-
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przynajmniej dzięki temu tak swobodnie wychodziło jej odgrywanie niechęci. Właściwie Babe wcale nie musiała niczego udawać. Vinnie zwrócił jej uwagę, że czasem brzmi aż nazbyt pretensjonalnie i że powinna przystopować, bo zaraz zrobi z Liry najbardziej irytującą postać, której nie da się nie lubić, a nie tak to miało wyglądać. Niespecjalnie był zachwycony, że nie trzyma się scenariusza. Przez to kilkakrotnie trzeba było powtarzać niektóre sceny. Znowu, a potem jeszcze raz. Paris praktycznie nie musiała robić żadnych dubli. A na pewno nie było ich tak wiele, jak w przypadku Seaton.
Kiedy Vinnie ogłosił przerwę, nie była w pełni z siebie zadowolona. Wiedziała, że stać ją na więcej, ale coś jej nie pasowało. W scenariuszu i w atmosferze panującej w studio. Może gdyby przyszło jej współpracować z kimś innym, poszłoby jej lepiej? To zabawne, bo nie miała większych powodów, żeby żywić niechęć wobec Laroche. Ale czy zawsze musi być jakiś konkretny powód? Nie wszystko, co robiła Babe miało sens. I nie wszystkich musiała darzyć sympatią. A jednocześnie oczekiwała, że wszyscy będą ją lubić. Typowa baba.
Zawiesiła swoją torebkę na ramieniu i ruszyła w stronę wyjścia na korytarz. Nie miała żadnych sprecyzowanych planów, co do lunchu. Nie zdążyła zjeść śniadania, więc właściwie mogłaby zjeść cokolwiek. Nawet te okropne kiełbaski z bufetu, które nijak nie przypominały kiełbasek. Pytanie Paris nieco zbiło ją z pantałyku. Rozejrzała się dookoła, jakby musiała się upewnić, czy aby na pewno kierowała pytanie do niej, a potem wzruszyła ramionami.
— W pobliżu nie ma żadnych sensownych knajp, więc chyba zjem na miejscu — stwierdziła i spojrzała na nią, mrużąc lekko oczy. — A ty? Nie wyglądasz na taką, która stołuje się tutejszym żarciem — stwierdziła, chociaż w sumie nie wiedziała, dlaczego i na jaką miałaby wyglądać. Może dlatego, że w wyobraźni Babe, bufetowe menu w ogóle nie pasowało do Laroche? Jakieś fancy restauracje z sushi, owszem. Ale przecież sama Seaton nie jadała tutaj z własnej woli, a właśnie dlatego, że najczęściej gonił ją czas i musiała wracać do pracy.
Paris Laroche