To nie była próba zaciągnięcia go do łóżka. Nie oczekiwała zazdrości, ani żadnego zdenerwowania, bo przecież nic ich nie łączyło. Na pewno nie w sposób romantyczny. Mieli dość skomplikowaną relację, ale nie umiała jej w pełni czytać, bo jak tylko wydawało jej się, że rozumie, to okazywało się, że się myliła i wskazówki prowadziły do ślepej uliczki. Zaczęła przekomarzankę, ale też nie oczekiwała po niej niczego więcej. Może tego, że da jej ona jakieś podpowiedzi. Bo chociaż lubiła czytać ludzi, to nie miała w tym takiego doświadczenia co on. I gdy chodziło o czytanie jego, to było to o wiele bardziej złożone niż z kimkolwiek innym.
—
Nie lubię zapominać o rzeczach, które były przyjemne. — Zwłaszcza, że w jej życiu nie było ich przez długi czas zbyt wiele. Musiała jednak przyznać, że tamten wyjazd, a także, tamten masaż były czymś dziwnie niezapomnianym. I nie chodziło o samo uciskanie odpowiednich miejsc, ale ten dziwny, hipnotyzujący dotyk. Mógł równie dobrze trzymać po prostu ręce na jej plecach i to byłoby podobnie dobre doświadczenie. Fakt, że jednak robił więcej robiło z tego doświadczenia o wiele przyjemniejsze zjawisko.
Nie porównywała go z Kevinem, bo tu nie było co porównywać. Pan masażysta był dobry w swojej pracy, ale nie przenosił jej na inny poziom poprzez sam dotyk. Renoir miał w sobie o wiele więcej… czegoś nienazwanego. O wiele silniejszego niż cokolwiek innego, co mogłaby znaleźć u innej osoby. Nie chodziło o samą aurę, ale też coś więcej. Więc jak dla niej, tu nie było porównania, bo to było niebo, a ziemia.
—
Jestem pewna, że znajdzie pan odpowiednik, który panu przypasuje — odpowiedziała, nie spuszczając z niego swojego spojrzenia. Nie była głupia, oczywiście, że wiedziała, że miał za sobą wiele, zapewne cudownych i pięknych kobiet, które grzały niejednokrotnie jego łóżko. I chociaż była tego świadoma, to z jakiegoś powodu poczuła lekkie ukłucie w żołądku. Ukłucie… niezadowolenia? A może faktycznej, lekkiej zazdrości, która nie powinna była się pojawiać, bo przecież nic ich ze sobą nie łączyło. Oficjalnie. Poza pociągiem fizycznym oraz zafascynowaniem.
I może też czymś jeszcze, do czego lepiej było się nie przyznawać otwarcie. Dla własnego spokoju psychicznego i emocjonalnego.
Niemniej zamknął jej usta, gdy wymienił wszystkie te rzeczy, które dla niego robiła, chociaż nie musiała. I z jakiegoś powodu, ukłucie w serduchu było nieco mocniejsze niż wcześniej. Bo wydawało się, że to były drobne, codzienne rzeczy, które wiele nie znaczyły, ale fakt, że je zauważał było dziwnie miłe. Wcześniej raczej nikt, patrz Subin, na to nie zwracał uwagi, bo to było zwyczajną codziennością i jej zasranym obowiązkiem. Ale nie tutaj. Tutaj robiła to ze zwyczajnej troski oraz chęci dbania o drugą stronę.
Nie umiała więc opisać dokładnie co to było. To coś, co się działo między nimi. Bo dbali o siebie na sposób, który każdy umiał, ale nie było to tak oczywiste. I można powiedzieć, że w pewien sposób była do niego przywiązana, także emocjonalnie, to obawiała się, że może to być błąd patrząc na to kim był. Oraz jaki był. A ze względu na swoją historię, wolała uważać.
—
W to nie wątpię. Oby druga strona była wtedy równie chętna. — Mógł to być każdy, bo domyślała się, że z jego aurą, praktycznie żadna kobieta mu nie odmówi. Ale jeśli chodziło o nią… to mogło być różnie. Bo chociaż była mu wdzięczna, a też była nim fizycznie zafascynowana i mocno zainteresowana, to należało pamiętać, że Navi wiele razy była zwyczajnie wykorzystana i nikt jej o zdanie nie pytał czy chciała iść do łóżka. Teraz miała być na tyle wolnym człowiekiem, aby mieć swoje zdanie. Podobno.
Brew jej delikatnie drgnęła na jego słowa, a dokładniej na stwierdzenie, że w sypialni czeka na nią pakunek. Kolejna niespodzianka.
—
Prezent? — powtórzyła za nim. Niby mówił jej, że czeka ją jeszcze kilka niespodziewanych sytuacji, ale chyba nigdy do tego nie przywyknie. Może dla niego nie było to rozpieszczanie, ale dla niej? Jak najbardziej. Każda kolacja, każdy prezent i wycieczka to było więcej niż kiedykolwiek od niego czy kogokolwiek oczekiwała. —
Będę gotowa — powiedziała.
Wstała ze swojego siedzenia i skierowała się do sypialni, gdzie na łóżku czekało na nią dość spore pudełko z midi sukienką w środku. Elegancką, ale zwiewną, w doskonałym stylu, który jej mocno pasował. Akurat tego mogła się spodziewać, bo gdy chodziło o gust, to mieli go mocno podobny. Do tego były też buty na obcasie. Niezbyt wysokie, ale odpowiednio dobrane, zakryte. Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że Renoir miał smak, jeśli chodziło o dobór ubrań. I nie tylko.
Wyjęła sukienkę i nawet nie wiedziała kiedy uśmiechnęła się pod nosem, jak jej oczy lustrowały nowy nabytek. Miała osiemdziesiąt minut na przygotowania. Zwykle tyle nie potrzebowała. Niemniej wykorzystała dany jej czas. I gdy wszystko było gotowe, a dokładniej - ona była gotowa, założyła podarowaną jej bardzo kobiecą sukienkę, której gorset związała od tyłu. Doskonale ułożone włosy, delikatnie spięte, ale jednak poszczególne pasma spływały płynnie po jej ramionach. Odpowiedni makijaż, który nie był ciężki, ale podkreślający jej urodę. Zawsze lubiła dobrze wyglądać, ale kiedy wychodziła gdzieś z
szefem, chciała postarać się bardziej niż zwykle.
Opuściła więc sypialnię, aby poddać się męskiej ocenie.
—
Może być? — zapytała, zatrzymując się w miejscu, kiedy już poczuła jego spojrzenie na sobie. Nie potrzebowała jego opinii, ale chciała ją usłyszeć. W końcu sam wybierał sukienkę, na oko, nie wiedząc jak będzie leżeć. Ale jakby pytać ją o zdanie - leżała idealnie.
Giovanni Salvatore