Trening powoli dobiegał końca. Co jakiś czas zerkał na zawieszony na ścianie zegaer, który odznaczał nieubłaganie mijający czas. Normalnie nie zwracałby na to większej uwagi, ale w trakcie treningów z uczniami starał się zachowywać profesjonalnie. Nawet wtedy, gdy miał do czynienia z Yeon, która dokładała wszelkich starań, żeby tylko nie wiedział, co ma o niej myśleć.
Z jednej strony była Seungyeon. Idolką, której profile śledziły miliony fanów. Osobą, którą kojarzył chyba każdy. Z jej koncertów albo bannerów reklamowych, na których świeciła swoją twarzą. Poważna, profesjonalna twórczyni, która całe życie poświęciła na osiągnięcie tego celu. Tacy ludzie często byli pełni pychy, przekonani o swojej doskonałości. Praca z nimi była ciężka i rzadko kiedy satysfakcjonująca.
Z drugiej zaś była... sobą. Energiczną i bardzo żywiołową dziewczyną, która ewidentnie nie miała problemów z nawiązywaniem nowych relacji. Ich znajomość bardzo szybko przekroczyła definicję relacji mistrza i ucznia. Początkowo starał się to stopować i nie angażować się aż tak w rozmowy prywatne. Nie dlatego, że jej nie lubił. Po prostu w taki sposób traktowali go wszyscy nauczyciele i mimowolnie przełożyli swoje metody na niego. Działało, aż do teraz. W odróżnieniu od wszystkich innych Yeon po prostu ignorowała wszelkie próby zachowania dystansu. Początkowo czuł się z tym niekomfrotowo, potem się przyzwyczaił, a teraz, hm. Zaczynał ją lubić, ale absolutnie nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos. Bo przecież był jej mentorem. Spoufalanie się z uczennicą było absolutnie niedopuszczalne. Co powiedziałaby na to jego matka!
Zapewne ucieszyłaby się, że w końcu kogoś znalazł.
Czuł, że ją lubi. Wspólne spędzanie czasu było przyjemne i zabawne. Czasem co prawda przytłaczał go nieco jej charakter, ale na koniec dnia raczej nie było spotkania, po którym czułby się źle. Zawsze potrafiła go rozbawić. Było to nieco niepokojące, ale jednoczesnie naprawdę miłe. Była naprawdę dobrą **przyjaciółką**. Normalnie zaangażowanie emocjonalne wywoływało w nim ogromne fale dyskomfortu, ale przy Yeon ten problem nie był aż tak odczuwalny. Była jedną z pierwszych bliskich mu osób w tym nowym i wciąż nieco strasznym miejscu.
—
Trzeci raz. Dopiero trzeci raz. Przed treningiem mówiłem ci, że będziemy musieli się tym zająć. Wiesz, tak naprawdę zająć — rzucił, posyłając jej przy tym lekki uśmiech. Przetarł czoło z potu, po czym stanął znowu równo na nogach. Wsłuchał się w rytm muzyki, po czym raz jeszcze zaczął wykonywać układ. Gładkie, zwinne ruchy. W przeciągu ostatnich tygodni zdołał już zapamiętać ten ukłąd na pamięć. Nieco gorzej było z Yeon, która wciąż miała pewne problemy z poprawnym ułożeniem nóg. Nie, żeby ją za to oceniał. Na niej leżała znacznie większa odpowiedzialność, a co za tym idzie — towarzyszyło jej znacznie więcej stresu, co wpływało na wszystko inne. Nie miał zamiaru jej oceniać. Planował poświęcić na to tyle czasu, ile tylko Yeon będzie potrzebowała.
W trakcie swoich kroków przypatrywał się dziewczynie. Starał się być w miarę dyskretny, ale obydwoje wiedzieli, że to robił. Nie powinno być z tym nic dziwnego. Przecież musiał to robić, żeby śledzić jej postęp.y Tak naprawdę mógłby po prostu stać z boku i jedynie ją poprawiać, ale nie chciał działać w ten sposób. Uważał, że pracowanie w grupie przynosiło znacznie lepsze efekty. Jeśli pracowali razem, w razie wątpliwości mogła go naśladować.
Czuł i po prostu widział, że idzie jej coraz lepiej. Gdyby tylko przestała co chwilę szukać powodu do przerwy, zapewne skończyliby z tym jeszcze tego wieczoru. Niestety chodziło o Yeon, która nie miała zamiaru tak łatwo dać za wygraną.
Nie powstrzymywał jej, gdy ruszyła do odtwarzacza. Czasowo i tak zbliżali się do końca, także równie dobrze mógł jej odpuścić. Przynajmniej tym razem.
—
Słuchaj. Jeśli wolisz to mogę z Tobą nie tańczyć i udawać fana, który zza barierek skanduje Twoje imię — zaczął, przekrzywiajać przy tym głowę. Oczywiście żartował, ale hej. Jeśli tego chciała to mogli się dogadać. —
Ewentualnie możemy nasze treningi ustalić tuż przed grupą taneczną, którą prowadzę. Co prawda jest to banda dzieciaków ze szkoły, ale myślę że ich rekacje dość dobrze oddałyby rozszalałe tłumy, które pchają się po Twój autograf — dodał jeszcze, pokazując jej przy tym język. W tym samym czasie ruszył w jej stronę. Sięgnął po stojącą obok telefonu butelkę i upił kilka łyków wody. Przy okazji starał się wyrównać oddech. Mimo wszystko trenowali już naprawdę długo i chociaż wcześniej nie dawał tego po sobie poznać, to też był zmęczony.
—
Zjeśc? Hola hola, jeszcze nie skończyliśmy treningu! — zawołał, wskazkująć na nią oskarżycielsko palcem. Zaraz jednak się zaśmiał, kręcą przy tym głową. —
Niesamowite. Wciąż nie przestajesz mnie zaskakiwać swoim uporem, wiesz? — westchnął głośno, teatralnie. Przez chwilę udawał, że się zastanawiał, po czym kiwnął głową. —
Niech będzie. Z tego co pamiętam smakowało ci w knajpie obok, prawda? Możemy tam pójść, na mój koszt. Tym razem nie pozwalam ci płacić — zadeklarował, po czym zaczął zbierać swoje rzeczy.
—
Ogarnę jeszcze kilka rzeczy w biurze i skoczę pod prysznic. Ty w tym czasie się ogarnij iii spotkamy się koło wyjścia, okey? — dodał jeszcze, lekko się przy tym uśmiechając. Zapowiadał się naprawdę miły wieczór.
Seungyeon Han