35 y/o
Welkom in Canada
193 cm
właściciel klubu nocnego | The Rapture
Awatar użytkownika
and if you're low and fall apart, I′ll bring some peace back in your mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądał jej się bez oporów gdy odwróciła się tyłem, nieświadoma jego wzroku podążającego za każdym jej ruchem. Mógłby wyjaśnić, że zwyczajnie był uważnym rozmówcą, bądź też nie miał nic lepszego do roboty poza tkwieniem obok i schnięciem, ale racjonalność tych wymówek w niczym nie tłumaczyła jego nagle zdobytej spostrzegawczości.
Patrzył na jej dłonie, metodyczne ruchy wykonywane nad deską do krojenia. Ciemne włosy opadające na ramię gdy pochyliła się nad blatem - część z nich wciąż mokra, część sucha w plątaninie prostych pasm i podkręconych końcówek.
Zwyczajność tej chwili nie umykała jego uwadze.
Tkwił w kuchni kobiety, która nie chciała przyjąć od niego nawet butelki wody nie mówiąc o pozostaniu w apartamencie nawet, gdy zaoferował, że sam z niego wyjdzie. Znał się na ludziach - ale coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że nie znał się na ludziach takich jak Violet Haze.
Może dlatego, że dotąd żadnej takiej osoby innej nie spotkał. Była tylko ona, z chaosem podejmowanych przez siebie decyzji i tą dziwną grą w zimno-gorąco, która doprowadzałaby go do frustracji gdyby nie widział, że nie robiła jej z premedytacją.
I gdyby nie widział tego uśmiechu, do którego wcześniej nie wiedział, że w ogóle bywała zdolna.
Odnotował subtelną zmianę w jej głosie gdy wspomniała o siostrze. Dwa do dwóch dodały się w jego głowie z pewnym opóźnieniem, tak jak buty leżące w przedpokoju czy druga para zamkniętych drzwi, które nie prowadziły do jej sypialni.
Mieszkała z siostrą.
Coś cięższego na moment zagościło w jego klatce piersiowej wracając do wspomnienia jej ojca, który nie tak dawno zmarł. Potrzeba zajmowania się czternastoletnią siostrą z pewnością wymuszała w człowieku zmianę priorytetów.
Były s a m e.
Jego serce zamarło na jedno uderzenie. Czy już tydzień temu była na obozie piłkarskim? Czy tkwiła w domu, w jej mieszkaniu, podczas gdy on usiłował zatrzymać ją przed powrotem do niego dla jej bezpieczeństwa? Nawet przez myśl nie przeszło mu, że mogła mieszkać z członkiem rodziny. Powinien sprawdzić ją lepiej, powinien wiedzieć lepiej.
Wyczuł moment, w którym zmieniła temat. Podjął się go, nie zamierzając wracać do tego, o czym ewidentnie nie chciała w tej chwili rozmawiać. Był obcym w tym mieszkaniu, jak i w rzeczywistości, w której znalazła się nagle, zmuszona do przyjęcia roli, na którą być może nie była gotowa.
Nawet jemu zdarzało się czasem znać swoje miejsce.
- Nie sądzę, żeby kiedykolwiek ci się to udało - odrzucił z nutą prowokacji, przyglądając jej się gdy przekładała jakieś warzywa do miski, jego brew uniosła się lekko gdy studiował jej czerwoną zawartość. - Chyba, że twój obiad będzie zawierał podejrzaną ilość jabłek z pestkami.
Jego wzrok leniwie prześlizgnął się po jej profilu, przez długą szyję, materiał zarzuconej koszulki aż po dłoń, którą wskazała jedną z szafek. Westchnął ostentacyjnie, jakby przymus ruszenia się z miejsca stanowił dla niego ogromny problem, nim oderwał się od blatu, o który siedział oparty i podszedł bliżej.
- Moja użyteczność może się na tym skończyć - odrzucił za nią zaczepnie, wchodząc do wąskiej przestrzeni kuchni. Nie stanowiła szczególnie wysokiej przeszkody - stając za nią, sięgnął do górnej szafki i wyjął z jej wnętrza dwa talerze ponad jej głową, odkładając je następnie na blat.
Gdy się odwrócił, stała tuż przy nim.
Na tyle blisko, że w kuchennym świetle dostrzegał znów ten cholerny ślad, ten cień na jej policzku, który nie był wyłącznie przywidzeniem w półmroku samochodu i którego nie zmył deszcz. Oderwał od niego wzrok, unosząc go wyżej, spoglądając w te ciemne tęczówki nim za nimi, dotarł do trzymanego w jej dłoni noża.
- Dla ciebie będę odważny - rzucił sarkastycznie, wyciągając rękę po ostrze, którym potrafił się posługiwać, choć nigdy nie robił tego w kuchni. - Któreś z nas w końcu musi, bambi.

you're already my poison
29 y/o
Welkom in Canada
161 cm
panna z toronto
Awatar użytkownika
You pick me up when I feel down, no matter how deep in the night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z ulgą odnotowała, że przyjął odpowiedź albo przynajmniej nie znalazł powodu, żeby ją podważyć. Wystarczyło, że pozwolił jej zostawić fotografię, obóz piłkarski i wszystkie przemilczane rzeczy po drugiej stronie kuchni, a sam podjął zaczepkę, za którą mogła bezpiecznie podążyć.
Obserwowała, jak podnosi się z krzesła. Szafka, którą wskazała, znajdowała się bezpośrednio nad fragmentem blatu zajmowanym przez deskę, dlatego Vincent, zamiast czekać, aż ustąpi mu miejsca, wszedł w wąską przestrzeń za jej plecami.
Miała wystarczająco dużo czasu, żeby odsunąć się na bok.
Nie zrobiła tego.
Jego sylwetka przesłoniła część kuchennego światła, a uniesione ramię pojawiło się w jej polu widzenia, kiedy sięgał ponad jej głową do szafki. Nie dotknął jej, lecz znajdował się dostatecznie blisko, żeby wyraźnie słyszała szelest wilgotnego materiału jego koszuli przy każdym jego ruchu i czuła przyniesiony z zewnątrz zapach deszczu, zmieszany z tym jak pachniał on.
Jej ciało zareagowało napięciem, ale nie tym gwałtownym, odbierającym oddech i zmuszającym do ucieczki. Palce jedynie mocniej zacisnęły się na rękojeści noża, a ramiona zesztywniały na krótką chwilę. Zaczekała, aż wyjmie talerze i odstawi je na blat.
Na wypowiedziane przez niego dla ciebie będę odważny uniosły nieznacznie.
— Któreś z nas? — powtórzyła, spoglądając na jego wyciągniętą rękę. — To bambi zaprosiło cię do własnego mieszkania i właśnie zamierza dobrowolnie oddać ci nóż.
Pamiętała, jak sprawnie posługiwał się ostrzem i do czego wykorzystał je ostatnim razem. Ta świadomość powinna skłonić ją do cofnięcia ręki, lecz nie wywołała podobnego odruchu. Monroe pozostawał niebezpieczny również bez noża. W tej sytuacji mógł on być co najwyżej symbolem tego, jak wiele ostrzeżeń jej własny umysł zdążył przy nim zignorować.
Obróciła nóż rękojeścią w jego stronę i pozwoliła mu go odebrać. Następnie postawiła przed nim pierwszego przeciwnika w postaci obranej cebuli.
— Pokrój ją drobno, to akurat powinno odpowiednio zweryfikować twoją odwagę — poleciła, po czym cofnęła się o krok, zwalniając mu miejsce przy blacie. — Postaram się nikomu nie powiedzieć, jeśli zaczniesz przy tym płakać — Sama wyciągnęła patelnię, rozprowadziła po niej niewielką ilość oleju i włączyła palnik. — A powiedz mi jedno… Jak właściwie dożyłeś czterdziestki, nie potrafiąc gotować? — zapytała, zerkając na niego z ukosa.
Czterdziestka była oczywiscie celową przesadą. Nie dałaby mu tylu lat; nawet przemoczonemu, z mokrymi włosami opadającymi na twarz. Właśnie dlatego zaczepka pozostawała dostatecznie oczywista, żeby nie pomylił jej z rzeczywistą oceną. Dopiero po wypowiedzeniu pytania dotarło do niej, że nawet nie wiedziała w jakim był wieku.
I właśnie tak powinno pozostać. Nie potrzebowała wiedzieć ile miał lat, znać alergii ani wiedzieć w jaki żywił się człowiek niepotrafiący samodzielnie przygotować obiadu. Każda dodatkowa informacja sprawiała, że coraz trudniej było widzieć w nim wyłącznie c e n ę, a coraz łatwiej człowieka, którego życie rozciągało się daleko poza tym fragmentem przeznaczonym dla niej.
Powinna również spędzać z nim jak najmniej czasu, tylko tyle ile było konieczne, żeby w odpowiedniej chwili sprowadzić go we właściwe miejsce. Tymczasem każdą rozmowę przedłużała o kolejne pytanie, żart albo drobną zaczepkę, jakby bezwiednie szukała powodów, by jeszcze jej nie kończyć. Niezaprzeczalnie w Monroe był pewien zwierzęcy magnetyzm, któremu ulegała, jeszcze zanim w ogóle zdążyła zauważyć, że ponownie pozwalała mu znaleźć się zbyt blisko.
en garde
stop the bleeding
anthony bennet
35 y/o
Welkom in Canada
193 cm
właściciel klubu nocnego | The Rapture
Awatar użytkownika
and if you're low and fall apart, I′ll bring some peace back in your mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obiektywnie rzecz biorąc, wpuszczenie go do jej mieszkania nie należało do rozsądnych decyzji - jeszcze mniej było wręczenie noża osobie, którą postrzegała za niebezpieczną. To bambi być może nie posiadało wystarczająco wykształconego instynktu samozachowawczego, ale zjadliwą uwagę zachował dla siebie.
Pojawiła się tylko w drapieżnym błysku w jego ciemnym spojrzeniu gdy odwróciła nóż, ostrze zwracając ku sobie - tylko po to, by mógł wygodnie sięgnąć po rękojeść. Odbierając od niej narzędzie zbrodni przedmiot, podrzucił go lekko w powietrzu. Ostrze błysnęło odbitym światłem kuchennej lampy nim złapał je ponownie, w jakiejś podświadomej próbie zamaskowania kompletnego upokorzenia, które miała przynieść mu pieprzona c e b u l a.
- Zdefiniuj drobno - mruknął, oceniając warzywo spojrzeniem. Jak dla niego, już było całkiem drobne, posiadał jednak wystarczająco intelektu by wiedzieć, że należało je pokroić.
Westchnął, jego dłoń zacisnęła się na nożu gdy przysunął sobie cebulę. Pierwsze nacięcie spotkało się ze stukotem noża uderzającego o deskę pod spodem gdy zorientował się, że cebula być może była nieco łatwiejsza w krojeniu niż to, do czego nawykł.
Jego brew wystrzeliła w górę na dźwięk tego bezczelnego założenia jego wieku. Nie oderwał jednak wzroku od wykonywanej czynności, na której jego poziom skupienia osiągał już maksimum tego, co było dla niego możliwe.
- Byłem chudym dzieciakiem. Za moich czasów nie było wiele jedzenia - odrzucił z przekąsem, odkrawając kolejny, zdecydowanie zbyt gruby kawałek cebuli. - Druga wojna światowa wszystko zabrała.
I wtedy, z trwogą, poczuł pieczenie wkradające się pod jego powieki. Oderwał się od deski do krojenia i na moment obracając się, odsuwając od cebuli, znajdując odpowiedni pretekst by to zrobić. Nie zamierzał przecież ronić pieprzonych łez nad deską do krojenia.
- Zawsze obrażasz ludzi, którym wręczyłaś nóż? - dodał beztrosko, choć ten, chwilowo, wylądował na blacie, nim wrażenie opuściło jego gałki oczne i sprawiło, że mógł powrócić do wykonywania tej jakże istotnej czynności w jakże pokraczny sposób. - Zaczynam myśleć, że wyciąganie cię z kłopotów to robota na pełen etat. - nóż znów błysnął w jego dłoni, choć fragmenty pociętego warzywa nieustannie ześlizgiwały się z deski do krojenia i umykały spod jego ostrza, doprowadzając go do szaleństwa. - Wydajesz się pakować w nie zawodowo.
Usatysfakcjonowany, odstawił ostrze na blat. Odwrócił się, plecami opierając na blat i spoglądając w jej stronę, poddając swoje kulinarne dzieło pod ocenę. Być może powinien przesunąć deskę w jej stronę by mogła przyjrzeć się zdecydowanie nierówno pokrojonej cebuli bez zbytecznego zbliżania się do niego.
Może w ogóle nie powinien tkwić w jej kuchni i gotować. Nie po tym wszystkim, co widziała, czego doświadczyła, co mogła wykorzystać. Nie po tym, jak odtrąciła jego dłoń i wyszła.
Nie potrafiłby ruszyć się z miejsca nawet, gdyby któraś z tych racjonalnych myśli wywalczyła sobie miejsce na przodzie jego umysłu.
- Jak studentka z USA wylądowała na scenie w Rapture? - zapytał, świadom tego, że nazwa, którą rzuciła wcześniej była nazwą uczelni. Przekrzywił lekko głowę, przyglądając jej się gdy oceniała jego wyczyn na desce do krojenia, zastanawiając się, co mogła studiować. Czym chciałaby się zajmować, gdyby miała taką możliwość.
Nie sądził, by był tym śpiew.
Nie tak naprawdę.

trouble might be your middle name
29 y/o
Welkom in Canada
161 cm
panna z toronto
Awatar użytkownika
You pick me up when I feel down, no matter how deep in the night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostrze błysnęło w kuchennym świetle, a jej wzrok odruchowo podążył za jego krótkim lotem. Nie cofnęła się, chociaż palce znajdujące się przy krawędzi deski odsunęły się od niej o kilka centymetrów. Popis Vincenta obserwowała z uniesioną brwią, dopóki nóż ponownie nie znalazł się bezpiecznie w jego dłoni.
— Drobno oznacza, że kawałki nie powinny być widoczne z drugiego końca kuchni — wyjaśniła z powagą niewspółmierną do sytuacji.
Nie zamierzała instruować go przy każdym cięciu. Cofnęła się w stronę palnika i zajęła pozostałymi składnikami, chociaż jej uwaga nieustannie wracała do deski. Pamiętała oczywiście z jaką sprawnością posługiwał się ostrzem w okolicznościach znacznie mniej zwyczajnych i zdecydowanie mniej kuchennych. Szybko jednak okazało się, że doświadczenie to nie przekładało się na walkę z cebulą. Kolejne kawałki różniły się wielkością, część uciekała spod noża, a skupienie malujące się na jego twarzy sugerowało, że powierzyła mu zadanie wymagające znacznie większych kwalifikacji.
Kącik jej ust uniósł się bez jej pozwolenia i bez jej świadomości.
Całe to doświadczenie wojenne i nic nie przygotowało cię na cebulę? — zapytała, kiedy odwrócił się od blatu.
Nawet nie pytała dlaczego przerwał pracę. Udawała, że wcale nie domyśla się, czym mogło to być spowodowane i bardzo uważnie obserwowała… rozgrzewającą się patelnię.
Uśmiechnęłaby się w rozbawieniu słysząc jego uwagę, gdyby nie fakt, że właśnie ten grymas dość konsekwentnie zajmował jej usta.
— Nie wszystkich — odpowiedziała niewinnie. — Tylko tych, którzy zaczynają od podrzucania noża, a kończą pokonani przez warzywo. — Zsunęła mięso na patelnię, a nagrzany olej odpowiedział głośnym syczeniem. — I nie przypominam sobie, żebym cię zatrudniała – już mówiłam, że zdecydowanie nie stać mnie na twoje usługi.
Monroe, być może, brał pod uwagę usługi pro bono[/akcept]
— Ale to byłoby całkiem sprytne z perspektywy biznesu, gdybyś miał wyciągać mnie z kłopotów, których sam byś był istotą.
Z trudem utrzymała neutralny wyraz twarzy, obserwując jego kolejne próby podporządkowania sobie fragmentów cebuli. Było w tej sytuacji coś absurdalnie zwyczajnego. Vincent Monroe, którego widziała wcześniej z krwią na dłoniach, stał teraz w jej kuchni i przegrywał walkę z czymś, co za chwilę miało wylądować na patelni.
Przyglądała się temu jeszcze przez chwilę, po czym westchnęła teatralnie i odłożyła łyżkę. Podeszła bliżej, wyciągając ku niemu otwartą dłoń, wnętrzem skierowaną do góry z zamiarem przyjęcia nie tyle samego noża, co całego zestawu wraz z jego nadgarstkiem.
Kiedy ją podał, ułożyła odpowiednio jego palce, a później nakryła jego drugą dłoń własną i poprowadziła nóż przez kilka krótszych cięć. Dopiero gdy kolejne fragmenty cebuli zaczęły wyglądać tak, jak powinny, wypuściła jego rękę z wyraźnym oczekiwaniem, że samodzielnie dokończy poprawki.
Dopiero wtedy odnotowała, jak niewielki dystans ich dzielił. Przed chwilą skróciła go sama, bez zawahania, a jej – zaskakująco – ciało nie odpowiedziało niczym poza świadomością ciepła jego dłoni pod własną.
Pytanie o Rapture przyszło więc w odpowiednim momencie, pozwalając jej zająć dłonie mieszaniem mięsa i skupić spojrzenie na patelni.
— Studentka skończyła studia, miała dobrą pracę, ale zostawiła to wszystko, aby móc spełnić marzenie o zostaniu gwiazdą w klubie, gdzie miała gwarantowane oblewanie piwem i nachalność polityków — odparła. — Powrót do Toronto i występy na scenie od zawsze były jej wielkim marzeniem, dlatego rzuciła zawód bioinżyniera, aby móc rozwinąć swoją karierę na estradzie. Zawsze marzyła, aby być mniej jak ktoś, kto ma wpływ na rozwój medycyny a bardziej jak Shakira.
I choć miał to być żart, smakował dla niej gorzko. Podała mu jednak prawdę, którą zrozumiał – był wystarczająco bystry, aby przefiltrować odpowiednio informacje, podczas gdy ona, nieco desperacko, chciała aby historia nie brzmiała na tak ciężką, jaką była dla niej w rzeczywistości.
stop the bleeding
anthony bennet
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”