Musimy to powtórzyć.
Brzmiało to dobrze. Sam fakt, że to powtórzą, że chciał w ogóle z nią jeszcze kiedykolwiek coś ugotować. To było miłe, ciekawe doświadczenie. Wspólne, nieprzymuszone gotowanie, spędzenie razem czasu przygotowując posiłek, który później razem zjedli. Wcześniej to brzmiało jak coś, co nigdy miało się nie wydarzyć, ale teraz, każdego dnia czuła, że to było… normalne, codzienne. Że tak to mogło wyglądać i nikomu korona z głowy nie spadła, a obowiązki domowe nie były tylko i wyłącznie jej, tylko nagle stawały się wspólne.
I nawet nie podejrzewała go o ukryte zamiary. Ale o to zapewne chodziło. Aby ugasić jej przeczucie i podejrzliwość, aby nie doszukiwała się czegoś, czego miało nie być. Aby po prostu mu zaufała, przyzwyczaiła się do tego i… zwyczajnie nie chciała odchodzić.
I to naprawdę dobrze działało.
Kąciki ust jej drgnęły wyżej w uśmiechu na jego odpowiedź, a wino zawirowało w jej kieliszku, kiedy nim zakręciła w palcach. To była dobra odpowiedź. Takiej, której mogłaby się spodziewać, ale też taka, którą chciała usłyszeć.
—
W takim razie proszę czekać na zdjęcia — powiedziała, podnosząc do ust lampkę z końcówką wina, którą dopiła do końca.
Nigdy nie była tym typem kobiety, która wysyłała gołe zdjęcia na telefon czy pisała „seks-smski” ze swoim partnerem, ale to też dlatego, że Subin był ostatnią osobą z którą chciałaby to robić. No i oczywiście, według jej rodziny, byłoby to bardzo… nietaktowne. Nie tak przecież powinna zachowywać się kobieta z dobrego domu. No ale jak już wiadomo, oni mieli nieco inne standardy, gdy chodziło o to, co kobieta mogła, a czego nie.
Bo te same zasady nie tyczyły się na przykład mężczyzn.
Gdy ułożyła już pojedyncze talerze na sobie, brew jej drgnęła wyżej w zaskoczeniu, kiedy powiedział jej, aby usiadła, bo to on posprząta. On.
—
Pomogę panu — odpowiedziała bez żadnego problemu, ale Giovanni był zdania, że przecież sobie poradzi. I to było dla niej… kolejną nowością, bo nigdy nie była w sytuacji, gdzie to mężczyzna sprząta. Nie dość, że jej pomógł z przygotowaniem kolacji, to jeszcze teraz miał wszystko ogarnąć po posiłku.
Subin by ją wyśmiał. Ciekawe co by sam powiedział na ten widok.
Wróciła na swoje miejsce, w dalszym ciągu nieco… skonsternowana i napięta, jakby za chwilę jednak miała wstać i sama ogarnąć naczynia. Ale tego nie zrobiła, bo Salvatore, chociaż był szanowanym dyrektorem wielkiej korporacji, najwyraźniej nie miał problemu, aby posprzątać. I z minuty na minutę, coraz bardziej oswajała się z myślą, że nie dostanie opierdolu za to, że siedzi i nic nie robi, a on odwala całą robotę.
Chwyciła za uzupełnioną lampkę wina i upijała ją sobie co jakiś czas, nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny. I to nie dlatego, że chciała dopilnować czy robi wszystko dobrze, ale dlatego, że był to niecodzienny dla niej obrazek, a w dodatku…
—
Nigdy nie sądziłam, że widok mężczyzny zmywającego naczynia będzie tak seksowny — przyznała otwarcie, z lekkim uśmiechem na twarzy, zaraz ponownie upijając dwa łyki z ozdobnego szkła. No musiała przyznać, że takie coś działało o wiele bardziej niż te wszystkie pokazówki w drogich autach czy inne działania na pokaz. To było takie naturalne, codzienne i jak się okazywało, podniecające. A może to tylko ona miała spaczone patrzenie na tego typu sprawy.
Brew jej lekko drgnęła wyżej na jego zapytanie.
—
Zaszalała? — powtórzyła po nim, zastanawiając się nad odpowiedzią. Zarzuciła noga na nogę, powoli obracając kieliszek w dłoni. Zależało też co dla kogo było szaleństwem. Dla niej mogły to być bardzo przyziemne rzeczy, skoro zwykle siedziała zamknięta w złotej klatce, nie mając żadnej decyzyjności ani wolności. A dla innych było to nurkowanie z rekinami. —
Pojechałabym do największego parku rozrywki jaki znam — a chyba żadnego nie znała —
i jeździła na tych wszystkich, strasznych roller coasterach. — To było akurat mocno odstające od jej dotychczasowego życia, ale też było na tyle „szalone” w jej odczuciu, że chętnie by tego spróbowała. Ludzie w telewizji czy internecie wydawali się być zachwyceni. —
Albo spróbowałabym jakiegoś sportu wodnego. Nie skakałabym ze spadochronem, bo coś czuję, że moje serce by stanęło tuż przed skokiem. — Podobnie byłoby z bungee. —
A może park linowy? Mam naprawdę wiele rzeczy, których bym chciała spróbować głównie dlatego, że je gdzieś kiedyś widziałam i wydawało się fajne — przyznała. A im więcej dostrzegała - gdzieś w internecie, telewizji czy na zdjęciach, tym więcej chciała spróbować. I to głównie dlatego, że z dnia na dzień coraz bardziej czuła, że po prostu mogła. Wcześniej do głowy by jej to nie przyszło, bo brzmiało to jak abstrakcja, ale teraz?
Teraz miała życie, gdzie otwierała swoją własną restaurację, a mężczyzna z którym mieszkała sprzątał po kolacji. Roller coaster to przy tym pikuś.
—
I poszłabym kiedyś na strzelnicę. Aby nauczyć się strzelać z broni — dodała, przenosząc na niego wzrok. To akurat było coś, co kierowało jej podskórną potrzebą ochrony samej siebie. Całe życie przecież była bezbronna. I chociaż w takiej Korei czy Kanadzie broń była raczej nielegalna, przez co należało mieć na nią pozwolenie, to i tak była zdania, że taka umiejętność byłaby przydatna. Nawet jeśli sama broni nie miała.
Ale jak już rozmawiali o szaleństwach…
Giovanni Salvatore