-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała w sobie trochę ryzykantki. Podejrzewał, że nie miała zbyt wielu osób do których mogła się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Starał się nie popełnić błędu niedoceniania jej, aczkolwiek z tego, co zdążył się już nieco dowiedzieć nie prowadziła raczej tak bogatego życia towarzyskiego jak jej mąż. Więc pewnie nie miała zbyt wielu opcji. Dlatego ryzykowanie wszystkiego dla jakiegoś przypadkowego recepcjonisty było bardzo ryzykowane. Podjęła to ryzyko bez mrugnięcia okiem. Była to dla niego całkiem ważna obserwacja. Poznanie osób z którymi wchodziło się w jakikolwiek biznes było cholernie ważne. Często tylko to trzymało go przy życiu.
To z jakim zaangażowaniem oraz pewnością w głosie mówiła o zniszczeniu swojego męża całkiem mu imponowało. Potrzebował takiego zapewnienia. Jeśli miał w to zainwestować swoje pieniądze, a przede wszystkim swój czas potrzebował wiedzieć, że będzie to tego warte. Że nie jest to po prostu chwilowa przypadłość. Coś, co przyszło jej do głowy w danym momencie, a ona straci swoją brawurę gdy tylko rzeczy staną się trudne, a przede wszystkim prawdziwe. Kiedy akcje zaczną mieć konsekwencje, a uczucia do byłego męża mogły nagle wrócić. Na razie przekonała go na tyle by dać jej szansę.
- W takim razie nasze interesy się zgrywają. Chcesz go zniszczyć bardziej niż ja. - powiedział z pewnym podziwem kiwając głową.
Jednak nie mógł się jej dziwić. Po wszystkim, co jej zrobił. Po wszystkim, co mu powiedziała miała wystarczająco dużo powodów by chcieć go zniszczyć. Całkowicie i doszczętnie. Magnus doskonale wiedział, że mało rzeczy jest w stanie połączyć dwójkę ludzi tak jak wspólny wróg. To naprawdę mogło się udać. Zgodził się na to spotkanie by trochę ją wybadać. Przekonać się czy jest pewna tego, co chce zrobić. Na razie całkowicie go przekonywała.
Napełniając dla niej szklankę śledził jej sylwetkę. Ta sukienka świetnie podkreślała jej talię, chociaż to była tylko pośrednia obserwacja. Znacznie bardziej podobało mu się to jak wyglądała na tle panoramy Toronto. Sam nie przepadał za miastami, ale ona, w tej sukience, w tym akurat momencie? Wyglądała jak złoczyńca. Taki z klasą oraz planem. Podejrzewał, że ten obrazek zapamięta na dłużej.
- Nie potrzebuję ani jego ani twoich pieniędzy. - pokręcił lekko głową podając jej szklankę i obniżając wzrok do jej tęczówek - Chcę odebrać mu wszystko na czym mu zależy. Wszystko, co sprawia mu jakąkolwiek przyjemność. Chcę by stracił sens życia. Wtedy poczuje to, że akcje mają konsekwencje. - uśmiechnął się lekko, lecz drapieżnie.
Przywiązywał dość dużą uwagę do słów, a jedno jej zdanie było szczególnie ważne. Weźmie wszystko co do niego należy. Z tego, co już mu powiedziała pewnie uważał również ją za swoją własność. To jednak zachował na razie dla siebie, chociaż nieco enigmatyczne spojrzenie mogło go lekko zdradzić.
- Tak przy okazji, kiedy stałaś przy tych oknach... Powinienem Ci zrobić zdjęcie. Wyglądałaś groźnie. Drapieżnie. Powinien się Ciebie bać. Miałabyś to na pamiątkę. Moment, który zapoczątkował jego upadek. - uśmiechnął się do niej mówiąc całkowicie szczerze.
vera callahan
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie usłyszała nie. Paradoksalnie właśnie tyle potrzebowała - nie obietnic, nie zapewnień, że wszystko się uda, nawet nie konkretnego planu. Wystarczyło, że nie odmówił. Od chwili, w której przekroczyła próg jego apartamentu, po raz pierwszy od wielu miesięcy odniosła wrażenie, że Elliot nie był już jedynym człowiekiem rozdającym karty. Sama nie zamierzała wychodzić na pierwszy plan, doskonale wiedziała, że gdyby Callahan choć przez moment nabrał podejrzeń, że cokolwiek działo się za jego plecami, nie rzuciłby się na Grimstada.
Rzuciłby się na nią. Odebrałby jej jedyną rzecz, której nigdy nie zdołał sobie podporządkować - jej karierę. Tę część życia, którą od początku chroniła przed nim z uporem godnym lepszej sprawy. Była tylko jej. Była jedynym miejscem, do którego Elliot nigdy nie miał pełnego dostępu. Właśnie dlatego prędzej czy później stałaby się jego głównym celem. - On nie może się dowiedzieć, że to ja, Magnus - pokręciła głową, nie odrywając od niego wzroku. - Jeśli choć przez chwilę pomyśli, że robię coś za jego plecami, zniszczy mnie. Nie będę miała czego zbierać.
Słuchała go uważnie, a z każdym kolejnym zdaniem coraz wyraźniej czuła, jak ekscytacja miesza się z lękiem. Magnus mówił o wszystkim z taką pewnością, jakby wynik tej wojny był już dawno przesądzony. Ona tej pewności nie miała, pod grubą warstwą determinacji wciąż kryły się pytania, których nie odważyłaby się wypowiedzieć na głos. Czy postępowała właściwie? Czy naprawdę da radę? Czy nie pęknie w połowie drogi? Czy nie wycofa się w chwili, gdy Elliot zacznie odpowiadać? I czy przyparty do muru, nie okaże się jeszcze bardziej okrutny, niż był do tej pory?
Tylko jedna odpowiedź pozostawała niezmienna - nie wróciłaby do niego. N i g d y. To była jedyna rzecz, której była absolutnie pewna. Wszystkie ciepłe uczucia wygasły dawno temu, ustępując miejsca czemuś znacznie prostszemu - nienawiści.
Czytanie pomiędzy słowami opanowała do perfekcji. Zauważyła to krótkie, trudne do uchwycenia spojrzenie, sposób w jaki zaakcentował słowo wszystko. Uśmiechnęła się pod nosem, chowając usta za szklanką z alkoholem, którego zdecydowanie nie powinna już pić. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że dawno wypadłam z kręgu jego zainteresowań - odezwała się spokojnie. - Jedynie chce mnie doprowadzić do ruiny, ale wszystko inne jest mu obojętne - nie miała takiej pewności, to były wyłącznie jej przypuszczenie. Choć kto wie, jak zareagowałby widząc dłonie innego mężczyzny położone na jej ciele?
Odwróciła się z powrotem w stronę wielkiego okna i zrobiła kilka powolnych kroków, słysząc kolejne słowa Magnusa. Parsknęłaby śmiechem, gdyby nie fakt, że część niej naprawdę chciała w to uwierzyć. - Ja miałabym na pamiątkę? - zapytała z rozbawieniem, odwracając głowę w jego stronę. - Czy po prostu ty chciałeś mieć moje zdjęcie w swojej galerii? - nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na podobną zaczepkę. Alkohol skutecznie rozwiązywał jej język, ale nie tylko on był temu winny.
Pierwszy raz od dawna nie miała wrażenia, że każde źle dobrane słowo zostanie wykorzystane przeciwko niej. Ich rozmowa przypominała bardziej przeciąganie liny niż przesłuchanie. Żadne z nich nie odpuszczało, ale też żadne nie próbowało drugiego złamać.
Magnus Grimstad