Nagła informacja o tym, że jej ojciec postanowił sprawić jej ochroniarza, była niesamowicie kłopotliwa. Nie dlatego, że kompletnie go nie potrzebowała, choć o tym również była przekonana, i to także zdecydowała się swojemu ojcu wytknąć. Przede wszystkim obecność nowego pracownika doskwierała jej dlatego, że była przekonana, iż sama nie powinna mu ufać, a przecież wydawało jej się, że znalazła się w obszarze potencjalnego zagrożenia.
Ilekroć myślała o sprawie, którą zajmował się jej znajomy, a która mogła dotyczyć jej ojca, ogarniało ją zdenerwowanie, którego do tej pory nie znała. Już od pewnego czasu kiepsko sypiała, a kiedy dodatkowo myślała o tym, że w domku przy basenie znajdował się mężczyzna, którego głównym zadaniem miało być
Poprzedniej nocy także niemal nie przespała, przez co dodatkowo wlała w siebie nadmiar kofeiny, a to poskutkowało już wyłącznie tym, że od dobrych dwóch godzin wyłącznie kręciła się z boku na bok. Miała nadmiar czasu na to, aby jeszcze bardziej się zdenerwować, a przy tym również opracować plan działania.
Bo tak, to przecież nie tak, że mogłaby pozostać bezczynna.
Uprzykrzenie Baileyowi życia wydawało się całkiem realnym sposobem na to, aby się go stąd pozbyć. Nie wyglądał bowiem na kogoś, kto chciałby użerać się z rozkapryszoną panną, a Mindy miała to do siebie, że idealnie potrafiła taką grać. Gdyby tylko odpowiednio się postarała, na pewno dałaby mu w kość do tego stopnia, iż Harrigan rzuciłby wypowiedzenie jeszcze szybciej, niż przyjął od jej ojca ofertę pracy.
Ta myśl jako pierwsza poprawiła jej dzisiaj humor.
Zmotywowała ją również do tego, aby pomimo późnej pory wyrwać się z łóżka. Pomaszerowała prosto do łazienki, gdzie zajęła się makijażem, a później też wcisnęła się w eleganckie ciuchy. Kiedy była gotowa, zeszła na dół i przez okno zerknęła w stronę budynku, który zajmował brunet. Panowały w nim egipskie ciemności, co sugerowało, że prawdopodobnie spał właśnie w najlepsze. Mogła obudzić go w mało drastyczny sposób, decydując się na telefon, ale przecież nie o to w jej planie chodziło. Jeśli chciała go sprowokować, musiała zrobić to porządnie.
Ruszyła więc w stronę domku nad basenem, a kiedy znalazła się pod nim, kilkakrotnie uderzyła pięścią w drzwi. Zrobiła to mocno - na tyle, iż nawet odrobinę zdołało ją to zaboleć. W pełni jednak wynagradzał jej to fakt, że narobiła przy tym sporo hałasu.
Wystarczająco, by poderwać do pionu nawet umarłego.
Bailey Harrigan