ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen wciąż była tylko młodą kobietą.
A więc lubiła od czasu do czasu, zapomnieć o swojej pracy, obowiązkach, wątpliwościach i obawach, żeby wyjść na miasto i zrzucić z siebie stres, związany z całym minionym tygodniem. Szczególnie, jeśli koleżanki, po raz kolejny rzucały w nią tymi niepodważalnymi argumentami: za dużo pracujesz, życie przeleci ci przez palce, robisz się tylko starsza, zacznij po prostu żyć. Wiedziała, że mają rację. Wiedziała też, że nie zdoła cofnąć czasu, który przeznaczyła na ciągłą, zawziętą pracę. W jej codzienności zwykle nie było czasu na relaks — szkoła językowa, restauracja lub bar stanowiły dziewięćdziesiąt procent jej normalności. Każda forma zarobienia dodatkowej kasy, była dla niej w porządku, ale wiązało się to też z tym, że doba stawała się nagle piekielnie krótka i brakowało jej chwili dla przyjaciół lub samej siebie. No, więc Torres zdecydowała, że musi przerwać ten ciąg pracoholizmu i w końcu wyluzować.

The Fifth Social Club był dla jej przyjaciółek strzałem w dziesiątkę, więc Carmel też nie miała zbyt wiele do powiedzenia na ten temat. Siedziała na jednej loży, otoczona paroma bliskimi koleżankami, z którymi najpewniej trzymała się od czasów studiów i szczerze mówiąc, naprawdę w końcu zdołała się porządnie odprężyć. Drink trzymany w jej dłoni i śmiechy, poprzedzające płytkie rozmowy, których brakowało jej na co dzień, przypominały jej chwile, gdy jeszcze nie miała tak wiele na głowie. Siedziała wtedy w Meksyku, nie musząc przejmować się dorosłym życiem; dopóki jej bracia nie stracili nad wszystkim kontroli, poświęcając niemal całą ich rodzinę dla swoich własnych biznesów. Bliźniacy znowu do niej wydzwaniali i robili to tak często, że Carmen z dziwnym bólem serce, zdecydowała się ich zablokować na każdej możliwej płaszczyźnie. Jako dzieci byli sobie bliscy, ale z czasem dostrzegła, że byli do tego stopnia zaślepieni kasą i ratowaniem własnego tyłka, że więzy krwi nie miały już dla nich znaczenia.

W końcu uwolniła się z rąk swoich koleżanek, żeby podejść do baru i zamówić sobie kolejnego drinka; była trochę pijana, ale nie było w tym nic dziwnego, bo nie piła zbyt często, przez co jej organizm mocno się od tego odzwyczaił. Musiała uspokoić swoje myśli od tego tłoku, który otaczał ją z każdej strony. Oparła się swobodnie o blat, próbując skupić swoje spojrzenie na jednej z kolorowych butelek, ustawionych równo za barem. Zaraz jednak jej ramię niechcący zsunęło się z blatu, przez co łagodnie opadła na mężczyznę, stojącego tuż obok. Dziewczyna podniosła na niego wzrok, uśmiechając się przepraszająco i od razu odzyskując pion. — Wybacz, jak widzę przystojnego faceta, to mam nogi jak z waty — parsknęła; a wtedy odwróciła się z powrotem w stronę barmana, siłą woli, powstrzymując się przed wybiegnięciem z klubu przez swoje nagłe zażenowanie. Czy mógłby go robić odrobinę szybciej? Torres rzuciła przelotne spojrzenie na jego sylwetkę i oparła podbródek na dłoni; no nic i tak go już nigdy więcej nie zobaczy, prawda? Może mówić, co tylko jej się podoba. Może powinna wymyślić sobie jakieś alter ego? Ciekawe, jak prędko mogłaby tego pożałować. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz kogoś spontanicznie poznała.

Enzo
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzisiaj nie planował nikogo poznawać. Miał zupełnie inne powody, dla których znalazł się w The Fifth Social Club, a kobiety przy barze były ostatnią rzeczą, która powinna go interesować. Przyszedł załatwić pewną sprawę, zebrać kilka informacji i wrócić do swoich zajęć. Prosty plan. Takie plany zazwyczaj były najlepsze, bo człowiek przynajmniej nie musiał później zastanawiać się, w którym momencie wszystko zaczęło się komplikować.
A jednak najwyraźniej wieczór postanowił napisać własny scenariusz. Nieznajoma niemalże wpadła na niego, a chwilę później bez najmniejszego ostrzeżenia rzuciła mu tekstem, który sprawił, że przez moment zwyczajnie się jej przyglądał. To było jedno z tych badawczych spojrzeń, oceniających jej stan trzeźwości. Musiał jednak przyznać, że komplement całkiem mu się spodobał dziewczyna w sumie też. Wyrażenie swojego zainteresowania jej osobą przyszło mu bezproblemowo. Naturalnie jego wzrok spoczął na najbardziej rzucających się w oczy punktach jej ciała — oczy były pierwsze, później ogólna ocena, którą zdążył wystawić w myślach i ostateczne uznanie, że była atrakcyjna. Automatycznie wyciągnął rękę w jej stronę, podtrzymując ją nieco, by nie upadła. Rozumiał, że nogi miała jak z waty na jego widok, ale wolałby, żeby nie mdlała na jego widok. To mogłoby zostać źle odebrane przez zgromadzonych.
Wokół panował typowy dla późnego wieczoru chaos. Muzyka dudniła gdzieś za plecami, bas niemalże przechodził przez blat, a rozmowy ludzi przy barze zlewały się w jeden niezrozumiały szum. Co chwilę ktoś przeciskał się między stolikami, ktoś inny próbował zwrócić uwagę barmana, a kilka osób już zdecydowanie przekroczyło granicę, po której alkohol przestawał być dodatkiem do wieczoru, a zaczynał podejmować za nich decyzje. Znał doskonale ten schemat. Ludzie przychodzili do klubów, żeby zapomnieć o codzienności. O pracy, kredytach, partnerach, własnych błędach. Czasami nawet o tym, kim byli na co dzień. Wystarczyło kilka drinków, głośna muzyka i odpowiednie towarzystwo, żeby człowiek zaczął robić rzeczy, których rano prawdopodobnie nie potrafiłby logicznie wytłumaczyć.
— Tak? To dobrze, że stałem blisko. Nie dość, że możesz na mnie popatrzeć, to mogę cię złapać — grzechem byłoby nie odbić takiej piłki, skoro Carmen sama mu ją rzuciła. Nie miał pojęcia, czy alkohol rzeczywiście dodawał jej odwagi, czy może po prostu należała do tych kobiet, które bez większego problemu mówiły to, co akurat przyszło im do głowy. Jedno i drugie właściwie mu odpowiadało. Nie zamierzał przecież analizować jej charakteru po jednym zdaniu, choć odruchowo zaczął zapamiętywać drobne szczegóły. Taki już miał nawyk. Przyglądał się ludziom, nawet kiedy nie miał ku temu konkretnego powodu. Czasami wystarczyło kilka minut, żeby wyłapać więcej, niż druga osoba chciałaby pokazać. Tego wieczoru nie przyszedł jednak tutaj po to, żeby kogokolwiek rozgryzać.
Miał zlecenie. Powinien skupić się na nim, zrobić swoje i zniknąć, zanim ktokolwiek zdążył zapamiętać jego twarz. Prosta robota. Przynajmniej w teorii. A jednak teraz, zamiast myśleć o tym, czego powinien się dowiedzieć, zastanawiał się, jak długo będzie w stanie prowadzić tę rozmowę, zanim nieznajoma zacznie żałować własnego komentarza. Bar żył własnym życiem. Nad blatem odbijały się kolorowe światła, przez co wszystko wydawało się odrobinę bardziej nierealne. Głośna muzyka nie pozwalała prowadzić szczególnie głębokich rozmów, co Enzo uważał akurat za zaletę. Przy takich dźwiękach ludzie nie mieli czasu zastanawiać się nad każdym wypowiedzianym słowem. Barman… Robił swoje, polewał alkohol z wprawą mistrza.
A Enzo? Enzo zamierzał kontynuować zagadywanie nieznajomej.
— Mam nadzieję, że nie żałujesz. Bo jeśli za każdym razem tracisz równowagę, gdy widzisz przystojnego faceta, to chyba powinienem zostać tutaj na dłużej. Przy okazji sprawdzę, czy faktycznie tak jest — nie znał jej imienia. Nie wiedział nawet, czy następnego dnia będzie pamiętała tę rozmowę. I właśnie to było w tym wszystkim całkiem przyjemne. Nie musiał niczego udowadniać, niczego wyjaśniać ani zastanawiać się, jak jego słowa zostaną odebrane przez kogoś, z kim znał się przez wiele lat. Nieznajomi mieli tę cudowną zaletę, że przy nich można było pozwolić sobie na więcej.

Carmen
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”