
Jeśli można w słabościach to zawrzeć, to nie lubi oglądać przemocy - a już tym bardziej chamskiego i natarczywego podejścia do kobiet przez innych mężczyzn, na co niejednokrotnie reaguje, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Czasem popala, czego zdecydowanie u samego siebie nie pochwala, ale cóż poradzić - niekiedy odczuwa potrzebę.
Kim tak naprawdę chciał zostać młodzieniaszek? Też chciał pełnić służbę w dobrej sprawie, jednakże w odmiennym zakresie. Bo pomimo tych wszystkich zabaw na podwórku, to bardzo często pomagał. Jak nie zdejmując ciągle - acz z uśmiechem na twarzy - kota swojej sąsiadki z domu obok, ratując pisklęta od zagłodzenia bądź prawdopodobnej śmierci, gdy okazywało się że ich matka je porzuciła. Jak była taka potrzeba, to wcześniej wspomnianej kobiecie od czteronożnego futrzaka pomógł z powoli stojącą w ogniu kuchenką! Zresztą, parę lat później odkrył na strychu, że pomiędzy gąszczem starych zabawek najwięcej było tych związanych z ochotniczą strażą pożarną. Czyżby podświadomie, już wtedy, pokazywał rodzicom co chce robić za kilkanaście lat?
Największym autorytetem dla Jamiego okazał się być ojciec. Człowiek, który spędzał z nimi tak naprawdę niewiele czasu, bowiem był ciągle w ruchu, ciągle coś pisał, ciągle gdzieś się znajdował; sporządzając własne notatki z przestępstw, konsultując wszystkie spostrzeżenia z policjantami. Był niejako jednym z nich, nawet jeśli nie posiadał odznaki. Wtedy, dzięki właśnie ojcu, złapał zajawkę na fotografię, chociaż tak w istocie się ona nie przyda Jamesowi w przyszłości. Mimo to - nie przestawał pokazywać rodzicielowi co nowego uwiecznił za pomocą aparatu, niektóre zdjęcia wywieszając lub stawiając w ramkach. Nie tylko to jednak pochwycił młody McCann. Upartość, dążenie do celu, nie dając się zastraszyć. Tak, to zdecydowanie idealne cechy dla przyszłego może i nawet komisarza, jednakże chłopak się w tym nie widział, jedynie podzielając zainteresowanie sprawami, jakimi zajmował się ukochany tata.
W sprawach szkolnych za to mógł skierować się do matki – świetnie sobie radziła z algebrą, ale i także z językami, dzięki której miał tak dużą łatwość w nauczeniu się tych odmiennych od angielskiego. To dlatego na zajęciach z hiszpańskiego prawie że ciągle miał w górze rękę, znając odpowiedź na zadane pytanie przez nauczycielkę. W domu także douczał się na własną rękę innych, z początku mając w planach pójście na jakąś filologię, czy nawet na lingwistykę, skoro tak dobrze idzie mu przyswajanie coraz to bardziej… wymyślnych, jak włoski czy francuski.
Ogólnie czasy szkolne bardzo dobrze wspomina, szczególnie te licealne, gdzie nie tylko zdobywał dobre stopnie, ale i też rozwijał zainteresowanie piłką nożną. Przeżywał również pierwsze miłostki, choć tylko jedna dziewczyna całkowicie zawróciła mu w głowie – do tego stopnia, że był gotowy z nią się ustabilizować, co w tamtym wieku wiązało się z naprawdę dużą odpowiedzialnością; w końcu, to prawie jak jeden z pierwszych kroków ku dorosłości. Naprawdę ją kochał, co ona też odwzajemniła – szkoda tylko, że w międzyczasie kręciła z jego najlepszym przyjacielem. Zdecydowała się ostatecznie na wybór tamtego. Pozostał z niczym - chociaż... nie, pozostał ze złamanym sercem. Był wtedy praktycznie koniec szkoły – ciesząc się, że już nie będzie musiał spoglądać na nich, gdy są tacy szczęśliwi; nie zdecydował jednak o całkowitym przeprowadzeniu się do innego miasta, pozostając w rodzinnych stronach.
Skupił się od razu na przyszłości. Początkowy plan, ten jeszcze z czasów nastoletnich, zaczynał mu się coraz bardziej podobać. Do tego stopnia, że naprawdę postanowił nim zostać. Strażak James McCann. Brzmi jak Komisarz Rex czy Listonosz Pat, ale czuł się z tym dobrze. Zanim jednak podjął się tego wszystkiego, wolał mieć… cokolwiek, dmuchając na zimne. To dlatego obrał zwyczajnie nudny kierunek, jakim jest administracja, chcąc posiadać obojętnie jakie wykształcenie. Chodziło o samo w sobie jego posiadanie, nieważne z czego. Przecież i tak jego marzenia mają się skupiać na czymś zupełnie innym, czyż nie?
Gdy ukończył studia na poziomie licencjackim wprowadzał swoje plany na życie, starając sobie wszystko zorganizować i współgrać. Dostał się do Szkoły Aspirantów Straży Pożarnej, nie wiedząc nawet kiedy ukończył go i został pełnoprawnym strażakiem. Czas biegł tak szybko i nieubłaganie, że po prostu wszystkie rzeczy przechodziły mu jak przez palce, a on zwyczajnie się z tego wszystkiego cieszył. Od razu dostał przydział, aby mógł rozpocząć swoją karierę i zdobywać potrzebne doświadczenie - dostając się do jednostki gdzieś na obrzeżach miasta, nie mogąc już być bardziej szczęśliwym z tego powodu że wreszcie zaczyna się coś dziać. Tam poznał wielu ludzi, nawet dostając po pewnym czasie pod swoje skrzydełko nową kadetkę, aby wprowadził ją do firmy. Dzięki temu ich znajomość stała się bardziej prywatna, stając się przyjaciółmi. Dopiero z czasem przyjaźń trochę zbyt bardzo pójdzie do przodu, ale nie będzie im to przeszkadzało i nie robili sobie z tego powodu wyrzutów - obydwoje nie chcąc stateczności, zobowiązań i oczekiwań.. na razie.
520 dni, 15 godzin, 4 minuty i.... 4, 5, 6 sekund później.
Bo tak, odliczył dokładnie ile minęło jego pracy tutaj, póki nie został oddelegowany do innej jednostki. Nie było mu to na rękę, no bo jednak przywiązał się do tego miejsca, niemniej nie mógł jednocześnie narzekać - skoro była taka wolna kogoś z góry, znaczy że był tam potrzebny. Zresztą, z czasem zrozumie że to było dla niego wręcz przeznaczone, by tam trafić, bowiem to w tej jednostce zaczął bardziej działać. Zaczął się otwierać na możliwość rozwoju, na chęć faktycznego pięcia się po szczeblach kariery. Nikt i nic nie mogło go zatrzymać, a on sam chętnie pokazywał swoją wolę. Poza tym, okazywało się że czasem jego pomysły na to, jak powinna przebiec akcja, aby wszystko wyszło jak najbardziej w porządku stawały się tymi, które realizowali w późniejszym czasie. Papierkową robotę uwielbiał wykonywać i zawsze oddawał ją na czas, przez co to on został oddelegowany do ich wypełniania. Nie przejmował się tym, iż dostał więcej obowiązków - ba, nawet go to radowało, bowiem dostał promocję na zastępcę kapitana po blisko dwóch latach i paru miesiącach, czując się doceniony i zmotywowany, aby działać dalej.
873 dni, 8 godzin, 52 minuty i.... 52 sekundy później.
Wchodząc do gabinetu przełożonego, nie spodziewał się usłyszenia takiej bomby, choć w jego pracy to raczej niezbyt trafne określenie. Niemniej czymże to mogło być, skoro uzyskał informację, iż może starać się o posadę kapitana?
Czy zastanawiał się długo nad propozycją?
Za cholerę, nie! Dowiedział się, że będzie też musiał zostać przeniesiony - znowu - do innej jednostki, aby tam działać jako nowy kapitan, gdyż poprzedni musiał również pójść dalej w swojej karierze. To też wymagało od niego dodatkowych zajęć, treningów, spotkań szkoleniowych...
Nie było to istotne. Nie interesowało go tak naprawdę cokolwiek, chociaż smutno się znów zrobiło na myśl o opuszczeniu kilku kolejnych fajnych znajomych, gdzie w nowej jednostce od nowa będzie musiał z nowym zespołem budować sympatię oraz zaufanie. No i... będzie musiał wrócić na studia, żeby uzyskać odpowiednie wykształcenie pod stopień oficerski. Przyjął to mimo wszystko z uśmiechem na ustach, informując o swej gotowości do działania.
Spotkania, treningi, nawet trwające przez 3 lata studia nie złamały go, gdzie w jednoczesnej chwili czasem pełnił obowiązki w swojej jeszcze dotychczasowej jednostce. Dni miał zawalone robotą, w nocy zaś uczył się na kolokwia i egzaminy. Sam nie wiedział jak to wszystko przetrwał i jakim cudem nie wylądował chociaż raz w szpitalu przez praktycznie ciągłe bycie w ruchu i małe ilości jedzenia, bo zwyczajnie nie miał na takie błahostki czasu.
1115 dni, 16 godzin, 45 minut i 36 sekund później.
Gdy uzyskał papiery, gdy poszedł do swojego przełożonego iż jest w pełni gotowy do dalszej drogi, uzyskał informację o tym, gdzie ma wylądować.
Nawet nie wiecie, jaki mu kamień z serca spadł na wieść o powrocie do Toronto Firm Station 132... uśmiechnął się szeroko, starając się nie dać ponieść emocjom zbyt bardzo. Podziękował za wszystko, pożegnał się ze wszystkimi, spakował resztę swoich manatków i... był gotowy do powrotu. Jak jeszcze nigdy wcześniej.
× na siłownię uczęszcza przynajmniej trzy razy w tygodniu - aby nie tylko rozładować wszystkie frustracje, ale i doskonalić swą sylwetkę jak i kondycję - wiadomo, w tym zawodzie jest to potrzebne; poza tym, nie wyobraża już sobie życia bez tego;
× mimo sportowego i zdrowego trybu życia - lubi sobie wypić;
× i skoro mowa już o niezdrowych rzeczach - uwielbia fast-foody, co daje mu pewną siłę i energię, aby przy każdym treningu mieć co spalać; nie przesadzajmy jednak, że codziennie, na śniadanie, obiad i kolację wcina hamburgery czy kurczaki w panierce, śmieciowe żarcie nie stanowi podstawy jego diety, na całe szczęście;
× gdy ma wolne, a co bywa naprawdę rzadko, lubi wyjść sobie do baru z kolegami, pogadać, pośmiać się, zapomnieć o całym świecie, skupiając się na alkoholu i dobrej zabawie podczas gry w darta bądź bilarda; męskie wieczory również lubiły się odbywać na kręgielni;
× raz wszczął bójkę w pubie z powodu jednej kobiety - ale nie dlatego, że okazała się być zajęta; postanowił niewiastę obronić przed natarczywym kolesiem, a skończyło się... w dosyć krwawy sposób; do tego stopnia, że nieznany mu do dzisiaj facet musiał trafić do szpitala;
× pozostając jeszcze w klimatach barowych - dużo pali, o czym daje znać właśnie w takie typu miejscach; o dziwo jednak, poza takimi lokalami nie wyciąga tak często papierosów z paczki, czy też nawet nie decyduje się na zapalenie, gdy ktoś go poczęstuje;
× w wolnych chwilach uwielbia oglądać seriale bądź grać w gry komputerowe - tylko to pozwala mu się oderwać od tego, co go trapi, nurtuje, co mu się w głowie pojawia;
× mimo iż nie jest aż tak bardzo wierzącym człowiekiem, lubi święta Bożego Narodzenia, które zawsze spędzał w gronie rodzinnym; wie, że tylko w te dni ma możliwość spotkania się ze wszystkimi bliskimi, co zarazem jest pokrzepiające, a z drugiej strony - dołujące; ma tylko, prawdę mówiąc, dwa do czterech dni na to, żeby z każdym, kto przybędzie, od serca pogadać;
× w czasie licealnym bardzo dużo grał w piłkę nożną - był nawet w drużynie, która reprezentowała placówkę w zawodach międzyszkolnych;
× kawa to jedyne, co potrafi go obudzić; może i przebudzi się za pomocą budzika, zmusi się do wstania z łóżka, ale tylko dzięki kofeinie zawartej w tym napoju całkowicie odczuje przebudzenie się; już nie mówiąc o tym, jak na niego działają energetyki, pomimo iż bywa że w dosyć sporej ilości je spożywa;
× nie zaśnie bez włączonej muzyki w słuchawkach - muzyka go niezmiernie koi i odpręża, a dzięki ulubionym kawałkom o wiele szybciej usypia, mając spokojne noce, a, przede wszystkim, wypoczęte; niby nic, a jednak dla niego to naprawdę ważna i pomocna rzecz;
× za dzieciaka czytał bardzo dużo książek, czego obecnie, niestety, nie praktykuje - czasem coś mu się uda otworzyć i przeczytać parę stron, ale... nigdy nie dotrwał do końca jakiejkolwiek, bo albo zasypiał, albo miał nagle inną sprawę na głowie;
× pasjonuje się fotografią, samodzielnie coś tworzy za pomocą swojej lustrzanki; i chociaż brzmi to na styl mam lustrzankę, to mogę, lecz zainteresowanie to zostało zaszczepione przez ojca, który zajmował się tym z racji wykonywanego zawodu - dziennikarz, i to na dodatek śledczy, kiedyś musiał być wszechstronny, radzić sobie jeśli chciał w swoim artykule posiadać zdjęcie;
× obecnie znanymi przez niego językami obcymi są: hiszpański, włoski, niemiecki, francuski; niektóre poznał jeszcze w trakcie lat szkolnych, dzięki zajęciom czy też decydując się na samodzielne nauczanie w domu, jeśli nie miał nic zadane do domu;
× uwielbia majsterkować, także nigdy nie potrzebował pomocy hydraulików, elektryków czy kogo tam tylko jeszcze można było poprosić o pomoc w domu; już wcześniej, w rodzinnym domu, zajmował się samodzielnie takimi sprawami, dzięki czemu rodzice mogli zaoszczędzić, a on zyskiwał dodatkowe umiejętności;
× lubi gotować, chociaż niezbyt często się tym zajmuje; najczęściej po prostu decyduje się na ugotowanie wody w czajniku, aby móc sobie zalać makaron oraz jakiś proszek, który odpowiadał za smak zupki;
× kocha spać! i to bardzo, aż za bardzo; kiedy miał więcej czasu dla siebie, przespał 32 godziny, wstając tylko po to, aby się załatwić; co prawda, odsypiał wtedy ciężkie dni, chociaż nie pamiętał co dokładnie wtedy miało miejsce, ale gdy w końcu się obudził, czuł się niczym nowo narodzony;
× majsterkowanie wcześniej wspomniane również obejmuje zajmowanie się i usprawnianiem samochodu, w głównej mierze; skąd taka wszechstronność na tym polu? zanim postanowił całkowicie skupić swoje życie na byciu strażakiem miał w planach zostanie mechanikiem;
× może to i trochę dziwnie brzmi na tle tego wszystkiego, ale strasznie lubi wycieczki rowerowe, które praktykuje wtedy, kiedy ma do tego siłę oraz, najważniejsze, czas