-
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Może to nie była jeszcze rocznica ślubu (tą to Rin ma już zaplanowaną od miesięcy) ale za kilka dnia miały kolejną rocznicę związku, a to zawsze dobra okazja do świętowania. Szczerze powiedziawszy Austin to nawet już nie pamiętała dokładnie ile to już minęło odkąd zaczęły być ze sobą oficjalnie. Zresztą to nie było ważne tak naprawdę. Najważniejsze, że były ze sobą szczęśliwe.
Rin urwała się dzisiaj z pracy dużo wcześniej niż powinna. Przełożyła kilka spotkań informując o tym ojca. Dała mu znać, że się zwija do domu do żony co oczywiście olał informując ją o tym, że ma randkę w weekend. Rin przewróciła teatralnie oczami, zgarnęła swoje zabawki i zostawiła jubilera za sobą. Nie zamierzała się dzisiaj z nim o to wykłócać, bo i tak nic to nie wniesie a jedynie napsuje sobie nerwów. Nie chciała wracać do domu nabuzowana i nerwowa, bo to tylko wszystko zepsuje, a nie tego jej teraz potrzeba. Po drodze zawitała do cukierni odebrać zamówione wcześniej ciasto jak i catering, bo przecież Rin i gotowanie to czarna magia oraz po dwa bukiety chwastów. Wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu zanim Noelle wróci do domu, więc musiała się ze wszystkim uwijać, a jeszcze trzeba wyjść na szybkie siku z dwiema puchatymi kulkami, które za chiny ludowe nie chciały wracać do domu już nawet nie mówiąc o jakimś załatwianiu potrzeb! Małe żmije.
Udało jej się wszystko ładnie wyłożyć na talerze i udekorować stół, niektóre róże musiały się poświęcić i rozpaść, bo Rin miała wizję i tyle. Nigdy nie była wielką romantyczką, ale to może dlatego, że wcześniej nie była na poważnie z nikim. Dopiero przy Elle zaczęła się starać i robić wszelkie romantyczne gesty.
Niestety jak już wszystko było gotowe i zostało jej czekanie to scrollując w telefonie wiadomości oczy jej się zamknęły. Niezapowiedziana mini drzemka z psami na kanapie, która jak nic zrujnuje wszystko.
Elle Son-Austin
-
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Noelle nie spodziewała się niespodzianki - no cóż, niespodzianki zwykle tak właśnie działają, że człowiek nie powinien się ich spodziewać. Tego dnia normalnie poszła do pracy, prowadząc zajęcia dla kilku klas, co zresztą naprawdę lubiła. Uwielbiała spędzać czas w szkole, bo lubiła nauczać, lubiła prowadzić zajęcia, pokazywać dzieciakom nowe rzeczy, uczyć ich gry na instrumentach, śpiewu... ale też samo to, że naprawdę miała dobry kontakt z młodzieżą i wydawało jej się, że była przez nich całkiem lubiana, a w każdym razie nie dotarły do niej żadne wieści o tym, żeby miały do niej jakikolwiek problem. Czy można być szczęśliwszym człowiekiem, niż takim, który wykonuje pracę, którą naprawdę lubi?
Rzecz jasna nie tylko praca była dla niej ważna w życiu. Prawdopodobnie nie byłaby tak szczęśliwa, gdyby nie fakt, że rok temu została żoną pięknej Rin, która to naprawdę była idealną partnerką, znacznie lepszą, niż Elle mogła sobie kiedykolwiek wymarzyć. Dbała o nią, dbała o ich związek i Noelle szczerze wierzyła, że przetrwają wszystko i razem się zestarzeją. Innego scenariusza sobie nie wyobrażała.
Dzień w pracy minął jej spokojnie, jak zwykle prowadziła zajęcia, na przerwach rozmawiała z uczniami, pocieszała nawet jedną uczennicę ze złamanym sercem, którą właśnie rzucił chłopak - powiedziała jej, że miłość do niej przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie życia i że będzie wiedziała, że to właśnie to. Opowiedziała przy okazji pokrótce o tym, jak sama poznała swoją miłość, która teraz była jej małżonką. Oczywiście pochwaliła się też przy tym pierścionkiem zaręczynowym i obrączką, jakże inaczej.
Po zajęciach wróciła do domu, o stałej porze, a od wejścia miała jakieś dziwne uczucie, że coś jest inaczej. Panowała jakaś dziwna cisza, niby nic dziwnego, ale gdzie były jej psiaki, witające ją od progu radosnym szczekotem? Weszła do środka i dopiero stukot jej obcasów obudził jedną ze ślicznotek, która najpierw otworzyła ślepka, a potem dostrzegając ją zeskoczyła z kanapy i przybiegła do swojej pani, ujadając, jakby oszalała.
- Co to za drzemka beze mnie? - zapytała wesoło, kucając, żeby pomiziać po łebku puchatą istotkę.
Rin Austin
-
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Rin miała ustaloną od dziecka drogę kariery i nie zamierzała się wyłamywać pod tym względem, chociaż nie było to coś czym naprawdę się fascynowała. Zarządzanie sporą siecią drogich sklepów jubilerskich nie było czymś czym chciałaby się zajmować, ale niestety nie potrafiła się wyłamać ojcu. Już wystarczyło, że zrobiła mu mocno na złość gdy związała się na stałe z Elle. Nigdy tego nie żałowała i zrobiłaby to kolejny raz gdyby trzeba było. Jednak pod względem pracy była pokorną, dobrą córeczką. Dlatego też odrobinkę zazdrościła swojej żonie, że ma pracę, którą rzeczywiście lubi. Ile razy to wieczorami słuchała jak to jej miną dzień wśród młodziaków. Takiego nauczyciela z powołania to ze świecą szukać i Rin była z Elle super dumna. Naprawdę!
Nie planowała tej drzemki. Zresztą nie czuła się jakoś super zmęczona, chociaż ojciec działał jej skutecznie na nerwy. Najwidoczniej wygodna kanapa, którą kupiły za niemałe pieniądze i towarzystwo psów sprawiło, że Rin powieki zrobiły się za ciężkie i przysnęła. Ujadanie psa skutecznie wyrwało ją ze snu i zajęło jej kilka sekund by ogarnąć rzeczywistość. Musiała naprawdę mocno zasnąć. Przeciągnęła się na kanapie i ruszyła z niej zadek.
Teraz już oba psiaki z radością witały swoją ulubioną właścicielkę zapominając całkowicie o tym, że mają drugiego człowieka w domu. Jak zawsze. Rin była lubiana jak nie było Elle!
-Jakie drzemki. Nie było żadnych drzemek - rzuciła Rin wychodząc z salonu by przywitać żonę. Nie zapomniała zgarnąć kwiatków pomimo tego, że wyglądała jakby właśnie się obudziła ze snu zimowego i nie wiedziała który jest rok -Jak dzień minął? Mam nadzieję, ze nie jesteś super zmęczona - podeszła bliżej czekając aż jej szanowna małżonka przywita się ze zwierzakami.
Elle Son-Austin
-
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ależ oczywiście, że żadnej drzemki nie było - puściła oczko do Rin. Została jeszcze chwilę na kuckach, miziając oba psiaki za uszkiem, tam gdzie lubiły najbardziej, ale w końcu podniosła się na nogi i zbliżyła się do żony, uśmiechając się szeroko na widok bukietu.
- Och, to dla mnie? - przyjęła bukiet, wsadziła nos w kwiatki i zaciągnęła się zapachem, po czym cmoknęła kobietę w policzek, owijając wolną rękę wokół jej szyi. - Czym sobie zasłużyłam? Bo do rocznicy ślubu jeszcze chwila, prawda? Nie pomyliłam daty? - zamrugała słodko oczkami, trochę zagubiona, bo na moment faktycznie zwątpiła czy przypadkiem coś jej się nie pomieszało. Chwilę później zbliżyła się jeszcze bardziej do Rin i złożyła lekki jak piórko pocałunek na jej wargach. - Powiedz, że nic nie pomieszałam, bo zaczęłam się stresować - zaśmiała się nieco nerwowo.
Rin Austin
-
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
-Nie było. Masz równie wybujałą wyobraźnię co Twoi uczniowie - usilnie chciała wmówić Elle, że takowej nie było. Trochę kiepsko to wychodziło, bo wyglądała jakby dopiero co wstała z tymi rozczochranymi kudłami i miną jakby przespała całą zimę. Poczekała cierpliwie na swoją kolej, bo przecież zwierzaki miały zwykle pierwszeństwo.
-Nie to dla tej za Tobą - przewróciła teatralnie oczami i zaraz się uśmiechnęła gdy dostała całusa w policzek. Rękami objęła kobietę w pasie gotowa nie wypuszczać jej nigdzie przynajmniej na ten moment. Psiaki oczywiście latały wokół nich zadowolone z tego, że ich ukochana pani wróciła. Nie muszą przesiadywać z zastępczym człowiekiem.
Mruknęła nico niezadowolona, bo ten lekki pocałunek wcale nie był zadowalający. -Po pierwsze zasługujesz swoją obecnością. Po drugie nic nie pomieszałaś - uśmiechnęła się lekko. -Do rocznicy jeszcze chwila. Poza tym miałaś wziąć urlop na ten czas, bo Cię zabieram daleko stąd - tak Rin już miała wszystko zaplanowane. Skradła dłuższego całusa, bo ten wcześniejszy był niewystarczający dla Austin -To już któraś z kolei rocznica związku, więc spokojnie. Chodź zjeść. Potem się ogarniesz i możesz odpocząć. Bardzo zmęczona? - bo jeśli tak było to mogą olać jedzenie chwilowo i pójść chillować na kanapie przed telewizorem.
Elle Son-Austin
-
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Parsknęła śmiechem, słysząc, że ma wybujałą wyobraźnię, po czym ujęła twarz kobiety w dłonie i pocałowała ją w noc, a następnie założyła jej kosmyki włosów za uszy pieszczotliwym, czułym gestem. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc o wyjeździe; była podekscytowana, bo nie wiedziała gdzie Rin zamierzała ją zabrać i w sumie nie chciała wiedzieć, wolała mieć niespodziankę.
- Będziesz musiała mi tylko powiedzieć czy jedziemy w jakieś ciepłe czy chłodne miejsce, żebym wiedziała jak się spakować - musnęła nosem jej policzek, po czym wtuliła policzek w jej ramię i przez chwilę tak po prostu stały, przytulone, a Elle cieszyła się tą bliskością, która nigdy chyba jej się nie znudzi. - Tak, już zapowiedziałam w pracy, że niedługo znikam na urlop. Którego wyjeżdżamy? To wypiszę wniosek urlopowy jak tam pójdę jutro - niechętnie oderwała się od jej ramienia i sięgnęła do jej ust, całując je z cichym, zadowolonym pomrukiem. - Nie jestem aż tak zmęczona, spokojnie. Możemy zjeść, a potem chętnie wezmę prysznic i trochę odpocznę przed ekranem - błysnęła zębami w szerokim uśmiechu, z charakterystycznymi kurwikami. - Chyba że zechcesz mi towarzyszyć w kąpieli... wcale się nie obrażę za dobre towarzystwo.
Rin Austin
-
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Lubiła takie czułe gesty ze strony partnerki. Czuła się wtedy ważna i kochana. Nikt inny naprawdę nie był jej potrzebny do szczęścia i gdyby rodzina naprawdę byłaby przeciwko niej i Elle to Rin zostawiłaby wszystko w cholerę by tylko być z nią.
-Czy Ty myślisz, że ja wolę Cię w tonie ubrań? - uniosła brew. Zdecydowanie dużo bardziej wolała zobaczyć żonę w bikini. Tak. To będzie piękny obrazek. Wyjazd za granicę planowała od długiego czasu. To była ich pierwsza rocznica ślubu i powinna być równie wyjątkowa, więc Rin postanowiła, że zabierze żonę na Bali. Dwa tygodnie daleko od rzeczywistości. Słońce, piasek i kolorowe drinki.
Cmoknęła Elle w czubek głowy i objęła mocniej nie chcąc jej wypuszczać z objęć. -Lot mam ósmego stycznia. Dziewiątego wieczorem powinnyśmy być na miejscu - idealnie zaplanowane by pierwszy dzień urlopu był rocznicą ślubu. Pocałunek odwzajemniła i nawet nieznacznie go pogłębiła. -To chodź. Zamówiłam jedzenie - odsunęła się odrobinę od żony i zaraz uśmiechnęła zadziornie na kolejnej jej słowa -Doskonale wiesz, że zawsze chcę - odparła biorąc lubą za rękę by mogły przejść do jadalni gdzie czekał na nich przepyszny posiłek. Prawdopodobnie już był nieco chłodny, ale kto by się tym przejmował. -Bardzo uczniowie Ci dokuczali dzisiaj? Mam ich poustawiać? - uniosła brew odsuwając krzesło by partnerka mogła zasiąść do stołu i sama zaraz zajęła miejsce naprzeciw.
Elle Son-Austin
-
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ach, pan wuefista! Nie miał u Elle żadnych szans, bo była zakochana w swojej bratniej duszy, ale gdyby nie była, to być może nawet zwróciłaby na niego jakąś uwagę. Był całkiem sympatyczny i nawet przystojny, więc Elle czasem lubiła drażnić się ze swoją lubą, np. sugerując jej, że zaprosił ją ostatnio na kawę i że może by tak poszła, bo w sumie czemu nie... Były do siebie podobne pod tym względem, lubiły się ze sobą drażnić, ale koniec końców i tak kochały się na zabój.
Parsknęła śmiechem, słysząc pytanie, czy myśli że Rin woli ją w tonie ubrań. Oparła dłonie o biodra, wysunęła nieco kolano spomiędzy rozcięcia na dole sukienki i zakołysała się zalotnie, szeroko uśmiechnięta i z iskierkami szczęścia w oczach.
- A więc ciepłe kraje! - klasnęła w dłonie, zachwycona, po czym skradła swojej ukochanej kolejnego całusa, ramiona owijając wokół jej szyi i przytulając się do żony. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc że dziewiątego, a więc w swoją rocznicę ślubu powinny już być na miejscu. Nie mogła się już doczekać tego wyjazdu, naprawdę. Chyba zacznie na kalendarzu ściennym skreślać dni do wyjazdu, żeby widzieć bardziej obrazowo, że już niedługo będą paradować po plaży w seksownych bikini.
Poszła z żoną do jadali, słysząc, że ta zamówiła coś do jedzenia i zasiadła do stołu, spoglądając na nią spod długich rzęs, gdy ta odsunęła jej krzesło. Uwielbiała te momenty, gdy Rin traktowała ją jak księżniczkę, czuła się wtedy niesamowicie kochana i adorowana.
- Nie, dzieciaki były dzisiaj nawet całkiem znośne. Jedna uczennica potrzebowała pogadać, bo chłopak który jej się podoba zaczął ją ignorować i biedna nie wiedziała co zrobić - przysunęła do siebie posiłek i zajrzała z zaciekawieniem co dobrego zamówiła jej żoneczka. - A co robimy po obiedzie? Masz jakieś kolejne ciekawe plany? - uniosła brew z uśmiechem niegrzecznego chochlika.
Rin Austin
-
You're my soulmate. You feel familiar, like someone I have known since before. You are at the back of my mind always.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Pan wuefista bardzo, ale to tak strasznie bardzo drażnił swoim istnieniem Phraenarin. Widziała kilka razy jak miły potrafił być w stosunku do Noelle i nie podobało się to jej ani odrobinkę. Jasne ufała swojej partnerce, ale nic nie potrafiła poradzić, że włączał jej się tryb zazdrosnej lubej. A kiedy jeszcze Elle na dodatek drażniła się z nią pod tym względem to już całkiem Rin traciła resztki rozumku. Oczywiście nie pozostawała dłużna wspominając o swoich potencjalnych randkach, bo przecież nie odpuści. Jednak pan wuefista jest na czarnej liście Austin i miała go na oku jak tylko przyjeżdżała po żonę czy to motorem czy autem. Już raz od niego usłyszała, że nie powinna wozić Elle motorem. Jakby miał jakiekolwiek prawo mówić jej co może a czego nie względem jej własnej żony!
Uśmiechnęła się lekko widząc co też wyprawia jej partnerka. Nie ważne co miała Elle na sobie to zawsze skupiała całą uwagę Rin. Skinęła głową na słowa pani Son-Austin i objęła ją w pasie gdy ta się przytuliła. Będą świętować swoją pierwszą rocznicę ślubu za granicą smażąc ciałka na słońcu. Austin będzie musiała co roku starać się coś robić na rocznicę jak już teraz postawiła sobie tak wysoko poprzeczkę.
Małe gesty, które robiła Rin to był jej love language. Przynoszenie randomowo kwiatków, jedzenia do pracy czy jak teraz odsunięcie krzesła. Niby nic, ale w ten sposób właśnie Rin pokazywała jak cholernie jej zależy na kobiecie, która prawie rok temu została jej żoną.
-Niech też go ignoruje. Niech zobaczy co traci - rzuciła 'dobrą' radą. -Nie ma co się płaszczyć - zamachała widelcem. Ona nie jest wielkim specem od dawania dobrych rad. Szczególnie jeśli chodziło o randkowanie. Kiedyś wychodziła z założenia, że nie ma co się przywiązywać do innych, ale to się zmieniło gdy w jej życiu pojawiła się Elle. Jedzenie, które wzięła na wynos pochodziło z ich ulubionej koreańskiej knajpki, więc powinno żonie smakować! I tak wszystko będzie dużo lepsze niż gdyby miała Rin gotować. -Po? A chcesz coś konkretnego robić? - zamachała śmiesznie brwiami. Szczerze powiedziawszy nie planowała na 'po obiedzie' bo nie była pewna jak zmęczona jej partnerka wróci. Nie chciała jej jeszcze niepotrzebnie gdziekolwiek wciągać. Już nawet z psami wyszła wcześniej by nie musiała tego robić jej żona. -Zawsze możemy skoczyć do kina? Na kręgle? Nie byłam pewna czy nie będziesz padnięta - uśmiechnęła się lekko dziabiąc widelcem w swoim posiłku. Psiaki jak zwykle kręciły się pod nogami mając nadzieję, że dostaną jakieś smakołyki ze stołu.
Elle Son-Austin
-
I'm just a love machine
And I won't work for nobody but you,
I'm just a love machine,
A huggin', kissin' fiend.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Powiedziałam jej to samo! - zaakcentowała to uniesieniem widelca i wycelowaniem go w swoją ukochaną. - I nie musimy iść na kręgle dzisiaj, możemy wybrać się innego dnia i coś sobie zaplanować. Pytałam z ciekawości, jeśli nie masz żadnych dalszych planów, to przecież nic tragicznego się nie dzieje - położyła dłoń na nadgarstku ukochanej, przerywając na chwilę posiłek. - Możemy powylegiwać się na kanapie i obejrzeć jakiś film, wtedy odpocznę po pracy, będę mogła się do ciebie tulić i jeszcze uklepie mi się jedzonko w brzuszku, więc w ogóle full wypas, tyle korzyści jednocześnie - zachichotała, marszcząc zabawnie nosek i mając nadzieję, że jej ukochana nie będzie sobie robić wyrzutów z powodu tego, że nie zaplanowała żadnego wyjścia na później. Pytanie Noelle było raczej zaczepne, po prostu, nie miało w jakikolwiek sposób urazić czy zasmucić jej żonę. Przez jakiś czas jadła w milczeniu, zerkając na lubą co chwilę, żeby się upewnić, że wszystko jest ok.
Rin Austin