26 y/o
For good luck!
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Ivy miała widocznie dosyć tego dnia, coś wewnętrznie ją gryzło. Utrata jakiegokolwiek pacjenta dla lekarza była traumatycznym przeżyciem, a co dopiero dziecka. Czuła, jakby własnie ktoś wyrwał jej serce prosto z klatki piersiowej i postanowił właśnie po nim skakać. Totalna pustka, swego rodzaju rozpacz, sama nie była w stanie wytłumaczyć. Jedynie pustka oraz ramię Dantego. Tylko tego teraz potrzebowała, nic innego nie było jej potrzebne do szczęścia. Przymknęła delikatnie oczy, zastanawiając się, co dokładnie powinna powiedzieć i westchnęła cicho.
Dziękuję — mruknęła cicho. Była mu wdzięczna za to, że pozwolił zapanować niezręcznej ciszy, która między nimi zapanowała. W takich momentach jak ten zdawała sobie sprawę o własnych uczuciach względem Levasseur'a. Wcale nie potrzebowała wielkich słów, stabilności, a jedynie oparcia kiedy było źle, by reagował na jej uczucia. Potrzebowała go, za to on bez mrugnięcia okiem podarował jej obecność oraz ciepło. Czy potrzebowała czegoś więcej? Może zjedzenia większej ilości jedzenia, ale żołądek tak się jej skurczył, że odłożyła pudełko na bok. Dokończy, kiedy emocje, chociażby odrobinę z niej zejdą.
Nie skomentowała kwestii o robocie. Pewnie w normalnych warunkach kąśliwie, by ją skomentowała, zgadzając się z tym. Czasami zastanawiała się, co Dante robił, kiedy nie było jej w domu. Na pewno nie sprzątał, ani nie gotował, może chociaż psem się zajął? Teraz nie miała czasu tego analizować, za to uniosła kąciki ust. Naprawdę była mu wdzięczna, że został i nie wymagał od niej żadnych rozmów. Pociągnęła krótko nosem, im dłużej milczeli, tym bardziej do jej oczu napływały łzy. Jedna zsunęła się po jej policzku, zostawiając po sobie mokry ślad.
Wiem — mruknęła pod nosem, nie szukając dziury w całym. Miała serdecznie dosyć dzisiejszego dnia, a ostatnie czego potrzebowała to kolejnej afery. Choć normalnie podniosłaby temat, zrobiłaby prawdziwe śledztwo, chwilowo pociągała raz na jakiś czas noskiem, by nie rozpaść się na milion kawałeczków. — a wiesz, gdzie są różowe S'ki? — dopytała, wywalając dolną wargę do przodu i spoglądając na niego wielkimi, szklistymi oczami. Nigdy nie potrafiła dopchać się do własnego rozmiaru, wszyscy rezydenci mieli większe dłonie od niej. Było to dosyć niecodzienne, ale na moment wyrwało ją do z rytmu płaczu.
A byłbyś w stanie nie obracać tego w żart? — pyta finalnie Ivy, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — mógłbyś mnie po prostu przytulić? — więcej do szczęścia nie potrzebowała. Przysunęła się jeszcze bliżej Dante i wtuliła się w niego. Tak trwała kilka dłuższych chwil, kiedy dostała powiadomienie — podobno ktoś włamał się do apteki szpitalnej, ochroniarz coś zauważył na kamerach — i nic więcej nie mówi, opiera własną głowę na jego ramieniu, przymykając oczy. W końcu o nic złego go nie podejrzewała.
25 y/o
For good luck!
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miałby zupełnie nic przeciwko temu, by spędzić z nią dokładnie tyle czasu, ile w całej tej sytuacji potrzebowała – albo raczej na ile byłoby to możliwe, bo jednak wysoce prawdopodobne było to, że wkrótce mogła znów okazać się potrzebna przy innym pacjencie. W tym wszystkim trudno jednak było oprzeć się uwierającej z tyłu głowy myśli, że lada moment sytuacja mogła się całkowicie obrócić, a jego obecność przestałaby być w takim przypadku wsparciem, zmieniając się w coś całkowicie przeciwnego.
Póki co nie sądził jednak, że faktycznie powinien jak najszybciej ulotnić się z miejsca. Zresztą… nie mógłby, widząc Ivy w takim stanie. Mógł być lekkomyślny, mógł podejmować idiotyczne decyzje, mógł też niejednokrotnie wściekać się na jej przesadne poukładanie i rozsądne podejście do wszystkiego. Za to z całą pewnością nie byłby w stanie zignorować momentu, w którym rzeczywiście potrzebowała wsparcia. Nawet, jeśli to miałoby sprowadzać się w głównej mierze do obecności i ugryzienia się w język w porę, by nie palnąć na głos czegoś, co nijak nie mogłoby pasować do sytuacji.
Mimowolnie raz jeszcze zerknął w kierunku półki, kiedy padło pytanie o rękawiczki. Pewnie nawet mógłby znać na nie odpowiedź, gdyby wcześniej faktycznie zainteresował się nimi bardziej niż wymagało tego bezmyślne przesunięcie kilku pudełek tuż przed tym, jak Ivy wróciła do kantorka. W tym wypadku natomiast… pozostawało mu to, co na co dzień i tak wychodziło mu całkiem nieźle.
Przykro mi, wygląda na to, że tych akurat zabrakło – nie zauważając właściwego opakowania po pobieżnym zerknięciu na półkę, postawił na odpowiedź, która rzeczywiście miała szansę wypaść całkiem wiarygodnie. Zresztą, łatwo przecież było dojść do wniosku, że rękawiczki wcale nie były w tej chwili w żaden sposób istotne i w zasadzie ich temat można byłoby stosunkowo szybko zignorować. Niezależnie od tego, czy zamierzał utrzymywać, że wśród tutejszego asortymentu naprawdę brakowało tych konkretnych, czy też miałby bez większego namysłu sięgnąć po właściwe pudełko.
W kolejnej chwili ledwie na ułamek sekundy otworzył usta, gotów odpowiedzieć na jej pytanie i w porę orientując się, że tym razem mimo wszystko lepiej było pozostawić to bez odpowiedzi. Przynajmniej tej werbalnej, bo zamiast tego rzeczywiście objął ją, delikatnie do siebie przyciągając.
Jasne – mruknął cicho, być może nawet wciąż jeszcze mając ochotę dodać do tego coś jeszcze. Zanim jednak miałby się odezwać, uderzyła w niego kolejna wypowiedź Ivy. I to uderzyła w sposób niemal dosłowny, w jednej chwili dobitnie przypominając o tym, co zdążył zepchnąć już na bardzo odległy plan, skupiając się na jej fatalnym nastroju.
Ile czasu miałoby zająć ochroniarzowi dokładniejsze przejrzenie monitoringu i pofatygowanie się do kantorka?
Głupio byłoby dać się nakryć przez nędzne dwa opakowania.
A jeszcze bardziej głupio byłoby, gdyby to Ivy miała mieć z tego tytułu jakieś problemy, gdyby ktoś zastał ich tutaj we dwoje i uznał, że w takim wypadku mogła mieć cokolwiek wspólnego z tą pożałowania godną kradzieżą.
I to właśnie uświadomienie sobie, że w jakiś sposób mogło to dotknąć właśnie jej, zmusiło go do przyznania, że właśnie nadszedł najlepszy moment na mniej lub bardziej udaną ewakuację. Jako alternatywę pewnie mógłby wybrać również przyznanie się w tym momencie do swojego wybryku, jednak ta opcja chyba nawet nie była czymś, co miałoby przyjść mu na myśl. W naturalny dla siebie sposób wolał postawić na dalsze brnięcie w bagno, nawet jeśli doświadczenie powinno go już nauczyć, że zwykle nie kończyło się to wcale dobrze.
Przyniosę ci kawę – nie zastanawiał się nad tym, czy ta koślawa wymówka mogła tu jakkolwiek pasować, kiedy niechętnie odsunął się od Ivy i skierował w stronę wyjścia. Mimowolnie jego wzrok prześlizgnął się jeszcze po termosie, w którym kawy zdecydowanie nie brakowało. – Ta zdążyła już pewnie wystygnąć, a na korytarzu widziałem chyba automat.
W zasadzie sam nie wiedział po co uzupełniał wcześniejszą wypowiedź o to dodatkowe wyjaśnienie. Zwłaszcza, że nie do końca chodziło przecież o wiarygodność, a raczej o to, by zdążyć wyjść z pomieszczenia zanim miałby do niego wparować wspomniany już ochroniarz.

Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
26 y/o
For good luck!
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dante Levasseur

Wcale nie chodziło o te nieszczęsne rękawiczki, potrzebowała jedynie czymś zająć własną głowę, byle móc przetrwać kolejny dzień. Z trudem przychodziło jej konfrontowanie się z własnymi uczuciami, nie potrafiła rozwikłać tego, co dokładnie siedziało w jej głowie. Im dłużej zaczynała myśleć, tym bardziej do jej oczu napływały łzy. Przestała się już kontrolować. Jedna łza zamieniła się w prawdziwy potok łez, twarz schowała za dłońmi, nie mogąc już w żaden sposób się opanować. Zwyczajnie nie mogła się zatrzymać, płakała jak nigdy. Ta strata była dla niej zbyt ciężka, a słysząc o rękawiczkach jeszcze głośniej załkała, zdając sobie sprawę, jak beznadziejne było jej życie.
Szkoda — spod jej dłoni dało się usłyszeć coś, co wybrzmiewało w ten sposób. Szkoda. Nie chodziło o rękawiczki, a o ranę, która powstała. Po krótkiej chwili schowała się w ramionach Dantego. Nie mogła udawać, że wszystko jest w porządku. Ivy zawsze była radosną osobą, mogła kłócić się z Levasseur'em o różne pierdoły. Próbowała być jego głosem rozsądku, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. Rozpadała się na milion kawałeczków. Ta silna kobieta przeżywała największy kryzys we własnym życiu. Wystarczyło kolejne wezwanie, by poskładała się, weszła w tryb pracy. Potrzebowała go jak nigdy dotąd. Jego silnego ramienia, wsparcia i oparcia. Zwykłej obecności, zapewnienia, że wszystko będzie w porządku i dostała to.
Dziękuję, że jesteś — wymruczała, unosząc twarz całą czerwoną od łez. Było na niej widać lśniące stróżki po łzach. Dalej spływały, a mimo to ona uśmiechnęła się do niego. W ich kłótniach nigdy nie mogła znaleźć stabilności, jedynie krótkie uczucie rozlewającej się adrenaliny. Za to w tych najtrudniejszych momentach czuła się przy nim szczęśliwa. W takich momentach jak teraz. Kiedy nie liczyło się nic, poza daniem jej poczucia wsparcia. Mogła niszczyć talerze, płakać przez niego, za to przy nim czuła się szczęśliwsza.
A... — zaczęła, kiedy oświadczył jej o kawie. Zdołała chwycić go za rękaw i spojrzeć mu prosto w oczy — nie możemy jeszcze na chwilę tu zostać? — ani na moment nie straciła z nim kontaktu wzrokowego. Potrzebowała go jak nigdy — proszę. — krótkie, proste, ledwo przechodzące jej przez gardło. Rzadko kiedy prosiła w tak prosty sposób, za zwyczaj krzyczała, wściekała się, bo rozminęli się ze sobą. Mieli inną wizję świata, inne potrzeby, dzisiaj na niego liczyła jak na nikogo innego.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”