-
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not brokennieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uniósł palce do ciasno związanego krawata przy swojej szyi, delikatnie go poluzowując. Przed wyjściem z rodzinnego domu, jego matka zacisnęła go tak mocno, że mógłby posądzić ją o próbę zabójstwa. Niestety, była to tylko jej chora obsesja na punkcie perfekcjonizmu i idealnego wyglądu, do którego (o dziwo!) i tak mu było daleko. Minęło wiele lat, kiedy ostatni raz wziął sobie jej słowa do serca. I minęło jeszcze więcej czasu od ostatniego bankietu, na który zgodził się z nimi pójść. Przestał to robić, gdy zaczęła tak namiętnie go krytykować — nie wybrał specjalizacji, jaka jej się podobała, nie wyglądał na tak ułożonego i przemyślanego, jak tego chciała. Jakby był statuetką, a nie dorosłym człowiekiem, który nigdy nie powinien być stawiany na piedestale za to, że po prostu jest.
Cyrus lubił uwagę; to znaczy lubił, gdy ludzie podziwiali go i rzeczywiście chwalili za to, kim był i jak sam sobie to zaplanował. Nienawidził klepania po ramieniu tylko za znane nazwisko. Kierował się jedynie własnym planem, a nie wymysłami swojej rodziny. Lockhart kochał mieć kontrolę nad tym, jak kreował swój wizerunek i być może to był też główny powód, który zmotywował go do pojawienia się na przyjęciu. Musiał pokazać się po takim czasie. Był rezydentem neurochirurgii, a kontakty na każdej możliwej płaszczyźnie biznesowej, zdecydowanie mogą mu się przydać w przyszłości. Wszystko dokładnie przemyślał.
Mężczyzna przesunął palcami po swoim zaroście, obserwując uważnie salę i gości, którzy wypełniali ją coraz bardziej z minuty na minutę. Pojawiło się parę znanych twarzy, które kojarzył jeszcze z czasów liceum. Nie byli to koniecznie ludzie, z którymi chciał zamienić nawet parę słów. Gdy minęła go jedna z kelnerek, niosąc na tacy szampana, rezydent wyciągnął dłoń, by wziąć jeden z kieliszków. Musiał zająć czymś ręce i natłok analizujących myśli, które zalały jego umysł, sprawiając że rozbolała go głowa. Ściągnął nieznacznie brwi, jak zawsze gdy czuł się przytłoczony analizowaniem wszystkich i wszystkiego wokoło. To była jedna z tych rzeczy, która nie zmieniła się od kiedy był gówniarzem; Cyrus próbował wyłapać każdą, nawet najdrobniejszą błahostkę, która mogła zmienić bieg wydarzeń, przeszkodzić mu lub wyjść na dobre.
— Mayfield — rzucił, gdy minęła go znajoma sylwetka. Typowy dla dziewczyny chód, którego zdążył się nauczyć przez całe lata znajomości. Ich rodzice byli przyjaciółmi i próbowali zmusić ich do tego samego, co nie wyszło im na dobre, bo skutek był raczej odwrotny. I może to nie tak, że się nie lubili, bo znali się od małego, ale po prostu nie dali rady nawiązać czysto przyjacielskiej relacji. Mieli znajomość bardziej… z szacunku niż z realnych chęci. Tym razem, Cyrus uznał pojawienie się dziewczyny za zbawienie, bo nie wiedział, czy zdołałby tu wytrzymać sam zbyt długo. — W końcu wyglądasz jak kobieta — skomentował; z pewnością było to coś, co chciała usłyszeć po długiej przerwie nie widywania się, gdy Lockhart zasuwał na studiach i na praktykach. Blondyn nie należał do najbardziej towarzyskich osób na świecie i nawet nie próbował. Nie zmieniało to jednak faktu, że Blair go znała, więc mógł pozwolić sobie na więcej bez obawy, że odwróci się to przeciwko niemu. W ramach wielkodusznego powitania, wysunął swój nietknięty jeszcze kieliszek szampana w jej stronę, aby śmiało go od niego przejęła.
old good mayfield