ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wyjazd z Toronto był ucieczką; nowym początkiem, którego potrzebował by całkowicie nie utracić siebie. Z dala od apodyktycznego ojca, który siłą próbował narzucić mu ścieżkę, którą Maggio powinien podążyć w przyszłości; z dala od obowiązków, którymi próbowano go przytłoczyć, a które z wolna sprawiały, że chlopak porzucał marzenia o własnej przyszłości. Nie chciał tego w obawie, że kiedy tylko kolejne fragmenty zaczną odpadać i zgubią się niczym rozrzucone puzzle, nie będzie w stanie ich wszystkich odnaleźć sprawiając, że przyszłość, której pragnął nie będzie kompletna. nie chciał na to pozwolić ostatecznie buntując się i uciekając zarówno przed rodzicami, jak i przed zapachem środka dezynfekującego, którym pachniały szpitalne korytarze. Wielu nazwałoby go tchórzem, że ucieka. On widział siebie jako bohatera, który walczył o siebie.
Pierwsze tygodnie nie były łatwe - bo chociaż język z pozoru podobny, tak różnił się znacznie bardziej, niż Winters podejrzewał. Dodatkowo istniało sporo różnic kulturowych, jak również podejście do życia, które w wykonaniu Szkotów było raczej luźne i lekkie. Ach, właśnie takiego potrzebował, by oczyścić umysł. Liczył, że któregoś dnia zaabsorbuje to na tyle, by móc powiedzieć, że w końcu jest w pełni szczęśliwy i spokojny na duchu, wiedząc, że robi wszystko, by urzeczywistnić własne marzenia.
Pierwszym etapem do ich zrealizowania było ukończenia uniwersytetu w Glasgow, na który się dostał. Oczarował go już na wstępie, ledwie przekroczył jego próg. Wyglądał niczym Hogwart, mając w sobie równie sporo magii. Jak miałby to porzucić na rzecz akademii wojskowej? Nie widział się w roli żołnierza, stawiając na rozwój intelektualny. Chciał być naukowcem, co jego zdaniem idealnie komponowało z poezją, którą tak wielbił!
Uśmiechnął się, wciągając powietrze, które pachniało kolorowymi liśćmi opadającymi z drzew oraz deszczem, który jeszcze nie spadł. Zbliżała się jesień - ulubiona pora roku Maggio. Miała w sobie tyle piękna, tyle ponadprzeciętnego uroku, który aż prosił się o wysławianie w kolejnych linijkach wierszy układających się w głowie studenta. Gdyby o niego chodziło takie dni mogłyby trwać cały rok!
Przymknął oczy po raz kolejny pozwalając, by jego nozdrza wypełniły się upragnionym zapachem. Tylko ten nagle gdzieś zniknął, zastąpiony nowością, która przeniosła chłopaka w wyobraźni zupełnie gdzie indziej. Rozkoszował się zapachem świeżych pomarańczy pieszczonych ciepłym słońcem oraz zapachem słodkich róż, które rozpalały zmysły. Miał wrażenie, że przez jedną sekundę został zamknięty w ogrodzie, który pachniał latem.
Otworzył oczy i zdążył jedynie dostrzec złociste pukle włosów mieniące się w popołudniowym świetle, które minęły go bez słowa. Czy ich właścicielka wiedziała, jak wiele w nim poruszyła? Nie powinna, ale niestety Maggio był na to podatny bardziej, niż inni. Dostrzegał piękno w zapachach, w kolorach i wszystkim, co tylko pobudzało jego artystyczną duszę.
Chciał krzyknąć, chciał ją zatrzymać, ale głos uwiązł mu w gardle. To byłoby niestosowne, tak atakować biedną niewiastę. Już miał odejść, kiedy zobaczył, że torba, którą trzymała na ramieniu, zerwała się, rozsypując jej rzeczy na około. Los jednak mu sprzyjał, o niebiosa wspaniałe!
Podszedł do niej bez zastanowienia, schylając się po ciemnoniebieski zeszyt w kwieciste wzory. Wyciągnął go w stronę właścicielki i zdał sobie sprawę, że teraz pozostało najtrudniejsze - rozmowa. Co powiedzieć, by nie wyjść na prostaka? Takich było na około zbyt wielu.
-Proszę - uśmiechnął się do niej, zerkając na zeszyt. - Szkoda byłoby, gdyby ktoś obcy przeczytał coś, co powinno należeć tylko do ciebie - dodał, nie mając nawet pewności, co takiego się tam znajdowało. Nawet, jeśli były to zaledwie notatki z wykładów, nadal należały do niej, pisane jej ręką.

Autumn Ashford
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
26 y/o
For good luck!
173 cm
weterynarz w Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tegoroczna jesień dawała jej chociażby gram nadziei, że może tym razem będzie lepiej. Chociaż na kilka godzin dziennie oddalała się od rodzinnego Edynburga i jeździła do Glasgow na zajęcia — na uniwersytet, który był wielki i piękny niczym Hogwart. To było naprawdę trafne określenie, a Autumn, jako naczelna fanka jesieni i całej jej otoczki, uwielbiała również Harry’ego Pottera. Wiedziała, że dostanie się na uczelnię to nie były przelewki, musiała mocno spiąć się, żeby nie robić sobie zaległości i brnąć ku temu, aby zostać najlepszą panią weterynarz. Chciała pomagać, chociaż niesienie ratunku dla ludzi było dla niej zbyt dużym bagażem, zwłaszcza emocjonalnym. Ilość strat, ilość smutnych rodzin, pokrzywdzonych przez dzieci los… to było dla niej za wiele, choć nie do końca przemyślała fakt, że bycie weterynarzem wiązało się z ostatnim pożegnaniem na szpitalnym stole, łzami właścicieli i smutnymi oczami, które z miłością zamykały się po raz ostatni.

Na razie nie analizowała tego, co spotka ją za jakiś czas. Brała pod uwagę rzeczywistość, a póki co była spóźniona — pociąg opóźnił się o kilka minut, a to wystarczyło, aby Ashford musiała lecieć łeb na szyję omijając wielki gmach budynku i przecinając zaraz drogę przez plac zamkowy, który niektórzy czule nazywany spacerniakiem. Nie zwracała uwagi na ludzi, jedynie starała się wszystkich zgrabnie wyminąć i nie wpaść na nikogo. Nie przejmowała się tym, że jej letnio-jesienne perfumy wpadały w nozdrza mijanych ludzi, powodując, że jeden chłopak oglądał się za nią, jak leciała chodnikiem w kierunku wejścia szkoły. Nie zwróciła też uwagi na to, że wcześniejsze zahaczenie płócienną torbą o klamkę sprawiło, że ramiączko lekko wydarło się od pozostałej części materiału, po chwili powodując całkowitą odmowę w jego użyteczności. Nie zdążyła złapać lecących zeszytów ani książek; w duchu jedynie dziękowała, że dziś nie było typowej jesiennej pogody i deszcz nie odwiedził mieszkańców Wysp Brytyjskich. Inaczej byłaby skazana na porażkę albo przynajmniej na umorusanie ulubionego notatnika w błotnistej kałuży.

Nie oczekiwała pomocy — ludzka znieczulica była dla niej czymś normalnym, tym bardziej jeśli o tej godzinie nie tylko ona była jedyną, śpieszącą się osobą. Zbierała rozsypane długopisy i markery, z większym opanowaniem niż by się spodziewała, aż nagle podszedł do niej chłopak, podnosząc leżący kawałek dalej notatnik w niebieskie kwiaty. Uniosła spojrzenie na niego, swoimi ciemnymi tęczówkami trafiając na cudownie niebieskie oczy, które wpatrywały się w nią z uwagą i niesamowitym spokojem. — Dziękuję — odpowiedziała, gdy po lekkim oniemieniu, odzyskała nareszcie język w buzi. Przejęła od niego zeszyt, wrzucając go do torby i zaraz podniosła całą szmaciankę, trzymając ją obydwoma rękoma, praktycznie przytulając ją do swojego torsu. Chłopak nie brzmiał, jakby był stąd. Brakowało mu typowego akcentu, co od razu zaciekawiło Autumn. Lubiła poznawać ludzi, zwłaszcza tych niosących ze sobą ciekawą historię, a on wydawał się, jakby miał do opowiedzenia niejedną ciekawostkę. — Na szczęście niewiele jest tam zapisane. Może jedynie na marginesach jakieś pierdoły — rzuciła, wzruszając lekko ramionami. Co mógłby wyczytać? Może jedynie liczenie, ile razy pani Whitmore wplatywała w zdania ken bądź like. I to nie tak, że nie była pilną uczennicą! Właśnie przez to, że słuchała uważnie, wszystkie powtórzenia mocno rzucały jej się w uszy.

Nagle całkowicie zapomniała, że w zasadzie to spieszyła się na zajęcia. Czy ktoś ją ściga? Woła? Goni? Nie. Stała, wpatrując się w nieznajomego i będąc oczarowana jego oczami, dopóki nie dotarło do niej, że z pewnością w jego oczach wyglądała na kompletnie dziwną, po prostu stojąc i przyglądając mu się. — Dziękuję bardzo za pomoc, to mój ulubiony notatnik chociaż od kompletnie nie ulubionego przedmiotu — zaśmiała się cicho. — Idziesz w jakimś kierunku na zajęcia? — zapytała, korzystając z okazji nawiązania pierwszego kontaktu z nieznajomym. Wcale nie miała ochoty odchodzić od niego, chociaż… czy nie prościej byłoby po prostu wymienić się numerami telefonu?

Maggio Winters
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Chociaż Maggio od dawna wiedział, że jego dusza jest znacznie bardziej romantyczna od duszy innych osób, tak nie był w tym osobą przesadnie kochliwą. Nie przepadał bezgranicznie dla pierwszej osoby, która posłała w jego stronę zalotne spojrzenie. Nie leciał za dziewczyną, której twarz przywiodła mu na myśl postać z romantycznej powieści, które lubił czytać, ku uciesze żartownisiów w szkole. Umiał poskromić swoje fantazje, jak również uczucia, które chociaż rwały się ku wolności, zostawały pod jego kontrolą. Istniała szansa, że do tej pory nie trafił na kogoś, kto potrafiłby zniewolić go w ciągu sekund pomimo kilku randek, które przewinęły się przez jego życie. Były miłymi epizodami, którym daleko było do szerszych rozdziałów. Ot, krótkimi historiami, które były wstępem do czegoś większego.
A jednak teraz zdawało się, że blondwłosa dziewczyna z niewinnym uśmiechem miała w sobie coś, czego szukał od tak dawna. Serce wykonało bliżej nieokreślony ruch gdy młoda kobieta uniosła głowę spoglądając na niego, a w głowie Maggio pojawiło się zasadnicze pytanie - czy tak wygląda zauroczenie od pierwszego spojrzenia?
Czuł, że wpatruje się w jej orzechowo brązowe oczy dłużej, niż powinien. W głowie już pojawiły się dziesiątki określeń, którymi mógłby opisać błyszczące iskierki, które figlarnie wędrowały po tęczówkach dziewczyny sprawiając, że wzrokiem potrafiła zahipnotyzować niejedną osobę. A może to tylko jego odczucie? Nie miał czasu by rozejrzeć się w poszukiwaniu innych ofiar, które przepadłyby dla tego bursztynu przysłoniętego cieniem nadchodzącej jesieni. Z tym kojarzyły mu się jej oczy - były ciepłe, chociaż figlarne i nieprzewidywalne. Pasowały do niej, kontrastując z jasną cerą.
Cisza, która na chwilę zapadła pomiędzy nimi nie była krępująca, bardziej elektryzująca i obiecująca, chociaż nie był pewien jaka obietnica mogłaby zostać teraz złożona. Po raz kolejny za bardzo dawał się ponosić, we wszystkim dostrzegając romantyzm niczym w filmach, które tak maniakalnie puszczano w kinach.
-Pierdoły na marginesach są zawsze najbardziej osobiste. Tym bardziej powinnaś pilnować, by nikt nie dorwał twoich zapisów do momentu, aż nie będziesz chciała opisać siebie - stwierdził, nieprzerwanie lekko się uśmiechając. Czuł skrępowanie, które czuło się zawsze gdy przebywało się w towarzystwie osoby, którą uważało się za fascynującą, a która intensywnie się w nas wpatrywała. Jak ona w niego. - Ludzie mają tę obrzydliwą tendencję do wykorzystywania wszystkiego przeciwko sobie - dodał, bo jej obecność zasługiwała na słowa. Zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a póki co tylko to miał do zaoferowania. Mógł użyczyć jej własnego towarzystwa lub właśnie rozmowy, której o dziwo chciał, poznając jej głos.
-Jaki to haniebny przedmiot został dopasowany do tego notatnika, jeśli mogę wiedzieć? - zainteresował się, chcąc rozmawiać. Czuł w środku dziwną lekkość pomieszaną z niepewnością. Bo to, że on chciał nie znaczyło, że dziewczyna odczuwała podobnie. - Do głównego budynku, niedługo powinienem zacząć wykład. Nadal trochę się tu gubię. A ty? Chętnie cię odprowadzę - zaproponował, chociaż bardziej adekwatne byłoby poinformował. - Weź moją. Nie możesz tak chodzi z rozwaloną - powiedział i wypakował niewielką ilość przedmiotów, podając dziewczynie opróżnioną torbę. - Nie przyjmuję odmowy, tak robią dżentelmeni dwudziestego pierwszego wieku - zaśmiał się cicho.

Autumn Ashford
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”