ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Siedemnastolatek sam w obcym kraju. Znów uciekł z domu, ale tym razem znacznie dalej, niż do tej pory, bo przejechał całe Stany i trafił ostatecznie do gorącego, dusznego Meksyku. Nie było go w rodzinnym Toronto już trzy miesiące, a przez ten czas włóczył się po coraz bardziej zakurzonych drogach kontynentu, przekroczywszy najpierw jedną, a później drugą granicę kraju, po drodze mijając rogatki poszczególnych stanów. Poruszał się autostopem, łapiąc okazje gdzieś na poboczach najpierw chłodnych i błotnistych, ale w miarę podróży coraz bardziej wysychających i prażących słońcem dróg. Mijał najpierw gęste lasy północy i obserwował, jak powoli zmieniają się w rozległe pola kukurydzy, później coraz rzadsze lasy iglaste, a w końcu pola bawełny i kolejne gęste, bagniste lasy południa. W Luizjanie został na chwilę, bo podobało mu się tam, ale wreszcie ruszył w dalszą drogę, a zarośnięte porostami drzewa ustąpiły miejsca palmom; te z kolei coraz mniejszym i bardziej suchym krzewom. Te stały się z wolna dalekosiężnymi pustyniami, wypełnionymi opuncjami i tymi znanymi każdemu z filmów biegającymi krzakami.
Oczywiście, że wsiadanie do samochodów i ciężarówek obcych ludzi nie było bezpieczne. Było wręcz ultra niebezpieczne i Saul doskonale zdawał sobie z tego sprawę, tyle, że... nie zależało mu na życiu. Było mu wszystko jedno, czy go ktoś zabije i porzuci w rowie, czy dojedzie cało tam, gdzie chciał dojechać - a prawdę mówiąc, nie wiedział, gdzie jest jego cel. Po prostu jechał przed siebie, wyposażony tylko w swój znoszony workowaty plecak, wypełniony jednym kompletem ubrań na zmianę, który prał co jakiś czas w łazienkach na stacjach benzynowych. Jadł to, co mu ktoś kupił lub za wyżebrane pieniądze. Kilka razy sprzedał własne ciało, ale te pieniądze częściej przeznaczał na narkotyki, niż na jedzenie - ćpał, żeby nie czuć tego, co robili z nim klienci i żeby nie powracały do niego wspomnienia z domu, więc trochę się to kółko zamykało: ćpał żeby nie czuć tego, co robił, zarabiając na ćpanie.
Wiele czasu jednak poświęcał również na docenianie mijanych widoków - lubił podróże, lubił nowe miejsca, uwielbiał przyrodę i z zaciekawieniem zwiedzał Stany.
Teraz znalazł się w kraju dla niego całkowicie egzotycznym: w Meksyku, gdzie świat był zupełnie inny (przynajmniej w jego oczach). Z pewnością był inny, niż w Kanadzie, która wydawała się Saulowi miejscem ciemnym, wilgotnym i chłodnym, gdzie w zasadzie niewiele się działo. Tu działo się wszystko: dzieciaki biegały po ulicach i zakurzonych wiejskich drogach, niektóre podbiegały i żebrały o pieniądze. Ludzie sprzedawali owoce swoich upraw i hodowli na straganach przy drogach. Gdzieniegdzie widać było ludzi wyglądających bardzo niebezpiecznie - przed niektórymi mieszkańcy też wyraźnie czyli respekt, bo schodzili im z drogi albo byli przesadnie usłużni. W ciągu kilku dni spędzonych w granicach tego kraju Saul zdążył już wielokrotnie zobaczyć kolby pistoletów wystające zza czyjegoś paska albo strzelby w dłoniach ciemnoskórych, wytatuowanych mężczyzn.
Dziś trafił na wieczorną imprezę w jakiejś hacjendzie. Właściwie znalazł się tu przypadkiem: przyprowadził go tu starszy koleś, który mówił, że będą się dobrze bawić. Saul nie był idiotą - wiedział, co to znaczy i rozumiał, czego tamten chce, ale stwierdził, że jest to okazja do dobrego zarobku, dostępu do prochów; a przy okazji przynajmniej przez chwilę się pobawi. Wszedł więc za próg, ubrany w białą koszulę - nieco na niego za dużą - którą dał mu tamten mężczyzna i w czarne dżinsy. Rękawy koszuli podwinął, a połowę guzików pozostawił rozpiętą: było mu gorąco, a poza tym miał pod spodem białą podkoszulkę na ramiączkach - tak zwaną "żonobijkę". Rozglądał się teraz z zaciekawieniem, obserwując zebrany tu tłum z lekkim uśmiechem na ustach i z błyszczącymi oczami. Poczęstował się stojącym na stole drinkiem i ruszył powoli w stronę basenu. Na stopach miał czarne skórzane buty, ale bardzo chętnie by je teraz zdjął. Póki co jeszcze nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc jedynie chłonął ten klimat, meksykańską muzykę i nieznacznie kołysał się w jej rytm.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

retro
Salva nie bywał raczej poza granicami Meksyku. Był to na tyle rozległy kraj i na tyle różnorodny - miejscami naprawdę trudno było uwierzyć, że jesteś w tym samym miejscu, w którym byłeś wczoraj - że nie sposób było się tu nudzić. Poza tym: jako członek gangu nie mógł się nudzić, bo miał zwykle zajęte zarówno dni, wieczory jak i noce. Lubił jednak swoje życie i nie był człowiekiem, który do gangu trafił pod przymusem albo dlatego, że miał wyjątkowo patologiczny dom; w pewnym momencie poznał po prostu chłopaków, którzy należeli do gangu, zaczął się z nimi zadawać i zwyczajnie spodobał mu się respekt, który budzili na dzielni i to, że mieli tyle pieniędzy, że mogli sobie pozwalać na rzeczy, które innym Meksykanom się nie śniły. W pewnym sensie więc dołączył do gangu z wygody, tak, było to jednak już jakiś czas temu, kilka lat w każdym razie i teraz nie mógł narzekać ani na braki funduszy, ani na to, że w okolicy był ignorowanym dzieciakiem. Miał dwadzieścia lat, oliwkową cerę, ciemne jak studnie oczy i każdy w zasięgu setek kilometrów wiedział, że jest dilerem i że należy do jednego z "nieprzyjemniejszych" gangów Meksyku. Podobało mu się to. Lubił budzić respekt, może momentami strach i lubił to, że gdy tylko pojawiali się w okolicy, to od razu powietrze zdawało się zmieniać swoją strukturę.
Uwielbiał też imprezy, na które byli zapraszani - albo inaczej: nie było imprezy, na którą ktoś zdecydowałby się ich nie wpuścić. Część z imprez organizowali też członkowie gangu lub osoby z nimi zaprzyjaźnione, podobnie jak tą imprezę, na której właśnie zawitał Saul. Mężczyzna, który go przyprowadził, również należał do gangu, a w każdym razie pośrednio; kiedyś był bardziej czynny zawodowo, aktualnie raczej służył wsparciem młodszym kolegom, ale na narkotykach faktycznie znał się jak mało kto. To on wprowadzał Salvadora w świat prochów, przeliczania działek, smakowaniu poszczególnych towarów i to dzięki niemu Salva znał się na swojej robocie tak, jak teraz.
Gdy Menendez pojawił się w hacjendzie, która znajdowała się swoją drogą na terenie plantacji marihuany, której doglądał, rzeczony facet imieniem Flavio powitał go radośnie, przytulając i klepiąc po plecach. Uśmiechnięty szeroko Salva, z przerzuconą przez ramię koszulą, boso i z wystającą zza paska spluwą, przywitał się ze swoim mentorem, mimo że niekoniecznie miał w tym momencie na jego towarzystwo. Był jednak uprzejmy, zwłaszcza w stosunku do kogoś, kto tak wiele go nauczył.
- ¡Salva, amigo! Traje a alguien que creo que es tu tipo! - rzucił radośnie, klepiąc go po policzku.
Dwudziestolatek wywrócił oczami, wciąż uśmiechnięty.
- Ni siquiera sabía que tenía uno. - odpowiedział tylko, śmiejąc się, po czym ruszył - ciągnięty właściwie przez Flavio - w stronę basenu. Na pływanie tym bardziej nie miał ochoty, nie w tym momencie, ale uznał, że jeszcze przez chwilę będzie przyjaźnie nastawiony i grzeczny, a najwyżej później jakoś łagodnie wymiksuje się z towarzystwa starszego gangstera. Nie sądził, że ten faktycznie kogoś przyprowadził, a co dopiero, że ten ktoś może być naprawdę w jego typie.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul stał nieopodal brzegu basenu, coraz śmielej poruszając się w rytm muzyki - jego ramiona i biodra falowały, kołysały się, a chłopak coraz bardziej odpływał w tej muzyce, uśmiechając się do siebie. Drinka trzymał w obu dłoniach na wysokości swojego pasa, co jakiś czas przymykając oczy i ciesząc się tym, że tu jest. Był już trochę naćpany, bo mężczyzna, który go tu przyprowadził, dał mu kreskę - nie za dużo, bo po pierwsze: nie opłacało mu się dawać dzieciakowi dużo, a po drugie chłopak miał być jednak w miarę przytomny, przynajmniej na początku. Saul za to dzięki temu się rozluźnił i dobrze bawił mimo, że z nikim nie rozmawiał. Ale też z niewieloma ludźmi mógłby tu zapewne porozmawiać, bo wokół słychać było tylko język hiszpański, którego on nie znał. Wychwytywał tylko pojedyncze słowa, które był w stanie zrozumieć - część z nich rozumiał z kontekstu sytuacyjnego, inną część dlatego, że były trochę podobne do francuskich; a jeszcze kilka po prostu znał, bo się z nimi spotkał w życiu. Zdecydowana większość to była jednak dla niego czarna magia.
W pewnym momencie podszedł do niego jakiś mężczyzna - inny, niż ten, który go tu przyprowadził - i z uśmiechem pod bujnym wąsem objął go w pasie, stając obok niego. Przylgnął brzuchem go biodra i boku Saula, przesuwając powoli palcami po jego boku.
- ¿Qué estás haciendo aquí, guapo? - zapytał, gładząc go po biodrze. W jego oczach wyraźnie było widać, czego chce. Saul popatrzył na niego trochę niepewnie, wydymając usta, ale po chwili zmierzył go spojrzeniem od góry do dołu i przeniósł ciężar ciała na jedną nogę, uwydatniając tym samym swoje biodro.
- Imprezuję - odpowiedział po angielsku, mając nadzieję, że dobrze zrozumiał pytanie z kontekstu sytuacji - Przyszedłem się dobrze bawić na mojej pierwszej meksykańskiej imprezie. Pomożesz mi w tym?
Przesunął palcem po kołnierzu jego koszuli. Facet zdecydowanie nie był nikim przyjemnym, a długie do ramion włosy, przylizane i błyszczące od tłuszczu (ciężko określić, czy dlatego, że nie były myte, czy były czymś posmarowane dla lepszego efektu) i przeorana blizną twarz zdradzały, że nie był to nikt przyjemny. Ale klient to klient.
Saul zapragnął kolejnej kreski przed bliższą znajomością z tym mężczyzną. Nie zauważył jeszcze nowo przybyłego chłopaka, który już wypatrzył go w tłumie nad basenem.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Flavio zatrzymał się w pewnym momencie, z niezbyt zadowoloną miną patrząc w konkretnym kierunku - na wąsatego, starego faceta, który właśnie obmacywał (bo inaczej Salva nie umiał tego nazwać) młodego chłopaka, na oko młodszego nieco od Salvadora. Ten widok sprawił, że sam Menendez zacisnął szczęki, mimo że nawet nie znał chłopaka, nie wiedział o nim kompletnie nic, a dodatkowo sam Saul nie wyglądał, jakby te zaloty jakoś bardzo mu się nie podobały. Nie wyglądał też jednak na w pełni trzeźwego, więc powiedzmy sobie szczerze: jego osąd mógł być zaburzony. A mógł być dziwką, co w sumie jako pierwsze przyszło do głowy Menendeza, gdy usłyszał od Flavio o tym, że ten przyprowadził mu kogoś w jego typie.
- ¡Oye, Paco! Déjalo en paz, no está a tu alcance. - zawołał w kierunku wcześniej wspomnianej dwójki, zostawiając Flavio w tyle i podchodząc na tyle blisko, że rzeczony Paco poczuł, jak młody Meksykanin narusza jego przestrzeń osobistą. Salva trącił go w ramię otwartą dłonią, napierając na niego na tyle, żeby facet musiał się odsunąć. W tym momencie nie miało znaczenia to, czy młody diler znał tego chłopaka, czy znał starego typa z brzuszkiem, czy był od niego wyżej czy niżej w hierarchii - po prostu nie lubił, gdy ktoś przekraczał granice innych ludzi, a bądźmy szczerzy, w normalnych okolicznościach Paco nie miałby u Saula żadnych szans. Nie były to jednak normalne okoliczności, bo prostytutka w towarzystwie zakazanego typa na meksykańskiej imprezie wśród gangusów na pewno do takowych nie należała, ale mimo to Salva nie zamierzał pozwolić, żeby stary panoszył się tu jak u siebie. - Quizás podrías probarlo con alguien de tu edad, ¿eh? - uśmiechnął się ironicznie, pochylając się lekko w stronę Paco, a w jego dłoni błysnęło ostrze noża, który zawsze miał przy sobie. - ¿Llegarás tú mismo hasta la puerta?

Saul Devlin
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”