Strona 1 z 1

Wendy Gardner

: ndz lut 01, 2026 2:14 pm
autor: Wendy Gardner

Wendy Gardner

: pn mar 16, 2026 2:05 pm
autor: Wendy Gardner
RETROSPEKCJE
Peter Pan and Wendy Darling
Obrazek
Obrazek
Kto: Peter Blythe
Gdzie: Halloween, 2018
Opis:

— Peter, te spodnie to zdrada stanu! Miały być obcisłe, miało być widać… no wszystko! — protestowała, kiedy go widziała w tym wdzianku na które ostatecznie się zdecydował. Była totalnie rozczarowana i wcale nie zamierzała tego ukrywać. — Wyglądasz jakbyś wrócił z biura Nibylandii, a plan był taki, że Dzwoneczek na widok Peterowskich atrybutów w mig przyleci do ciebie, a tak to będziesz musiał się bardziej postarać — zacmokała sugerując, że o wiele łatwiej byłoby mu w rajtuzach. Trzy piwa zrobiły już swoje, a ona wbiła na imprezę zdecydowanie odważniejsza niż wskazywałby na to jej niewinny kostium. — Dzięki! — przytaknęła jeszcze uroczo się uśmiechając. — Jak się schylę to widać mi majtki, ale poza tym jest ekstra! — oznajmiła przeglądając się w jakiejś szybie, którą właśnie mijali.


Wendy Gardner

: śr kwie 08, 2026 6:49 pm
autor: Wendy Gardner
alternatywne uniwersum
I solemnly swear that I am up to no good
Obrazek
Obrazek
Kto: Lucas Miller
Gdzie: Hogwart, Lucas & Wendy
Opis:

— Patrzcie, mugolak idzie! — głos wrednej Patrycji poznałaby wszędzie, był jej utrapieniem już od pierwszych chwil w Hogwarcie, choć prawdę mówiąc zaczeło się już w pociągu, gdzie zagubiona Wendy nie miała pojęcia jak odnaleźć się w zupełnie nowym świecie. Słysząc ją wiedziała, że kolejne kilka minut będzie dla niej co najmniej nieprzyjemne.
— Locomotor Wibbly — zawołał chłopak stojący tuż obok ślizgonki, która z wyższością lustrowała Gardner. Nogi Wendy szybko zrobiły się wiotkie, a ona gruchnęła na posadzkę wypuszczając z rąk swoje podręczniki.
— Zero polotu, potykam się na prostym korytarzu nawet bez pomocy twoich czarów— skrytykowała - odważnie jak na nią - wybór zaklęcia.
— Langlock — wysyczała Patricia, a Wendy już nic więcej nie powiedziała, bo jak się okazało… nie mogła! No to już było doprawdy wredne, pomyślała i zaczęła zbierać swoje rzeczy, ale gdy tylko po coś sięgała, to ktoś zaraz jej to odsuwał spod ręki. Pewnie zniosłaby to wszystko o wiele lepiej, ale kątem oka dostrzegła przechodzącego Lucasa i jedyne co chciała teraz, to zapaść się pod ziemię. Miała wrażenie, że za każdym razem pojawiał się akurat wtedy, gdy zaliczała epicką wpadkę, a każda próba poprawienia swojego odbioru kończyła się jeszcze gorzej, więc w pewnym momencie po prostu przestała.


90's love story
Obrazek
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: Toronto, 90's
Opis:

To był spokojny wieczór jeszcze, jakieś małżeństwo zajmowało jeden stolik dojadając kolację, a drugi stolik na końcu sali już kończyła obsługiwać jej koleżanka ze zmiany. Wendy siedząc opierała się łokciem o blat podpierając przy tym brodę i wertowała najnowszy magazyn z ploteczkami ze świata muzyki, gwiazd i popkultury, jakby to ją jakoś szczególnie interesowało. No w sumie nie interesowało, ale skoro Mindy już przyniosła, to dla zabicia czasu sobie scrollowała kolejne strony odliczając minuty do końca zmiany, a było ich zdecydowanie zbyt wiele, bo jakieś sześćdziesiąt chyba. Westchnęła ciężko słysząc dzwonek świadczący o kolejnym kliencie i przeżuła swoją gumę formując ją na języku w taki sposób, że po chwili nadmuchała wielkiego różowego balona, ale gdy tylko dostrzegła kto wchodzi do lokalu to zaraz go szybko próbowała ukryć i finalnie pękł jej na pół twarzy. Cholera! Szybko się odwróciła tyłem do lady, by przejrzeć w ekspresie do kawy, czy przypadkiem nie ma gumy na nosie, ale nic tam nie było widać. Jedyne co zobaczyła to to, że powinna w końcu go umyć. Trudno. Jak na świetną kelnerkę przystało odwróciła się do chłopaka, który chyba od zawsze zajmował to samo miejsce, a ona zawsze wiedziała dokładnie co zamówi, więc czasami przygotowywała mu to bez pytania. Nie była pewna czy w ogóle kojarzy jak się nazywa, choć plakietkę z imieniem na swoim stroju nosiła dumnie. On z kolei kojarzyła go bardzo dobrze, szczególnie po tym, że zawsze zjawiał się rankiem na kawę, a przynajmniej do południa, a nie zwalał na wieczór, gdy jedyne o czym myślała to zamknięcie lokalu. Co gorsza nie miała pojęcia co mógłby zamówić na wieczór, bo z tej strony to ona w ogóle go nie znała! — Coś podać? — zapytała przejeżdżając ścierką po blacie, a potem odwróciła się do niewielkiej szafy grającej stojącej na ladzie, wrzuciła żeton i wybrała piosenkę ponownie odwracając się do ich stałego klienta, który już dawno wpadł jej w oko, co z pewnością nie spodobałoby się jej obecnemu chłopakowi, ale hej! Przecież jeszcze go tutaj nie było! Niewinny flirt jeszcze chyba nikogo nie zabił, prawda? Chociaż w jej wykonaniu był wysoce niebezpieczny, kiedyś wylała na klienta gorącą kawę jak się jej spodobał i prawie przez to wyleciała. Teraz jednak ograniczyła się do uroczego uśmiechu, choć pewnie dziwnie wyglądała z tymi resztkami gumy balonowej na policzku. Tak, wciąż ją miała.


Wendy Gardner

: sob maja 09, 2026 7:58 am
autor: Wendy Gardner
#001
Obrazek
Kto: Percival Gardner
Gdzie: National at The Well
Opis:

The Glitter Bomb & The Golden Boy

— Alarm, mecenasie! Porzucaj te paragrafy, bo inaczej Twoja siostra padnie trupem z głodu na tej luksusowej posadzce — rzuciła od progu, teatralnie opierając się o framugę. Nie zaskoczył ją widok brata, który sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał się zrosnąć z fotelem. Zrobiła kilka kroków w jego stronę i ignorując papiery na biurku położyła mu przed nosem ulotkę kręgielni z fast foodem.
— Idziemy do National at The Well — odparła nie dając mu nawet sekundy na odpowiedź, a dało się wyczuć, że coś ma do powiedzenia — A, a, a! — pokiwała palcem — Nie, żadnych dyskusji. Muszę ubić parę cyfrowych potworów na automatach i zjeść coś obrzydliwie niezdrowego. I nie, nie będę tego robiła sama (...)
#002
Obrazek
Kto: Peter Blythe
Gdzie: Budka z kebabem, o czwartej nad ranem!
Opis:

Kiedy około czwartej nad ranem wracała do mieszkania w oparach mrozu była już tylko kupką brokatu zmieszanego z entuzjazmem i wielkim głodem. Nie bez powodu stała teraz pod szyldem jednego z kebabów, który funkcjonował o tej poronionej godzinie. Jej cekinowy strój, który w klubie był interpretacją seksownej kuli dyskotekowej, teraz ukrywał się pod wielką puchową kurtką. Oczy łzawiły jej prawdopodobnie od zimna, przez co mrużyła je uparcie, by przeczytać pozycje w menu, a jej buty były obrazem nędzy i rozpaczy. Minęła dobra chwila nim dotarło do niej, że ktoś się w nią wpatruje, a serce zabiło mocniej, gdy w sylwetce mężczyzny rozpoznała swojego przyjaciela. Radosne zawołanie — Peter!

#003
Obrazek
Kto: zaylee miller
Gdzie: pick you up and don't put you down
Opis:

— Cześć Zaylee — powtórzyła przytulając sie do niej z ciężkim westchnieniem — Jak się czuje? — powtórzyła, zakańczając pytanie dziwnym jęknięciem. — Czuje sie jakby w mojej głowie ktoś sobie urządził poligon wojskowy i rozpoczął intensywne ćwiczenia… — wyjaśniła, a mina świadczyła o tym, że jest wyraźnie niepocieszona słowami przyjaciółki. — No wiesz co… Ja tu toczę walkę o przetrwanie, mój organizm to obecnie głównie toksyny i żal za grzechy, a ty mi tu wyjeżdżasz z jakąś dziwaczną uczciwością? — pokiwała głową z dezaprobatą. Niezadowolona zamknęła drzwi za przyjaciółką i pokierowała się do salonu opadając na kanapę bez sił. — Wygodne… pf — przekręciła oczami, co nie było zbyt dobrym pomysłem, ponieważ nasilało pulsujący ból głowy. — Kroplówka to nie wygoda, to humanitarny obowiązek! — wyjaśniła jeszcze swój punkt widzenia na temat tego, jak wielkim błędem był brak kroplówki, jednocześnie pauzując serial i spoglądając na przyjaciółkę jak totalnie zagubione, przetyrane przez życie szczenię. Jej oczy wołały: litości.

#004
Obrazek
Kto: Zella Gardner
Gdzie: Toporem w serce: misja przetrwać walentynki
Opis:

Jej nozdrza były wyczulone na kicz lepiej niż niejeden radar wojskowy. W powietrzu unosiła się nuta cukru zmieszanego z desperacją. Lodowisko pękało w szwach od sunących po nim par, które w rytm romantycznych ballad kręciły się bez celu. W myślach punktowała każdą z walentynkowych tortur atrakcji i umieszczała na kicz-liście.
— Dostaję cukrzycy od samego patrzenia na to wszystko — wyznała stojąc za plecami siostry, którą dostrzegła w tłumie parę kroków wcześniej. — Zupełnie zapomniałam jaki mamy dziś dzień

#005
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: zupa chmielowa i tragiczne rewelacje
Opis:

William.
Jeden sms.
Czy ma ochotę dołączyć?
To nie było zwykłe zaproszenie na towarzyskie gadu gadu, jak chcesz to wpadnij. Znali się na tyle, że nie musieli mieć ustalonych specjalnych haseł i przynależnych do nich znaczeń. Kiedy coś się działo wystarczyło napisać, a ona była w stanie rozszyfrować to bez żadnych wcześniejszych ustaleń. Teraz również, dlatego nie siląc się na jakieś zmiany w swoim wyglądzie zarzuciła kurtkę na dres, w którym celebrowała dzień lenia, owinęła szyję szalikiem i założyła kolorową czapkę na poluzowanego koka, choć właściwie ciężko już nazwać to coś jakąkolwiek formą koka, bo był w stanie zaawansowanego rozkładu (...)

#006
Obrazek
Kto: Peter Blythe
Gdzie: Piano, piano...
Opis:

— To na szczęście! Patrz, bo później twoja kolej — zawołała, jednocześnie próbując wykonać popisowy obrót piętą na genitaliach mozaikowego byka, ale nie zapominajmy, że to była Winnie, w efekcie pięta uciekła jej na śliskim marmurze. Już prawie widziała swoją twarz odbitą w marmurze, bo siła jej zażenowania na pewno zostawiłaby po sobie ślad. Dlaczego więc nie leżała? Czemu czuła się jakby zawisła w powietrzu. Jakiś słodki i nieznany głos wychrypiał — Piano, piano, tesoro… — otwarła oczy czując jak momentalnie wypieki pojawiają się na jej policzkach. — Grazie… — odparła słodko się uśmiechając, kiedy postawił ją do pionu i jeszcze chwilę napawała się widokiem odchodzącego przystojnego lokalsa, by wrócić do siebie i spojrzeć na Petera z podekscytowaniem TEŻ TO WIDZIAŁEŚ?!

#007
Obrazek
Kto: Matthew Goodman
Gdzie: Mieszkanie Matthewa
Opis:
Pancakes over problems.

Słońce leniwie zaczęło wkradać się do sypialni, a ona leżała wplątana w pościel czując na karku jego oddech. Przez moment walczyła sama ze sobą, jakby obawiała się, że w chwili, kiedy otworzy oczy zaleje ją fala mediolańskich wspomnień, ale szybko zrozumiała, że tutaj, pod kołdrą w tym ich splątaniu nóg i sennym objęciu, czuła się odcięta od wszelkich bolączek. Przekręciła się delikatnie, częściowo wyplątując się z łyżeczkowego uścisku, by zerknąć na jego zaspaną twarz. — Matty… — wyszeptała, kładąc mu dłoń na policzek, ale on tylko wymruczał coś niezrozumiale i przyciągnął ją bliżej, tak że teraz ukryła twarz w jego szyi. Westchnęła lekko uśmiechając się pod nosem, i wymamrotała w jego skórę cicho — …umieram z głodu.

#008
Obrazek
Kto: Ophelia Attwood
Gdzie: Eastview Neighbourhood Community Centre
Opis:

Dramat w trzech aktach: Glina, Wino i Kaczka, która widziała


— ALE uważaj teraz, bo to gwiazda tego wyjazdu… — oznajmiła wyciągając małą ceramiczną kaczkę w dworskim stroju ze zwojem u boku: To quack or not to quack…, pod drugim skrzydłem dzierżącą czaszkę. — Patrz na to! To Hamlet w wersji drobiowej! — no to akurat się jej udało, prawda? G E N I A L N E.
I zaraz po tym, gdy wyciągnęła swoje dary na blat sięgnęła po butelkę wina i zaczęła siłować się z korkociągiem, o mały włos nie wbijając go sobie w udo.
— Ale jak to mówią: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej — stwierdziła wrzucając trochę na luz po tym wygadanym powitaniu i spojrzała na Ophelię z zaciekawieniem. — Opowiadaj co w Toronto! — poleciła po wielu trudach wywalając w końcu korek i polewając im wina, którego krople rozbryzly się też poza lampki, ale tutaj i tak panował jeden wielki chaos, kto by się tym przejmował.

#009
Obrazek
Kto: Peter Blythe
Gdzie: Mieszkanie Wendy
Opis:

He left, You stayed and I’m panicking.


Objęła się ramionami, czując, jak ta cała wcześniejsza złość powoli odpływa. Zrobiło się jakoś tak zimniej, prawda? Przeszył ją dreszcz ale nie ruszyła się, by go zatrzymać. Stała tam tylko patrząc na niego jak na kogoś, kogo nagle przestała rozumieć. — Masz rację, może lepiej było rozmawiać o niczym… — wtedy poranek nie kończyłby się tak dramatycznie, a dzień nie zaczynał tak tragicznie.

#010
Obrazek
Kto: William N. Patel-Noriega
Gdzie: Emptiness
Opis:

put your boots on and yeehaw


Musiała przyznać, że lokal wyglądał o b ł ę d n i e! Pełno siana, ludzie poprzebierani tematycznie i — Och! Jest nawet byk! — pisnęła radośnie okręcając się wokół własnej osi prawie się przy tym wywracając, ale czy brak koordynacji powstrzyma ją przed wskoczeniem na byka? Wątpliwe! Już nie mogła się doczekać. Teraz jednak miała misję odszukać Patela, ale to było łatwiejsze niż przypuszczała. — William! — wykrzyczała radośnie zaraz szybko doskakując do baru i objęła przyjaciela jakby się nie widzieli całe wieki, ale przecież tak wiele się ostatnio wydarzyło, że naprawdę wydawało się jej, że minęła kupa czasu! W dłoń złapała fikuśny wisiorek Willa i poruszała zabawnie brwiami. — Niezłe cacko, ale te kowbojki — zagwizdała z uznaniem, bo czerwień rzucała się w oczy, po czym wsunęła się na wysokie krzesło obok niego i zamówiła po prostu piwo z nadzieją, że będzie lepsze niż ten ich ostatni sikacz na placu zabaw.


Wendy Gardner

: czw sie 20, 2026 8:56 pm
autor: Wendy Gardner
#011
Obrazek
Kto: Camille Herrera
Gdzie: Eastview Neighbourhood Community Centre
Opis:

Form and Fire


… ale dzisiaj czuła się maluczka i najchętniej wpakowałaby się pod kołdrę i ukryła przed światem, ale ustawiła się na zajęcia z garncarstwa i no wypadało się na nich pojawić, prawda?
— Siemka — powitała w sali Camille, poprawiając swoje jeszcze wilgotne włosy bo serio w biegu zbierała się z mieszkania po próbach doczyszczenia się po przedszkolu. — Czekaj, co? — zerknęła na dziewczynę nie bardzo rozumiejąc, że jaka policja, że co? — Dlaczego masz ochronę? — zapytała trochę wścibsko, ale Gardner trochę taka była. — Albo nie mów, pewnie nie chcę wiedzieć albo nie możesz o tym mówić, ale słuchaj! Ja mam brata w policji, to może zagadam czy nie mają lepszego typa na zmianie jak ci się gbur trafił — bo przecież kto pyta nie błądzi, prawda? Skąd mogła wiedzieć, że jej własny brat stoi za drzwiami, co nie?

#012
Obrazek
Kto: Charlotte Kovalski
Gdzie: Philips and Gardner LLP
Opis:
Wbiła do biurowca w którym mieściła się jego robota i znienacka zjawiła się pod jego gabinetem, ale tym razem nie przedostała się do środka tak łatwo jak ostatnio. Nietęgą miała minę, gdy okazało się, że jest w trakcie spotkania, ale jeszcze gorszy grymas wkradł się na jej twarz, kiedy okazało się, że zafundował jej opiekunkę. W planach miała urządzić Heldze piekło w stylu Wendy — pełne wpadek, wypadków i głupich pogadanek. Żując gumę rozglądała się za nieszczęśnikiem dnia dzisiejszego, ale gdy zobaczyła, że w jej stronę nadciągają Patelowskie usta marzeń to prawie się tą gumą zakrztusiła. W sumie odrobinę żałowała, że sama się z opresji wyratowała, bo może miałaby wymarzone usta usta, a tak to pozostało się jej tylko szeroko uśmiechnąć, gdy tak ładnie do niej mówiła. Pan Gardner kazał mi się panią zająć… Ależ Perci dzisiaj łaskawy! — Cześć, jestem Wendy i jestem przedszkolanką — powiedziała pękając z dumy prawie tak jak Charlotta obwieszczając jej, że jest adwokatką. i nie, wcale się nie zgrywała. Była po prostu… sobą.
#013
Obrazek
Kto: Matthew Goodman
Gdzie: if you feel me, this your bop
Opis:

Zamiast dołka pojawiła się pełna gotowość bojowa. Boże!!! Jak ona kochała niespodzianki! W ostatnich chwilach była już tak nabuzowana ekscytacją, że jej pakowanie to był istny chaos i oczywiście wiadomo, że wzięła same najpotrzebniejsze rzeczy. Ciepły dres, coś krótkiego i luźnego, zapas wysokich skarpet, a nawet nadmuchiwany różowy fotel w kształcie flaminga, bo przecież trzeba mieć siedzenie z klasą nawet jeśli znajdą się w środku lasu. Miała nawet bezprzewodowe mini lusterko z lampką LED, bo co jeśli pojawią się niedźwiedzie? Nikt nie chciałby być zjedzony mając rozmazany tusz pod oczami czy coś. Logiczne. To, że zapomniała majtek nie miało żadnego znaczenia. Pomijając już fakt, że nie miała pojęcia gdzie tak naprawdę jadą
#014
Obrazek
Kto: William N. Patel Peter Blythe
Gdzie: white party
Opis:

Uwielbiaaaaała imprezy, naprawdę! I nie była jakoś szczególnie wybredna w tej kwestii, ale nie czarujmy się — bogackie white party akurat nie trafiało w jej gusta, bo sama wychowywała się z dala od takiego środowiska i łatwiej było się jej odnaleźć na randomowej domówce w małej kawalerce niż na wystawnym eleganckim przyjęciu. W dodatku tak zupełnie szczerze — białe ciuchy? Dla Wendy to przepis na katastrofę! A jednak odkąd Peter i Barbara zaczęli ją zapraszać po prostu pojawiała się i próbowała nie sprowadzić na nikogo kłopotów.
#015
Obrazek
Kto: Peter Bylthe
Gdzie: Parkdale #3
Opis:

the one with soup


Oczywiście, że się stało! Jej kostka wyglądała jakby nosiła ciąże pozamaciczną, o której pisali na nastoletnich forach i w gazetkach, gdy była jeszcze dzieckiem. Już pal licho, że było to duże i ograniczało jej mobilność, ale jak to kurewsko bolało! Wendy autentycznie się spłakała jeszcze tej samej nocy, jak wróciła na mieszkanie, a potem raz jeszcze rankiem. Po wiadomościach od Petera powtórzyła czynność dwa razy: raz gdy niefortunnie uderzyła ta kostką od nogi od stołu, a dwa gdy potknęła się o próg idąc do łazienki. Przeciwbólowe pomogły, ale nie tylko bo jak się okazało tramadol otulił ja przyjemnym kocykiem, zrobiła się senna i nawet odczuwała jakąś taką dziwną radość w tej bolesnej sytuacji. No cóż, nieczęsto łykała przeciwbólowe, a te wzięła w dawce podwójnej choć pewnie nie powinna, bo zalegały u niej na półce już jakiś czas i cholera jedna wie czy jeszcze były ważne do spożycia. Nieczęsto brała leki, więc odrobina odlotu na resztce z poprzedniej recepty nie może być taka straszna, prawda?! Poza tym potrzebowała poprawy humoru, bo Kristin zafundowała jej jakiś zjazd i sama nie wiedziała dlaczego.

#016
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: Parkdale #3
Opis:

The One Where William Cleans Her Place


Wsparcie przyjaciela to jedno, a odwrócenie uwagi i próba rozbawienia to też pewna forma terapii, prawda? Przynajmniej Gardner uważała, że odrobina żartu zawsze łagodzi sytuację tylko nie była pewna, czy nie za szybko sobie na nie pozwalała… ale to był William, przecież wiedział, że nie złośliwości jej w głowie. Więc gdy rozległ się dzwonek do drzwi otwarła mu je nie tylko w żółtym kombinezonie, ale i z maską na twarzy.
— Jesteś pewien, że to nie wysoce zaraźliwe? Bo dwie w tak krótkim czasie to już prawie jak epidemia, a ja jestem w grupie wysokiego ryzyka. Słyszałam, że to dotyka tylko kobiety — zaczęła poważnie wpuszczając go do środka i wskazując na stolik w kuchni na którym stały już dwa kieliszki. — Najpierw się zdezynfekuj, jestem za młoda żeby umierać! — nie żeby dzieci to był koniec świata, ale odrobina dramaturgii w związku z tą całą kwarantanną nikomu nie zaszkodzi.

#017
Obrazek
Kto: coven bremers
Gdzie: Colonel Samuel Smith Park
Opis:

W dzień gorącego lata!


Czuła się więc pewniej, gdy wytoczyła się z mieszkania i wyciągnęła swoją miętową błyskawicę drugi raz w tym sezonie! Zaraz też sięgnęła po telefon i dzwoniła już do Coven, że czeka na dole pod ich dzielnią i gdzie ona się tyle mizdrzy, jak przecież zaraz jadą nad jezioro i się będą rozbierać. Co z tego, że sama się wymuskała jak ta lala, biały t shirt proszący się o plamy nie do odprania, jeansowa kamizeleczka i spodnie w kratę. Miała też białe adididsaki, ale tym razem to schowała sznurówki do butów, by się jej nie zaplątały w łańcuch jak kiedyś. No i łatwo się jej mówiło, bo mieszkała pod trójką więc zejście miała o wiele prostsze niż Coven spod dwudziestki, więc grzecznie czekała.

#018
Obrazek
Kto: Francis Gardner
Gdzie: Toronto Police Service Headquarters
Opis:

Pączki, kiepski podryw i brat na straży


Zdając sobie sprawę z tego, że brat jest w terenie wbiła do pomieszczenia socjalnego jak do siebie i rozstawiła czteropak kaw z smakowymi syropami (takich cudów to na miejscu nie mieli) i pudło pączków. — Ooo, to ta część rodziny Gardner, której nie sposób nie lubić — usłyszała znajomy głos za plecami i zaraz zrobiło się jej cieplej. Och dear lord, słodki Lorenzo przekroczył próg socjalnego. Wendy dałaby sobie rękę uciąć, że Francis za nim nie przepadał, ale ona zupełnie tego nie rozumiała. Owszem, Lorenzo zachodził już siwizną, ale był, B Y Ł no proszę spojrzeć raz jeszcze jaki był… był gorący. — Oh, daj spokój! Francis też jest super — odpowiedziała chichocząc i zaraz robiła maślane oczy, chciała nawet ręką wesprzeć się o stolik i myśląc, że jest wyższy przechyliła się za bardzo w bok i upadła.
#019
Obrazek
Kto: Alvin Fontaine
Gdzie: Colonel Samuel Smith Park
Opis:

Sztuka bezpiecznego puszczania się... gałęzi!


— Okej, nie panikujmy… — zaczęła mówić do siebie próbując zorientować się w jakim położeniu się znalazła. No kiepskim, to na pewno. Czuła jak ręce zaczynają jej drętwieć, a pot spływa po plecach. — Jak się puszczę to wpadnę do wody, co nie? — zerknęła na kota jakby liczyła, że jej odpowie. — Ale czy tu jest głęboko? A co jeśli na dnie są jakieś głazy… — nagle noga zadrżała jej i była pewna, że runie w dół, więc wydała z siebie głośny pisk, a potem krzyk, gdy próbowała pewniej złapać gałąź.
I wtedy ich zobaczyła.
Strażacy w trakcie ćwiczeń.
Grupa męskich bóstw. Wyglądali jakby wyszli spod dłuta samego Michała Anioła. Bez koszulek, z wyrzeźbionymi klatkami piersiowymi, cuda na które Wendy reagowała w ściśle określony sposób: maślane oczy i wyłączenie myślenia.
Tylko, że ona teraz musiała myśleć.
Myślenie potrzebne na cito!
— O boże, o boże, o boże patrzą na mnie! Co robić, co robić?! — ten kot mógłby się zlitować i jej choć raz odpowiedzieć.
Miau!!!.
— Teraz miauczysz? No wielkie dzięki… — widocznie też jak zobaczył te cuda skąpane w blasku słońca chciał jednak być uratowany.
To na pewno była kotka.
#020
Obrazek
Kto: Peter Bylthe
Gdzie: Summer by the Lake
Opis:

part of your world


Wtargnęła radośnie na łódkę z niewielką torbą pod ręką, w której skrywała krem do opalania, książkę i ręcznik, szybko dołączając do grupki chłopaków, którzy należeli do drużyny hokejowej, by przywitać się z Woodiem stojącym obok Petera i oczywiście z sprawcą całego zamieszania, którego uraczyła długim przytulasem. Chwile później już przemykała wśród ludzi, których w większości nie nie znała prawdę powiedziawszy, Peter jej przedstawiał kolejne osoby, a jej imiona mieszały się w głowie już przy pierwszych trzech osobach, więc połowy pewnie i tak nie spamięta. W końcu przysiadła w jednym miejscu z prosecco, które ktoś wsunął jej do ręki, a ona nie odmówiła i wpatrywała się w Jeffa nie mogąc sobie przypomnieć skąd typa kojarzy? Wpadła kiedyś na niego, czy jak?! Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że typ był w Love is Blind i dotarło do niej, że faktycznie mieli tu przekrój od modelek, przez zawodowych sportowców, aż po gwiazdy telewizji. — Mój wskaźnik bogolstwa wywaliło ponad skale — zaśmiała się spoglądając na niego z rozbawieniem. — Nie spodziewałam się takiej imprezy prawdę mówiąc — nie żeby brzmiała na zawiedzioną, raczej zaskoczoną. — Moja wyobraźnia podpowiadała spokojne dryfowanie, opalanie na rufie, skoki do wody… — w zdecydowanie bardziej kameralnym otoczeniu. — Co u ciebie? Korzystasz z chwili przerwy czy już szykujecie się do nowego sezonu? — uważając osobiście, że to z braku pracy chodziły mu po głowie myśli o dziecku w pierwszej fazie swojego singielskiego życia! Wciąż nie mogła wyjść z szoku po tym, jak usłyszała z jego ust taką deklarację.

Wendy Gardner

: pn paź 26, 2026 10:42 am
autor: Wendy Gardner
#021
Obrazek
Kto: William, Pilar, Madox
Gdzie: Burning Man
Opis:

Wendy, Kurwa, wstawaj.

— Perci mi zabronił przebierać się za Vivian Ward, żadna ze mnie kurwa — dalej od rzeczy przez sen gadała i ręką przetarła policzek, bo przez sen się biedna obśliniła. Jakby za mało poszła w ślinę poprzedniego dnia, wieczoru, a może i nocy. Niczego nie pamiętała! Dopiero, gdy Pilar nią potrząsnęła to trochę się wzdrygnęła zsuwając z jej ramienia i siadając na podłodze nie wiedząc co, gdzie, jak i kiedy.
— Oooooojej — i nagle to poczuła, pulsujący ból w głowie, gdy tylko się podniosła do siadu. — Nie mam bladego pojęcia — próbowała odtworzyć wszystkie swoje losy odkąd postanowiła wyjechać na tego Burning Mana, ale miała problem już na wstępie, bo choć była ogromną fanką podróżowania to samolot nie należał do jej ulubionych środków transportu. Zbyt wiele naoglądała się Katastrof w Przestworzach i tak to się kończyło, p a n i k ą. Zwykle wystarczył drink przed lotem, coś nasennego, ale przecież to Burning Man!
#022
Obrazek
Kto: Brian Shelby
Gdzie: Balzac's Coffee Roastery
Opis:

Wendy była chodzącym chaosem i wcale się z tym nie kryła, wręcz emanowała swoją niezdarnością, by już przy pierwszym spotkaniu każdy zdawał sobie sprawę z czym się mierzy. Pod warstwa tego chaosu i niezdarności skrywała coś jeszcze, miłość do ludzi. Poznawanie nowych osób dawało jej energetycznego kopa, jakby była uzależniona wręcz od tej ciekawości jaka zawsze pojawiała się przed pierwszym spotkaniem. Teraz, kiedy hopsała sobie do wybranej przez siebie kawiarni, też to czuła. Podjarke, przyjemną ekscytację. Ahhhh, aż sobie cicho westchnęła, gdy wysiadła z autobusu dreptając chodnikiem w stronę lokalu. Banalnie to zabrzmi, ale kiedy w apce wyskoczył jego profil w pierwszej chwili po prostu się jej spodobał. Tyle. Miał w sobie coś z łobuza, a ona najwyraźniej miała do tego słabość. Po chwili dotarło do niej, że jest tatuażystą, a dopiero co wieczorem rozmyślała o tatuażu i wiadomo — Gardner znaków wszechświata nie ignorowała! Uznała więc, że sobie tego przystojnego tatuażystę wymanifestowała, a skoro się z nią sparował to reszta historii sama się już napisała. I tak oto szła przed siebie ubrana trochę na letniaka, bo odsłoniła nogi, a jednak kolorystycznie trochę jak jesieniara. Wyłaniając się zza rogu jej oczom ukazała się kawiarnia, a zaraz potem dostrzegła Briana.

Holy moly, pomyślała robiąc jednocześnie wszystko, by nie wygrzmocić się na kostce brukowej, gdy krok za krokiem zbliżała się do niego, bo prawdę mówiąc tak odrobinkę nogi jej zmiękły na jego widok. Wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach! O wiele lepiej!
#023
Obrazek
Kto: Cora Marshall
Gdzie: Domówka - Kibelkowy Sojusz
Opis:

— Poleje twoje gładkie ciało syropem klonowym, a potem będę zlizywać centymetr po centymetrze, aż cukier mi wyjebie w kosmos. Potem ciebie wyjebie.
— Kurwa — szepnęła Wendy nie mając zbyt wiele czasu na ucieczkę, ale wystarczająco by porwać zielski asortyment i doskoczyć do drzwi łazienki znajdującej się w pokoju. Czemu po prostu z niego nie wyszła? A kto to wie?! Pijana już była.
— Och tak! Rżnij mnie jak bezbronną sosnę w lasach Ontario, ty mój wielki, niegrzeczny drwalu! — typiara pisnęła wpadając do pokoju i rzucając się na łóżko akurat w chwili, gdy Wendy chowała się w łazience. Problem w tym, że tutaj też nie była sama.
— O sorry — nie spodziewała się, że kibelek zajęła już jakaś blondyna. — Tam teraz rżną sosny, nie radzę wychodzić — ostrzegła odwracając się bokiem, że niby nie podgląda jak coś i może kontynuować sikanie. Byle szybko, bo sama zaraz popuści.
#024
Obrazek
Kto: Lavender Shaw
Gdzie: Wreszcie mogę iść, gdzie chcę. O, na pewno nie!
Opis:

Nim jednak przyjaciółka zdążyła jej odpowiedzieć Wendy kątem oka dostrzegła kociaka, który usiadł dwa stoliki dalej. Oprócz dziewczyn nikt nie przesiadywał na ogródku, więc zwierze chyba czuło się swobodnie, a Gardner jak to istota nie myśląca zaraz się odpaliła. — O jaki zajebisty kociak! Kici kici — zawołała i zaraz sobie do niego ostrożnie podejść chciała, ale typ chyba uznał to za naruszenie przestrzeni, bo chciał ją łapa trzepnąć i pazurami zadrapać. — O, a co to za brak manier kolego! — skarciła go, ale im dłużej na niego patrzyła tym bardziej jej coś nie pasowało. — Chwila, chwila — znała ten pysk, w końcu spędziła parę miesięcy w Felidae Centre, gdy była w RPA. Spotkała taki nie jeden okaz. Zaraz odruchowo delikatnie się wycofała, bo nie chciała drażnić zwierzęcia. Znała już trochę jego nawyki, choć ten konkretny okaz był jej zupełnie obcy. — Czy ty to widzisz? — spojrzała na znajoma. — To przecież serwal, ale czad. Co tu robisz maluchu i czemu biegasz swobodnie po Toronto?! — zagadnęła do niego jak do starego znajomego i zaraz zaczęła nucić sobie piosenkę z króla lwa, która śpiewała innym kociakom, gdy jeszcze była w RPA. Nie był to lew, ale Wendy wierzyła, że każdy może być kim chce.
#025
Obrazek
Kto: Harris L. Morgan
Gdzie: Forgotten Island
Opis:

Zdawała sobie sprawę z tego, że dopiero mieli jesień, ale wystarczyło, że temperatura choć raz spadła do blisko zera, a ona już była skłonna odpalić świąteczne filmy. Tak było też i tym razem, a The Holiday wjechało na jej salony. Nic dziwnego, że gdy później zbierała się na randkę cichy głosik lektora w zwiastunie naśladował scenę Amandy.

Ta jesień należy do Wendy Gardner! Ma urok, styl, opanowaną do perfekcji sztukę unikania uczuć, niekończącą się serię pechowych potknięć, szafę grożącą wybuchową katastrofą i absolutną nienawiść do Walentynek. Nie przegap najbardziej uroczo-chaotycznej komedii tego roku! Wkrótce na ekranach: Wendy w swojej Single Life Era. W roli głównej: Wendy. W roli niespodziewanego gościa: facet z apteczką w samochodzie.

Wyglądając przez okno dostrzegła Defendera zaparkowanego pod jej budynkiem oraz mężczyznę opierającego się o samochód, a na jej twarzy szybko pojawił się promienny uśmiech. Był punktualny, czego nie można było powiedzieć o niej samej, ale hej! Wciąż miała studencki kwadrans, prawda?
#026
Obrazek
Kto: Jayce Byrne
Gdzie: Yee-haw!
Opis:

Studencko spóźniona pchnęła drewniane drzwi lokalu, gdzie rozbrzmiewała klimatyczna muzyczka, a w powietrzu unosił się zapach żeberek w sosie BBQ. Ahhh! Westchnęła rozglądając się wokół, bo wszystko wyglądało bajecznie. Ona też, więc pasowała tu idealnie. Wystarczyło zrobić tylko spektakularne wejście, jakiś pewny seksowny krok w stronę baru, gdzie chyba wypatrzyła swoją randkę. Szkoda tylko, że gdy postawiła najpierw jeden, a potem drugi krok to czubek kowbojki zahaczył o wycieraczkę iiii — Uuuuooooaaaa — pisnęła cicho z trudem łapiąc równowagę, rękami kręcąc tak szybko, że śmiało mogła robić za wiatraczek i schłodzić gorącą atmosferę panującą w lokalu. Na szczęście jakimś cudem utrzymała pion, uśmiechnęła się niewinnie do ochroniarza i wykonała krok w stronę baru, najpierw ostrożnie, ale z każdym kolejnym trochę pewniej zmniejszała dystans między sobą, a Jaycem. Gdy w końcu przed nim przystanęła, założyła ręce na biodra i zmierzyła go zadziornym spojrzeniem. — No cześć kowboju — rzuciła radośnie poprawiając swój kapelusz przybliżając się jeszcze o krok. — Krążą plotki, że twoja energia jest trudna do ujarzmienia — zagadnęła wbijając spojrzenie w jego - shit, jakie piękne - oczy — moja z kolei sprowadza na mnie codziennie nowe zagrożenie, więc mamy dwie opcje: albo to będzie legendarny wieczór, albo wylądujemy na pogotowiu — widział jej wejście, prawda?! Na pewno widział. Więc wiedział o czym mówi. — Gotowy zaryzykować? — czy od razu wolał spaść z tego byka i sobie odpuścić?