ODPOWIEDZ
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Włochy były tematem przewodnim od miesiąca. Włochy rano przy śniadaniu. Włochy na spacerze z psami. Włochy między jedną klientką a drugą. Włochy podczas kąpieli — czy to wspólnej czy tej w pojedynkę. Włochy przed snem i zaraz po przebudzeniu również. Bo dla niej to było ogromne wyróżnienie, a jednocześnie dowód, że te wszystkie lata ciężkiej pracy przynosiły efekty. Owszem, była już stylistka fryzur na pokazach w Kandzie, często pełniąc rolę asystentki albo tej jednej z wielu. Ale tutaj zaprosili ją aż z Europy! I to jeszcze jako jedyną fryzjerkę, która miała opiekować się wszystkimi modelkami podczas serii czterech pokazów. To było zbyt piękne, żeby mogła w to uwierzyć. Kilka razy dziennie sprawdzała maila, żeby upewnić się, że to zaproszenie nadal tam było i czy w międzyczasie nie otrzymała wiadomości z przeprosinami, że to jednak pomyłka i w ramach zadośćuczynienia otrzymuje voucher z dziesięcioprocentową zniżką na najnowszą kolekcję pana Dolore.
W wolnej chwili oglądała zdjęcia miejsc, które chciałaby zobaczyć, czytała opinie restauracji, w których chciałaby zjeść śniadanie lub pod wieczór napić się kieliszka wina. Bo nawet jeśli na co dzień stroniła od alkoholu to przecież TAM mogła. Zwłaszcza, że nie miała być sama.
Nie myślała o tym jak bardzo musiała denerowac Dantego ciągłym trajkotaniem o tym wyjeździe. Ale nawet jeśli mu to bardzo przeszkadzało to mógł to uznać za swego rodzaju karę. W końcu po tym co zrobił podczas tego rzekomo nieinnego spotkania z Erikiem i to w jakim stanie musiała go z niego odbierać… powinien być tak naprawdę wdzięczny, że kara nie polegała na jedzeniu tego, co ona by przygotowała! Chociaż chyba nie mogłaby by być tak okrutna, zwłaszcza, że w tym wyjeździe najpiękniejsze miało być to, że leciał tam razem z nią. A będąc całkowicie szczerym — degustacji jej jajecznicy mógłby po prostu nie przeżyć.
I jak przez cały miesiąc ekscytacja mieszała się z małym poddenerwowaniem, tak w dzień wylotu Elsa była jednym wielkim kłębkiem nerwów. W nocy nie zmrużyła oka. Leżała w łóżku, prawie płacząc ze stresu i na nowo czytając całą swoją umowę, aby czasem na miejscu się nie dowiedzieć, że podpisała zgodę na oddanie za życia organów włoskiej mafii. O czym oczywiście nie wahała się poinformować będącego tuż obok chłopaka, zagadując najpierw czy jakby przypadkiem oddała dziwnym typom swoją nerkę to czy nadal by ją kochał. Po chwili zastanawiając się na głos czy istniał jakiś przypadek, kiedy to człowiek mógł żyć bez żadnej nerki… i wątroby. Słusznie stwierdzając, że ta należąca do Dantego była pewnie martwa od ilości wypitego alkoholu, a nadal stąpał po ziemi, więc chyba o to znalazła swój żywy dowód na potwierdzenie tej tezy.
I taką całą noc.
Zamówienie taksówki na lotnisko również stanowiło nie lada wyzwanie, więc zostawiła tę przyjemność Dantemu. Ona sama nie mogła się bowiem zdecydować czy na miejscu wystarczyło być trzy godziny wcześniej, cztery czy może popełnili wielki błąd i nie spędzili tam zeszłej nocy. Psy już dzień wcześniej wyprowadziły się do dziadków, więc przynamniej o nie nie musieli się martwić.
Ale gdy przeszli już przez wszystkie bramki bezpieczeństwa, a ogromne cztery walizki oddali do luku bagażowego… wcale nie było lepiej. Nawet najdroższa kawa na świecie nie ukoiła nerwów Elsy i to do tego stopnia, że poszłaby pod zły gate, spóźniając się tym samym na własny samolot. Ale na szczęście ktoś nad nią czuwał. Ktoś o pięknych oczach, cudownych loczkach i anielską cierpliwością.
Sam lot chyba był z tego wszystkiego najspokojniejszy. Bo gdy maszyna się ustabilizowała, a Dante mógł wreszcie poczuć krążenie w ściskanej przez dziewczynę ręce, ona wyciągnęła swojego laptopa i zaczęła pracować. Oglądała po raz milionowy zdjęcia modelek, przyglądała się szkicom projektów, do których miała wymyślić i przygotować fryzury, czytała ściągnięte wcześniej wywiady z Riccardo Dolore, a do tego powtarzała sobie zwroty po włosku, których uczyła się specjalnie na ten wyjazd. W końcu byłby wstyd, gdyby nie potrafiła zamówić kawy bądź wspomnianego już kieliszka wina w rodzimym języku kelnera. A gdy zamknęła komputer i schowała go do torby, głowa jakoś sama osunęła jej się na ramię chłopaka, potem na brzuch, a na końcu na kolana, gdzie też się zatrzymała.
Zasnęła. Wreszcie.
I spała tak do końca lotu. Obudziło ją dopiero kołowanie samolotu, a swój kolorowy łeb podniosła w chwili, gdy jedna ze stewardess dziękowała pasażerom za wspólną podróż.
— Florencja… — wymruczała leniwie, od razu odnajdując usta chłopaka swoimi i racząc je czułym buziakiem. — Pierwszy pocałunek w Europie już mamy zaliczony — Uśmiechnęła się promiennie. Teraz jeszcze musieli dotrzeć do hotelu, gdzie mieli spędzić najbliższe cztery noce. Ale na szczęście, wysłano po nich kierowcę, który powinien już na nich czekać przy wyjściu. Wobec tego największe wyzwanie stanowiło w tej chwili odebranie bagaży.



Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że przez większość czasu cieszył się z wylotu do Włoch dokładnie tak samo jak Elsa – zarówno z tego, że mieli wybrać się tam wspólnie, jak i z tego, że niewątpliwie był to całkiem istotny punkt w jej karierze. Mimo wszystko, przynajmniej od czasu do czasu trudno byłoby nie uznać, że tych wszystkich włoskich tematów pojawiało się jednak trochę za dużo. Albo po prostu niekoniecznie w tych najlepszych momentach – bo za taki raczej trudno byłoby uznać środek nocy, tuż przed wylotem. A jednak i tak musiał przecież – wciąż jeszcze nie budząc się w pełni i nie do końca przyswajając to, o co faktycznie go pytała – zapewnić ją, że bez tej jednej nerki na pewno dalej kochałby ją tak samo. Jeszcze bardziej najpewniej bez języka, jeśli pozbawienie jej go miałoby być jedynym sposobem, by wreszcie przestała snuć te swoje nocne teorie o mniej lub bardziej niezbędnych do życia organach i zwyczajnie poszła spać. Albo chociaż dała się wyspać jemu, skoro sama najwyraźniej miała nieco inne plany.
Niestety, próba zamknięcia jej ust własnymi, nie okazała się ani tak skuteczna, jak mógłby oczekiwać, ani nie dała zbyt długotrwałego efektu. W rezultacie noc miała okazać się bezsenna dla nich obydwojga, a to, że po niej udało im się rzeczywiście względnie bezproblemowo trafić na lotnisko – a także właściwy lot – można było chyba uznać za zwykły łut szczęścia. Albo faktycznie zasługę tego, że przynajmniej jedno z nich było zwyczajnie niewyspane, nie będąc przy tym kompletnie niewyspanym i zestresowanym kłębkiem nerwów. Z kolei możliwość wyspania się w samolocie była chyba dostateczną motywacją, by Dante mógł skupić się przynajmniej przez tych kilka nieco przydługich chwil, których trzeba było, by obydwoje mogli zająć właściwe miejsca. Wszystko, byleby nie przeoczyć tego konkretnego lotu i nie dopuścić do katastrofy, która z całą pewnością pozbawiłaby go snu na zdecydowanie zbyt długi czas.
Skoro jednak wszystko udało się bez większego problemu, mógł przynajmniej wykorzystać tę długą podróż na to, by odespać tę pełną abstrakcyjnych przemyśleń noc… I chociaż pewnie można byłoby mieć poważne zastrzeżenia do wygody podczas tego snu, raczej nie zamierzał na to narzekać. Zwłaszcza, że ten i tak okazał się wystarczający, by nieco przed lądowaniem obudzić się w całkiem niezłym nastroju – zwłaszcza, że to przecież nie jego czekało parę tygodni dość intensywnej pracy podczas ogarniania fryzur modelek…
I o ile na tego buziaka zafundowanego przez Elsę, trudno byłoby zareagować inaczej, jak tylko szczerym uśmiechem, nie omieszkał w kolejnej chwili poprawić go, poświęcając na niego zdecydowanie dłuższą chwilę.
Teraz faktycznie może być zaliczony – zaśmiał się krótko i uznając najwyraźniej, że skoro te formalności mieli już za sobą, rzeczywiście mogli udać się po te nieszczęsne bagaże. Choć oczekiwanie na nie raczej trudno byłoby zaliczyć do jakkolwiek ciekawego zajęcia. Zwłaszcza, że najwyraźniej wszystkie cztery walizki po prostu nie mogły pojawić się w tym samym czasie, jakby pracownicy lotniska zamierzali testować albo cierpliwość, albo spostrzegawczość pasażerów podczas wypatrywania przez nich swojej własności. Trzy pierwsze walizki mimo wszystko trafiły do nich względnie szybko, lądując wkrótce na podłodze i wraz z nimi oczekując na tę ostatnią, która… najwyraźniej wcale nie zamierzała się pojawiać. Ani po ciągnących się w nieskończoność kolejnych piętnastu minutach, w trakcie których Dante zdążył już rozsiąść się na jednym z bagaży, ani po trzydziestu, w trakcie których zaczął już rozważać krótką drzemkę lub spacer po okolicy…
Może jednak nie było w niej nic aż tak ważnego i możemy na przykład uznać, że w zupełności wystarczą nam te trzy…? – podniósł wreszcie spojrzenie na Elsę, mimo wszystko spodziewając się jej odpowiedzi. Bo oczywiście, że w każdej z czterech walizek znajdowały się rzeczy absolutnie istotne i niezbędne do przetrwania tych kilku tygodni. Przynajmniej jej zdaniem, które zdążył poznać już w czasie, kiedy zajmowała się ich pakowaniem. I nawet jeśli nie do końca się z nim zgadzał – w końcu potrafił wyjechać na rok, zabierając ze sobą ledwie jeden plecak… i to tylko dlatego, że również właśnie ona uznała, że jednak warto byłoby spakować się przed wyjazdem – raczej nie miał większych szans, by spróbować je przeforsować. Nie widział więc większej nadziei również teraz, nawet jeśli wszystko wskazywało na to, że kolejnych kilka godzin mogli spędzić na lotnisku, poszukując tej nieszczęsnej walizki. Bo pewnie to właśnie w niej znajdowały się te najważniejsze i najbardziej niezbędne do przeżycia rzeczy…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cóż, była mu dozgonnie wdzięczna, że pomimo ciągłego jazgotu dziewczyny, ten postanowił oszczędzić jej język i pozwolił zostać mu na swoim miejscu. Ale przynajmniej dzięki temu wiedział jaki w tamtej chwili miała poziom stresu i spokojnie mógł go porównać do klasycznych sytuacji, kiedy się denerwowała – bo nawet egzaminy na studiach nie wywoływały u niej bezsenności – pod warunkiem, że zmęczony i niewyspany mózg w ogóle pozwalał mu na podobne analizy. Jednak musiał przyznać że ten jęzor bywał naprawdę przydatny! Bo nawet jeśli dzięki jego ucięciu mógłby sobie pozwolić na kilka godzin beztroskiego spania to potem nie uraczyłby tego słodkiego całusa zaraz po wylądowaniu we Florencji. Nie wspominając o tym dłuższym, który sam zainicjował tak jakby nie był zbytnio usatysfakcjonowany tym, który otrzymał od niej.
Elsa oczywiście nie zamierzała protestować. Ułożyła dłoń na policzku Dantego z czułością muskając palcami jego skórę. To był moment tylko dla nich – inni pasażerowie wstawali już z miejsc, zabierali swoje walizki podręczne i ustawiali się w kolejce do wyjścia, a dla nich czas się zatrzymał. Ale mimo tego całego gwaru i zamieszania, udało jej się wyłapać komentarz jakiejś starszej pani:
Och, jaka urocza para! Takie przypływy namiętności i czułości… zupełnie jakby byli podczas swojego miesiąca miodowego!
Mimowolnie się uśmiechnęła, bo była to zdecydowania miła odmiana od tych, które zdarzało im się słyszeć w szkole, czy to z ust Ashley, czy też Trevora. Nawet jeśli staruszka niekoniecznie trafiła z tym miesiącem miodowym to i tak było to lepsze od klasycznego i znowu się do niego przyssała, Dante, jak czujesz się molestowany to mrugnij dwa razy!
Z samym opuszczeniem samolotu niespecjalnie się spieszyli, chyba zgodnie stwierdzając, że siedzenie na swoich miejscach i czekanie aż się tłum na pokładzie nieco rozrzedzi było dużo przyjemniejszą opcją od przepychania się z ludźmi tak jakby od tego zależało ich życie.
Gdy stanęli na płycie lotniska, uderzyło w nich przyjemne, południowe powietrze. Nawet jeśli w tym momencie we Florencji był wieczór, a słońce powoli szykowało się do spania to nadal temperatura była znacznie przyjemniejsza od tej, do której przywykli w Kanadzie. A ten ciepły podmuch zdawał się być wręcz zbawienny po dziesięciogodzinnym locie. I kiedy już znaleźli się przy taśmie, która miała wypluć ich walizki, Norweżka poczuła dziwny ścisk pod żebrami. Cała podróż i przygotowania minęły im bez większych problemów – pomijając nieprzespaną noc, ale kto by się czepiał takich szczegółów – dlatego wiedziała, że coś MUSIAŁO się stać. Jako że to ona ich pakowała, a przy okazji zdecydowana większość rzeczy była po prostu jej, pozwoliła sobie na specjalne oznaczenie walizek za pomocą kolorowych wstążek. Miało to nie tylko pomóc w szybszym rozpoznaniu bagaży na tej przeklętej taśmie, ale też, gdy będzie się szykowała do pracy, na sprawnym znalezieniu niezbędnych narzędzi. Bo jakaś tam logika podpowiadała jej, że nie mogła wrzucić dosłownie wszystkiego w jedno miejsce, właśnie na wypadek, gdyby coś się miało zawieruszyć. I choć serce dalej nieprzyjemnie ściskało z dziwnego przypływu stresu, widząc jak Dante odbiera po kolei ich trzy walizki, starała się to ignorować, myśląc tylko o tym, aby ta czwarta pojawiła się równie szybko. Ale tak się nie stało. Elsa obserwowała jak kolejne torby są odbierane przez pasażerów, rejestrując kątem oka tamta starszą kobiecinę od miesiąca miodowego jak zmierza już w stronę wyjścia.
Minęło kolejne dwadzieścia minut, a ona miała wrażenie, że nie pojawiała się już na taśmie żaden nowy bagaż, a wokół krążyły tylko te, których właściciele najprawdopodobniej udali się do toalety bądź pobliskiego sklepu.
– Zielona… niebieska… fioletowa – wymamrotała, przenoszą swoje spojrzenie na przywiązane do rączek walizek wstążki. – Zielona to twoje rzeczy i nasze kosmetyki… niebieska, suszarka z dyfuzorem , prostownica, stylizacja i cieplejsze ciuchy… fioletowa to buty, stylizacja włosów, spinki, gumki i trochę ubrań… czerwona. Brakuje czerwonej… co było… Faen! – jęknęła głośno, łapiąc się za głowę i zaciskając mocno palce na swoich lokach, które przez cały lot zdążyły się trochę roztrzepać. No tak, oczywiście, że akurat tam musiały się znajdować jej sukienki, strój kąpielowy i grzebienie oraz NOŻYCZKI. Te same nożyczki, które dostała od dziadków z Norwegii, gdy otworzyła swój salon. Były najpiękniejsze na świecie i przy okazji cholernie drogie. Ale co najważniejsze — wyjątkowe, bo wykonane na zamówienie. Używała ich tylko w wyjątkowych i szczególnych sytuacjach i taką właśnie miało byc jej uczestnictwo w europejskich pokazach mody.
Przez moment wydawało jej się, że serce po prostu przestało jej bić. Oczywiście, że akurat tę jedną musieli zgubić. Bo dlaczego życie miałoby być dla niej aż tak łaskawe? Przygotowywała się do tego wyjazdu przecież tylko tygodniami, sprawdzała listy, pakowała wszystko z charakterystyczną dla siebie dokładnością,a mimo to wystarczył jeden lot, żeby cały ten idealny plan zaczął się… jebać.
— Nie… nie… nie… — powtarzała pod nosem, jakby samo to miało sprawić, że walizka z czerwoną wstążką nagle pojawi się na taśmie.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Możliwe, że faktycznie mógłby dość szybko pożałować, gdyby w jakiś sposób Elsa miała zostać pozbawiona języka. I możliwe nawet, że mógłby przy tym przyznać, że może jednak przespana noc niekoniecznie byłaby tego warta. Lądowanie we Florencji i oczekiwanie na opuszczenie samolotu na pewno byłoby przez to znacznie mniej przyjemne, a ostatecznie… pewnie musiałoby zacząć brakować mu nie tylko pocałunków, ale również jej gadaniny. Nawet jeśli ta miała niekiedy występować w nadmiarze – i nie zawsze w odpowiednich porach… – wciąż jednak pozostawała czymś, co niewątpliwie dodawało jej swego rodzaju uroku. Okazjonalnie tylko prowokując chwilową chęć uduszenia jej poduszką i przerwania nocnych rozważań na temat tego, które organy rzeczywiście pozostawały niezbędne do życia…
Nie zwrócił za to zbytniej uwagi ani na komentarz wygłoszony przez starszą kobietę, ani tym bardziej na nią samą, kiedy ta mogła bez większego problemu odebrać swój bagaż, podczas gdy oni wciąż oczekiwali na pojawienie się ostatniej walizki. Szkoda tylko, że ta najwyraźniej miała na siebie inny plan i że nic raczej nie wskazywało na to, by nagle miała pojawić się przed ich oczami. Bardziej prawdopodobne stawało się to, że po prostu wyparowała gdzieś podczas lotu albo zawieruszyła się w luku bagażowym, gdzie mogłaby odnaleźć się za jakiś czas. Na kompletnie innym lotnisku, na którym raczej nikt by jej nie wypatrywał i nie zamierzał odebrać…
Podążał spojrzeniem ku kolejnym walizkom, kiedy wymieniała ich zawartość, ostatecznie zatrzymując je na jej twarzy, gdy dotarła do brakującej czerwonej. Możliwe, że jeszcze przez tych parę sekund mógłby łudzić się, że jakimś cudem faktycznie mogłaby dojść do wniosku, że faktycznie nie było w niej nic istotnego i że nie musieli się nią w żaden sposób przejmować. W końcu i tak mieli większość, to powinno być absolutnie wystarczające i nie było sensu zawracać sobie zbytnio głowy jakąś jedną walizką… Tyle tylko, że już chyba sam wyraz twarzy Elsy wystarczył, by można było dość szybko dojść do wniosku, że najwyraźniej to właśnie ta czerwona walizka była w jej mniemaniu najważniejsza i że to właśnie bez niej nie mogli się w żaden sposób obejść. Dobrze mu już znane norweskie przekleństwo tylko potwierdzało to przypuszczenie – mniejsza tragedia wydarzyłaby się, gdyby spośród wszystkich ich bagaży zaginęły trzy pozostałe walizki, a została tylko za z czerwoną wstążką. Oczywiście. Bo jak niby mogłoby być inaczej…?
Ok, czyli jednak nie wystarczą nam te trzy… – sam odpowiedział sobie na swoje pytanie, kontrolnie zerkając jeszcze w kierunku taśmy i pozostałych na niej bagaży. Jaka istniała szansa na to, że brakująca walizka pojawi się na niej po tak długim czasie…? Prawdopodobnie niewielka. I chyba wszystko wskazywało na to, że dalsze czekanie nie miało raczej większego sensu…
Pewnie po prostu ta twoja wstążka się od niej owiązała i nie rzuca się tak w oczy, ale gdzieś tu jest – stwierdził, przyglądając się nieco uważniej walizkom, na które faktycznie do tej pory nie zwracał zbytniej uwagi, skoro nie było na nich kolorowych wstążek. Ale jakoś chyba żadna z nich nie wyglądała zbyt znajomo – choć to akurat mogło znaczyć naprawdę niewiele, skoro jak dotąd raczej nie zawracał sobie głowy dokładnym zapamiętywaniem, jak wyglądały ich walizki i czy poza tymi nieszczęsnymi wstążkami posiadały jakieś charakterystyczne cechy. – I może… w takim razie ktoś się pomylił i wziął ją ze sobą…
Chyba dopiero po tym, jak już wypowiedział to na głos, musiało dotrzeć do niego, że raczej nie było to coś, co miałoby Elsę uspokoić. Najprawdopodobniej wręcz przeciwnie. Mimo wszystko rozejrzał się jednak pobieżnie dookoła, jakby rzeczywiście spodziewał się zobaczyć tuż obok kogoś, kto właśnie odbierał nienależący do niego bagaż i komu można było ten pomysł wyperswadować.
A w takim wypadku pewnie zaraz się zorientuje i… nie wiem, może po prostu warto dać znać komuś z obsługi? – właściwie chyba brzmiało to nawet dość rozsądnie. I może właśnie dlatego sam zdawał się powątpiewać, czy faktycznie był to najlepszy możliwy pomysł i czy aby przypadkiem nie powinni zamiast tego zacząć uganiać się za każdym, kto ciągnąłby za sobą jakkolwiek znajomo wyglądającą walizkę. Co chyba rzeczywiście brał całkiem poważnie pod uwagę, zatrzymując na dłużej spojrzenie na parze z dwójką dzieciaków, która pośród swoich bagaży zdawała się mieć jeden, który może i nie miał na rączce czerwonej wstążki, ale chyba mógłby dość mocno przypominać te trzy pozostałe, które wciąż tkwiły obok Elsy i Dantego.
To chyba może być ta, nie? – nie czekając na jej odpowiedź i nie zastanawiając się zbytnio, po prostu ruszył pospiesznie w ich stronę, zanim mieliby zniknąć gdzieś w tłumie albo – co gorsza – poza lotniskiem. I chyba nawet nie zwrócił większej uwagi na to, że tamci ewidentnie nie rozmawiali ze sobą po angielsku, co pewnie mogłoby stanowić pewien problem podczas próby wyjaśnienia im, dlaczego miałby chcieć zabrać jeden z ich bagaży…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Elsa była myślami w zupełnie innym świecie, żeby w ogóle wyłapać jakiekolwiek słowa Dantego. I choć było to bardzo nieuprzejme z jej strony, ale kompletnie ignorowała każde z jego pytań, rozbieganym wzrokiem przemierzając po każdej walizce, która robiła już chyba siedemnaste okrążenie na taśmie, ale także po tych, które były ciągnięte przez pasażerów kierujących się w stronę wyjścia. Bo oczywiście, że mniejszą katastrofa by było, gdyby pozostałe walizki zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. W końcu ciuchy zawsze mogli sobie kupić na miejscu, zwłaszcza, że sam Dante zdawał się nie być zbytnio wymagający w tym zakresie, dobrze pamiętając, że na roczny wyjazd z Toronto spakował się jedynie w plecak — chociaż spakował było chyba nieodpowiednim słowem, zważywszy na fakt, że pakowała go Elsa. Ona również mogłaby się zaopatrzyć w letnie sukienki bądź wygodne kombinezony do pracy w jednym ze sklepów, a fakt, że w takich sytuacjach koszty pokrywały linie lotnicze tylko ułatwiał całą sytuację. Inne narzędzia i akcesoria fryzjerskie, które przywiozła ze sobą również nie były jej jakoś bardzo potrzebne — organizator pokazów miał jej to wszystko zapewnić, ona jednak wolała zabrać do Włoch swoje, choćby ze względu na to, że pracowała nimi na co dzień, więc wiedziała, że były niezawodne. Ale te nożyczki… jej największy skarb i amulet w całej karierze fryzjerskiej. Nawet jeśli i za nie dostałaby zwrot pieniędzy to jednak nie byłyby to te same, które dziadkowie wysłali jej z Norwegii wraz z ręcznie wydzierganym swetrem w śnieżynki. Byłyby tylko jednymi z wielu, które trzymała w szafce w swoim salonie.
I oczywiście, że musiała usłyszeć akurat jak chłopak wspomniał, że ktoś mógł się pomylić i wziąć JEJ walizkę z JEJ rzeczami, a przede wszystkimi z JEJ nożyczkami. Oczywiście, miała do niej przymocowaną adresówkę z danymi kontaktowymi, ale przerażał ją fakt, że ktoś mógłby albo się z nią w ogóle nie dogadać przez telefon, albo co gorsza, uznać, że szkoda zachodu na całe to szukanie właścicieli i zatrzymać sobie całą zawartość bądź ją sprzedać… ewentualnie wywalić gdzieś na śmietnik.
Serce znów zaczęło jej walić jak oszalałe i już odwracała się w stronę chłopaka, aby błagać go, by odwołał to wszystko co powiedział i przyznał, że na pewno walizka dalej musiała być gdzieś na lotnisku, którymkolwiek — nawet jeśli miała w tym momencie zwiedzać to położone w Wenecji albo Kopenhadze — kiedy to Dante zauważył jakąś rodzinę, która miała ze sobą walizkę podobną do tej ich. Niestety, tylko podobną.
— Nie, czekaj! — zawołała, łapiąc go w ostatniej chwili za dłoń i ciągnąć lekko w swoją stronę. — To nie ta. Nasza miała granatowe szwy po bokach, tamta ma czarne. Nie ma sensu ich denerwować i stresować dzieci — odparła, zaciskając nerwowo palce na jego ręce, wbijając przy tym lekko paznokcie w jego skórę. Chyba tylko w ten sposób mogła się jeszcze powstrzymać przed skubaniem skórek.
— Musimy to zgłosić. Tutaj gdzieś musi być Biuro Zaginionych Bagaży… moze będą w stanie nam powiedzieć czy… czy walizka trafiła z nami do Florencji czy poleciała na inne wakacje… mam nadzieję, że mówią tu dobrze po angielsku… ja po włosku umiem zamówić nam kawę i wino… i przeprosić… Dante, tam były moje nożyczki od dziadków, mogę chodzić trzy tygodnie w samej bieliźnie, ale ich nie mogę stracić…! — jęknęła cała blada. Jej dłoń nada ściskała tę należącą do szatyna tak jakby jej puszczenie miało doprowadzić do całkowitego załamania wszechświata. Wybuch słońca zdawał się być przy tym jakimś totalnie nieistotnym problemem.
Na szczęście wspomniane przez Norweżkę biuro nie znajdowało się jakoś daleko. Zaraz gdzie kończyły się taśmy z bagażami, musieli skręcić w prawo i ich oczom od razu miała ukazać się gigantyczna kolejka podenerwowanych pasażerów. Najwyraźniej nie tylko ich bagaż postanowił bawić się w chowanego.
Poprosiła ukochanego, aby pilnował ich miejsca, a sama udała się do pobliskiego kiosku po butelkę wody. Z jednej strony chciała być na miejscu, gdy tylko jeden z pracowników poprosić ich do biurka, ale chyba bardziej potrzebowała rozruszać nogi i zająć myśli czymś innym, czymś mniej wymagającym i nie doprowadzającym jej do zawału serca. Tam na szczęście poradziła sobie bez większych problemów i już po kilku minutach znów stała przy Dante, który zdawał się nie ruszyć nawet o krok.
Och jak dobrze, że następnego dnia miała mieć pojawić się w pracy dopiero późnym popołudniem! W związku z czym, nawet jeśli mieliby spędzić tu jeszcze dobrych kilka godzin to nadal mogła jutro sprawiać pozory prawdziwej profesjonalistki.
— Niedobrze mi… duszno… gorąco… porzygam się zaraz i umrę…
— Pani Elsa, prawda? Wygląda mi pani na tą bajkową królewnę. — Dziewczyna drgnęła niespokojnie, słysząc swoje imię wplecione w angielskie słówka. Od razu odwróciła się w stronę przyjaznego, kobiecego głosu i ujrzała tą samą starszą kobiecinę, co w samolocie zachwycała się nad wylewem czułości zakochanej pary. Patrzyła na jej uśmiechniętą buzię tylko przez chwilę, bo zaraz spuściła wzrok na walizkę. Walizkę z czerwoną wstążką i otwartą adresówką, gdzie starannym pismem zanotowała swoje imię i nazwisko, numer telefonu oraz adres w Toronto.
— Borze szumiący… — Pieprznęła boleśnie kolanami w podłogę, nawet się przy tym nie krzywiąc, i od razu zabrała się za otwieranie torby, aby móc upewnić się, że nic z niej nie zginęło. A mówiąc nic, miała na myśli oczywiście nożyczki.
I kiedy jej oczom ukazało się ozdobne pudełko z ręcznie malowanymi fiordami… chyba całe lotnisko mogło usłyszeć jej głośne westchnienie przepełnione ulgą.
— Jest pani przeurocza… a pan… proszę o nią dbać. Bo porwę ją dla mojego syna! — Kobieta była ewidentnie zadowolona z siebie, co wskazywał jej szeroki uśmiech. Ale miła do tego pełne prawo. Właśnie uratowała ich wieczór, a przede wszystkim serce Elsy, które było bliskie od totalnej eksplozji.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uważając swój pomysł za całkiem niezły – i najwyraźniej nie nauczywszy się jeszcze, że jego ocena własnych pomysłów zwykle bywała mocno nieobiektywna i równie mocno nietrafna… – faktycznie gotów był w kolejnej chwili podejść do rodziny, przy której stała potencjalnie ich walizka. Może i miałoby skończyć się to ostatecznie szarpaniem się o bagaż, interwencją odpowiednich służb i zamieszaniem znacznie większym niż wymagałaby tego zaginiona walizka, ale… przynajmniej wciąż byłoby to jakieś działanie. Być może nawet nieco bardziej efektywne – a z pewnością efektowne – niż dalsze gapienie się na taśmę w nadziei, że zguba w jakiś sposób się na niej zmaterializuje.
Prawdopodobnie same słowa Elsy nie mogłyby wystarczyć, żeby ten całkiem niezły pomysł wybić mu z głowy, jednak szarpnięcie za rękę było już nieco trudniejsze do zignorowania. Podobnie zresztą jak wbijające się w jego skórę paznokcie, choć najwyraźniej nawet to nie przeszkodziło mu w niecierpliwym wywróceniem oczami, mogącym dość jasno sugerować, że nie sądził, by konieczne było zwracanie uwagi na tak nieistotne szczegóły jak choćby niewłaściwy kolor szwów…
Może tylko wydają się czarne… – mruknął, mimo wszystko rzucając jeszcze niechętnym spojrzeniem w stronę tej nieszczęsnej walizki i chyba nawet we własnej ocenie musząc zgodzić się z tym, że to raczej nie była kwestia oświetlenia i ewentualnego przekłamania kolorów. Najwyraźniej pozostawało więc to rozsądne – nudne – rozwiązanie, zakładające zaangażowanie wspomnianego przez nią Biura.
I chociaż przez moment prawdopodobnie trudno byłoby oprzeć się wrażeniu, że mógłby mieć coś do powiedzenia na temat jej chodzenia w samej bieliźnie przez najbliższe trzy tygodnie – a sądząc po malującym się na jego twarzy wyrazie, raczej nie miałyby to być słowa protestu… przy założeniu, że w takim wypadku musiałaby jednak odpuścić sobie udział w pokazach – widocznie w porę musiało do niego dotrzeć, że w obliczu całej tej katastrofy, może jednak lepiej było sobie odpuścić. Albo przynajmniej odłożyć tę uwagę na nieco później. Na przykład na moment, gdy mogliby już odstać swoje w tej absurdalnie długiej kolejce i – co wydawało się wyjątkowo mało prawdopodobne – odzyskać wreszcie tę zaginioną walizkę…
Całe szczęście zresztą, że Elsa postanowiła zostawić go w tej kolejce tylko na kilka minut. Bo przecież nawet tyle wystarczyło, by zdążył się śmiertelnie znudzić i przynajmniej parokrotnie zastanowić, czy mimo wszystko nie lepiej byłoby jednak poszukać tej rodziny z podobnym bagażem. Albo przynajmniej samej Elsy. Najlepiej jeszcze przed tym, jak i ona miałaby na dobre zgubić się gdzieś na lotnisku. Albo zrobić cokolwiek, co mogłoby być zajęciem ciekawszym od bezczynnego stania w tej idiotycznej kolejce, która ewidentnie nie poruszyła się ani odrobinę od momentu, gdy do niej dotarli…
Może chociaż odstraszyłoby to przynajmniej kilka osób… W sensie… niekoniecznie w wersji z umieraniem, to akurat możesz sobie odpuścić – zdążył zareagować na jej słowa, zanim również musiał odwrócić się w kierunku osoby, która właśnie nie tylko porównała ją do bajkowej królewny, ale w dodatku całkiem trafnie dopasowała imię. Jak się okazywało – niekoniecznie przez czysty przypadek…
Mimowolnie skrzywił się za nią, zauważając z jakim impetem jej kolana spotkały się z posadzką. Bardzo prawdopodobne, że skutki tego uderzenia miała odczuć nieco później, gdy emocje nieco już opadną. A tymczasem… najwyraźniej potrzebował krótkiej chwili, by w pełni uzmysłowić sobie, co tu się właściwie wydarzyło. A także – co może nawet istotniejsze – że w związku z takim obrotem spraw, wcale nie musieli już tkwić w tej nieszczęsnej kolejce i użerać się za następnych parę godzin z tutejszymi pracownikami, by spróbować odzyskać swój bagaż. Albo przynajmniej dowiedzieć się, gdzie ten mógłby się aktualnie znajdować. Walizka była bowiem bezsprzecznie ich, co potwierdzał nie tylko właściwy kolor szwów, ale także bezcenna dla Elsy własność…
Taki mam zamiar… – odpowiedział bez większego namysłu, dopiero po dłuższej chwili przenosząc spojrzenie na kobietę, która bezsprzecznie uratowała ten nie najlepszy początek wyjazdu. – I… dziękujemy.
Nie zamierzając raczej wdawać się w dłuższe dyskusje z nieznajomą – nawet jeśli rzeczywiście mieli za co być jej wdzięczni – zdecydowanie wolał wraz z Elsą jak najszybciej ewakuować się poza budynek lotniska i jak najdalej od tej cholernej kolejki, która przez cały ten czas wciąż nie poruszyła się ani trochę. Jeśli nie liczyć kilku kolejnych osób, które zdążyły zająć miejsce za nimi…
Myślisz, że możesz zacząć wozić te nożyczki w bagażu podręcznym? Może wrócimy do Toronto bez ani jednej walizki, skoro mamy do zaliczenia jeszcze kilka lotnisk, ale przynajmniej odpuścimy sobie podobne akcje… – zagadnął, kiedy już udało im się wyjść poza budynek i kiedy jedynym zmartwieniem mogłoby okazać się odnalezienie kierowcy. Choć to chyba nie powinno być już zbytnio skomplikowane. A gdyby nawet… próba dotarcia do właściwego hotelu na własną rękę mogła przynajmniej okazać się o wiele ciekawsza niż walka o zaginioną walizkę… I tyle najwyraźniej wystarczyło, by Dante mógł stosunkowo szybko odzyskać całkiem dobry humor – o czym zresztą dość jasno mogła świadczyć żartobliwa nuta wybrzmiewająca w jego słowach, a także beztroski uśmiech, który jakiś czas temu zdążył wrócić na swoje miejsce.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nauczona doświadczeniem — a przez dobrych kilka lat związku z Dantem zdążyła zebrać go naprawdę sporo — reagowała niemal automatycznie, gdy tylko dostrzegała ten charakterystyczny błysk w jego oczach. Ten sam, który zwykle oznaczał, że zaraz będą problemy, w które on sam, z dziwną naturalnością się wpakuje. I tutaj pojawiała się ona i robiła wszystko, aby go od tego odwieźć — łapała go za rękę, odciągając od kłopotów, zakrywała mu usta dłonią, zanim zdążyłby powiedzieć o kilka słów za dużo, i z niewiarygodną wręcz skutecznością gasiła większość jego genialnych pomysłów, zanim zdążyły przerodzić się w katastrofę — oczywiście, pod warunkiem, że była w pobliżu. Niestety, ale na odległość jej moce znacznie słabły, a siła perswazji była niczym w porównaniu z towarzystwem Erica… Ale i tak za swoją największą porażkę będzie do końca życia uważała to, że nie dała rady zatrzymać go przy sobie w dzien, kiedy oznajmił, że wyjeżdża z Toronto.
Ale tym razem dała radę. Możliwe, że zadziałały tutaj jej paznokcie, które wbiły się w skórę chłopaka, uniemożliwiając szarpanie sie z nią, a może to, że po prostu zmusiła go, żeby się zatrzymał i jeszcze raz przemyślał to co zamierzał zrobić. Pewnie, stanie na środku lotniska i przyglądanie się oddalającej się walizce raczej nie było tak fascynujące jak próby dogadania się na migi z Włochami, co mogło w najgorszym — bądź najlepszym — razie przerodzić się w małą awanturę, ale mogło zaoszczędzić im dalszych nerwów. A chyba tych niewiele im zostało, zważywszy na fakt, że w zagubionym bagażu był najcenniejszy skarb Norweżki. A jej zdenerwowanie najprawdopodobniej wpływało też na samopoczucie samego chłopaka, bo przecież ledwo co się obudził z przydługiej drzemki po nieprzespanej nocy, a już musiał słuchać jej zestresowanego trajkotania. Chyba każdy miał jakieś limity cierpliwości, a Elsa zdecydowanie za często wystawiała te należące do Dantego na próbę.
Ale kto by się spodziewał, że zguba zostanie im dostarczona do rąk własnych i to jeszcze zanim zdążyli w ogóle ruszyć się w tej absurdalnie długiej kolejce? Nie wspominając już nawet o tym, że ich wybawcą okazała się ta sama kobieta, która te kilkadziesiąt minut temu rozczulała się na widok ich zażyłej relacji.
— Tak, bardzo dziękujemy! Uratowała mnie pani… i jego też — odparła z szerokim uśmiechem, po chwili zabierając się za zapinanie walizki. W końcu nie było potrzeby, aby wszyscy z kolejki oglądali jej zawartość, nawet jeśli składały sie na nią w znacznej mierze letnie sukienki Elsy. Nieznajoma kiwnęła tylko głową na nich, zaraz się oddalając w stronę wyjścia. A dziewczyna jeszcze chwilę siedziała tak na kolanach, uspokajając myśli i rozszalałe serce. Dopiero kiedy ostatni zamek walizki zatrzasnął się z charakterystycznym kliknieciem, wypuściła z płuc powietrze, od razu odczuwając przyjemne rozluźnienie całego ciała. Podniosła się też zaraz, otrzepując kolana z podłogowego brudu i momentalnie objęła Dantego w pasie, cmokając go po chwili w środek mostka.
— Przed wylotem pisałam maile z linią lotniczą. Wyjaśniłam im, że jestem fryzjerką, że te nożyczki są dla mnie bardzo ważne, ale się nie zgodzili na zabranie ich w bagażu podręcznym. Podobno nawet fryzjer może kogoś zadźgać… no kto by się spodziewał, co nie? — Zaśmiała się nerwowo, zaciskając palce na materiale jego koszulki. — Ale tu Cię zaskoczę! Następnym razem samolotem będziemy lecieli z Mediolanu do Toronto. Pomiędzy miastami będziemy poruszać się samochodem, wypożyczę nam jeden na cały pobyt tutaj. Firma ma swoje siedziby w całych Włoszech, więc nie będzie problemu z zostawieniem auta na lotnisku w Mediolanie. — Mozliwe,ze tylko Elsa tak twierdziła, ale podróż autem była wygodniejsza i praktyczniejsza. Po prostu wsiadali w samochód i jechali, robiąc przerwy wtedy, gdy potrzebowali, rozmawiając tak głośno jak tylko by chcieli, nie wspominając o rozkręconym radiu i prywatnej imprezie karaoke. Ale w tym wszystkim chyba najważniejszy był fakt, że Elsa naprawdę dobrze czuła się zarówno wtedy, kiedy to Dante prowadził, jak i kiedy sama siedziała za kółkiem. Z kolei każdy start samolotem przyprawiał ją o nieprzyjemne zaciskanie się żołądka. Cmoknęła go jeszcze w odkryty kawałek szyi, tuż pod jabłkiem Adama, a potem mogli już udać się do wyjścia, gdzie czekał już na nich mężczyzna z tabliczką z ich imionami. Zapakowali więc walizki do auta, potem samych siebie, aby po kilkudziesięciu minutach samochód zatrzymał się pod ich hotelem, który swoim wyglądem przypominał renesansową willą.
Zameldowanie się na szczęście nie stanowiło problemu, ponieważ obsługa recepcji mówiła płynnie po angielsku. Jeden z pracowników pomógł im także z bagażami i zaprowadził do pokoju, w którym mieli spędzić najbliższe noce. Nie był on ogromny, choć postawione na środku łóżko spokojnie mogłoby pomieścić przynajmniej cztery osoby. Jednak to co przede wszystkim zwróciło uwagę Elsy był piękny bukiet słoneczników postawiony na toaletce i leżący obok niego plan jej pracy podczas pobytu we Florencji.
— Jutro zaczynam pracę o piętnastej… teraz mamy… — Zerknęła na telefon, który w przeciwieństwie do jej zegarka automatycznie przestawił strefę czasową. —… prawie dwudziestą pierwszą… chcesz odpocząć albo się odświeżyć? Czy idziemy od razu trochę pozwiedzać? — zapytała spokojnie, siadając po chwili na brzegu łóżka. I kiedy siłą rzeczy zgięła kolana, poczuła nieprzyjemny tępy ból, który ciągnął się do połowy łydek. Chyba uderzenie kolanami o lotniskową płytę nie było takim najlepszym pomysłem.
— Już wiem, gdzie będziesz mnie masował, gdy wrócę zmęczona i marudząca po całym dniu pracy… matko, jakie to łóżko wygodne… — wymruczala z szerokim uśmiechem i opadła plecami na materac. Odpoczynek z pewnością przydałby się im obojgu, ale przecież było tyle miejsc do zobaczenia! Musieli sprawdzić, które restauracje serwują najlepszą pizzę, skąd widać najpiękniejszy zachód słońca, przy której kamienicy jego pocałunki byłyby najsłodsze…
W końcu to miały być ich pierwsze wspólne DOROSŁE wakacje. Nawet jeśli Elsa miała podczas nich pracować to i tak chciała poświęcać mu każdą wolną chwilę.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie było sporo prawdy w tym, że nawet fryzjer mógłby kogoś zadźgać, a obawy linii lotniczych wcale nie były aż tak bardzo bezpodstawne. Z drugiej strony… chyba nawet mimo tych wszystkich lotniskowych procedur, mających zapewnić bezpieczeństwo, wciąż wcale nie tak rzadko zdarzało się, że ludzie wnosili na pokład samolotu różne dziwne i niekoniecznie dozwolone rzeczy… Może więc ukrycie tych bezcennych nożyczek w bagażu podręcznym byłoby zaledwie zadaniem nieco skomplikowanym, ale nie niemożliwym do wykonania… I na pewno nie plasowało się pośród tych kompletnie durnych pomysłów, które należałoby odpuścić sobie najlepiej jeszcze przed tym, jak w ogóle się o nich pomyślało – przynajmniej nie w opinii Dantego, o czym świadczyć mógł nieco szerszy uśmiech, jaki odmalował się na jego twarzy. Zwłaszcza, że ten raczej niewiele miał wspólnego ze zwykłym zadowoleniem z tego, że pomiędzy kolejnymi włoskimi miastami mieliby przemieszczać się wypożyczonym samochodem. Jasne, nie miał nic przeciwko, w końcu taka forma podróżowania mogła okazać się znacznie ciekawsza niż lot samolotem. Ale też najpewniej dokładnie tak samo nie miałby nic przeciwko, gdyby w ciągu tych kilku tygodni musieli pozwiedzać jeszcze kilka lotnisk…
Czyli musiałabyś przemycić je w podręcznym tylko raz. Jest pewnie jakaś szansa, że mogłoby się to nawet udać… – może i zaśmiał się krótko w trakcie swojej wypowiedzi, jednak ewentualne obawy o to, czy aby przypadkiem nie rozważał tego pomysłu na poważnie prawdopodobnie mogły być całkiem uzasadnione. W końcu… co złego mogłoby się stać, gdyby mimo wszystko pomysł nie wypalił i gdyby nożyczki zostały przez kogoś znalezione nieco wcześniej niż powinny…? Właściwie… nie miał pojęcia. Jak w większości przypadków, kiedy ewentualne konsekwencje jego idiotycznych pomysłów nawet nie przychodziły mu na myśl, póki nie postanawiały ujawnić się w całej okazałości i uderzyć z subtelnością pociągu towarowego – najczęściej już sporo po fakcie i sporo po tym, jak można byłoby im zapobiec.
W każdym razie… tym raczej nie zamierzał zaprzątać sobie niepotrzebnie głowy. Na pewno nie w trakcie pakowania bagaży do samochodu, krótkiej podróży do hotelu, czy… w ogóle w ciągu najbliższych tygodni. Zwłaszcza, że istniała przecież spora szansa na to, że przez cały ten czas pojawi się znacznie więcej sytuacji, którym warto byłoby poświęcić trochę uwagi – i niekoniecznie była to ewentualna próba nielegalnego przemycania nożyczek fryzjerskich na pokład samolotu…
Mógł się pewnie domyślić, że Elsa zdążyła już całkiem szczegółowo zaplanować im program zwiedzania, w dodatku prawdopodobnie niespecjalnie biorąc przy tym pod uwagę to, że co najmniej niemożliwym zadaniem byłoby wciśnięcie wszystkich tych planów w jej czas wolny od pracy. Żeby mieć jakiekolwiek szanse na zobaczenie przynajmniej połowy rzeczy, które – jej zdaniem – mogłyby być tego warte, najpewniej rzeczywiście powinni wybrać się na zwiedzanie ledwie po tym, jak tylko odstawili walizki w pokoju, ale… po tym zdecydowanie zbyt długim czasie spędzonym w samolocie, chyba nie do końca wydawało się to być jakkolwiek kuszącą opcją. A jeśli dodać do tego nieplanowane przygody na lotnisku… zwiedzanie chyba mogło trochę poczekać.
Najpierw chyba jednak potrzebuję prysznica – chociaż zamiast skierować się do łazienki, podszedł najpierw do łóżka i nachylił się nad leżącą na nim Elsą, podpierając się przy tym na dłoniach. – Z tobą, bez tego nie ma mowy o jakimś tam zwiedzaniu.
W końcu… wspólny prysznic jak najbardziej się im należał – jeśli nie w ramach rekompensaty za nieprzespaną noc, to może jako wynagrodzenie tego, że całkiem sprawnie poradzili sobie z tą zaginioną walizką. Co może i nie było zasługą żadnego z nich, ale… takimi szczegółami może nie trzeba było się wcale przejmować. Tym bardziej, że kobiety, dzięki której mogli właśnie podziwiać hotelowy pokój zamiast wciąż tkwić na lotnisku, raczej pod ten wspólny prysznic nie mieli zamiaru zapraszać…
Na dłuższą chwilę pochylił się jeszcze bardziej, bo przecież skoro już i tak znajdował się dość blisko jej ust, to nie mógłby przecież tak po prostu odsunąć się od niej, nie racząc jej wcześniej czułym pocałunkiem.
A później… pewnie masz już przynajmniej kilka pomysłów na to, co koniecznie musimy zobaczyć, więc chyba warto byłoby zacząć odhaczać to już dzisiaj, o ile nie planujesz przedłużać pobytu co najmniej o kilka tygodni… – uśmiechnął się, mimo wszystko wcale przecież nie mając jej za złe tego, że na pewno miała już dość konkretne plany dotyczące ich pobytu we Florencji. I każdym innym mieście, jakie mieli odwiedzić. W końcu… pod tym względem chyba uzupełniali się całkiem nieźle, kiedy przynajmniej jedno z nich potrafiło z wyprzedzeniem zaplanować swój czas. I w dodatku uwzględnić w tych planach drugie… – Pod warunkiem, że gdzieś w tych turystycznych planach uwzględniłaś też kawę.
Może i w Toronto dochodziła ledwie piętnasta, co – zależnie od okoliczności – mogłoby oznaczać ledwie początek dnia, ale… tak, kawa zdecydowanie była w ich przypadku niemal tak samo niezbędna, jak ten wspomniany już prysznic. Tak, jakby ktokolwiek faktycznie wciąż jeszcze wierzył w to, że mogłaby ona zrekompensować nieprzespaną noc i niezbyt wygodną drzemkę w samolocie…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego z uniesioną brwią, kiedy wspomniał o tym, że skoro samolotem będą podróżować jeszcze tylko jeden raz, podczas tej ich całej włoskiej podróży, to w takim razie tylko ten jeden raz mogłaby spróbować przemycić swoje nożyczki w bagażu podręcznym. Tak jakby to ilość lotów była największym problemem. Wcale nie podejrzane zachowanie Elsy, która średnio potrafiła się zachować w stresujących sytuacjach. Podczas prześwietlania jej torby z pewnością byłaby cała blada, skubała skórki przy paznokciach i próbowała sklecić wszystkie znane włoskie słówka w jakąś bardziej lub — co pewnie było tą pewniejszą opcją — mniej logiczną całość, aby tylko zagadać pracownika lotniska, co by czasem nie zauważył na tym swoim monitorku nic podejrzanego. Bo przecież gdyby je znaleźli to kazaliby jej wsadzić do bagażu rejestrowanego, który już dawno byłby nadany, albo wyrzucić, a tego to ona już by nie przeżyła! Dlatego wolała jednak zostać przy tej "legalnej” opcji, która to zakładała, że od razu nada je w walizce do luku i będzie przez dwanaście godzin trzymać mocno kciuki, aby ta trafiła razem z nimi do Toronto.
I w przeciwieństwie do Dantego… to ona całą drogę do hotelu rozmyślała nad tym wszystkim. Nawet jeśli decyzję podjęła już dawno temu to jej mózg nie pozwolił na odpoczynek. Bo co jeśli jednak walizka się zgubi? Co jeśli nie będą mieli tyle szczęścia, co tym razem i żadna miła starsza pani nie znajdzie ich i nie wręczy zguby? I całą podróż autem, gniotła w palcach koniec koszulki chłopaka, a jeśli jakkolwiek zwracał jej na to uwagę, w ogóle nie słyszała. Miał za swoje. Trzeba było nie zasiewać w jej srebrnej główce żadnych wątpliwości.
Nie była mendą bez serca, nie ciągnęła go od razu na piesze zwiedzanie całego miasta, chociaż pewnie byłaby do tego zdolna, pod warunkiem, że każde z nich miałoby na to jakiekolwiek zasoby siły fizycznych i psychicznych. A jednak drzemanie w samolocie w wątpliwie wygodnej pozycji nie mogło w żaden sposób zrekompensować tej nieprzespanej nocy z nadającym na żywo radiem Elsa. Dlatego gdyby Dante stwierdził, że nie było nawet najmniejszej opcji na to, żeby wyciągnęła go jeszcze tego wieczoru z hotelu to pewnie — z miną zbitego psiaka — kiwnęłaby główką i zgodziła na totalny chill w ich pokoju. Ale skoro postawił warunek w postaci prysznica… tylko ten pocałunek z zaskoczenia powstrzymał ją przed tym, aby nie zerwała się z łóżka i nie dorwała do jednej z tych koszmarnych walizek i nie wyciągnęła ich wszystkich akcesoriów kąpielowych. Oczywiście odwzajemniła pieszczotę w ogóle się nie spiesząc z jej zakończeniem.
— Ze mną? A więc mówisz, że potrzebujesz pomocy w umyciu pleców czy po prostu chcesz się nacieszyć moim towarzystwem zanim zostawię cię dla lakieru do włosów, prostownicy i dyfuzora? — zapytała z szerokim uśmiechem. Nie zamierzała przecież protestować. W końcu wspólny prysznic mógł być bardzo orzeźwiający, a oboje zdecydowanie tego potrzebowali.
— A zdziwiłbyś się! — zawołała rozbawiona, kiedy w końcu udało jej się podnieść z tego wygodnego materaca i otworzyć walizkę oznaczoną zieloną wstążką. Stamtąd wyciągnęła ich kosmetyczki oraz ręczniki, bo kolejne dziwactwo Elsy polegało na tym, że wszędzie musiała wozić swój ręcznik. Nigdy nie mogła wytrzeć się tym, którego wcześniej używał ktoś inny, nawet jeśli był wyparzony i niewiadomo jak jeszcze szorowany… no nie. Dlatego zanim spędziła pierwszą noc u Dantego to milion razy się upewniała czy ten, który jej podał na pewno był nowy, co i tak skończyło się tym, że użyła tego, który przyniosła ze sobą z domu. Tak na wszelki wypadek.
— Dziś chciałam po prostu się przejść po mieście, trochę pooglądać, trochę się dowiedzieć jak wygląda miasto nocą… bez szaleństw! I zdecydowanie możesz zapomnieć o kawie. Mam wypisane wiele punktów, które musimy odhaczyć, ale nie ma tam włoskiego więzienia, do którego na pewno trafimy jak zamówimy gdziekolwiek kawę o tej godzinie, ale… pozwolę ci się zaprosić na lampkę wina. Ale tylko jedną, bo jutro przecież muszę byc w pracy. — Zaśmiała się cicho. Cóż, uzupełniali się pod wieloma względami. Poziom odpowiedzialności, umiejętność planowania czy płynięcia za spontanicznie pojawioną myślą… ale może dlatego tak dobrze było im ze sobą? Tam, gdzie ona panikowała na zapas, Dante potrafił wzruszyć ramionami i znaleźć rozwiązanie. A tam, gdzie on czasami zbyt mocno zdawał się na los, ona już dawno miała przygotowaną listę, plan awaryjny i trzy dodatkowe warianty. I ktoś mógłby powiedzieć, że to się im nigdy nie uda. Ba! W liceum non stop musieli się mierzyć z podobnymi komentarzami! I ta przerwa, którą chłopak im zapewnił mogłaby być potwierdzeniem tych wszystkich plotek, ale na szczęście się odnaleźli.
Zamknęła walizkę i trzymając pod pachą wszystkie potrzebny rzeczy, podniosła się z kolan i podeszła do Dantego, aby zaraz zahaczyć swój mały palec o jego i pociągnąć w stronę łazienki. Bo co jak co, ale ten mały gest był tak bardzo ich. Tylko ich.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mógł na szczęście wiedzieć nic o jej obawach w związku z tym, że najpewniej sama miałaby zdradzić się zachowaniem podczas ewentualnej próby przemytu nożyczek na pokład samolotu. Bo chyba niespecjalnie pomogłaby jej w tym wszystkim rzucona mimochodem sugestia, że w zasadzie te nieszczęsne nożyczki mogłyby przecież znaleźć się w ich bagażu podręcznym zupełnie przypadkiem, bez jej wiedzy. A przecież i to mógłby uznać za niezły pomysł, który warto byłoby w razie potrzeby wcielić w życie – choćby przez to, że całkiem zabawne musiałoby być poinformowanie jej już w domu, że przez cały ten czas mieli ze sobą na pokładzie to potencjalnie śmiercionośne narzędzie, które dzięki temu przynajmniej bezpiecznie dotarło wraz z nimi do Toronto…
Choć szczęśliwie dla Elsy – istniała spora szansa na to, że przez tych kilka tygodni Dante mógłby kompletnie zapomnieć o tych nożyczkach, pozwalając jej raz jeszcze wybrać to racjonalne rozwiązanie i nadanie ich we właściwym bagażu. Właściwie… już przecież zdążył o nich poniekąd zapomnieć. O ile więc Elsa nie zamierzała dzielić się swoimi rozterkami w trakcie pakowania ich walizek przed powrotem do Kanady, przypominając mu tym samym o tym idiotycznym pomyśle, być może wcale nie musieli martwić się ewentualnym niepowodzeniem i zatrzymaniem jeszcze na lotnisku za próbę wnoszenia do samolotu potencjalnie niebezpiecznych narzędzi…
Skoro już mam niedługo przegrać z tymi lakierami i prostownicami, to chyba faktycznie chcę się tobą nacieszyć, dopóki mam okazję – i pewnie niewiele mogłoby brakować, by mógł uznać, że do tego w zasadzie nie był nawet potrzebny prysznic, a w zupełności mogłoby wystarczyć to ogromne łóżko, które rzeczywiście okazywało się całkiem wygodne. Zwłaszcza w zestawieniu z siedzeniami w samolocie, które w tej kategorii nie zajmowały zbyt wysokiego miejsca… Zanim jednak mógłby dojść do podobnego wniosku, Elsa zdążyła już podnieść się z miejsca, zajmując się w kolejnej chwili przeszukiwaniem odpowiedniej walizki.
Do więzienia zamykają tylko tych, którzy łamią makaron. Albo dodają ananasa na pizzę, to akurat całkiem słusznie… – oczywiście, że musiał skrzywić się z niezadowoleniem, słysząc, że rzekomo miałby zapomnieć o kawie. – Na kawę o niewłaściwej porze na pewno mają jakąś taryfę ulgową. Chociaż… dobra, niech będzie, wino też nie brzmi najgorzej…
No jasne, bo przecież wino nigdy nie było złym pomysłem. Mogło co najwyżej pojawiać się w zbyt małej ilości, za jaką z pewnością mogłaby uchodzić ta wspomniana przez nią jedna lampka, ale… prawdopodobnie – znów – miała rację, pamiętając o tym, że kolejnego dnia powinna być przecież w pełni przytomna i gotowa do pracy. A biorąc pod uwagę jej nienajlepszą relację z alkoholem oraz fakt, że obydwoje byli przynajmniej trochę zmęczeni całą tą podróżą… taka ilość chyba rzeczywiście mogłaby być wystarczająca.
Zresztą, za ten mały palec prawdopodobnie i tak mógłby dać się jej zaprowadzić absolutnie gdziekolwiek – na ledwie jedną lampkę wina podczas wieczornego zwiedzania okolicy, na koniec świata, albo po prostu do łazienki, gdzie… prysznic może i nie należał do tych największych, z pewnością jednak był wystarczający, by bez większego problemu pomieścić dwie osoby. A także by na chwilę lub dwie zapomnieć pod nim o jakimkolwiek zwiedzaniu, winie, czy innych nieistotnych sprawach i spędzić tam nieco więcej czasu niż mogłoby wymagać tego zwykłe zmycie z siebie wrażeń po zbyt długiej podróży. Skoro jednak mieli nacieszyć się sobą przed tym, jak Elsa miałaby całkowicie skupić się na swojej pracy, prawdopodobnie okazja ku temu była naprawdę dobra i zwyczajnie nie sposób byłoby jej nie wykorzystać…
A skoro to ja zapraszam ciebie, to nawet nie licz, że trafimy do jakiegoś miejsca, które zdążyłaś już przynajmniej kilka razy sprawdzić w necie i o którym pewnie mogłabyś opowiedzieć więcej od właściciela. Dzisiaj wybieramy losowo, na te bardziej zaplanowane atrakcje może jeszcze będziesz miała czas… – oznajmił z rozbawieniem, kiedy już nieco ogarnęli się i wyszli na stosunkowo spokojną ulicę przed hotelem. Jednocześnie bez większego namysłu pociągnął ją lekko w wybraną przez siebie stronę, wkrótce prowadząc ich pomiędzy te znacznie mniejsze i jeszcze bardziej ciche uliczki, pomiędzy którymi poruszał się mniej więcej tak, jakby rzeczywiście wiedział, dokąd powinni się kierować, a nie wybierał tę drogę absolutnym przypadkiem. Bo przecież absolutnie jasnym i powszechnie znanym faktem powinno być to, że do tych najciekawszych miejsc trafiało się właśnie za pomocą przypadku. I odrobiny szczęścia. Przy czym to drugie pewnie mogło przydać się nieco bardziej, jeśli tylko rzeczywiście chcieli dojść gdzieś, gdzie mogliby w spokoju wypić po tej lampce wina, zamiast na przykład pozbywać się portfeli i telefonów na rzecz miejscowych potrzebujących, którzy z pewnością chętnie skorzystaliby z takiej hojności kanadyjskich turystów…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”