-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Dwie godziny po śniadaniu, kiedy obaj już się porządnie ogarnęli (pod koniec Saul już wewnętrznie cały chodził), wsiedli w końcu do samochodu i ruszyli po Islę. Devlin całą drogę się stresował, skubał skórki, potrząsał nogą i wiercił się na siedzeniu pasażera. Po głowie przemykało mu milion pytań o to, jak to będzie, czy sobie poradzi, czy Isla go zaakceptuje jako rodzica, który ma ją teraz wychowywać, czy zechce z nim mieszkać, czy nie będzie mu się buntować, czy sobie w ogóle Saul z nią poradzi. Starał się jednak nie wymawiać tych wątpliwości na głos, żeby nie wkurzać Salvy.
- To tu - powiedział w końcu, gdy zajechali przed jeden z bloków w Parkdale. Devlin spojrzał w okno na trzecim piętrze, obawiając się wysiąść z samochodu. Zaczął obgryzać skórki na swoim kciuku, jednocześnie potrząsając nogą. Kaszlnął kilka razy, ale nie zwrócił na to uwagi. Właściwie w ogóle nie zwracał uwagi na nachodzące go od czasu do czasu napady kaszlu.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W samochodzie nie bardzo się odzywał podczas całej drogi, bo też niekoniecznie wiedział co powinien powiedzieć, a inna sprawa, że on też stresował się tą sytuacją, mimo że to nie była jego córka, nie będzie z nią spędzał zapewne dwudziestu czterech godzin na dobę i teoretycznie mógłby to po prostu olać. Ale nie był w stanie olewać niczego, co miało związek z Saulem, bo po prostu mu na nim zależało i... chyba chciał po prostu być przy nim i dzielić z nim różne szczęśliwe i te bardziej stresujące chwili, ot po prostu.
- Hej, Sa-ul - odezwał się wreszcie cicho, ostrożnie kładąc mu dłoń na udzie; po tym, jak się już odezwał, żeby go niepotrzebnie nie straszyć. - Jestem pewien, że Isla cię nie zje i że stęskniła się za tobą. I na pewno cieszy się, że będzie u ciebie mieszkała, bo zakładam, że matka już ją wprowadziła w temat. - oparł podbródek o jego ramię. - Będzie dobrze, mi querido.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Myślisz, że się za mną stęskniła i chce ze mną mieszkać? - wymamrotał niewyraźnie, czując, jak serce obija mu się o piersi. Czuł się jak smarkacz przed wywiadówką albo pójściem do nowej szkoły - a to poczucie wprawiało go w coraz mocniejsze przekonanie, że totalnie nie nadaje się do wychowywania dziecka, bo przecież sam jest niedojrzały i sam o siebie nie umie zadbać.
Przytulił policzek do jego nosa, kiedy Salva oparł podbródek o jego ramię. Odetchnął kilka razy głęboko, próbując się jakoś ogarnąć, przygładził włosy i klepnął się dłońmi w uda.
- Bobra, trzeba iść, bo mamy jeszcze odwieźć jej matkę do pudła, a wolałbym nie robić tego razem z małą. Mogę cię poprosić, żebyś z nią został na chwilę, dopóki nie wrócę...? - popatrzył na Meksykanina z niepokojem, bo do tej pory go o to nie pytał: jakoś nie pomyślał, żeby to zrobić. Po prostu jakoś zakodowało mu się, że Menendez zaczeka chwilę, a przecież nie musiał się na to zgodzić, nie musiał chcieć zostawać z dzieckiem sam, kiedy Saul będzie odprowadzał byłą do więzienia - To zajmie najwyżej godzinę, a nawet nie sądzę, żeby aż tyle. Możesz...?
Ponownie wpakował kciuk do ust, żeby gryźć skórkę. Trochę ten palec już zaczął mu krwawić.
Salvador Menendez