Jak Zoya słusznie zauważyła, wibrator był o tyle dobrym wyborem, że nie sprawiał żadnych kłopotów. No, może poza wykończeniem baterii w najmniej odpowiednim momencie. I z tego właśnie założenia wychodziła również Adeline.
Tak naprawdę rudowłosa długo trwała w poważnym związku z przyszłością, która malowała się na jej oczach. Poświęciła Sullivanowi oraz pielęgnowaniu ich relacji kilka dobrych młodzieńczych lat, często patrząc z boku na swoich rówieśników, imprezujących w najlepsze przez cały tydzień, podejmujących często kiepskie decyzje, ale przede wszystkim będących wolnymi duchami, którzy przejmowali się wyłącznie tym, czy przetrwają dany semestr studiów.
Ade w tym czasie miała na głowie nie tylko związek, ale i firmę, która stanowiła dla niej kwintesencję jej poukładanego życia. Intensywność upływających wtedy dni sprawiała, że brakowało jej czasu na wybryki, na które pozwalali sobie jej znajomi. Posiadała kontrolę nad wszystkim, szła w konkretnym kierunku z mężczyzną u boku, z którym dzieliła wspólne cele i nadzieje. Wtedy nie żałowała niczego, uważając, że postępowała słusznie.
Ich gwałtowne rozstanie, wypadek i wszystko, co wydarzyło się później, zweryfikowało jej przyszłość, a także przeredagowało sposób jej myślenia oraz postępowania. Odzyskała
wolność, dzięki której mogła wreszcie robić to, na co rzeczywiście miała ochotę. I właśnie z tych nowych możliwości przez ostatnie dwa lata korzystała w pełni.
To właśnie było jednym z wielu czynników, które właśnie ostrożnie formowały w jej głowie pewne nieodwracalne decyzje.
Teoretycznie wyjechała do Włoch po to, żeby uciec od problemów, ale w gruncie rzeczy wyjazd oraz przede wszystkim rozmowa z przyjaciółką otwierała jej spojrzenie na sprawy, które teraz stawały się dla niej coraz bardziej klarowne.
Chyba wolała kota od faceta. Jedyny stały związek, który jej nie ograniczał. Dlatego zaraz, usłyszawszy uwagę Zoi odnośnie ucieczki zwierzęcia, przewróciła oczami.
—
Twoja wiara we mnie potrafi uskrzydlać — odparła z przekąsem, przechylając głowę na bok, żeby obdarzyć ją powątpiewającym spojrzeniem. Oczywiście udawała, czego Zoya musiała być w pełni świadoma.
Hartley czy Ree? Na myśl o obu mężczyznach westchnęła ciężko. —
Hartley. Zasługuje na całą prawdę — przyznała w końcu, utwierdzając się w przekonaniu, że to, co zamierzała mu powiedzieć, choć było cholernie trudne, było
właściwe.
Adeline chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z faktu,
jak bardzo Lucien był znany i, co więcej, oblegany przez fanów. Podejrzewała, że kobiety, które go napadły po drodze, śliniły się na jego widok właśnie głównie ze względu na
widok, a nie jego umiejętności.
Przyglądała się temu z dezaprobatą, dopóki
w końcu dały mu spokój. A wtedy, jak na przyjaciółkę przystało, przylepiła na swoją twarz najszerszy, możliwie jak najbardziej podekscytowany uśmiech i, zachowując się dokładnie tak, jak reszta dziewczyn, które chwilę temu skrytykowała w myślach, pobiegła za Zoyą się z nim przywitać.
Nie zdecydowała się na aż tak wylewny krok, jaki uczyniła Weasley, przystając obok i mimowolnie rozglądając się na boki z nadzieją, że nie przysporzy im to żadnych kłopotów, po czym cicho jęknęła, gdy Zoya szarpnęła ją za nadgarstek. Miała zamiar posłać jej chmurne spojrzenie, ale na jej znaczący wzrok i jakieś dziwnie błyszczące iskry w oczach, powstrzymała się.
—
Och, taaak — zamiast tego pokiwała ochoczo głową, nie wychodząc z roli. Ona też nie wpadła na pomysł, żeby wziąć ze sobą cokolwiek do pisania, choć na wspomnienie o tym momentalnie przypomniała sobie, że widziała je na jednym z darmowych standów na górze. Na szczęście, Lucien sobie poradził.
—
Jest wspaniale. A będzie jeszcze lepiej, jak podczas wyścigu ich wszystkich dopadniesz. Uśpiłeś ich czujność, genialna strategia — zapewniła ze szczerym uznaniem, starając się go wesprzeć i uśmiechnęła się do niego, bo
czego nie robiło się dla przyjaciółki, prawda? W międzyczasie zerknęła na stojącego tuż przy nich Johnny’ego, którego obecność wydała jej się trochę niekomfortowa, ale po chwili usłyszała zaczepny głos Luciena i
wiedziała, co miał na myśli, więc skwitowała to przewróceniem oczami i nerwowym parsknięciem śmiechem.
O ile Zoya zacznie z nim chodzić, to Clem czuła w kościach, że będzie jej to jeszcze długo wypominał.
Życie w padoku wyglądało bardzo pracowicie, a jednocześnie czas między kwalifikacjami, a wyścigiem, zapewniał im moc atrakcji. Nie tylko tych związanych z samochodami oraz jedzeniem, ale i mężczyznami, na których Adeline od czasu do czasu zawieszała oko.
Przez cały ten czas miała nadzieję, że człowiek, któremu zawdzięczała uniknięcie znacznie dłuższej odsiadki, odpocznie na tyle, że rzeczywiście da z siebie wszystko, tak, jak to powiedział podczas wywiadu, który puściła na instagramie, podstawiając Zoi przed nos, żeby razem mogły go wysłuchać.
Na czas wyścigu wszystkie samochody ustawiły się na odpowiednich polach startowych. Tym razem Ade nie miała problemu z odnalezieniem właściwego auta, na którego masce widniał numer. I trzymała mocno kciuki na czas startu, z przejęciem obserwując szereg aut, które jechały ze sobą praktycznie koło w koło.
Już na początku wśród aut zrobiło się trochę zamieszania — ktoś się o siebie otarł, ktoś nagle wysunął się naprzód, ktoś wypadł z toru, ale to pierwsze zakręty zdecydowały o zmianach pozycji wśród kierowców. Lucien, startujący z dziewiątego pola, po pierwszych dwóch zakrętach przeskoczył na siódmą pozycję. A później zaczęła się walka z czasem i innymi uczestnikami na torze, którzy rozciągnęli się sznurem samochodów. Spencer wykręcał kolejne okrążenia, próbując znaleźć luki, by wyprzedzić przeciwników, aczkolwiek, jak mówili komentatorzy, z każdą kolejną rundą i miejscem do góry robiło się coraz trudniej. Szczęście, w nieszczęściu, dwójka przed nim zderzyła się na jednym z zakrętów, wypadając z obiegu i Lucien w ostatniej chwili od nich odskoczył. Na torze zafalowały żółte flagi. A to oznaczało, że stawka znów zbiła się w sznur samochodów, zmniejszając między sobą dystans. Restart był równie dynamiczny i tylko refleks oraz spryt Spencera wysunął go na drugie miejsce. Tym samym zwiększył presję u przeciwnika z przodu i szukał chwili, w której mógłby go podejść. Na szczęście, udało mu się to na ostatnim okrążeniu, na ostatniej prostej, tuż przed metą.
Adeline, cała w napięciu, do tej pory nie odrywając wzroku od ekranu, aż podskoczyła do góry z okrzykiem triumfu, po czym objęła Zoyę i zaczęła skakać ze szczęścia nad tym niezwykle emocjonującym wyścigiem.
—
O matko, Zoya, udało się! Nie ześle na nas klątwy! — krzyknęła w euforii, nie zważając na innych. Teraz mogła być już spokojna. Może nadal z pewnymi wyrzutami sumienia, ale znacznie mniejszymi, bo nie ciążyła jej przegrana Luciena.
I teraz bez obaw mogła skupić się na zabawie tego wieczoru i czekającym ich po wręczeniu pucharów, koncercie.
Zoix