ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Uncomfortable doesn't mean bad, uncomfortable
simply means you're doing something you haven't done before.

Jeszcze raz czyj to był pomysł?
Chyba samej Francine, która miała ochotę spędzić te upały relaksując się ale jednak nie leniuchując. Aktywnie to tutaj na pewno nie będzie ale to w sumie też się może okazać. Skoro ruszyła żwawym krokiem przed siebie. Trochę bardziej pewna siebie niż jej towarzyszka, która znacznie wcześniej zorientuje się, że trafiły na plażę, która zdecydowanie różniła się od reszty. Specyficzne miejsce ale osób, które uwielbiają całkowitą swobodę a z czym blondynka nie obnosiła się tak jednoznacznie. Nie chodziło o to, że się czegoś wstydziła ale po prostu nie miała ochoty eksponować swoje wdzięki, tak przy wszystkich. Z każdym kolejnym krokiem, kiedy grzęzła w piasku i kamieniach, trzymając w dłoni swoje klapki zaczęła dostrzegać to co było dość jasne. Zwolniła w pewnej chwili, powoli i ostrożnie odwracając się w kierunku Navarro. Zmrużyła powieki, zdawało się, że oczekiwała reakcji albo odpowiedzi. Potwierdzenia, że jej przypuszczenia są trafne i naprawdę znalazły się na plaży nudystów.
- Czy to jest to o czy myślę? - pochyliła się w jej kierunku, próbując nie wzbudzać swoją osobą większego zainteresowania. Chociaż z tym już chyba nie mogła walczyć, skoro tylko o na i Bianca nie były odpowiednio nieubrane, jak reszta plażowiczów. Automatycznie skierowała swoje dłonie, dzierżąc mocno swoje obuwie na wysokość swoich piersi, które powoli uniosła. Nie wiedziała, czy to dlatego że zauważyła kilka kobiet a nawet mężczyzn, po których było widać, że grawitacja daje sobie świetnie radę. Chwilowy szok powoli mijał a ona próbowała odwrócić wzrok, kiedy to spędziła kilka sekund na przyglądaniu się przechodzącej obok nich parze. Może gdyby nie gapiła się na męskie genitalia w taki sposób, to nie musiałaby karcić siebie nie tylko w myślach ale też słowami mantry, którą wypowiadała pod nosem.
- Nie powinnam się tak gapić. Nie powinnam - rzuciła te słowa w eter i w tym samym momencie przyspieszyła. Przejście w jak najszybszym tempie było chyba jej jedynym ratunkiem, bo na pewno nie zamierzała się tutaj rozbierać. Nie robiła tego bez powodu. Nagle odwróciła się w kierunku przyjaciółki, jeszcze mocniej mrużąc powieki, zdecydowanie nie chciała oglądać gołe tyłki, nawet przez mgłę. Może chciała oznajmić, że jest zawiedziona tym, że nie była aż tak zorientowana jak powinna. Przecież ktoś musiał to robić, skoro Francine miała z tym problemy i zawsze pakowała się w takie głupie sytuacje. Niekoniecznie z własnej woli.
- Następnym razem ty podejmujesz decyzje. Widzisz, że się kompletnie do tego nie nadaję - mruknęła niezadowolona i na pewno miała na myśli tylko siebie - Wiem, że jeśli pójdziemy brzegiem to dotrzemy do normalnej plaży - chrząknęła, bo poczuła się jakby kogoś w tym momencie dyskryminowała a tego nie chciała. Przecież w swojej pracy widziała nagie ciała, nie było to dla niej nic nadzwyczajnego. Anatomia każdego człowieka jest praktycznie taka sama, z drobnymi różnicami ale to nie działało na korzyść w momencie kiedy nie spodziewała się, że wejdzie na plażę nudystów, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. Przecież tabliczki informacyjne były na każdym możliwym kroku, a ona jak zwykle brnęła przed siebie ślepa na cały otaczający ją świat.
- Już nigdy nie zjem parówki - jęknęła cicho, kiedy jej wzrok znowu powędrował tam gdzie nie powinien. Chyba nie była gotowa na to, że ludzie potrafią wyzbyć się wstydu i nie zwracać uwagę na to jak wyglądają. Oczywiście, nie tak że chciała w ten sposób kogokolwiek oceniać, bo przecież blondynka daleka była do tego. Może jednak była bardziej krytyczna, niż można było się po niej tego spodziewać. Pewne sytuacje weryfikują nasze poglądy i to jak odbieramy otaczający nas świat. Na pewno Wetherstone nie czuła się komfortowo i czym prędzej chciała znaleźć się gdzie indziej.
Znowu ruszyła przed siebie, próbując patrzeć w stronę wody i tego, że przecież ta część plaży nie może ciągnąć się w nieskończoność. Zawsze może być jeszcze bardziej zaskoczona tym, gdzie teraz znowu wyląduje i czy tam też będzie chciała zapaść się pod ziemię. W tym momencie nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby trafiły na ruchome piasku. Wtedy byłoby po sprawie a ona odetchnęłaby z ulgą, zapewne na wieki wieków.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
32 y/o
For good luck!
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
he said i was reckless, baby, i said i've got nothing left to choose
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Francine była dla niej przystanią normalności.
Elementem zupełnie wyjętym z tematów, którymi żyła na co dzień. Niezwiązanym ani z jej pracą, ani z jej tożsamością pod przykrywką. Osobą, która nie zadawała zbędnych pytań i nie potrzebowała znać szczegółów z jej życia, by zaoferować wyjście na kawę.
Nie spostrzegła nawet, gdy ich relacja ewoluowała od przypadkowego spotkania i udzielonej przez pielęgniarkę pomocy w coś, co można było nazwać przyjaźnią. Navarro nie planowała tworzyć żadnych więzi na Kanadyjskiej ziemi, każdego roku powtarzała sobie, że to był ten ostatni, nim wróci do Stanów.
Wetherstone z a k r a d ł a się do jej życia niemal niepostrzeżenie.
Może to przez jej naturalny urok, a może ten specyficzny miks bliskości połączonej z kompletnym brakiem wiedzy na swój temat. Nie naciskała, nigdy nie dopytywała o to, co Bianca robiła na co dzień bądź dlaczego w niektóre dni miała cholernie zły humor. Zawsze po prostu b y ł a, oferując własne problemy w ramach odskoczni, bądź wyciągając ją na miasto gdy tego potrzebowała.
Z reguły nie kwestionowała jej wyborów miejsc.
Z reguły.
- Łał, nie posądzałam cię o takie preferencje, Fran - westchnęła ostentacyjnie, gdy jej własny wzrok zatrzymał się niemoralnie długo na nagim mężczyźnie prężącym się w promieniach słońca. Nie dlatego, że był szczególnie hojnie obdarzony, ale zwyczajnie potrzebowała paru sekund by zorientować się na to, na co w ogóle patrzyła. - Wiesz, nie musiałaś zaciągać mnie tutaj podstępem...
Absolutnie musiała. Im dłużej wzrok Navarro przesuwał się po obecnych tutaj wczasowiczach, tym bardziej umacniała się w przekonaniu, że tego typu miejsca nie przyciągają atrakcyjnych ludzi. Wręcz przeciwnie - wydawały się być magnesem tylko na tych, którym desperacko przydałyby się ubrania.
- To żaden wstyd - kontynuowała, drocząc się, gdy kobieta potykała się o kamienie na brzegu. Szła za nią, pozwalając, by woda obmywała jej nogi, jakby dzięki podążaniu linią brzegową mogła być odrobinę dalej od plaży nudystów, na której się znalazły. - Wiele osób lubi takie... rozrywki.
- Drogie panie! - rubaszny głos nagle dotarł do nich z boku gdy grubszy, starszy mężczyzna, prezentujący się w całej swojej okazałości, wyszedł in naprzeciw, zastępując Weatherstone drogę. - Może któraś pomogłaby mi z aplikacją kremu? Wiecie, przy tym słońcu nie ma żartów...
Na samą myśl przebiegły uśmiech wpełzł na twarz Bianci gdy zrównała się z Fran i szturchnęła ją lekko łokciem w bok, jakby ta potrzebowała większej zachęty.
- To jak będzie? - zagadnęła, pochylając się by te słowa dotarły wyłącznie do niej. - Posmarujesz panu plecki?

Francine Wetherstone
29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjaźń na którą również Francine w żaden sposób nie czekała. Nie wymagała jej od nikogo. Po prostu ich spotkania zaczynały przeradzać się w chwile, które dla obu kobiet stawały się normalne i zwyczajne. Blondynka raczej unikała dramatów, tragedii. Miała tego dość sporo w swojej pracy, widziała przecież tak wiele strasznych chwil, które mogły pokonać nawet najbardziej silną osobę. W dodatku jej życie osobiste jeszcze nie dawno przelewało się nieprzyjemnymi wspomnieniami. Chciała o tym wszystkim zapomnieć, skupić się na spokoju, który wbrew pozorom brał się z tego, że mogła porozmawiać z kimś takim jak Navarro. Nie zdawała sobie sprawy z tego czym się tak naprawdę zajmuje, że jej życie wcale nie jest tym co zostało jej wspomniane. Choć ona sama nie zadawała zbyt wielu pytań, nie dociekała.
Wbrew pozorom oczekiwała tego samego. Tego by i ona nie musiała opowiadać zbyt wiele o swojej przeszłości, o tym że nadal jej serce należy do mężczyzny, który ją skrzywdził. W rozmowach z Biancą potrafiła o tym zapomnieć, skupić się na problemach życia codziennego. Przecież i ona potrafią przytłoczyć, zmęczyć do tego stopnia, że jedyną próbą odzyskania spokoju była rozmowa. Szczera, wbrew pozorom i temu co dzieje się w życiu każdej z nich, bez wyjątku na to czy jedna z nich była bardzo oszczędna jeśli chodzi o szczerość.
Plaża nudystów.
Jak w ogóle mogło dojść do takiej pomyłki. Przecież zawsze dbała o najmniejsze szczegóły, chciała być pewna każdej kolejnej decyzji ale najwidoczniej tutaj pojawił się chochlik, który uwielbiał płatać figla. Czuła się jak idiotka ale tego nie mogła okazać bo już i tak jej policzki były czerwone do granic możliwości. Zerkała tylko ukradkiem na swoją przyjaciółkę, która w odróżnieniu od niej dość szybko zaczęła mieć z tego wszystkiego ubaw. Zapewne kiedy tylko ochłonie, Francine również zacznie widzieć to w taki sam spokój ale do tego momentu próbowała trochę po omacku oddalić się na bezpieczną odległość. Bez bliższego kontaktu z genitaliami. Łatwo było jej powiedzieć, że nie odnalazła tutaj nic co zwróciło by jej uwagę i zainteresowanie. Przecież nie brzydzi się mężczyzn ani też kobiet ale też nie każdy powinien pokazywać się nago. Chociaż z drugiej strony mogła im zazdrościć tego, że żyli bez wstydu. Kompletnie ignorując to, że ktoś mógł ich oceniać w mało przyjemny sposób.
- Nie mam takich preferencji, weź przestań. Nawet jeśli to i tak nie powinnaś się o tym dowiedzieć - wywróciła oczami, brzmiała jakby każde kolejne słowo z ust przyjaciółki było dla niej jeszcze bardziej kompromitujące. Dodając do tego wszystkiego kolejny powód by zapaść się pod ziemię albo rzucić się w kierunku fal, które uderzały o brzeg plaży po której przedzierały się kobiety.
- Nikomu nie zabraniam. Niech sobie mają takie rozrywki ale ja nie chcę być tego częścią - spojrzała na Biancę za nim nie potknęła się po raz kolejny ale teraz miałaby się spotkać twarzą w twarz z miejscem intymnym mężczyzny, który bez zaproszenia znalazł się tuż obok nich. Skrzywiła się i momentalnie wyprostowała, robiąc krok w kierunku Navarro. Szukając w niej pomocy a może próbowała teraz uciekać gdzie tylko się dało. Słysząc jego propozycję wskrzesiła z siebie coś co mogło przypominać próbę zwymiotowania. Już nie tylko na samą myśl o tym, że miałaby smarować jego plecy ale też łącząc to z tym co wydarzyło się kilka sekund temu.
- Po moim trupie - warknęła w kierunku mężczyzny, a później obrzuciła swoją towarzyszkę złowrogim spojrzeniem - Jest Pan obrzydliwy i proszę dać nam spokój. Zboczeniec - ostatnie słowa, powiedziała już ciągnąć przyjaciółkę za rękę przed siebie i z dala od tego obleśnego starucha. Znowu wydawało się, że ma ochotę wymiotować ale powstrzymała się. Ciągle miała przed oczami to bliskie spotkanie.
- Co za tupet, on myślał, że się na niego rzucimy? - prychnęła pod nosem - Żałosny, MALUTKI człowieczek - zaśmiała się głośniej, podkreślając słowo malutki, wiadomo że komentowała wielkość jego przyrodzenia. Nie wypadało ale w tej chwili dobrze było rozładować emocje w taki sposób.
Wreszcie znalazły się w miejscu, gdzie ludzi było coraz mniej (a przynajmniej tak jej się wydawało) a one mogły swobodniej iść przed siebie bez obawy, że ktoś znowu zaprosi je do smarowania się kremem. Oczywiście to wcale nie oznaczało, że skończyły się kolejne przygody.
Kiedy wspięły się na niewielki pagórek, mogły zauważyć, że plaża rozciąga się jeszcze na kolejnych kilkadziesiąt minut wędrówki. W dodatku ludzi wcale nie brakowało. Wręcz przeciwnie, wydawało się że jest ich coraz więcej. Jęknęła cicho pod nosem, dzieląc się swoim przerażeniem. Ruszyły jednak przed siebie, schodząc tam gdzie prowadziła ścieżka, która dawała nadzieję. Skąd mogła się spodziewać, że tutaj trafi na kogoś znajomego. W dodatku na kogoś, kto pracuje z nią w szpitalu. Widząc jak ktoś macha w ich kierunku, w pierwszej chwili kompletnie tego nie zauważyła, nawet próbowała ignorować. Dopiero kiedy mężczyzna podbiegł do nich i rozpoznała jego głos. Okazało się, że to jeden z pielęgniarzy, który jakiś czas temu próbował ją poderwać.
- No, no. Nie wiedziałem, że mogę cię tutaj spotkać - uśmiechnął się do niej, mierząc ją wzrokiem ale widząc, że jest ciągle ubrana pokręcił głową - Tutaj obowiązuje kompletny brak ubrań - zachęcił ją, śliniąc się na jej widok. Rzucając również dwuznaczne spojrzenie w kierunku Navarro. Francine próbowała za wszelką cenę ignorować jego słowa i to, że próbuje zasugerować że jest dobrą partią albo cokolwiek innego co chciał w tym momencie osiągnąć - Debil. Kompletny debil - mruknęła jedynie pod nosem, mając ogromną nadzieję, że za moment się od nich odczepi. Odejdzie, zniknie w otchłani.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
32 y/o
For good luck!
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
he said i was reckless, baby, i said i've got nothing left to choose
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Plaża nudystów była o s t a t n i m miejscem, do którego Navarro udałaby się z własnej, nieprzymuszonej woli - rzecz jasna, gdyby o tym wcześniej wiedziała. Rzecz była jednak w tym, że to Francine zwykle wybierała miejsca, w których się spotykały i gdy tym razem kobieta zaproponowała jej skorzystanie z gorącego lata, Bianca nie miała powodu by wątpić w to, że i tym razem wybrana przez nią lokacja będzie starannie przemyślana.
I właśnie to w tym wszystkim było tak zabawne.
Z ich dwójki to Francine była tą ułożoną, zorganizowaną, tą posiadającą plan i wiedzącą dokładnie co chciałaby danego wieczora robić bądź gdzie. Tego typu pomyłka nie była w jej stylu i czym innym byłoby zarezerwowanie złej restauracji, a czym innym było wrzucenie ich prosto w morze g e n i t a l i ó w.
Z drugiej strony, akurat Weatherstone powinna do tego przywyknąć. Czy nie pracowała w szpitalu i nie miała z nimi do czynienia zdecydowanie częściej, niż przeciętny obywatel? Zdecydowanie częściej niż Bianca. Nie, żeby kiedykolwiek wyjawiła Fran, co tak naprawdę robiła w swoim życiu.
- Co to znaczy nie powinnam się o tym dowiedzieć... - droczyła się z nią, bezczelnie wykorzystując jej zakłopotanie bo było tak w y j ą t k o w e. I na swój sposób urocze. - Myślałam, że nie masz przede mną sekretów.
Jej rozbawione słowa były bardziej zaczepką niż całkowitym przekonaniem. Nie miała prawa oczekiwać od nikogo w jej życiu całkowitej transparentności, ani w ogóle chęci do wyjawiania sekretów jeśli sama tego nie robiła. Ba! Okłamywała każdą osobę w Toronto odkąd przyleciała do niego trzy i pół roku temu.
Ale czasem lubiła myśleć, że to co miały było p r a w d z i w e, choć przecież niczego nie można było zbudować na kłamstwie. I ta jej cząstka, która faktycznie zbliżyła się do Weatherstone na przestrzeni ostatnich miesięcy zmusiła ja do wystąpienia naprzód, odruchowo, obronnie, zasłaniając blondynkę własnym ciałem przed napastującym ich mężczyzną, choć jej usta wykrzywione były w uśmiechu - bo w przeciwieństwie do wszystkich zgromadzonych, nie potrafiła traktować tego wszystkiego poważnie.
- Pan wybaczy, zgubiłyśmy się - uniosła ręce w obronnym geście na widok skrajnego oburzenia, które wpełzło na twarz mężczyzny i za wszelką cenę usiłowała zetrzeć uśmiech ze swojej twarzy, co stało się niemożliwe gdy Francine zwyzywała go od zboczeńców. - Jest niepełnoletnia, na pana miejscu bym uważała - dodała z rozbrajającą pewnością siebie, bo choć Weathersone daleko było do nieletniej, tak sama odrobina wątpliwości wystarczyła by ten zbladł na twarzy i cofnął się o pół kroku, nie chcąc ryzykować, że ta wymiana skończy się dla niego bardzo źle.
Było w tym coś lekkiego.
W tym niemal szczeniackim sposobie, w jaki chwyciła dłoń blondynki i pozwoliła jej desperacko ciągnąć się za sobą w morzu nagich ciał. Choć zakłopotanie kobiety było niemal namacalne, w ciele Navarro zagościła beztroska, której nie czuła od dawna.
I wtedy, gdy Weatherstone zatrzymała się gwałtownie przed jakimś mężczyzną, ta beztroska podrzuciła jej bardzo niegrzeczny pomysł.
- On ma rację, Fran - westchnęła, występując ku niemu o krok naprzód ku jemu wyraźnemu zadowoleniu. - Zresztą, dlaczego taki przystojniak miałby chować się za ubraniami? - dodała, siląc się na powagę i ta namiastka starań w pełni wystarczyła, by mężczyzna spuścił wzrok w udawanym geście wstydu, którego prawdopodobnie nie był w stanie czuć.
To jej wystarczyło.
- Chodu! - krzyknęła, zgarniając z piasku leżące ubrania mężczyzny, których prawdopodobnie potrzebował by zejść z tej plaży i wrócić do cywilizowanego świata. Nim zdążył zorientować się, co się stało, chwyciła za dłoń blondynki i pociągnęła ją naprzód. - KURWA MAĆ! - wrzask rozległ się za nimi gdy ciągnęła Weatherstone po piasku, po którym obiektywnie nie biegło się zbyt sensownie. - WRACAJ TU FRANCINE!

Francine Wetherstone
29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miejsca takie jak plaża nudystów to nie jest chyba najczęściej wybierane miejsce dla osób takich jak Bianca i Francine. Z pewnością jest to miejscówka wybierana przez osoby o specyficznych zainteresowaniach o których blondynka nie myślała zbyt często. Nie zastanawiała się nad tym jakby się czuła będąc tam nie przypadkowo a całkiem świadomie i bez żadnych uprzedzeń. Najwidoczniej miała swoje własne przekonania na ten temat ale głównie dlatego, że przecież istniało ogólne przeświadczenie, że takie miejsca to temat tabu, że kojarzą się z czymś intymnym i nudyści nie mają chyba zbyt dobrej opinii. Zwyczajnie miała swoją opinię, która wynikała ze stereotypów, a jak na osobę całkiem otwartą na wszystko i wszystkich to trochę mijało się to z celem i z tym jak podchodzi do świata.
Bycie zorganizowaną nie zawsze oznacza zabawę, w jej wypadku to coś z czym nie łatwo jest walczyć. Chyba próbowała zbyt mocno skupić się na planowaniu, że przeoczyła coś tak istotnego. Zdecydowanie nie mogła teraz spojrzeć przyjaciółce prosto w oczy i przyznać, że popełniła błąd. Wstyd jeszcze nie opadł, tak samo jak fakt, że ciągle napotykały nagich plażowiczów. W tych warunkach trudno było się skupić na czymkolwiek, a na pewno nie na tym by przeprosić kogoś za taką wpadkę. Chwilowe udawanie, że nic się nie stało, też jej nie wyszło.
W pracy może i miała takie widoki na co dzień ale przecież tam chodziło o ratowanie życia, nie zwracało się na to uwagi. Może byłoby dobrym przykładem gdyby i tutaj o tym zapomniała, w jakiś sposób wymazała sobie to z głowy i skupiła się na tym, że jednak otaczają się ludźmi. Równie normalnymi jak one. Osobami, które mają pracę, mniej lub bardziej poważną. Wiele osób miało również rodziny, do których powracały po spędzeniu czasu na plaży.
- Nie mam - spojrzała na nią trochę zdezorientowana - Nie mam żadnych sekretów ale nie wiem czy to coś o czym mówi się przy pierwszej lepszej okazji - oczywiście, że była poirytowana ale nie z tego powodu, że Navarro wspomniała o tym w taki sposób. Raczej chodziło jej o to, że nie potrafiła znaleźć teraz wytłumaczenia dlaczego miałaby jej nie mówić o tym czy lubi paradować nago czy też nie. Jakby w ogóle potrafiła utrzymać w ryzach jakikolwiek sekret.
Każdy z nas pomija pewne wydarzenia w życiu, tylko dlatego że nie zawsze jest nam łatwo o tym opowiadać. Francine również nie mówiła zbyt wiele o swojej przeszłości, o tym jak naprawdę wyglądały jej relacje z rodziną i z jakiego powodu rozstała się ze swoim ostatnim partnerem. Na wszystko odpowiadała ogólnikowo. Rozumiała więc, że Bianca nie zawsze chciała odpowiadać o sobie, o tym co mogło łączyć się z etapami w jej życiu o których chciała już zapomnieć. Na zawsze pogrzebać je głęboko i udawać, że nie istnieją. Nawet jeśli nie była z nią szczera to przecież to co je łączyło naprawdę było prawdziwe. Choć czy tak samo czułaby się gdyby dowiedziała się prawdy? Zapewne miałaby z tym problem, próbowałaby ją zrozumieć i wytłumaczyć sobie powód dla którego wybrała kontynuowanie tej relacji. Na szczęście nie musiała się tym martwić. Wciąż uważała ją przecież za przyjaciółkę, której tak bardzo potrzebowała. Osobę przy której nawet najgłupsza sytuacja nie była końcem świata, nie spodziewała się, że ktoś będzie rozumiał, że czasami przyciąga niezręczne sytuacje i nie widzi w tym nic odpychającego.
Jest niepełnoletnia ...
Zabrzmiało w jej uszach a po tym skinęła jedynie niewinnie głową, nie wydając już z siebie ani słowa. Widząc popłoch z jakim starszy mężczyzna próbuje odnaleźć drogę ucieczki, a później poczuła już tylko to jak Navarro ciągnie ją za dłoń jak najdalej stąd. Próbowała jakoś przekazać, że to dzięki jej sprytowi miały okazję pozbyć się tego nachalnego staruszka. Gdyby to miało zależeć od Wetherstone wykłóciłaby się tylko za wszystkie czasy i na wyrzucała mu to na co zasługiwał, kiedy obnażał się w tak obrzydliwy sposób przed młodymi kobietami. Miała tendencję do tego by rozgadywać się, kiedy stres przekraczał pewne granice. Nie potrafiąc sobie z tym poradzić, wtedy jej mózg wysyłał impuls, który rozwiązywał jej język. Mogło się nawet zdarzyć, że zarzuci wiązanką przekleństw, co w jej wypadku graniczy niemal z cudem. Nie dlatego, że ma przed tym jakieś obiekcje ale po prostu nie wydaje się czerpać satysfakcji z rzucania kurwami.
Jak pech to pech.
Pomyślała kiedy wpadły na nieporadnego podrywacza z jej pracy, który teraz próbował wykorzystać okazję, że blondynka czuje się bardzo zażenowana przebywaniem wśród niepotrzebnej nagości.
- Przystojniak - rzuciła z pogardą, za nim ruszyła z impetem na słowa Biancii. Ucieczka była równie interesująca jak mina mężczyzny, który w jednej chwili zdał sobie sprawę, że będzie musiał wracać do domu nago. Chyba przecież o to mu chodziło? Parsknęła głośnym śmiechem, kiedy były już poza zasięgiem jego wzroku. Wpadły w jakieś zarośla, które skutecznie osłaniały widok. Dobrze, że nie zdołał usłyszeć jak powstrzymuje się od salw śmiechu.
- Widziałaś jego minę? - zwróciła się w kierunku kobiety, kryjąc swoją twarz w jej ramieniu, żeby kolejny wybuch śmiechu nie zakłócił temu jak świetną kryjówkę znalazły. Jednak nie mogły spędzić tutaj kolejnych godzin. Plan był taki by wydostać się z tej plaży - Przyciągam świrów, mówiłam ci to już kilka razy - rzuciła delikatnie wychylając czuprynę ponad liście, które chroniły je przed poszukującym je młody mężczyzną - Nie chcę tutaj spędzić całego dnia z dupą w krzakach. Tyle dobrze, że nie gołą - warknęła pod nosem, odwracając twarz w kierunku przyjaciółki. Musiały jednak odczekać swoje albo zmienić taktykę, tak by wyrwać się z tego miejsca jeszcze szybciej i w dodatku incognito.
- Na pewno nie będę się rozbierać - słowa wypowiedziane w eter ale chyba mocno pokazujące to o czym teraz pomyślała. Przecież w takim miejscu byłoby im o wiele łatwiej wtopić się w tłum rozbierając się do naga, ale przecież nie musiały tego robić jeśli tego nie chciały.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
32 y/o
For good luck!
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
he said i was reckless, baby, i said i've got nothing left to choose
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Technicznie rzecz biorąc, to one w tej sytuacji zachowywały się niestosownie.
Nie dość, że nie stosowały się do zasad miejsca, do którego same wtargnęły to jeszcze stosowały nieprzyjemne taktyki w kontakcie z plażowiczami, którzy szukali tutaj chwili wytchnienia. Chwili pozbawionej zbędnej oceny od osób, które ewidentnie nie rozumiały podstaw zachowania w t a k i m miejscu.
Niektórym jednak się należało.
Przez ostatnie trzy lata spędzone w Toronto Navarro nauczyła się, że niekiedy nagięcie bądź złamanie zasad było jedyną formą zdobywania sprawiedliwości. Tak też było w tym wypadku.
Nawet, jeśli sprawiedliwość było pełnym obrzydzenia odrzuceniem rzeczy należących do jakiegoś obleśnego współpracownika Wetherstone w zarośla, w których nagle utknęły. Cała ta sytuacja była tak kuriozalna, że ten przystosowany do funkcjonowania w pewnym porządku świata umysł Bianci jeszcze w pełni tego wszystkiego nie przyswoił.
- Zawsze możemy zostać w tych krzakach aż do zmroku i przekraść się nocą - zasugerowała, pół żartem, pół serio, ale wskaźnik na tej skali zaczął się nieco przechylać w drugą ze stron gdy usłyszała głos szukającego ich - oraz swoich rzeczy - mężczyzny. - Nie wszystkie kleszcze przenoszą boreliozę, nie?
Uśmiechnęła się sarkastycznie, zerkając ostentacyjnie na zarośla, które ocierały się o ich odkrytą skórę, usiłując dojrzeć potencjalnie niebezpieczne dla ich zdrowia robaki. Nie myślała zbyt wiele w swoim życiu o kleszczach, ale jakoś nie podobała jej się koncepcja tkwienia w tych zaroślach.
Nie, żeby miały jakąś alternatywę.
- No gdzie one się kurwa podziały? - sapał pod nosem mężczyzna gdy wstrzymały oddech, wtapiając się w zieleń i pochylając nieco, by przypadkiem żaden ich fragment nie wystawał na zewnątrz.
Znalezienie się ze współpracownikiem na plaży byłoby dość normalnym wypadkiem, ale natknięcie się na niego na plaży nudystów przekraczało chyba wszelkie granice, jakie można było posiadać w miejscu pracy.
- Czy będziesz miała przeze mnie problemy w pracy? - spytała cicho, w nagłym roztargnieniu orientując się, że być może podeszła do tej sprawy ze zbyt małą ilością powagi.
Blady uśmiech wpełznął na jej twarz gdy odwróciła się w stronę Wetherstone, oceniając napięcie na jej twarzy i sprawdzając, czy ona dołożyła do niego cegiełkę.
- Czy teraz muszę heroicznie rozebrać się i oddać mu jego ubrania? Bo nie jestem pewna, czy nasza przyjaźń to przeżyje.

Francine Wetherstone
29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie, że w tej chwili Francine daleka była od rozmyślania. Zastanawiania się nad tym, że to naprawdę one. Ubrane i nie rozebrane, nie pasują do tego miejsca i tych wszystkich ludzi, którzy mogli poczuć się albo urażeni albo po prostu zdegustowani. Mieli prawo do chodzenia nago, bez pogardliwy i przerażonych spojrzeń w ich kierunku. Gdyby tylko na moment przestała myśleć tylko o tym jak ona się czuje to zrozumiałaby, że jest po drugiej stronie barykady i to ona powinna się wstydzić.
W tym nieszczęściu nie była jednak sama i chyba to trzymało ją od całkowitego zagrzebania się w piasku czy też ziemi. W ostateczności rzuciłaby się w stronę jeziora i tam próbowała odpłynąć w siną dal. Cudem było też to, że Bianca wytrzymywała to wszystko i nie porzuciła jej tutaj na pastwę losu , a raczej na pożarcie tych bardziej niebezpiecznych plażowiczów. Trzeba przecież przyznać, że nie każdy był tutaj z tych samych powódek i zawsze musiał się znaleźć ktoś, kto był po prostu dziwakiem. Nie zawsze niebezpiecznym ale w tym wypadku, nie warto było to testować.
Ukrywanie się nie było wcale takie wygodne. Co chwilę ocierała się o gałęzie krzaków, w których obie teraz czekały aż wszystko się uspokoi. Zmarszczyła jedynie brwi na słowa przyjaciółki. Pozostanie tutaj na tak długi czas będzie jeszcze dziwniejsze od tego, że są ubrane na plaży nudystów.
- Mamy tutaj koczować aż zrobi się ciemno? - przerażenie w jej głosie oraz niezadowolenie było silniejsze od tego, że jeszcze nie pozbyły się "prześladowcy" - Nie, nie każdy - odpowiedziała bez namysłu ale kiedy wreszcie zdała sobie sprawę dlaczego pyta wybałuszyła oczy. Nerwowo strzepała coś ze swoich dłoni i zaczęła intensywniej przyglądać się roślinności, która ich otaczała.
Nie pomyślałam o kleszczach.
Jęknęła w myślach bo w tym momencie panika była najgorszym doradcą z dwóch podstawowych powodów. Nie mogły zwrócić na siebie uwagę, a po drugie kleszcze niekoniecznie musiały je zaatakować nawet przez ich odsłonięte fragmenty skóry. Miejmy nadzieję, że im się w tej kwestii poszczęści. Słysząc głos mężczyzny, który nadal ich poszukiwał zacisnęła mocniej usta.
- Niee. Raczej nie będę miała problemów i nie z twoje powodu. Przecież to moja wina - próbowała ją uspokoić, a może nawet przenieść całą winę na siebie. Widocznie tak było jej łatwiej uporać się z tym, że jeszcze nie wpadła na żaden konkretny pomysł by wyrwać się z tego miejsca - Nie będziesz mi się tutaj rozbierała, przecież oni rzucą się jak na świeże mięso - wzdrygnęła się ale nie dlatego, że miała przed oczami nagie ciało Navarro ale zbyt dosłownie wyobraziła sobie atak napalonych nudystów. W pewnym momencie jakby lampka zaświeciła się w jej głowie. Pomysł przyszedł nagle. Choć nie można powiedzieć, że był wybitny.
- Mam pomysł - wyszeptała, ciągnąc za kawałek spróchniałej gałęzi. Zamachnęła się i rzuciła nim gdzieś przed siebie, niestety trafiając wprost w twarz swojego "kolegi" z pracy - Kurwa mać! - usłyszały jedynie, kiedy wybiegły z ukrycia. Wetherstone wiedziała, że to ich jedyna szansa. Teraz ona złapała mocniej Biancę za dłoń i zaczęła ciągnąć ją jak najdalej stąd. Biegły przez dłuższy czas by wreszcie trafić na kładkę na jeziorze, która prowadziła na drugi brzeg jeziora.
- Chyba go nie zabiłam?! Powiedz, że go nie zabiłam - dało się usłyszeć panikę w głosie - przecież to ja jestem pielęgniarką, powinnam coś zrobić - zacisnęła dłoń na torebce, którą dzierżyła od samego początku.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”