziewczyna to twoja panna? - zapytała w końcu Daisy, kiedy jeszcze bujali się w rytm muzyki.
- Co? Nie... - wypalił od razu Donnie.
- Bo cały czas na nią patrzysz... - zaśmiała się pogodnie. W ogóle Daisy miała bardzo miłe usposobienie - ale ona na ciebie też zerka - Donnie uniósł jedną brew. I nawet chciał udać, że go to wcale nie obeszło, ale chyba obeszło, bo znowu zerknął w kierunku Marsi i nawet na moment złapał z nią kontakt wzrokowy. Tylko to zaowocowało tym, że jakoś źle obrócił Daisy, a później za mocno ją szarpnął, i wpadła mu w ramiona tak, że aż się zatoczyli, Daisy parsknęła głośno śmiechem. A Donnie rzucił jej przepraszające spojrzenie.

Marseille Newton
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „MK Dance Studio”