Nie chciała jednak myśleć o tym, jakie konsekwencje mogło to za sobą pociągnąć. Bała się, że gdyby to zrobiła, musiałaby się wycofać. Musiałaby zrezygnować z czegoś, co ostatecznie sprawiało jej naprawdę sporo przyjemności.
Bo tak, w towarzystwie Radwella czuła się naprawdę dobrze. Przy nim nie była spięta, nie martwiła się też aż tak bardzo tym, co Sonny o niej pomyśli, choć jednocześnie to wcale nie tak, że było jej to całkowicie obojętne. Chciała mu się p o d o b a ć, dlatego dziś nie czekała tu na niego bezczynnie. Odświeżyła się trochę, żeby zastał ją w tym pokoju w jak najlepszym wydaniu.
Wnioskując po tym, jak później na nią spoglądał, zrobiła to chyba z powodzeniem.
Tak jak pogoda skutecznie ich tu uwięziła. Lacey nie do końca tak wyobrażała sobie
— Chyba polubię śnieg — skomentowała, rozchylając powieki po to, aby na niego spojrzeć. Z tej perspektywy wyglądał prawdopodobnie jeszcze bardziej pociągająco niż dotychczas, dlatego już chwilę później Lacey zacisnęła zęby na swojej dolnej wardze.
Dobrze, że Sonny nie zdecydował się tak potulnie wypełnić jej polecenia, ponieważ teraz Tadwell miała jeszcze większą ochotę na to, aby rzeczywiście samodzielnie pozbawić go tych warstw ubrań, w które już zdołał się wpakować.
Teoretycznie zupełnie niepotrzebnie, jednak nie sposób zaprzeczyć temu, że ilekroć miała okazję zająć się tym samodzielnie, sprawiało jej to sporą satysfakcję.
Nie potrafiłaby tego wyjaśnić, ale pasowało jej to, że to akurat ona kładła na nim swoje ręce.
Sonny Radwell