-
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkitoster/wannatyp narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentnyczas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszypostaćautor
— Hm. — Ciche, przeciągnięte. Jej spojrzenie przesunęło się gdzieś obok Niamh, nie na ludzi, nie na bar, tylko trochę „za” wszystko. W to miejsce, gdzie analizowała rzeczy bez konieczności ich natychmiastowego nazywania. — Jeśli chcieli się nas pozbyć — zaczęła powoli — to nie w prosty sposób. — Uniosła lekko czarkę. — Za dużo wysiłku. Za dużo zmiennych. Zamieszanie na budowie, kradzież, zarząd, który nagle przestaje stawiać opór… — jej głos był spokojny, niemal równy, ale pod spodem coś pracowało szybciej niż zwykle. — To nie wygląda jak jeden ruch. Raczej jak kilka, które ktoś spiął w jedno. — W końcu upiła łyk. — Mogli chcieć nas przepchnąć. Szybko zamknąć temat, zanim zaczniemy zadawać pytania. — Jej wzrok wrócił do Niamh. Uważny. Ostry. — Albo — minimalne zawahanie — już jesteśmy częścią czegoś, czego jeszcze nie widzimy.
To zdanie zawisło między nimi na moment dłużej. Za długo. I właśnie wtedy Inari odsunęła się od tego toru myślenia. Świadomie i widocznie, jak ktoś, kto nagle zamyka drzwi, zanim zdąży zajrzeć za daleko.
Westchnęła cicho i jednym ruchem dopiła resztę sake.
— …albo po prostu wszystko się ułożyło — rzuciła, już lżej, niemal od niechcenia. Nie pasowało to do niej i właśnie dlatego było tak wyraźne. Sięgnęła po karafkę i dolała sobie kolejną porcję, nie pytając nikogo o pozwolenie. Ruchy miała płynne, kontrolowane — jak zawsze — ale gdzieś w tym wszystkim było coś minimalnie szybszego niż zwykle, jakby potrzebowała tego gestu bardziej, niż chciała przyznać.
Uniosła rękę, przywołując kelnera.
— Jeszcze jedną czarkę — wskazała lekko na Niamh. Dopiero wtedy spojrzała na nią ponownie, a w kąciku jej ust pojawił się cień uśmiechu. Subtelny. Ostry. Znacznie bardziej Nilsingerowy. — Wzniesiemy toast — powiedziała spokojnie. Przechyliła głowę minimalnie, przyglądając się jej przez sekundę dłużej.— Za piękne wejście w pułapkę albo bardzo krótki triumf. — Czarka zatrzymała się na wysokości jej ust, ale jeszcze nie piła. — I za dobór ubrań — dodała ciszej, niemal mimochodem. — Bez zarzutu. — To nie brzmiało jak komplement. Bardziej jak stwierdzenie faktu, które przyszło jej zaskakująco łatwo. Uniosła lekko czarkę w stronę Niamh. — W końcu trzeba dobrze wyglądać, kiedy wszystko zaczyna się komplikować.
Na moment dłużej niż powinna, jej spojrzenie zatrzymało się na niej. Nie przelotnie. Nie użytkowo a dokładniej. Linia marynarki, sposób, w jaki materiał układał się na ramieniu mimo ortezy, napięcie w sylwetce, które zdradzało więcej, niż Niamh zapewne chciała pokazać. To była analiza — tak jak zawsze — ale… nie do końca. Z każdym kolejnym łykiem sake granica zaczynała się rozmywać. Zbyt wyraźnie była świadoma, że patrzy i że tym razem nie robi tego tak neutralnie, jak robiła to zwykle dla publiki.
Niamh R. Kilroy
-
Don't look at me that way, I'm not the one who's gonna break
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jeśli to pułapka, ktoś naprawdę mocno się postarał - odparła, a jej głos był nieco niższy, pozbawiony defensywnej nuty. - Choć nie ma sensu teraz gdybać i tracić nocy na analizowanie tego wszystkiego - uznała, bo szczerze powiedziawszy była zmęczona i w tym momencie jedyne na co miała ochotę była odrobina alkoholu i relaks, na który obie zasługiwały. Kilroy nieczęsto mogła pozwolić sobie na taki luksus beztroski. Bycie matką i prowadzenie własnej firmy stanowiło fundament jej codzienności, który pochłaniał niemal każdą wolną chwilę, nie zostawiając miejsca na nic poza obowiązkami i ciągłym planowaniem. Nawet rzadkie spotkania ze znajomymi stały się z czasem jedynie pozycją w kalendarzu, którą coraz częściej przesuwała na odległe terminy, ostatecznie zaniedbując relacje na rzecz kolejnych projektów czy domowej rutyny. Dlatego właśnie pragnęła odciąć się od tego wszystkiego i spędzić choć jeden wieczór bez rozmyślania o piętrzącej się pracy, czy potrzebach córki.
Upiła łyk sake. Było łagodne w porównaniu do brutalności whisky. Ciepło napoju zaczęło powoli rozluźnia napięte mięśnie karku. Odchyliła głowę, a jej wzrok, nieco bardziej mętny, ale wciąż intensywny, spoczął na Inari. Komplement dotyczący ubrań zawisł między nimi, a ona poczuła nagły przypływ dziwnej, niepasującej do niej wylewności.
- Te ciągłe kłótnie z Ronnie są dla mnie czymś nowym - wyznała, a w jej głosie wybrzmiała nuta autentycznego zagubienia, na co rzadko sobie pozwalała. Nie mogła jednak wiecznie ukrywać, że zmiany w relacji z córką nie wpływały na nią negatywnie. Wiedziała jednak, że podobnymi zwierzeniami powinna obarczać którąś z przyjaciółek, choć w obecnej chwili mogła liczyć jedynie na towarzystwo Nilsinger. - Wiem, że powinnam zostać w domu i pracować nad polepszeniem relacji z córką, ale nie mogłam zostawić projektu w twoich rękach - w chwili, w której słowa opuściły jej usta, zdała sobie sprawę z tego, jak niepoprawnie to wszystko zabrzmiało. Prawda była taka, że po ostatnich wydarzeniach jej opinia o Inari uległa znaczącej poprawie, a dawna niechęć niemal całkowicie wyparowała, ustępując miejsca profesjonalnemu uznaniu. Niamh nigdy nie przyznałaby tego na głos, ale w rzeczywistości zaczęła szczerze cenić towarzystwo architektki i sposób, w jaki ich wspólna dynamika napędzała ją do działania. - Nie zrozum mnie źle - odstawiła czarkę na blat stolika i uważnie przyjrzała się kobiecie. - Po prostu nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie przy tobie nie być - rzuciła, a w jej oczach wymalowało się coś na podobieństwo przerażenia. Od razu zdała sobie sprawę z tego, jak mogło to zabrzmieć. - To znaczy, przy tym projekcie. Chciałam... być przy tym wszystkim osobiście - zapewniła, odwracając wzrok od Nilsinger. Zacisnęła dłoń na krawędzi blatu, czując nagły przypływ irytacji na własną nieostrożność. To było idiotyczne i niepotrzebne, a świadomość, że właśnie palnęła coś tak dwuznacznego, sprawiła, że miała ochotę natychmiast wyjść z baru, ale zamiast tego ponownie ujęła w dłonie czarkę i pospiesznie opróżniła ją z zawartości.
Inari Nilsinger
-
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkitoster/wannatyp narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentnyczas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszypostaćautor
Ronnie.
Znowu.
Przez ułamek sekundy coś w niej drgnęło — nie irytacja, nie zmęczenie. Raczej coś na kształt zawahania, bo pamiętała. Lekko przekrzywiła głowę, układając usta w płaską linię. Doskonale pamiętała, jak kończyły się poprzednie próby wejścia w ten temat. Jak szybko była ustawiana na miejscu, gdy tylko przekraczała granicę, której — najwyraźniej — nie powinna była dotykać.
A teraz Niamh mówiła. Sama. Bez nacisku, bez pytania.
Dlaczego? — pytanie zawisło gdzieś z tyłu jej głowy, ale nie znalazło odpowiedzi. Alkohol? Zmęczenie? A może ta dziwna, powracająca u Niamh potrzeba odsłaniania się dokładnie wtedy, kiedy nie miało to żadnego sensu? Inari nie miała pewności, więc nie próbowała tego rozwiązać od razu.
Sięgnęła po czarkę. Zatrzymała ją na moment przy ustach, ale jeszcze nie piła. Jej spojrzenie spoczęło na Niamh — dłużej niż wcześniej, bardziej uważnie, jakby próbowała uchwycić coś pomiędzy słowami, nie w samej substancji zdań. To zawahanie i cofnięcie wzroku. Ta nagła korekta wypowiedzi.
Nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie przy tobie nie być.
Echo tego zdania odbiło się gdzieś głębiej, niż powinno. Inari nie skomentowała tego wprost. Nie miała takiego zwyczaju. Ale przyjęła do wiadomości. Zarejestrowała i odłożyła — nie jako błąd, tylko jako coś, co może jeszcze wrócić. Jej palce zacisnęły się lekko na czarce. Błąd w Matrixie?
— Musisz zawsze wszystko sprawdzać osobiście? — zapytała w końcu. Jej ton był inny — cichszy i spokojniejszy. Zaskakująco miękki jak na nią. — Ronnie odrobiła matematykę. Projekt podpisany bez literówek. Żarówki w ogrodzie świecą równo… — Przechyliła głowę w drugą stronę, jakby szukała ukrytej reakcji Kilroy pod innym kątem. — Wszystko pod kontrolą. — Jej spojrzenie nie odrywało się od Niamh. — I gdzieś pomiędzy tym… — Zawiesiła głos na moment. Zadumała. — Szukasz miejsca, żeby sprawdzić jeszcze jedno. Czy da się mnie polubić. — Nie było w tym oskarżenia ani ironii. To brzmiało niemal jak zwykła obserwacja lub podanie prawidłowego ciągu liczb do brakujących miejsc w sudoku. — Albo — dodała jeszcze ciszej — testujesz, czy za trzecim razem znowu spróbuję powiedzieć ci, co myślę o tobie i twojej córce. — Kącik jej ust drgnął minimalnie. — Do trzech razy sztuka?
Przez moment panowała cisza. Cięższa niż wcześniej, ale nie napięta. Inari jeszcze przez sekundę ją obserwowała — uważnie, bez pośpiechu, jakby naprawdę czekała na odpowiedź. A potem...
Chlust!
Jednym twardym ruchem dopiła sake. Bez grymasu. Bez zawahania. Jakby tym gestem odcinała wszystko, co właśnie zostało powiedziane.
Niamh R. Kilroy
-
Don't look at me that way, I'm not the one who's gonna break
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie jestem uzależniona od kontroli - zaczęła, rozsiadając się wygodniej na skórzanej kanapie. - Po prostu dawno temu nauczyłam się, że rzeczy pod kontrolą to jedyne rzeczy, które nie rozpadają się w najmniej odpowiednim momencie - nie zamierzała wdawać się w szczegóły. Wystarczyło już, że odważyła się poruszyć temat Ronnie, z którą kobieta nie miała nic wspólnego. I choć nie było to dla niej priorytetem, w pewnym sensie chciała odkryć złoty środek, który pozwoliłby jej na normalną komunikację z urbanistką. Pracowały razem, zmuszone były zaufać sobie na gruncie zawodowym i choć Kilroy zazwyczaj nie spoufalała się ze współpracownikami, obecna sytuacja wymagała od niej czegoś więcej niż tylko chłodnego profesjonalizmu. Musiała przyznać przed samą sobą, że Inari stała się jedyną osobą, która widziała pęknięcia w jej idealnie wygładzonej fasadzie, co budziło w Niamh równie silną fascynację, co czystą, pierwotną chęć ucieczki. - Nie nazywaj nawyku przetrwania próbą polubienia kogokolwiek. To, że tu jestem i że... palnęłam to, co palnęłam, nie zmienia faktu, że wciąż jesteś osobą, która najchętniej wymazałaby każdy mój projekt gumką do gumowania - sugestywnie przesunęła czarkę w stronę Inari. Nieczęsto mogła pozwolić sobie na odrobinę relaksu, dlatego nie zamierzała jeszcze kończyć wieczoru.
Nie chciała zastanawiać się nad własnym zachowaniem czy spojrzeniami Nilsinger, które trudno było przeoczyć. Konsekwentnie odsuwała od siebie wszystkie krzyczące w jej głowie myśli, przypominające o niechęci, jaką jeszcze do niedawna darzyła siedzącą obok kobietę. Ostatnie wydarzenia wprowadziły zmiany, którymi nie miała siły zajmować się w tym momencie.
Spożyty alkohol zaczął przejmować nad nią kontrolę, rozmywając trzeźwy osąd i wyostrzoną zazwyczaj czujność. Nie była już w stanie filtrować własnych myśli, czego konsekwencją były słowa, na które nie zdecydowałaby się w innych okolicznościach.
- Skoro tak łatwo prześwietlasz moją fasadę, to powiedz - masz kogoś, kto potrafi zrobić to samo z tobą? - zapytała, czując nieodpartą potrzebę poznania odpowiedzi. Nie interesowało ją życie miłosne Nilsinger. Zdecydowanie nie było to powodem, dla którego pozwoliła sobie na zadanie osobistego pytania. Zwyczajnie chciała wykazać kobiecie odrobinę zainteresowania, ot, zwykły gest, który nic jej nie kosztował. To tyle. Doszukiwanie się w tym jakichkolwiek głębszych intencji było całkowicie bezsensowne.
Czy aby na pewno?
Inari Nilsinger