vivienne adler
: śr sie 12, 2026 2:42 pm
∙ 001 ∙
this world is a dangerous place to live
Kto: viv & sawyer
Gdzie: adler's mansion
Opis:
I to ta słabość sprowadziła ich teraz tutaj. Ją. J e g o.
Sawyer Wright nie był przypadkowo wybranym człowiekiem. Nic w procesie kontaktu i złożenia mu oferty nie było przypadkowe. Godziny negocjacji z doradcami do spraw bezpieczeństwa, dni tuszowania śladów, czek wystawiony na sumę, która powinna była złamać każdego. Kiedy złamała j e g o, wystarczyło.
Musiało wystarczyć.
Christopher Adler nie był bowiem człowiekiem, którego interesowało wyrzucanie pieniędzy w błoto i rujnowanie własnych inwestycji, wiary i oczekiwań. W Sawyera Wrighta zainwestował. W Wolfa wierzył. Od ochroniarza oczekiwał. Teraz pozostawało tylko czekać, obserwować, mieć...
— Masz nadzieję, że sobie poradzi... — Głos Vivienne nie był donośny, nie był też cichy; był przede wszystkim rozbawiony. — ...czy szacujesz, kiedy sobie odpuści?
To brzmiało co najmniej, jakby była maszynką do niszczenia ochrony i przemieliła kilkunastu ochotników. Tak nie było. Ale jej upartość była większa od upartości jej ojca, potrzeba niezależności i autonomii wykraczała poza wszelkie możliwe ramy, a chęć na wolność uzależniająca. To była niebezpieczna mieszanka. Nie kapryśnej dziewuchy wychowywanej na księżniczkę. Nie zbuntowanej małolaty chcącej częstować się cukierkami od nieznajomych i bawić się w szybkie uniesienia w klubowej toalecie. Nie skrzywdzonego ptaszka, który sam otworzył sobie klatkę i wyfrunął, a teraz jest zagubiony i nie wie co dalej.
Vivienne sama nie do końca wiedziała, gdzie oscylowała na skali.
Być może między wszystkimi opcjami.
Zanim usłyszała odpowiedź ojca, rozproszyło ich pukanie. Chwilę później drzwi otworzyły się i lokaj stanął w progu.
— Już jest.
∙ 002 ∙
∙ 003 ∙
∙ 004 ∙
sir there's a discount for couples
Kto: viv & mark
Gdzie: balzac's coffee roastery
Opis:
— Mamy akurat promocję dla par, dwa zestawy kawa plus dowolne dwa ciastka w cenie jednego. I można wtedy dobrać za pół ceny kolejne dwa ciastka, co daje nam dwie kawy i cztery ciastka w cenie jednego zestawu i dwa dodatkowe...
Vivienne nie do końca już słuchała, bo miała mówić, że to nie cena jest problemem, kiedy usłyszała wyraźnie zniecierpliwione chrząknięcie za sobą, dwie osoby z kolejki dalej. Zignorowała je w sekundę, ale to czego nie zignorowała, to jej mózg próbujący objąć promocję i to, co w nią wchodzi. Jeśli oferta sama z siebie stanowiła o dwóch ciastkach, nakładając na nią obowiązek wzięcia dwóch... To wtedy jej rozterki które wybrać przestawały istnieć. Bo promocja to na niej wymuszała. To była bardzo pokrętna logika, ale był upał, Vivienne była przekupna i...
— Tylko no, dla par. — Tutaj wzrok dziewczyny sięgnął na osobę bezpośrednio obok. Vivienne dalej kiwała głową, zapominając o elemencie "promocji dla par".
— Tak, tak — mruknęła, zastanawiając się nad tymi dwoma dodatkowymi wypiekami za pół ceny. To byłoby już sześć. Zasłodzenie na całe dwa tygodnie. — Dla paa... — Wtedy ją tknęło. Zamrugała, wyprostowała się, też spojrzała na mężczyznę obok. Był wysoki, ciemnowłosy, pewnie niewiele starszy. — ...r. No, tak. Dla par.
Ruszyła się szybciej, niż pomyślała. Z szerokim uśmiechem przysunęła się ten krok do niego i ujęła go pod ramię, wsuwając tam dłoń. Bok jej głowy wylądował na jego ramieniu, a jej wzrok powiódł w górę do jego oczu.
— Co byśmy wzięli, kochanie? — Jeśli był dobry w czytaniu ludzi, to pewnie mógł z łatwością wyczytać błagalne spojrzenie o podjęcie tej małej szopki.
∙ 005 ∙
∙ 006 ∙