4
being intelligent doesn’t protect you from emotional damage
Przez taszczenie wielkiego, nieustawnego pudła pełnego klamotów Dylana na trzecie piętro po schodach Milo nie miał wolnej dłoni, by móc strzelić się w pysk za własną lekkomyślność i przydługi język. I to nie tak, że nie chciał pomóc. Naprawdę
c h c i a ł tylko gdyby przemyślał to dwa razy, zaproponowałby inne rozwiązanie. Takie, w którym Gauthier znalazłby kąt za rozsądną cenę, a on zachowałby neutralność własnego, cichego mieszkania.
Zaraz po tym jak
wstał z samego rana i na chwilę przysiadł na łóżku, przez moment, tak, jak miał to w zwyczaju, celebrował monotonne mruczenie wiatraków dwóch komputerów, z których jeden wciąż renderował i miał zakończyć... kiedyś na pewno. Tak. Ilekroć Milo budził się przy akompaniamencie białego szumu czuł się od razu lepiej i tak, jak dla większości osób komfortowym dźwiękiem rozpoczynającym dzień był śpiew ptaków, tak dla niego był to dźwięk pracującej wydajnie elektroniki.
Znalezienie okularów zajmowało zwykle trochę czasu, jako, że Rivera nie potrafił ich po prostu odkładać w to samo miejsce. Nie. One zawsze musiały leżeć gdzieś między kubkami pełnymi podsychającej herbaty, koło wybranego do połowy blistra paracetamolu, kilku puszek po energetykach (jakich zasadniczo nie powinien był w ogóle dotykać, bo za każdym razem fundował sobie pięć uderzeń serca w cenie jednego i miał wrażenie, że umiera) i batonikach zbożowych z automatu stojącego pod spożywczakiem zaraz za rogiem. Pomimo, że maszyna parokrotnie zamiast orzechowego batona wydała mu żurawinowy, Milo lubił w cieplejsze noce wciągnąć byle bluzę, założyć klapki i przespacerować się pod bajecznie świecącą na kolorowo maszynę pod nieczynnym o tak późnych godzinach sklepem.
Po znalezieniu okularów i przejrzeniu na oczy chętnie przystępował do obietnic sprzątnięcia pierdolnika, jaki
sam się zrobił bóg wie kiedy i jakim sposobem, ignorował piętrzący się stos naczyń i wędrował do kuchni sprawdzić, czy w lodówce ostało się coś poza mlekiem, a jeśli nie, to czy jest ono przynajmniej nieprzeterminowane. ASAP podjeżdżał, Milo prosił o kawę i kolejną godzinę (jeżeli miał czas) spędzał z sympatycznym robotem w kuchni żując płatki, scrollując nowinki z cyfrowego świata i psychicznie szykując się na wyjście do pracy. W przeciwieństwie do większości znajomych z uczelni, on nie świętował laby w żadnym ciekawym miejscu, nie uczestniczył w festiwalach i z pełnym rozmysłem oraz satysfakcją unikał towarzyskich przyjemności, aby w czasie wolnym po powrocie z Simply Fix It znów wrócić do migających diod, półprzewodników, marzeń o Dolinie Krzemowej i łamigłówek z serii inżynierii wstecznej.
Mógł też, choć robił to rzadko i każdorazowo gnębił się później wyrzutami sumienia, spędzić dzień prawie kompletnie bezproduktywnie, w łóżku, w niekoniecznie świeżym dresie, na nieplanowanej głodówce i opływając w ponure wizje związane głównie z Dylanem. Jego osobiste top 10:
1. Dylan zaczyna spotykać się z dziewczyną.
2. Dylan zaczyna spotykać się z chłopakiem.
3. Dylan wyjeżdża na drugi koniec Kanady.
4. Dylan obraża się śmiertelnie za jakąś głupotę, którą on nierozważnie chlapnął.
5. Dylan odkrywa jego zauroczenie i publicznie je wyśmiewa.
6. Dylan odkrywa jego zauroczenie i więcej się do niego nie odzywa.
7. Dylan odkrywa jego zauroczenie i oznajmia, że jest hetero.
8. Dylan znajduje sobie ciekawsze towarzystwo.
9. Dylan jest zbyt miły by zostawić go w tyle.
10. Dylan tylko udaje, że go lubi.
Zapewne gdyby odrobinę się skupił, Milo byłby w stanie naprędce wyprodukować kolejny tuzin takich propozycji, ale dotychczasowe scenariusze i tak zajmowały go dostatecznie, aby myślał o kolejnych.
Bo o tym, że miał ewidentną słabość do najlepszego kumpla wiedział od dawna, niedługo miał stuknąć pełny rok i Rivera nie wiedział, czy z tej okazji powiesić się na kablu sieciowym czy wziąć samochód, stanąć przy punkcie widokowym za miastem, ulać się w trupa na smutno i zadzwonić po Jaya, by zgarnął jego żałosną dupę zanim nabawi się grypy na mrozie.
Były też takie rzeczy, o których nie wiedział nikt i Milo wolałby, aby tak pozostało. Lubił chociażby pośpiewać sobie pod prysznicem, najczęściej jakieś stare hiszpańskojęzyczne piosenki słyszane za dzieciaka w radiu. Lubił też w środku nocy, poza spontanicznymi wypadami pod automat, posiedzieć przy telewizorze z pudełkiem lodów (którymi zawsze musiał się nieludzko upierdolić), albo zarwać trzy noce z rzędu nad konieczną (w jego mniemaniu) automatyką domową czy zaprogramowaniem starszej roomby, aby przeklinała siarczyście za każdym razem gdy obijała się o jakiś obiekt. Głosem Sabriny Carpenter.
Ponadto zasypiał w każdej pozycji, ślinił się przez sen, lunatykował, rzucał jak ryba wyrzucona na płyciznę, mamrotał do siebie w co najmniej dwóch językach (nie licząc Javy, C, C++, Pythona, Java Scriptu, SQLa, Rusta, Asemblera, Kotlina i paru innych, w tym Brainfucka i Brainforka, choć nimi też zdarzało mu się mruczeć pod nosem), czasami przez trzy dni chodził w tym samym dresie, utytłany w smarze, kamforze, czy innym lepiszczu, dysocjował w absolutnie losowych momentach dnia i zdecydowanie zbyt często znosił do domu stare sprzęty celem ich
uratowania. Niektórzy wracali z bezpańskim kotem, Milo potrafił stanąć w drzwiach o drugiej nad ranem ze znalezionym na śmietniku gramofonem.
A teraz w tej jego prywatnej, bezpiecznej przestrzeni miał rozgościć się człowiek, o którym myślał ostatnimi czasy zdecydowanie za często – niemal tak często, jak o procesorze Cabeus – i nie na chwilę, a... cóż, nie wiedział nawet na jak długo.
Ktoś inny zapewne dostrzegłby w tym swoją szansę, cieszyłby się i beztrosko snuł plany, natomiast Milo, który dotąd skrupulatnie oddzielał świat zewnętrzny od swojego kilkupokojowego Tardisa, miał ochotę zwymiotować z nerwów. Przerażała go bowiem myśl, że dotąd pilnowana dynamika i środowisko ich relacji miała ulec zmianie, takiej, nad jaką nie miał kontroli, a Dylan miał zobaczyć go w jeszcze mniej atrakcyjnym, zdziwaczałym i odpychającym wydaniu.
一 Zrobiłem zakupy... rano, uh... i nawet... joder, co ty tu wpakowałeś?! Bierz to ode mnie, to ty jesteś ten usportowiony!
To było co prawda ostatnie piętro, ale Rivera czuł, że jeszcze moment, parę chwil i kręgosłup trzaśnie mu pod ciężarem pudła.
Dylan Gauthier