47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Córka była jedynym powodem do dumy, który miał w swoim życiu. Zrobił w nim wiele naprawdę okropnych rzeczy i nie sądził, że ta karma jest wyrównana, ale gdyby miał położyć swoje serce na szali Anubisa to właśnie Mel byłaby dla niego jedyną przeciwwagą. Niestety jego radość zawsze była tłumiona przez jego przeszłość. Kochał ją nad życie i zrobiłby dla niej wszystko. Poniekąd zrobił. Zniknięcie z jej życia było najlepszym, co mógł dla niej zrobić. Gdyby pozostał zawsze byłaby w niebezpieczeństwie. Jego praca, nawet jeśli ją już porzucił, mogła zawsze wrócić za nim do domu, a na to nie mógł pozwolić. Przez wiele lat nienawidziła go za to. Dopiero rok czy dwa temu udało im się odbyć kilka rozmów, które nieco polepszyły ich stosunki. Niemniej widywali się raz czy dwa razy do roku. Musiał trzymać ją na dystans. Jego obecność była zbyt niebezpieczna.
Dzisiaj może sam sobie zaprzeczył. Jego obecność prawdopodobnie uratowała jej dzisiaj życie. Nie wątpił, że potrafiła o siebie zadbać. W normalnych warunkach pewnie by sobie poradziła. Intruz nie był najwyższych lotów jeśli nawet Magnus na emeryturze wyszedł z tej walki bez większego szwanku. Dzisiaj jednak była ranna, osłabiona. Jej szanse były znikome.
Doskonale rozumiał dualizm ich sytuacji. Wiedział, jak mogła się czuć w jego towarzystwie. Był dla niej zagrożeniem. Widziała już do czego był zdolny. Nawet jeśli oboje nie mieli swoich broni miał przewagę wagi, wzrostu i również doświadczenia. Do tego ciężko zaufać mordercy. Jest to właściwie niemożliwe. Ktoś, kto zabija nie ma żadnych skrupułów. On zdecydowanie zbyt wielu nie miał. Jego kodeks był bardzo elastyczny.
Wiedział jakie mogą nią szarpać emocje. W swojej karierze miał jeden epizod z inną kobietą w ich fachu. Też ze sobą sypiali, czasami nawet spędzali czas. Przez cały ten czas jednak go zwodziła. Próbowała się do niego zbliżyć ponieważ miała na niego kontrakt. Nie miała szans w bezpośrednim starciu, ale będąc wystarczająco blisko... Dostała swoją szansę, a on nosił po niej pamiątkę na swojej skórze po dziś dzień.
Jaką miał gwarancję, że Sierra nie robi tego samego? Żadnej. A jednak... Miała ku temu wiele okazji. Nie zrobiła tego. Gdy ostatnim razem się żegnali to nie był tylko seks. Kiedy zabrakło jej w jego łóżku naprawdę za nią zatęsknił. Nawet kilka razy do niej napisał, czego zazwyczaj nie robił. Zaczęła obracać jego głowę. Zaprzątać jego myśli.
Mógł wyjść w każdym momencie. Został. Chciał się nią zaopiekować. Posprzątać jej dom i warować pod jej sypialnią jak lojalny pies stróż. Nie potrafił jej tak po prostu zostawić z tym wszystkim. Coś ich łączyło. Nawet jeśli był to już tylko czas przeszły. Był jej to winien za cały ten czas, który ze sobą spędzili.
Zauważył jak walczyła ze sobą by przełamać dzielącą ich barierę, lecz ona była silniejsza. Postąpiła słusznie. Jest niebezpieczny i kroczy za nim śmierć. To nie mogło skończyć się dobrze.
Odprowadził ją wzrokiem do korytarza. Nie obawiał się, że ktoś więcej na nią czyha. Nie teraz. Gdy zniknęła już w swojej sypialni zrobił obchód po całej posiadłości. Zabrał swoją własną broń z samochodu oraz bukiet kwiatów, który miał dla niej przygotowany, a nie zdążył go wcześniej wnieść. Znalazł wazon, zalał go wodą i włożył tam bukiet zostawiając go na stole w jadalni.
Nie zamierzając iść dzisiaj spać wziął się za przygotowanie dla niej tej kolacji, po którą właściwie tutaj przyszedł. Znał ją na tyle by wiedzieć, że pewnie zamówiłaby sobie coś średnio pożywnego, a biorąc pod uwagę jej stan przyda jej się coś z dużą ilością białka. Na szczęście większość zakupów przeżyła. Miał cały czas, którego potrzebował więc przygotował jej dziczyznę duszoną z warzywami na bulionie i winie. Danie, które do perfekcji opanowała jego mama. I takie, które łatwo można było odgrzać. Wierzył, że będzie jej smakować.
Resztę nocy spędził warując przy jej łóżku. Robił obchody po domu w różnych odstępach czasowych, lecz resztę nocy spędził w jej sypialni, lecz z daleka od jej łóżka. Widział jej obrażenia, wiedział, że mogła dostać krwawienia wewnętrznego. Wolał się upewnić, że to się nie zdarzy.
Zazwyczaj to ona budziła się pierwsza i uciekała z jego łóżka. Tym razem to on miał okazję popatrzeć jak śpi. Pomimo swoich ran wyglądała tak młodo, spokojnie. Nie posądziłby jej o taki wybór kariery, ale cóż... Można to było powiedzieć po ich obojgu.
Nie chciał jej budzić nawet gdy wstało słońce. Czekał aż sama się obudzi. Poznał już to jak oddycha, kiedy śpi. Wiedział więc kiedy zaczynała się budzić. Nie mówił niczego, nie chciał jej przestraszyć. Siedział oparty o framugę czekając aż otworzy oczy.
- Jak się czujesz? - zapytał gdy zaczęła już mrugać.
Sam zdecydowanie wyglądał na nieco zmęczonego. Dawno już nie zarywał nocek, tym bardziej w taki sposób. Na szczęście wszystko w jej domu wyglądało już jak nowe. Po wczorajszej bójce nie było ani śladu. Sam tego dopilnował patrząc sprzątającym na ręce kiedy gotował.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Świat wracał do niej powoli. Najpierw były dźwięki — ciche i przytłumione, trochę jak przez grubą warstwę materiału. Później świadomość własnego ciała i jego ciężaru, który zdawał się być większy, niż powinien.
Tabletki przeciwbólowe już nie działały, a zmęczenie regenerującego się ciała pulsowało pod skórą. Znajome, poranne wyczerpanie, które nie miało nic wspólnego z brakiem snu, a raczej ze stresem i zbyt długim trzymaniem wszystkiego w ryzach.
Otworzyła oczy powoli, sprawdzając, czy świat, jaki zostawiła wczorajszego dnia, nadal istnieje. Przez chwilę wpatrywała się w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą i próbowała wyjść ze snu do jawy.
Przesunęła się na bok i zobaczyła go od razu. Mimowolnie posłała mu leniwy uśmiech i nie drgnęła. Nie poderwała się i nie sięgnęła po broń czy nóż schowany w łóżku między ramą a materacem.
Przyjrzała mu się. Siedział spokojnie, ale widziała zmęczenie w drobnych szczegółach — delikatnie spięta szczęka, zmęczone spojrzenie, sposób, w jaki oddychał.
Zajęło jej sekundę, żeby to poukładać. Zrobił to, co obiecał. Nie była tym zaskoczona. Został z nią przez cały ten czas i czuwał. Wywołało to w niej emocjonalne drgnięcie, któremu pozwoliła zaistnieć.
Jak ktoś, kto przegrał bójkę z ciężarówką – odpowiedziała, a jej głos był zachrypnięty od snu i odwodnienia.
Zachciało jej się szybszego załatwienia roboty, to ma, co chciała. Jakby zrobiła to, co zawsze, i doprowadziła go do tego, że sam zdecydowałby się na samobójstwo, to byłoby łatwiej. Ale trafił jej się człowiek bez kompasu moralnego i sumienia, więc nie obeszło się bez skutków ubocznych.
Powoli podniosła się na łokciach i kiedy zaczęła to robić, już wiedziała, że to był błąd. Od razu odezwał się ból — tępy, po lewej stronie żeber. Ciało miało swoje granice, nawet jej ciało. Wstrzymała oddech i przeczekała falę dyskomfortu, siadając powoli, żeby oprzeć się plecami o wezgłowie.
Dzięki za czuwanie. Działo się coś jeszcze? – zapytała, spoglądając na niego.
Przez moment patrzyli sobie w oczy, ale Sierra pierwsza odwróciła wzrok.
Zastanawiała się, czy najpierw iść pod prysznic, czy coś zjeść. Poranny jogging raczej odpadał, a oczyszczenie głowy w ten sposób teraz bardzo by jej się przydało. Postanowiła upewnić się najpierw w innej kwestii.
Znalazłeś coś przy nim? – zapytała, przechodząc od razu do rzeczy. Jej ton był spokojny, rzeczowy. – Dokumenty, telefon… cokolwiek, co mogłoby powiedzieć, kim był?
Teraz bardziej czuła zagrożenie z zewnątrz niż od strony Magnusa. W tej walce wolała mieć w nim sojusznika niż kolejny problem, który by ją ścigał.
Ktoś wystawił na mnie zlecenie? – zapytała, przekonana, że i on zechciał to sprawdzić albo chodziło mu to po głowie.
Jeżeli zlecenia nie było, to przychodziła jej tylko jedna opcja — że upomina się o nią ukochana República de Colombia. Może była nieostrożna i dała się odkryć. Spodziewała się wszystkiego.
Magnus… – zaczęła, spoglądając na niego pewniej. – Musisz uwierzyć mi na słowo, bo prawdopodobnie masz w głowie teraz to, co ja. Czujesz zagrożenie wymieszane z tym wszystkim, co jest… było… między nami. - Nie chciała już zaprzeczać istnieniu tego co ich łączyło.
Spojrzała na swoje dłonie, uświadamiając sobie, że chciałaby go dotknąć. Dodała po chwili, starając się przekazać spojrzeniem, że naprawdę ma czyste intencje:
Nie przyjmę na ciebie zlecenia. Twoja córka i żona też są bezpieczne. Naprawdę poznałam cię wtedy przypadkiem. Chciałam każdego spotkania z tobą, każdego seksu czy bliskości i każdej nocy przesypianej obok ciebie. Nie ma to nic wspólnego z tym co robię.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuwanie nad nią przez całą noc powinno dać mu sporo czasu do przemyśleń. Poniekąd tak było. Tylko zamiast tego starał się po prostu być czymś zajęty. Czy to sprzątaniem jej domu, gotowania jej obiadu na następny dzień... Nie chciał do końca myśleć o tym, co łączyło ich wcześniej, ani tym bardziej czy łączy ich nadal. Nie mógł sobie pozwolić na okazywanie przy niej słabości. Zdradził jej już jeden ze swoich największych sekretów. To, że miał, a raczej ma rodzinę. Tę część swojego świata starał się zawsze trzymać bardzo daleko od swojego zawodu. Właśnie sprowadzał na nie ryzyko, niebezpieczeństwo. Jego instynkt oraz doświadczenie mówiło jedno - zabij ją. Napraw swój błąd. Zlikwiduj ryzyko. Jak miał jej ufać? Doskonale znał ich świat. Tu nie było miejsca na uczucia, słabości, a nawet przyjaźnie. Zawsze byli dla siebie zagrożeniem.
Z drugiej jednak strony czas, który spędzili razem sprawiał, że wyznał jej swoją tajemnicę. Pozwolił nieco się do siebie zbliżyć. Nawiązał z nią pewną nić zaufania. To, że go nie zabiła wskazywało na to, że chociaż miała ku temu okazję, potrafiła się powstrzymać. Co nie znaczyło jednak, że gdyby dostała takie zlecenie nie podjęłaby się tego wyzwania. Cała ta sytuacja była poniekąd nieprzyjemnym deja vu z którym musiał się mierzyć przez resztę nocy.
Niemniej czuwał nad nią całą noc. Zadbał by była bezpieczna. Był jej winny chociaż tyle za cały czas, który bardzo przyjemnie spędzili razem. Nie potrafił ani jej zabić ani tak po prostu odpuścić. Nie chciał pozwolić jej skrzywdzić. Był w pełni świadom, że potrafiła o siebie zadbać, lecz dzisiaj... Była po prostu dziewczyną. Nie zabójcą. Przynajmniej tak długo jak spała.
Odwzajemnił jej uśmiech, lecz był to zmęczony i niepewny uśmiech. Na pewno nie patrzył na nią teraz jak na potencjalne zagrożenie. W jego tęczówkach było jeszcze trochę życia. Na ten moment schował swoją dawną osobowość do odmętu swojej świadomości, w której trzymał ją cały ten czas.
- Jeśli jesteś w stanie wygrać bójkę z ciężarówką... Czapki z głów. Mnie się nigdy nie udało. - posłał jej nieco rozbawiony uśmiech próbując na swój sposób zmniejszyć nieco dystans między nimi.
- Nie, nie wysłali nikogo innego. A przynajmniej takiego nie zauważyłem. - pokręcił lekko głową opierając głowę o framugę i obracając twarz w jej stronę.
Widział, że czeka ją dość ciężki poranek. Te obrażenia bolą o wiele bardziej kolejnego dnia. Dzisiaj będzie ten gorszy.
- Myślisz, że wziąłby to ze sobą na robotę? - zapytał jakby to było oczywiste, dla niego było - Później przejdę po okolicy. Zapamiętałem wszystkie samochody. Takie przyzwyczajenie. Będę wiedział, który stoi tam za długo. - stękając powoli wstał - To Azjata. Po tym jak walczył wnioskuję, że służby specjalne Korei bądź Japonii. Nie potrafią ukryć tego, że uczyli się judo, aikido i całej reszty. Nie miał tatuaży. Nie mógł być za drogi skoro wyszedłem bez większego szwanku. Może ktoś nowy. - wzruszył ramionami na razie nie zmniejszając między nimi dystansu.
Na jej pytanie po prostu pokręcił głową.
- To nie tak się odbywa. Wystawienie otwartego zlecenia jest ostatecznością. Kiedy ktoś naprawdę zaszedł Ci za skórę i chcesz urządzić krwawe polowanie. - odpowiedział nieco jak jej mentor, nie dało się przecież ukryć, że miał nad nią dekady doświadczenia w tym biznesie - Zazwyczaj znajduje się narzędzie i płaci za robotę. Robi się to po cichu. Też dlatego, że gdyby wystawili zlecenie dowiedziałabyś się o tym. Byłabyś czujna i zaczęła szukać zleceniodawcy. Tak, mają element zaskoczenia. - wyjaśnił dość rzeczowo bez większych emocji.
To pewnie pierwszy raz, kiedy ktoś targnął się na jej życie w ten sposób. Ten jest najgorszy, później robi się coraz łatwiej.
Patrzył na nią bardzo uważnie, kiedy wspomniała o jego córce i żonie. Zmarszczył nieco brwi przez chwilę po prostu się jej przyglądając. Próbując ocenić jej intencję, lecz prawda była taka, że mogłaby go oszukać. Była w stanie. Oboje się oszukiwali. W tej i wielu innych kwestiach. W końcu po prostu ciężko westchnął i podszedł bliżej jej łóżka.
- To jest pewnie ten moment, kiedy Ci grożę, ale jestem już trochę zmęczony. - spojrzał jej w oczy łapiąc ją za brodę i sprawiając, że też na niego spojrzy - Dla Mel zrobię wszystko. Nie ważne jak mi się podobasz, jak wiele mogłoby nas łączyć... Ona zawsze będzie najważniejsza. Więc nigdy nie każ mi wybierać. - musiał postawić sprawę jasno, to nawet nie miała być groźba, po prostu pokazanie gdzie jest granica, ta której nie pozwoli nikomu przekroczyć.
- Wierzę, że tak było, ale czy mogę Ci zaufać..? - jego tęczówki straciły nieco blasku - Już kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Ślady po niej noszę do dziś. Też raczej nie możesz powiedzieć, że masz do mnie pełne zaufanie. Byłem zabójcą, ale nadal jestem niebezpieczny. Po mojej stronie jest o tyle prościej, że jestem na emeryturze. Jeśli nie będziesz zagrożeniem dla mnie, ja nie będę zagrożeniem dla Ciebie. - w tym raczej mogła mu zaufać.
Pokazywały to nie tylko jego słowa, ale również czyny.
- Poleż sobie jeszcze chwilę. Pójdę zrobić śniadanie. Tylko nie oczekuj niczego wystawnego. - uśmiechnął się, nawet jeśli nie do końca sięgał on jego oczu i zmierzwił jej włosy muskając jeszcze jej policzek wierzchem dłoni zanim skierował się w stronę jej naprawionej kuchni przygotowując bekon, jajecznicę, tosty plus pomidorki z patelni. Miał nadzieję, że będzie miała apetyt.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Magnus był problemem.
Nie takim, który rozwiązuje się kulą, nożem albo zniknięciem z mapy. Był problemem znacznie gorszego gatunku, bo nie dało się go zamknąć w prostych kategoriach celu, zagrożenia lub narzędzia.
Patrzyła na niego i widziała wszystko naraz. Mężczyznę, który bez wahania potrafi wbić nóż w serce, i człowieka, który spędził przy niej całą noc, pilnując, żeby była bezpieczna. Był kimś, kto mógłby zabić ją szybciej, niż ona zdążyłaby sięgnąć po broń, i jednocześnie kimś, przy kim potrafiła zasnąć głęboko i bez czujności.
Chciała go w swoim życiu. To była najprostsza i najbardziej niewygodna prawda.
Uwielbiała sposób, w jaki na nią patrzył, kiedy wiedziała, że nie musi przy nim zakładać maski. Potrafił być obok i wiedzieć, kiedy nie zadawać pytań, a kiedy wchodzić głębiej. Przy nim nie musiała być cały czas napięta jak struna — przynajmniej wcześniej.
Chciała go i dobrze wiedziała, że nie może. Nawet jeżeli on poradziłby sobie z gównem, które mogła za sobą przyciągnąć, to jego córka nie. Tak samo jak była żona.
Sierra nie miała w zwyczaju zostawiać za sobą ofiar ubocznych.
Gdyby przez nią coś stało się dziewczynie, która w jej wyobraźni miała jego oczy, nie potrafiłaby z tym żyć. Dlatego wybrała samotność. Nie miała przyjaciół, ludzi — nikogo, kto mógłby zostać użyty przeciwko niej.
Patrząc na Magnusa, wiedziała, że powinna zrobić z nim dokładnie to samo. Odciąć go i pozwolić mu odejść, nim będzie za późno.
Egoistycznie nie potrafiła jednak tego zakończyć.
Nauczę cię, czołgi są gorsze od ciężarówek – sama się zaśmiała, czując, jak przez jej żebra przechodzi fala bólu.
Masz więcej doświadczenia niż ja i jeszcze nie trafiłeś na żadnego matoła, który był cwaniakiem, sądzącym, że skoro jestem kobietą, to poradzi sobie ze mną bez najmniejszego problemu? Przepraszam, Magnus, ale męskie ego jest dla waszej płci największą zgubą.
Wzruszyła delikatnie ramionami, wiedząc, że jaśniej nie musi mu przedstawiać swoich przemyśleń. Niektórzy zachowywali się, jakby wybierali się na ustawkę po meczu lub barową bójkę, a mieli więcej doświadczenia niż ona.
Zmarszczyła brwi, słysząc o służbach specjalnych, i próbowała rozbudzić w głowie jakieś skojarzenia, ale nic z tego. Zero powiązań z nią, które przyszłyby jej na myśl.
Zaśmiała się, opierając głowę o ścianę, i przez moment patrzyła w sufit.
Brzmimy jak bohaterowie Johna Wicka, moje życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Prychnęła, bo nie sądziła, że kiedykolwiek będzie tu, gdzie jest. Czasami nie miała pojęcia, jak to się stało.
Nie każę ci wybierać. Są granice, których się nie dotyka… nawet w naszym świecie.
Sama na jego miejscu zawsze wybrałaby własne dziecko, nie musiał jej się tłumaczyć z tego wyboru.
Nie powinniśmy sobie ufać. To najrozsądniejsza opcja. Ale wiesz co? Wczoraj widziałam cię w najgorszej możliwej wersji… a mimo to nadal tu jestem. I ty też jesteś. Więc może to nie jest kwestia zaufania, tylko wyboru. I może… na razie wystarczy, że oboje wybieramy, żeby nie zrobić sobie krzywdy. - Patrzyła mu w oczy, mówiąc to. Wierzyła w to, na pewno w tym momencie. Chociaż jeszcze wczoraj nie była tego taka pewna. Może ta naiwność będzie jej zgubą. Trudno — chciała zaryzykować.
Zamruczała cicho w odpowiedzi na śniadanie, delikatnie kiwając głową. Jego dłoń przesunęła się po jej włosach i policzku… i nic. Żadnego spięcia. Żadnego odruchowego cofnięcia. Ciało nie zareagowało tak, jak jeszcze wczoraj. Była zaskoczona własną reakcją, ale posłała mu tylko ciągle zaspany uśmiech i zamknęła na moment oczy, kiedy wyszedł z sypialni.
Została jeszcze chwilę w łóżku, dając ciału jeszcze chwilę regeneracji, ale nie przedłużała tego momentu. Podniosła się w końcu i ignorowała tępy ból pod żebrami, by zaraz ruszyć prosto do łazienki.
Prysznic był szybki. Letnia woda, minimum ruchów, żadnego przeciągania. Mechanicznie. Jak wszystko, co robiła, kiedy była zmęczona.
Sięgnęła po tabletki, połknęła jedną bez zastanowienia i przez sekundę oparła dłonie o umywalkę, patrząc w lustro. Trzeba było się zebrać do kupy.
Wróciła do sypialni, wciągnęła na siebie jeansy i koszulę — standardowy, ulubiony zestaw. Materiał ułożył się znajomo na skórze.
Do kuchni weszła cicho i na bosaka. Zatrzymała się, nim weszła głębiej do pomieszczenia. Magnus stał przy blacie, skupiony na czymś banalnym — jedzeniu.
Jego ruchy były spokojne, kontrolowane. Każdy gest miał sens, żadnego chaosu. Nawet tutaj nie było w nim przypadku. Jebana maszyna.
Pozwoliła sobie na to, żeby przez dłuższą chwilę obserwować go bez słowa. Praca ramion i pleców, napinające się mięśnie, pewne ruchy dłoni, które nie raz lądowały na jej ciele. Dlaczego on w jej kuchni był takim normalnym, wręcz naturalnym widokiem?
Zagryzła dolną wargę, walcząc z myślami, a kiedy przyłapał ją na gapieniu się, uniosła tylko dłonie w geście poddania i zgarnęła jedzenie i widelec, siadając przy wyspie.
Pokiwała głową z uznaniem, bo nigdy wcześniej nie jadła niczego, co mógł jej ugotować. Ona spieprzyłaby nawet jajecznicę.
A potem, zupełnie bez zapowiedzi, spojrzała na niego i zapytała z rozbawieniem:
Zawsze jesteś taki idealny rano… czy to wersja demo?
Jakby to było najważniejsze pytanie tego poranka. Jakby jeszcze kilka godzin wcześniej nie trzymał w dłoni noża, a ona broni.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Według swoich własnych zasad nie powinien tu dzisiaj zostawać. Ba, nie powinno go tu nawet być poprzedniego wieczoru. Przecież już raz przekonał się o tym, że związki w jego świecie po prostu nie działają. Nie mógł zadziałać dla jego rodziny. Nie zadziałał też z inną zabójczynią, dzięki której nosił na swoich plecach tę okropną bliznę. W tym fachu nie można było być z nikim blisko, nawet jeśli przeszło się już na emeryturę. To nie jest praca z której po prostu się odchodzi. Rzuca wypowiedzenie i do widzenia. Za dużo wiedział. Zabił zbyt wiele osób. To, że nie przyjmował zleceń nie znaczyło, że ktoś nie przyjmie zlecenia na niego.
Wiedział to wszystko. Nie tylko w teorii, lecz również z doświadczenia. A jednak przyszedł zrobić dla niej kolację. Posprzątał po nieudanym zamachu na jej życie. To mógł zrzucić na posiadanie pewnych manier w tym fachu. Starej szkoły. Jednak czuwanie przy niej przez resztę nocy? Tego nie było już w żadnych najstarszych księgach savoir vivre zabójców. Zrobił to bo zaczynało mu zależeć. Bo nie chciał by stała jej się krzywda. Bo nikt nie obroniłby jej tak jak on.
Może nawet uwierzyłby, że ma to jakiekolwiek znaczenie. Że w tym wypadku mogło być inaczej, ale widział jak na niego patrzyła gdy mordował tamtego mężczyznę. To jak reagowała później na jego dotyk. Nie będzie mu w stanie zaufać. Słusznie, nie powinna. W tym fachu nie można ufać nikomu.
- Ego, ego i kobiety moja droga. - przyznał jej rację z lekkim uśmiechem, który zdecydowanie nie sięgał w tym momencie jego tęczówek.
Sam był już zgubiony przez obie te rzeczy. To, że nadal oddychał było po prostu szczęściem. To czasami też w życiu trzeba było mieć. Wiedział, że Sierra potrafi o siebie zadbać. Widział jak szybko sięgnęła po broń pomimo zmęczenia organizmu. Jest niebezpieczna. Przez to co potrafi, to jak wygląda. Może być najlepszą zabójczynią, jaką zobaczy w swoim życiu. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Jednak w stanie, w którym była dzisiaj była wręcz bezbronna. Zwłaszcza, kiedy zasnęła. Nie zamierzał myśleć, że to jego czuwanie było tego powodem.
- Czego? - zapytał wyraźnie skonfundowany nie kojarząc żadnej książki o takim tytule.
Przytaknął jedynie porozumiewawczo na jej następne słowa. Dobrze, że w kwestii jego rodziny rozumieli się bez słów. Naprawdę nie chciałby zrobić jej krzywdy. Nie chciał z nią walczyć. Ani wyciągać swojej dawnej osobowości na wierzch.
- Myślisz, że to była moja najgorsza wersja? - pokręcił jedynie głową spoglądając na nią dość chłodno - Są o wiele gorsze. Większość historii o mnie jest prawdziwa, a te które nie są... Są mocno okrojone. - kiedyś byłaby to przechwałka, jednak dzisiaj, w tym momencie była to mieszanka żalu i rozczarowania - Nie musisz się niczego obawiać z mojej strony. - zapewnił ją jeszcze spoglądając jej w oczy.
Zauważył, że dzisiaj już nie reagowała odrzuceniem na jego dotyk, jednak nie zamierzał się w to wczytywać. To mogło się zmienić w każdym momencie. Najlepiej było trzymać bezpieczny dystans. Nawet jeśli jej zaspany uśmiech był zawsze wyjątkowo słodki.
Przygotowanie śniadania nie zajęło mu zbyt długo. Pomimo ogólnego zmęczenia jego instynkty nadal pozostawały dość czułe. Po tym wieczorze zostaną takie pewnie jeszcze przez kilka dni. Wiedział, że go obserwuje. Czuł na sobie jej spojrzenie, ale nic nie mówił. Pozwolił by zaaklimatyzowała się na nowo w swojej własnej przestrzeni. Nie przeszkadzało mu to, że patrzyła. Złapał się na tym, że nakładając jej śniadanie na talerz posłał jej całkiem szczery uśmiech. To rzeczywiście pierwszy posiłek, który dla niej przygotował. Pierwszy raz miał kuchnię. Zawsze był w wielu rzeczach trochę pedantyczny. Dlatego gdy usiadła przy wyspie wszystko było już właściwie pozmywane, wysuszone i odłożone na swoje miejsce. Jedynie on pozostał z kubkiem kawy oraz kuchenną ściereczką przewieszoną przez ramię.
- Idealny? - zapytał lekko marszcząc czoło jakby nie zrozumiał, ale rzeczywiście nie widywała go w takim codziennym wydaniu - Mam pewną rutynę i lubię porządek. - wzruszył ramionami podchodząc bliżej opierając się tyłkiem o blat z kubkiem swojej kawy lecz pozostawiając bezpieczną przestrzeń jednego miejsca między nimi - Myślę, że idealny poranek wyglądałby nieco inaczej. - dodał jeszcze nieco ciszej, bardziej do siebie niż do niej znad swojego kubka.
- W lodówce masz już zrobiony obiad. Miał być wczorajszą kolacją. - nie musiał chyba dodawać, że wyszło, jak wyszło - Z kwiatkami nie wiem czy trafiłem, ale podobno postoją blisko tydzień. - skinął głową na bukiet w wazonie na stole jadalnianym.
Podchodził do tego nieco rzeczowo. Sam nie wiedział jak powinien się zachować. Nie mieli już takiej relacji jak wcześniej. Prawdopodobnie w ogóle nie powinni mieć relacji. To nie było bezpieczne dla żadnego z nich.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś? - spojrzał w jej stronę odkładając pusty już kubek na blat.

Sierra Valencia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”