-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Tego dnia także udało się spożytkować wolny dzień w tym kierunku, co było bardzo potrzebne Ever. Kobieta ostatnio mało wychodziła, bo czasem miała wrażenie, że ludzie się często na nią gapią, jakby ją znali? Może to byli ludzie, znający jej siostrę? Czasami spychała na dalszy plan poszukiwania i główny powód swojego przybycia do Toronto. Zupełnie tak, jakby się bała, że odkryje zbyt wiele.
Mimo to zachowywała dość dobry humor, w końcu życie jest piękna i trzeba je wypełniać jak największą ilością dobrych wspomnień.
- Hmmm, możemy tam wejść? – pokazała przyjaciółce miejsce, które do niej przemawiało. To była jakaś niewielka, ale wyglądająca na miłą, miejscówka, gdzie w spokoju mogą się rozłożyć na krzesłach i stoliku ze swoimi rzeczami i obgadać plan dnia. – Muszę się napić kawy i koniecznie zjeść coś słodkiego. A poza tym pokażę Ci w końcu te projekty, o których mówiłam – Ever uwielbiała przerabiać ciuchy i nadawać im nowy wygląd. W domu ciągle coś robiła ze starszą garderobą. Jednak musiała coś zrobić z rzeczami, które już na nowe nie wyglądały. Oddawała też coś potrzebującym, ale zostawiała sobie co nieco do pracy. Lubiła to, czym się zajmowała. Przynajmniej nie włóczyła się po mieście bez celu. Kto wie, może kiedyś zatrudni ją ktoś znany i z wyższej półki? Chciała się pokazać i sprawić, że więcej ludzi ją pozna. Nie można jej było odmówić ambicji, ale najważniejsze było to, że pozostawała ciągle tą sympatyczną dziewczyną z drugiego końca kraju, która chętnie pomagała i jeszcze chętniej bawiła się wizerunkiem kobiet, które jej ufają.
- Pokażę Ci jakie piękne suknie ślubne szyjemy. Jedna klientka jest nadziana, więc stać ją na to, co najlepsze – dodała, co mogło oznaczać, że prócz modnej kreacji, jest ona jeszcze bogato zdobiona. – Sama bym chętnie taką przymierzyła – uśmiechnęła się do Alice.
Ever była singielką, która prędko takiej sukni nie założy, ale przynajmniej pracowała przy takich rzeczach. Można się było rozmarzyć i rozpłynąć czasem.
- Lubię swoją pracę, ale czasami chciałabym wejść w buty swoich klientek – przyznała, a kiedy weszła pierwsza do lokalu, po prostu rozejrzała się za wolnym miejscem. Wybrała taki w kąciku, gdzie można spokojnie sobie pogawędzić i rozłożyć to, co miała ze sobą.
Alice Sanders
-
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Piękna pogoda sprawiała, że nie chciało się siedzieć w domu, a ona też potrzebowała odłożyć pisanie i okulary na chwilę w kąt czy do szuflady. Nie lubiła przesadnych upałów, ale w takich godzinach gdy się umówiły - było już znacznie lepiej, przynajmniej było czym oddychać.
- Myślisz, że mają dobrą mrożoną latte albo inny specjał? - rzuciła w eter. Bardziej chodziło ją o to czy kojarzy to miejsce, ale najwyraźniej obie były zielone i odkrywały coś nowego na mapie Toronto. Czy warto będzie wrócić? To się okaże. Na ten moment było coś urokliwego w tym miejscu, a gdy usiadła to pewnie lżej się jej zrobiło. - Zjadłabym tiramisu. Nie wiem czemu ale lubię je chyba najbardziej na świecie. Aż mi się marzy taki wyjazd do Włoch albo... jazda na Włochu. - wyznała a zaraz za tym parsknęła głośnym śmiechem bo się zorientowała co powiedziała na głos a miała to zachować. Tak czy inaczej Ever była spoko i zawsze łapał te jej żarty i humor, a to chyba dosyć ważne w przyjaźni. Bo chyba tak ją chciała Alice nazywać - swoją przyjaciółką.
- Nie wiem czy chce abyś mi pokazywała. Rozryczę się, że gdzie moja suknia i mój piękny ślub i to wszystko. - zrobiła smutną minę ale zgrywała się tylko. Akurat popatrzeć to sobie lubiła, a nawet kiedyś chciała aby Ever przerobiła którąś z jej kiecek na coś fashion i ogólnie skrojonego pod lato. Coś czym mogłaby skusić jakiegoś amanta w końcu, wtedy przynajmniej można by było marzyć o ślubnej sukience.
- No to proste, cyk i robisz za modelkę. Ty ubierasz kiecki, a ja robię zdjęcia i wrzucamy w internet. Moja droga w dzisiejszych czasach tak trzeba działać. Instagram czy TikTok, ktoś w końcu odpali i doceni albo co lepsze! Odezwie się jakaś JLo. - nie żeby nie wierzyła w jej trudy, ale to zawsze doda jej trochę do fejmu, no i obie były przecież pięknymi laskami, to trzeba sprzedawać, nie ukrywać. Sanders trochę już miała dosyć życia singielki albo panny na jedno czy dwie noce, marzyła jej się piękna miłość z romantyzmem w tle i całą otoczką. No ale mniejsza, chwilę im zajęło aby się rozsiąść wygodnie i przejrzeć kartę która była przed nimi na stole. Kawy mieli niezłe z nazwy ale ciekawiło ją czy za tym idzie też smak.
Ever Berkeley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Nie mów mi nawet o Włochach – mruknęła. – W Vancouver chodziłam do jednej włoskiej knajpki tylko po to, by spotkać tam przystojniaka Roberto. Każda dziewczyna marzyła o jego melancholijnym spojrzeniu – o tym chyba jeszcze nie wspomniała, ale mogła spokojnie o tym powiedzieć Alice. Była to jedna z niewielu osób, które się z nią zaprzyjaźniły. Była nowa w Toronto, nawet jeśli starała się jakoś żyć i po prostu zaaklimatyzować. I chociaż miała misję do spełnienia – odszukanie rodziny – nawet to oddalała od siebie. Bo trochę się bała spotkania, które może odmienić jej świat. Na pewno zmieni.
Uśmiechnęła się, chociaż podzielała żal Alice.
- Znajdziesz sobie kogoś, a ja uszyję Ci piękną suknię, jak z marzeń – powiedziała poważnie. – Jeśli ktoś zostanie sam, to ja. Niby nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktu, ale czuję się nadal samotna. I chyba moja główna misja schodzi na dalszy plan. Wciągnęłam się w pracę – przynajmniej dobrze na tym zarabiała i nie musiała się obawiać o swoje finanse.
- Moja droga, z pewnych rzeczy się nie rezygnuje, na przykład ze spełnienia snów i marzeń – Ever chciała przede wszystkim ogarnąć sprawy rodzinne, a potem zdecydować, czy chce zostać czy odejść.
- I weź sobie nie żartuj ze mnie. Ja i modelka? – spojrzała na Alice uważnie. – Ty się bardziej nadajesz. Albo się podzielimy i obie będziemy pozować. Jest tego trochę, może się ktoś zainteresuje. Nie mówię o kimś sławnym, ale wiesz, ktoś kto ma znajomości i możliwości – wyjaśniła swój punkt widzenia. Wiele razy myślała o tym, by w ten sposób jakoś dotrzeć do innych. Miała swoje konto na Instagramie, które regularnie aktualizowała.
- Może i jakiś przystojniak zawiesiłby na nas oko – dodała. Mogłoby być ciekawie. – No dobrze, ja Ci wszystko pokażę, a Ty mów, co chcesz przymierzyć. Ja sobie zaznaczę i będziemy działać. Mam kilka projektów sukni wieczorowych i mam zamiar je uszyć. Jeśli wybierałabyś się gdzieś, to daj znać, obgadamy i już ja Ci pomogę, byś wyglądała lepiej niż Kopciuszek na balu – po co jeden książę, jak można mieć ich więcej, prawda? Sama była ciekawa siebie, do kogo dotrą jej zdjęcia. Toronto było duże, a jednak wierzyła, że ktoś ją gdzieś zauważy. Może nawet jej rodzina, która jej nie chciała? Ever była ciekawa, czy jej siostra wygląda tak samo. Jeśli tak, może się kiedyś zdziwić, że ktoś wygląda identycznie.
- No nic, teraz mnie obchodzi kawa i słodkości, bo bez tego nie pójdę dalej – pewnie zamówiła sobie mocną i aromatyczną, a do tego kawałek ciacha z grubą polewą czekoladową.
Alice Sanders
-
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Oj tam, daleko mi do ślubu. W dzisiejszy czasach? Wiesz jak te relacje działają? Jesteśmy jak para, tworzymy niby związek ale to jest na luźno i to jest zabawa... więc nie męcz się. Nie pchaj się sama na facetów tak jak ja, weź poczekaj aż się zjawi jakiś. Nawet w piekarni przy wyborze kajzerki... - życzyła jej dobrze, znała realia życia i tego, że lepiej nie gonić króliczka. Zresztą Ever musiała jeszcze poznać Toronto, sparzyć się w jednym miejscu aby w drugim poczuć wenę czy inne. A nóż szykując suknie ślubną pozna jakiegoś świadka co jest wolny czy inne cuda. - A co źle wyglądasz? No nie żartuj nawet i nie pieprz głupot! Pierś do przodu i zarzucisz włosem to jezu, każdemu kopara opadnie. A jak nie to znaczy, że komuś okulary potrzebne i tyle. Ale mniejsza - przy budżecie jakim jest najlepiej próbować w ten sposób. Modelki masz, Instagram też - potrzeba ładnej kiecy i heja. - stwierdzała prawdę i fakty, teraz do ludzi dało się dotrzeć głównie przez internet i portale społecznościowie. Zresztą Alice pracowała w bibliotece i widziała jak rynek wygląda biednie i nie ma komu czytać bo można sobie... bez wychodzenia z domu coś przeczytać i tyle. Dupa blada.
- Na spokojnie, póki co nic ślubnego. Możesz mi pokazać coś w sam raz na upały nasze aktualne i coś właśnie gdyby miała iść na imprezę. Coś miała biblioteka organizować ale jeszcze nie wiem kiedy, jakiś duży event ale stara... nie mam nawet z kim tam iść. - pożaliła się, a jej mina była po prostu smutna sama w sobie. Przecież Peter nie pójdzie bo i po co? Dopiero co ujawniał, że ma dziewczynę i Bóg wie co by było jakby zdjęcia tam robili i ogólnie... to tylko gość do sypiania, tak sobie powtarzała. Na szczęście długo nie czekały na swoje zamówienie, więc słodkość na otarcie łez i żalu przybyło w odpowiednim momencie. - Smacznej kawusi! - powiedział, zacierając rączki bo całość wyglądała ładnie i apetycznie, była ciekawa czy za tym wszystkim przyjdzie także zacny smak, bo wtedy to już pewne - doda to miejsce do listy favourite.
Ever Berkeley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Jeszcze kogoś spotkamy, z Włoch czy nie, ale znajdzie się jakiś fajny facet, który straci dla nas głowę, zobaczysz. Chociaż ja najpewniej znajdę sobie jakiegoś policjanta, czy detektywa. Może pomógłby mi szukać rodziny, bo siedzę w salonie czy w domu i pracuję, zamiast ich szukać. Chyba się boję, że nie udźwignę prawdy o swoim pochodzeniu – no właśnie, miała zamiar ich znaleźć, a tymczasem się bała. Może tego, że będzie to rozczarowanie ludźmi. W każdym razie chciała poznać siostrę, bo nawet nie wiedziała, czy są do siebie podobne, czy nie.
- No niech Co będzie, chociaż myślę, że moja siostra z adopcji jest dopiero atrakcyjna. Nigdy jej nie zazdrościłam, ale uważam, że wszystko na niej lepiej leży i nie potrzebuje nawet makijażu. Chciałabym, żeby mnie tu odwiedziła, albo się tu przeniosła najlepiej. No ale nie chcę jej psuć życia swoją tęsknotą. W każdym razie powinnam poszukać swojej prawdziwej rodziny, a nie smęcić – uśmiechnęła się, chociaż nie było jej w sumie aż tak wesoło w tym temacie.
- No nic, podbijemy Internet, kochana. Może akurat znajdziemy kogoś tą drogą. Jeny, jak ja bym chciała dostać się do jakiegoś domu mody… - westchnęła i naprawdę poczuła zawód. Bo była chyba za mało ambitna i nie szukała dalej, nie pchała się tu i tam. Czy słusznie? Nie wiadomo.
- Już ja Ci taką kreację znajdę i zrobię, że będziesz błyszczeć jak gwiazda na czerwonym dywanie. Po co się ograniczać, nie? Po prostu podpowiedz kolorystykę, a ja już się zajmę resztą. Mamy zresztą podobną sylwetkę, więc łatwo będzie dobrać coś z tego, co przymierzałam gdy już coś uszyłam. Może powinnam sama otworzyć kiedyś Dom Mody Ever Berkeley – to brzmiało całkiem dobrze i chciała spełnić marzenie o byciu kimś więcej, niż tylko skromną krawcową. Każdy mógł u niej coś dostać, ale najbardziej lubiła pracę przy sukienkach i długich wieczorowych kreacjach.
- Dziękuję i na zdrowie – powiedziała odnośnie kawy, a potem znalazła swój szkicownik i pokazała przyjaciółce nowe sukienki. A nóż widelec coś jej się spodoba.
- Szepnij słówko jakimś koleżankom, które szukają doradcy w sprawach mody. Może zyskałabym jakieś nowe klientki. Tak czy inaczej, nie będę tyle gadać o swojej pracy, bo wiem, że powoli wpadam w pracoholizm, a naprawdę chciałabym żyć czymś innym, niż tylko szyciem i przeróbkami. Nawet bym się zamieniła z Tobą na pracę na jakiś czas. Czytam coraz mniej, ale Twoje polecajki robią swoje – zazwyczaj szybko się zabierała za książki, ale kiedy nad czymś siedziała, to naprawdę nie umiała znaleźć czasu na lekturę. A jednak próbowała.
- Myślę, że powinnam lepiej organizować sobie czas, by na wszystko mieć go po trochu.
Alice Sanders
-
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Masz siostrę czy taką prawdziwą? Sorry, ale nie wiem już się zagubiłam w tej Twojej historii. Ja mam niby swoich ale tak jakby nie było ich. Brat gdzieś się zawinął a do tego także siostra. Z rodziną czasami najlepiej jest tylko na zdjęciu. Na pewno warto jednak spróbować niż umrzeć w niewiedzy..- nie żeby ona była cudowna do rad i innych. Alice zamknęła się nieco w swojej bańce, grupka znajomych, dom i biblioteka.
- Próbuj sama, stara! Modelki znajdziesz, ja mogę być za free. Potem parę projektów na stronę i w sumie wynająć jakimś mały lokal, parę manekinów no i ten baner. A potem będzie już z górki, fancy wystawy czy jakieś przyjęcia. Wiesz, że na niektóre można wejść z ulicy bez zaproszenia eksluzywnego? Trzeba mieć tylko sposób. Kolor? Dla mnie albo krwista czerwień, tak seksualnie. A jak łagodniej to taki magiczny i delikatny błękit? - no to Ever była znawczyni, ona mogła jej tylko sprzedać swoje wymiary, sylwetkę - a nawet i pokazać któryś profil. To tak w ramach oczywiście tej ich współpracy niepisanej. Tak czy inaczej Alice sięgnęła po swoją kawę i co tam jeszcze miała dobrego aby się nieco nasycić bo oczy już się widokiem nacieszyły.
- Hmm.... no zobaczymy słuchaj. Jak coś to podawaj namiary na jakieś swoje projekty od razu. Masz wizytówkę albo jakiś profil co mogę im podrzucić? Ewentualnie nie wiem jakie przeróbki też jesteś w stanie ogarniać. Jeansy za duże w pasie też mogą być? Zepsute torebki? No wszystko w sumie za co możesz je skasować, no nie? - chciała jej pomóc to na pewno. Sanders sama miała dylemat jeśli chodziło o pracę. Co raz mniej ludzi chciało czytać i przychodzić, a ona czasami siedziała i czekała jak duch na ludzi, których było w bibliotece co raz mniej. Obawiała się dokąd to zmierza i czy kiedyś czasami i jej stanowisko pracy nie zastąpi robot czy maszyna.
Ever Berkeley