ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

011
Noah chodził po pokoju w tę i powrotem, a podłoga skrzypiała przy każdym jego kroku. Gdyby ktoś wszedł teraz do środka, pomyślałby, że zaraz ma pisać najważniejszy egzamin w życiu, a nie szykować się na imprezę. Wszystko w nim chodziło. Z jednej strony czuł luz i wielką ulgę, bo zgodziła się bez wahania, ale z drugiej strony w brzuchu miał supeł ze stresu. Przypomniał sobie moment, w którym do niej poszedł. Ręce mu się pociły, a w gardle miał tak sucho, że z trudem przełykał ślinę. Miał w głowie ułożony plan, ale jak tylko przed nią stanął, wszystko mu wyleciało. Zaczął coś dukać, że przecież znają się od zawsze, że bez sensu iść z kimś obcym i głupio byłoby szukać kogoś na siłę, skoro razem zawsze bawią się najlepiej. Zrobił z tego luźną propozycję, jakby chodziło o wyjście na szybkie jedzenie po lekcjach.
Prawda była taka, że ten luz był tylko przykrywką. Beaumont przez ostatnie tygodnie dosłownie nie mógł spać przez myśli o niej. Przez tyle lat była jego najlepszą przyjaciółką. Pamiętał, jak lata temu biegali po podwórku z obdartymi kolanami, jak siedzieli na ławce do późnej nocy, jedząc najtańszą pizzę i gadając o kompletnych głupotach. Znał jej każdy gest, wiedział, kiedy jest zła, a kiedy udaje i nigdy w życiu nie pomyślałby, że coś się między nimi zmieni. Zawsze traktował ją jak ziomka, z którym można zrobić wszystko i powiedzieć o wszystkim. Aż do niedawna. Sam nie wiedział, w którym momencie to się stało. Po prostu pewnego dnia spojrzał na nią, kiedy śmiała się z jakiegoś słabego żartu i nagle poczuł dziwny uścisk w klatce piersiowej. Zrozumiał, że przestanie myśleć o niej jak o koleżance z dzieciństwa. Zaczął zwracać uwagę na detale, na to, jak układa włosy, jak się uśmiecha i nagle okazało się, że kumplostwo przestaje mu wystarczać. Bal był dla niego jedyną szansą, żeby to wszystko zmienić i sprawić, by ona też spojrzała na niego chociaż trochę inaczej. Kiedy odpowiedziała, że jasne, że z nim pójdzie, z serca spadł mu wielki kamień. Był tak podekscytowany, że do domu wracał prawie biegiem, ale teraz im bliżej było do wyjścia, tym mocniej dopadała go panika.
Na łóżku leżały rzucone w nieładzie trzy różne koszule, dwa garnitury i kilka krawatów. Stał przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie i co chwilę mierzwiąc włosy. Próbował ułożyć je tak, żeby wyglądać dobrze, ale nie stwarzać wrażenia, że spędził przed lustrem godziny, chociaż dokładnie tak było. Wziął do ręki koszulę i zaczął zapinać guziki. Ręce trzęsły mu się tak bardzo, że trafić guzikiem w pętelkę graniczyło z cudem. Przeklął pod nosem, zapiął koszulę do końca i założył marynarkę. Żeby się trochę uspokoić, usiadł na brzeg łóżka i sięgnął po telefon. Brak nowych wiadomości. Zablokował ekran, odłożył telefon, a po pięciu sekundach znowu go podniósł, żeby sprawdzić godzinę. W głowie natychmiast zaczęły mu latać dawne wspomnienia. Przypomniał sobie, jak w podstawówce zbierali razem jakieś głupie karty, jak chowali się przed deszczem na klatce schodowej i jak pierwszego dnia w liceum siedzieli w jednej ławce, przerażeni nowym otoczeniem. Zawsze byli w tym razem. Znał ją na wylot, a teraz czuł się przy niej jak gówniarz, który pierwszy raz w życiu ma odezwać się do dziewczyny.
Nagle przypomniał sobie o bukiecie. Kupienie kwiatów było dla niego osobnym wyzwaniem. Stał w kwiaciarni ze dwadzieścia minut, gapiąc się na te wszystkie róże i nie mając pojęcia, co wybrać. Przecież nie mógł wziąć czerwonych, bo to by od razu wszystko zdradziło i zrobiłoby się niezręcznie, ale też nie chciał brać nijakich kwiatków. W głowie wciąż miał tysiąc scenariuszy. Zastanawiał się, jak ona będzie wyglądać. Wiedział, że pewnie założy sukienkę, ale nie miał pojęcia jaką. I pewnie włoży trampki. Wyobrażał sobie moment, w którym podjedzie pod jej dom, zadzwoni do drzwi, ona otworzy i na niego spojrzy. Byle tylko nie palnąć wtedy jakiegoś durnego tekstu, byle nie wydać się spiętym. Chciał, żeby ten wieczór był idealny.
Spojrzał na zegarek. Zostało mu dokładnie dwadzieścia minut. Wziął bukiet kwiatów, starając się go nie połamać, wyszedł, po drodze rzucając szybkie „cześć” rodzicom, którzy nawet nie zdążyli nic odpowiedzieć. Wsiadł do auta, położył kwiaty na siedzeniu pasażera i odpalił silnik. Zrobił głęboki wdech, powtórzył sobie w duchu, że przecież to tylko Audrey, ta sama osoba od lat, ale i tak serce waliło mu jak młotem. Ruszył w stronę jej domu, wiedząc, że ten wieczór albo zmieni w jego życiu wszystko, albo rozsypie jego dotychczasowy świat.
Audrey LeBlanc
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Razem z dziewczynami, planowaliśmy bal od pierwszej klasy. To chyba marzenie każdej dziewczyny na świecie. Wyglądać ładnie, jak księżniczka na jedną noc. Początkowo byłam naprawdę zainteresowana całym planem i pójście. Jednak im bliżej było tej imprezy, tym bardziej było to stresujące. Chyba trzy miesiące mi zajęło, aż znalazłam odpowiednią sukienkę. Razem z dziewczynami ustaliśmy, że pójdziemy w pudrowe kolory. Ja postawiłam na pudrowy róż, zawsze stawiałam na jasne kolory. Ciemne wydają się takie smutne, nie pasujące na bal. Jednak kolorowe i kremowe tak. Reszta chyba wybrała inne pasujące kolory, aby nasza paczka do siebie pasowała.
Sukienka jest na ramiączka, cieniutkie. W stylu księżniczki, zawsze o takiej marzyłam. Teraz moje marzenie się spełni. Wyjątkowo wybrałam buty na koturnie. Nie lubię chodzić w szpilkach, dodatkowo mi nie wychodzi chodzenie w szpilkach. Trampki odpadają, tak że to jedyna odpowiednia para butów. Włosy były w koku, a po boku zwisały kosmyki włosów. Matka wynajęła najlepszych fryzjerów i makijażystki, aby wszystko wyglądało idealnie. Dobrze wiedziała, że zależy mi na tym dniu.
Jak to zawsze bywa trzeba z kimś pójść na bal. Dostałam parę propozycji, ale każde odrzuciłam. Dopiero zgodziłam się, jak zaproponował to Noah. Przy nim czuję się naprawdę dobrze, znamy się już tyle lat. Dodatkowo nie miałam chłopaka. Wspólne wyjście przyjaciół na bal… przecież to idealne połączanie. Chyba napisałam mu, jaki kolor mam sukienki, a może nie? Nie jestem pewna. Kiedy tak mnie przygotowali do balu, zaczęłam się trochę stresować. Głównie przez fakt, że nie jestem pewna czy dla mojego towarzysza będę wyglądać odpowiednio. Wstrzymałam powietrze i wstałam z krzesła na dźwięk dzwonka do drzwi. Zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi. Rany tego się nie spodziewałam. Być może dlatego, że wyglądał zupełnie inaczej, nie jak zwykle. Uśmiechnęłam się delikatnie i okręciłam.
— Przesadziłam? Pewnie spodziewałeś się trampek, ale nie tym razem. Bardzo ładny garnitur, ogólnie wyglądasz inaczej — Zwróciłam na to uwagę. Po chwili zauważyłam kremowy bukiecik, rany, jaki śliczny. Musiał spędzić parę godzin i najpewniej objechać całe miasto, aby zdobyć ten idealny. Wyciągnęłam prawą rękę, aby mógł go mi założyć. Idealnie pasował do mojej sukienki, jednak trochę słuchał mojego marudzenia na temat kolorów, które mnie interesują. Delikatnie dotknęłam kwiatka, pocałowałam go w policzek. Zagryzłam dolną wargę, widząc, jak mama schodzi z aparatem.
— Jeszcze sesja zdjęciowa i możemy stąd uciekać. Twoi rodzice też chcą kilka zdjęć? — Zapytałam. Mama pewnie da zdjęcia do albumu, trzyma tam nawet zdjęcia Grace. Ona miała bardziej żywą sukienkę, a ja mam prostą jednak pasującą do mnie. Stanęłam obok komika i ustawiłam nas, do paru zdjęć. Sięgnęłam po sweter oraz torebkę i skierowałam się do auta mojego przyjaciela.
— Czy twoi rodzice chcą nas zobaczyć przed balem? Impreza zaczyna się za jakieś dwadzieścia minut, ale damy radę — Usiadałam na swoim miejscu. Och prawie zapomniałam! Wstałam i poleciałam jeszcze po trampki. Zamachałam nimi i zaśmiałam się głośno, przeczcież w pewnym momencie i tak wrócę do wygodnych par butów. Nawet Grace marudziła, że tak nie wypada. Jednak to mój bal i zawsze mam prawo do zmiany swojego wyboru. Rzuciłam je na tył auta i byłam gotowa do drogi.

Noah Beaumont
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”