I to właściwie był cały Bo, zmienny, w nim nic nie było stałe, no może oprócz właśnie tego, że w jednej sekundzie potrafił zmienić nastawienie. Kiedyś ktoś mu powiedział, że jest elastyczny, umie się dostosować, było w tym trochę prawdy, bo w jego galerii byli naprawdę różni ludzie, od artystów romantycznych, po całkiem dzikich i Larue zawsze umiał się z nimi dogadać. Chociaż nie zupełnym faktem było to, że wszystko w nim było zmienne, bo jedno zostawało nienaruszone, ta dobroć, bo on naprawdę był dobrym człowiekiem. Wrażliwym, czasem artystycznie pokopanym, ale też ufnym, ciepłym. Dużo miał w sobie z dzieci kwiatów, pacyfista, który wierzy, że świat jest piękny - cały Bo.
Natalie też wierzył. Były wątpliwości, ale bardziej dotyczyły jego samego, bardziej w ogóle tego, że wszechświat chce sobie tak z niego zadrwić i zrobić z niego ojca. Nie samej Nat. Co do niej nie miał wątpliwości, chociaż to durne pytanie
czyje to dziecko, musiało paść. Tak jakby mózg na chwilę rozłączył się z sercem. Bo jeśli chodzi o Larue, to on częściej właściwie kierował się tym drugim, sercem, przeczuciem, intuicją.
Zmarszczył brwi na jej słowa.
Nie musisz wiedzieć dużo - odbiło mu się w czaszce. Dziecko to nie jest jaszczurka, o niej wystarczy poczytać, kupić sprzęt i można próbować hodowli. Hodowla dzieci była chyba trochę cięższa, zwłaszcza, że Bo jako jedyny przykład miał swoją babkę, która mimo, że była świetna, to odbiegała od wszystkich możliwych norm. Uniósł jedną brew, kiedy sobie przypomniał, że babka czasami bardziej dbała o to zioło, które hodowała w donicy pod garażem, niż o nich.
-
Na razie wiemy tyle, że kobiety w ciąży nie piją kawy - powiedział w końcu patrząc na nią z takim delikatnym uśmiech, bo zrobiło mu się ciut lepiej, że nie jest z tym sam, z tą niewiedzą, no i wiadomo, że może łatwiej będzie im się uczyć takich rzeczy razem, jeśli w ogóle postanowią, że chcą w to brnąć. Tak, czy siak na razie Nat była w ciąży, więc Bo zerknął na nią z ukosa.
-
A co Ci kupić jutro na śniadanie? Powiedz mi na co masz ochotę, a ja sprawdzę czy możesz to jeść - stwierdził i nawet wyjął z kieszeni spodni ten zdezelowany telefon, potrzaskany, pooklejany jakimiś wlepami, ale wciąż działający. Bo chciał ją dobrze ugościć, zresztą, kiedy któraś z sióstr u niego spała, to też robił jej śniadanie, po prostu był z niego ranny ptaszek, ale i nocna sowa jednocześnie, Larue w ogóle mało sypiał. Może nawet to lepiej, bo z dziećmi podobno jest ciężko dużo spać. Podobno.
-
W porządku, cieszę się, że będę mógł Ci pokazać Galerię - odparł na jej słowa, bo może i sprawy się pokomplikowały, przez dziecko, ale na pewno, na sto procent, Bo opowiadała jej o swojej galerii na tym festiwalu, bo ona była... jak takiego jego dziecko. Dbał o nią najmocniej na świecie, na swój pokręcony sposób czasem, ale jednak, a teraz w tym momencie, to tak jakby trochę odpuścił, bo chciał, żeby Natalie czuła się komfortowo. Trzeba przyznać, że to było spore poświęcenie.
Kiedy wypowiedziała jego imię, to podniósł wzrok z tych zdjęć prosto na nią. Jedna jego brew uniosła się momentalnie do góry, otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął nabrał powietrza w płuca.
-
Oszalałaś Nat? Nie będziesz spała na kanapie - pokręcił głową, Bo chyba myślał i właściwie to nawet chyba chciał ją o to na początku zapytać, że dlaczego nie z nim, bo miał przecież w sypialni duże, wygodne łóżko, materac z włókna kokosa i poduszeczki z gryki, można było się wyspać jak nowonarodzony. Nie chciał jednak się jej narzucać, nie tak od razu, może nie wcale, nie wiedział właściwie na jakim etapie jest ich relacja. Bo na festiwalu była na dość zaawansowanym, a teraz...
Oparł jej ręce na ramionach.
-
Natalie czuj się tutaj jak u siebie w domu, możesz siadać gdzie tylko chcesz, ruszać co chcesz, właściwie to traktuj to mieszkanie jak swoje - no to teraz dowalił wyznanie, ale właściwie to tutaj, u niego, wszyscy czuli się luźno, to był w pewnym sensie dom otwarty, przyjmował tu klientów, gości, zapraszał te kolorowe ptaki i nikt nigdy nie czuł się tutaj nieswojo, nie chciał, żeby ona się tak czuła, jak gość -
będziesz spała w sypialni, bo jest niby pokój dla gości, ale jest tam trochę moich obrazów, zdjęć, sztaluga i jakieś lampy... Ale mogę tam sobie rozłożyć łóżko, albo właściwie to nawet lepiej będzie na kanapie, bo rano muszę... iść na pocztę - tak na pewno, nie musiał iść na pocztę, ale też nie chciał, żeby miała jakieś wyrzuty, że on śpi na kanapie, a poczta brzmiała na tyle poważnie, że po prostu była nie do podważania. Takie zakończenie tego tematu, ja śpię na kanapie bo idę na pocztę. Chwilę jeszcze tak stał patrząc na Nat, ale w końcu znowu złapał ją za rękę i pociągnął na tę kanapę, na której miał spać, była kolorowa, ale wygodna, taka, że można było rzeczywiście na niej usnąć, z blantem w dłoni na przykład.
-
Chcesz iść już spać? A może jesteś głodna? Albo chcesz wziąć prysznic? Nie krępuj się Nat, ale jak będziesz czegoś potrzebować, to mi po prostu powiedz, bo ja jestem trochę... zakręcony - był zdecydowanie. Dlatego też lubił, kiedy ludzie czuli się u niego, jak u siebie, bo Bo czasami potrafił zafiksować się na rzeczach mało ważnych, a nie zwracać uwagi na te ważniejsze. Na przykład teraz to już się zakręcił na tym, że cieszy się, że jednak Natalie tu jest i że będzie mógł jej pokazać galerię.
Natalie van Laar