Zablokowany
29 y/o
For good luck!
161 cm
panna z toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Violet "V" Haze
Inde Navarrette
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
1 maja 1997 r. Reno, Nevada; USA
zaimki
ona, jej
zawód
nd
miejsce pracy
brak stałego
orientacja
hetero-
dzielnica mieszkalna
Rexdale
pobyt w toronto
od 25 listopada 2025 r.
umiejętności
Przyzwyczajona do pracy w środowisku akademickim i korporacyjnym, dobrze odnajduje się w dokumentacji, analizie danych oraz zadaniach wymagających precyzji, cierpliwości i dużej odpowiedzialności. Potrafi porządkować informacje, wychwytywać błędy i doprowadzać do końca rzeczy, które dla innych są zbyt monotonne albo zbyt szczegółowe. Nie działa impulsywnie; decyzje podejmuje ostrożnie, zwykle po przeanalizowaniu konsekwencji i możliwych rozwiązań. Dobrze radzi sobie z organizacją codzienności, planowaniem budżetu i ogarnianiem spraw formalnych, nawet jeśli nie zawsze robi to z takim spokojem, na jaki wygląda. Umie słuchać, zauważa zmianę tonu, napięcie w rozmowie i moment, w którym ktoś zaczyna unikać konkretnej odpowiedzi. Nie szuka konfliktów i zwykle próbuje je wyciszyć, zanim wymkną się spod kontroli. Ma ładny głos, potrafi śpiewać i choć nie traktuje tego jako głównej ścieżki życiowej, jest to jedna z tych umiejętności, które zostały z nią mimo wielu zmian. Zna podstawy szycia i drobnych napraw, umie przerabiać ubrania, gotować proste rzeczy z niczego i funkcjonować w sytuacjach, w których trzeba raczej zacisnąć zęby niż czekać na idealne warunki.
słabości
Nie ma naturalnej łatwości w konfrontacji i zbyt często wycofuje się w momentach, w których powinna zareagować od razu. Zamiast wybuchać, zamyka się, przeczekuje i analizuje, przez co czasem zbyt długo zostaje w sytuacjach, które już dawno powinny zostać przerwane. Ma silną potrzebę kontroli nad własnymi reakcjami, co sprawia, że bywa chłodna, zdystansowana albo trudna do odczytania nawet dla osób, którym na niej zależy. Źle znosi ludzi narzucających się, pewnych własnej bezkarności albo zbyt szybko próbujących wejść w jej przestrzeń. Nie ufa łatwo pomocy, zwłaszcza jeśli przychodzi od kogoś wpływowego, bo zbyt szybko doszukuje się w niej długu albo ukrytej ceny. Ma problem z proszeniem o wsparcie, przyznawaniem się do zmęczenia i odpuszczaniem rzeczy, które sama uznała za swój obowiązek. Zbyt dużo bierze na siebie, szczególnie wobec rodziny. Bywa uparta, ale w cichy sposób; nie walczy o swoje głośno, tylko zaciska się w decyzji i trudno ją później z niej ruszyć. Ma słabą orientację w nowych miejscach, gubi drobne rzeczy, nie znosi pająków i potrafi pić kawę mimo tego, że od dawna jej nie służy.
Violet Haze urodziła się w Reno, w Nevadzie, jako córka Amerykanki i Kanadyjczyka. W Stanach mieszkała do dwunastego roku życia, czyli do momentu, w którym po narodzinach jej młodszej siostry rodzina zaczęła się rozpadać. Matka nie poradziła sobie z depresją poporodową, mimo wsparcia męża, i ostatecznie odeszła z domu, zostawiając go z dwiema córkami. Violet przyjęła to spokojnie, może nawet zbyt spokojnie jak na dziecko, ale właśnie wtedy zaczęła bardzo wyraźnie wchodzić w rolę kogoś, kto nie powinien dokładać ojcu problemów, a bardziej być dla niego pomocą.
Ojciec sprzedał dom w Reno i przeniósł się z córkami do Toronto, do swoich rodziców. Potrzebował pomocy, bo jako jedyny utrzymywał rodzinę, więc pracował dużo i nie był w stanie samodzielnie zajmować się niemowlęciem oraz starszą córką. Dziadkowie pomogli im stanąć na nogi, a kilka lat później, gdy Violet miała szesnaście lat, ojciec kupił skromne mieszkanie w Rexdale. Nie było duże ani szczególnie wygodne, ale było ich własne.
Od dziecka była ambitna, ale nie genialna. Nie przychodziło jej wszystko bez wysiłku, nie była cudownym dzieckiem, o którym nauczyciele opowiadają sobie przy kawie. Miała dobre wyniki, bo była uporządkowana, pracowita i wcześnie zrozumiała, że jeśli chce mieć realny wybór, musi sama sobie go wypracować. Interesowała ją bioinżynieria, technologie medyczne i neurorehabilitacja, szczególnie rozwiązania dla pacjentów po udarach, urazach rdzenia i innych uszkodzeniach neurologicznych. Uniwersytet w Toronto nie był złą opcją, ale ona chciała studiować w Stanach, bo tam widziała dla siebie lepszy dostęp do laboratoriów, projektów i firm, do których próbowała się zbliżyć.
Dostała stypendium na bioinżynierię na Stanfordzie. Bez niego takie studia byłyby poza jej zasięgiem, więc od początku traktowała ten wyjazd jak coś, czego nie może zmarnować. Uczyła się dużo, robiła więcej niż wymagano, brała staże, szukała kontaktów i stopniowo budowała sobie miejsce w środowisku, w którym nie miała rodzinnego zaplecza ani nazwiska, które cokolwiek ułatwiało. Skończyła studia z bardzo dobrymi wynikami, ale po dyplomie i tak przez dłuższy czas nie mogła znaleźć pracy zgodnej z kwalifikacjami.
Rozsyłała więc kolejne CV, chodziła na rozmowy, czekała na odpowiedzi, których najczęściej nie było, i w międzyczasie podjęła zwykłą pracę administracyjno-biurową. Była poniżej jej kompetencji, ale dawała pieniądze i pozwalała zostać na miejscu. Traktowała ją jak etap przejściowy, chociaż z każdym miesiącem coraz trudniej było udawać, że wszystko idzie zgodnie z planem.
W końcu odezwała się prestiżowa firma zajmująca się neurotechnologią, bioinżynierią i rozwiązaniami z pogranicza robotyki medycznej oraz rehabilitacji. Projekt dotyczył urządzeń wspierających pacjentów po poważnych urazach neurologicznych. Dokładnie ten kierunek, w którym chciała iść od lat. Przygotowała się do rekrutacji bardzo dokładnie, bo wiedziała, że podobna okazja może się szybko nie powtórzyć. Dostała pracę i przez jakiś czas naprawdę miała poczucie, że wszystko, co zrobiła do tej pory, zaczęło się spinać.
Praca była trudna, wymagająca i czasochłonna, ale jej to nie zniechęcało. Lubiła projekt, wierzyła w jego sens i chciała być częścią zespołu, który pracował nad czymś realnie przydatnym. Brała na siebie dużo, czasem zbyt dużo, bo po latach starań trudno było jej odpuścić w miejscu, które w końcu wyglądało jak spełnienie jej ambicji.
W tej samej firmie została skrzywdzona przez przełożonego. Był wysoko postawiony, ważny dla projektu i dobrze umocowany w strukturze firmy. To nie był jeden zamknięty epizod, po którym mogła wrócić do normalności. Przekraczanie granic ciągnęło się miesiącami, coraz bardziej wciągając ją w sytuację, z której nie umiała wyjść bez poczucia, że traci wszystko, o co walczyła.
Nie zgłosiła tego bo zwyczajnie bała się, że jej nie uwierzą, że firma wybierze jego albo że cała sprawa przyklei się do jej nazwiska bardziej niż praca, którą wykonywała. Bała się też utraty projektu, stanowiska i pozycji, na którą pracowała od wyjazdu z Toronto. Próbowała sobie wmówić, że jeśli wytrzyma, jeśli zostanie profesjonalna, jeśli nie pozwoli, żeby to ją zatrzymało, to odzyska kontrolę. Została więc dłużej, niż powinna.
Przez kolejne miesiące, a później prawie dwa lata, normalnie pracowała, chodziła na spotkania, robiła raporty i odpowiadała na maile. Z zewnątrz nadal wyglądało to jak dobra kariera. W praktyce coraz bardziej się zamykała, coraz mniej mówiła rodzinie i coraz mocniej odcinała się od wszystkiego, co mogłoby wymagać szczerej reakcji. Znikała. Kontakt z ojcem, babcią i siostrą w Toronto stopniowo robił się krótszy, rzadszy, bardziej techniczny. Tłumaczyła się pracą, projektem, zmęczeniem.
Kiedy pewnego dnia zadzwoniono ze szpitala z informacją, że ojciec jest chory, nie przyjechała od razu. Miała ważny etap projektu, obowiązki i przekonanie, że jeszcze zdąży. Nie zdążyła. Następny telefon był od babci, która powiedziała jej, że ojciec zmarł.
Wróciła do Toronto, żeby zająć się pogrzebem, dokumentami, mieszkaniem w Rexdale i młodszą siostrą. Początkowo zakładała, że zabierze ją do Stanów i spróbuje wrócić do pracy, ale szybko zobaczyła, że dla młodej Toronto jest jedynym stabilnym miejscem po śmierci ojca. Miała tu szkołę, znajomych, dziadków, własny pokój i codzienność, której nie chciała tracić. Violet nie brała też poważnie opcji zostawienia jej z babcią. Była jej wdzięczna za pomoc, ale babcia była starsza, a odpowiedzialność za nastolatkę nie powinna znowu spaść na nią.
Została w Kanadzie. Nie z ulgą i nie bez żalu. Ta decyzja oznaczała porzucenie projektu, pracy i planu, na który pracowała przez lata. Jednocześnie nie potrafiła zrobić młodszej siostrze tego, co życie już kilka razy zrobiło im obu: przesunąć ją w nowe miejsce i oczekiwać, że się dostosuje.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
tak
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Violet Haze
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE



ODZNAKI SPECJALNE
txt
Obrazek
txt
txt
Obrazek
txt
Zablokowany

Wróć do „ladies”