Mieszkanie, pomimo oczywistej biedoty, jaką dało się wyczuć gdy zwróciło się uwagę, było przystrojone tak, jak tylko pozwalał na to uszczuplony budżet. Nagromadzone latami ikony, wizerunki Maryi patrzące łagodnie z każdego kąta, koronki będące dziełem samej pani domu i tania sklejka, z jakiej zrobiono większość mebli opowiadała historię domu, który widział wiele i miał do zaoferowania więcej niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.
Tapeta ledwo trzymała się ściany, ale na framudze w przedpokoju dało się zauważyć ślady po markerze. Czerwone oznaczono literą D., niebieskie koślawym M. Wzrost mierzony latami, błękit nigdy nie dorównał czerwieni.
Na meblościance znajdowało się kilka fotografii, głównie Estelli ze świętej pamięci mężem, ale można było również zauważyć kilak fotografii innych dzieciaków, parę tych przedstawiających Diego, mniej takich, na jakich pokazywał się Milo. Jedną Dylan z pewnością kojarzył, była bowiem kopią tej, którą trzymał w portfelu. Inna, wykonana później, ta, o której Rivera zapomniał, została wykonana rok temu w wakacje, gdzie z nieco zmęczonym, ale zadowolonym uśmiechem (o wiele szerszym niż tym ze starszej fotografii) pozował z pismem potwierdzającym jego przyjęcie na studia. Był siódmym dzieciakiem z życiowego dorobku Estelli, oraz jedynym, który rzeczywiście dostał się na jakąkolwiek uczelnię.
一 Tak wiem, Daniel. 一 Kobieta uśmiechnęła się ujmująco, tak, jak robiły to zwykle starsze panie pełne najlepszych intencji. Ale w spojrzeniu pani Flores, poza dobrodusznością i ciepłem pobłyskiwało jeszcze coś, co z pewnością nie kwalifikowało jej do miana niedomagającej, ani broń boże - potencjalnej kandydatki do domu spokojnej starości. To, że czasami fikcja mieszała jej się z rzeczywistością była zupełnie odrębną kwestią.
Kobieta nie usiadła, zamiast tego poprawiła oprawione w ramki zdjęcia i spojrzała na Gauthiera tak, jakby prześwietlała właśnie jego duszę. Kto wie, może tak było.
一 Tak, pamiętam... 一 podjęła z namysłem, kiwając lekko głową. 一 Milo ma o tobie bardzo dobre zdanie, wiem, że się przyjaźnicie. Niedawno zamieszkaliście razem, prawda?
Milo naprawdę próbował. Starał się przekazać jej tę informację w sposób dosłowny, wiedząc, że sugestie nie zadziałają - nigdy nie działały, w tym domu wszystko mówiło się wprost - ale Estella jak na upartego, zgodnie zresztą z przyzwyczajeniami ludzi w jej wieku wolała udawać, że tej części narracji nie usłyszała.
Dopiero gdy Dylan zaprezentował butelkę wina jej uśmiech nagle rozciągnął się tak, jakby przewinienia (zawinione lub wymyślone, któż to wie) zostały wybaczone.
一 Och, nie trzeba było!
Ale dobrze, że nie przyszedł z pustymi rękami.
W tym czasie Milo i Diego, sądząc po odgłosach z jasno oświetlonej kuchni, dobrali się do zastawy i przepychali który udźwignie więcej. Estella zacmokała cicho, lok zakładając sobie za ucho tym samym gestem, który łatwo było podejrzeć u Rivery, pokręciła głową i wskazała brodą w kierunku źródła potencjalnych problemów.
一 Naprawdę chcesz się w to mieszać? Oni... JAK MI POBIJECIE ZASTAWĘ TO PRZEGONIĘ NA DWÓR! 一 huknęła w połowie zdania, gdy niepokojący, brzęczący dźwięk dobiegł z przedpokoju. 一 No ale jeżeli wolisz, to proszę bardzo. Zawsze byłam zdania, że lepiej jak kto angażuje się od progu zamiast chować się po kątach, to takie nienaturalne. Mój małżonek, na przykład... CZY WY MACIE COKOLWIEK W TYCH GŁOWACH?!
Salwa śmiechu jaka przebiła się aż do salonu nie pozostawiała złudzeń; Diego i Milo doskonale bawili się przy kompletowaniu zastawy, może nawet nieco zbyt dobrze i zbyt długo. Estella westchnęła jedynie i w końcu usiadła, zerkając znacząco od czasu do czasu na butelkę.
一 W każdym razie to dobrze, że Milo wreszcie znalazł z kimś wspólny temat. Nie wiesz, czy tam w tym zimnym kraju znalazł sobie jakąś porządną...
一 Powtarzam ci po raz nie wiem naprawdę który 一 wszedł jej w słowo Rivera, wkraczający właśnie w próg wraz z naręczem talerzy i sztućcami pobrzdękującymi w jednej z misek. 一 że nie jestem zainteresowany dziewczynami. Mój chłopak siedzi dosłownie obok ciebie, naprawdę musimy udawać, że...
一 ...bo chciałam ci zasygnalizować, że ta dziewczyna od Diazów, ta Beatriz, ona...
一 ...Estella...
一 ...bardzo w twoim typie. Blond, jasna taka, wysoka naprawdę, jak wyrosła w ostatnim czasie to...
一 ...Bea jest brunetką, jej rodzina w prostej linii pochodzi z Wenezueli i zawsze była niższa ode mnie, więc o czym ty...
一 ...i rozmawiałam z jej matką, nikt...
一 ...na litość boską, ona...
一 ...wiesz, że zawsze miała do ciebie słabość, przesiadywała w tym warsztacie i...
Milo trzasnął talerzami o stół odstawiając je nieco zbyt energicznie. Przez moment w salonie zaległa specyficzna cisza, która jednocześnie wydawała się dobrze znana pozostałym uczestnikom kolacji, a w tym samym momencie potrafiła budzić niewygodę u tych, którzy byli nienawykli. Przez parę sekund mierzyli się spojrzeniami, z obu stron bił ten sam upór i przekonanie o własnej racji.
一 Ale przecież...
一 Proszę.
Rzadko kiedy to robił, bodaj jeszcze nigdy z taką łagodnością i naciskiem, przez co nawet zacięcie Estelli skurczyło się i wycofało, zanim wynikłaby z tego jakaś awantura przy gościu. Kobieta spojrzała tylko na Gauthiera z zakłopotaniem, lekko zacisnęła usta, ale nic już nie powiedziała. Machnęła tylko ręką ponaglająco, by nalali sobie zupy, co Rivera zrobił osobiście, manewrując chochlą i wpierw polewając jej, następnie Dylanowi, a dopiero później z przyzwyczajenia uzupełnił miskę Diego, mimo, że ten wciąż był nieobecny i szukał czegoś w kuchni i na samym końcu sobie.
Cisza przy stole zupełnie nie przeszkadzała mu w jedzeniu, był cholernie głodny i wiedział zresztą z doświadczenia, że ten temat chwilowo miał z głowy.
一 Dylan jest świetnym kucharzem 一 zagaił, akurat gdy Camarena z buteleczką tabasco dosiadł się do stołu. 一 I też studiuje. Zna się na gwiazdach, sabías qué? Poza tym... 一 kątem oka wyłapał spojrzenie Gauthiera i posłał mu ciepły, zachęcający uśmiech. Pod stołem trącił go lekko stopą, wiedząc, że nikt inny nie zauważy. 一 Przyjechał tu ze mną z Kanady. Chciał was poznać, więc postarajcie się go nie zjeść na dzień dobry, hmm?
❁❁❁
Sypialnia na poddaszu, tak, jak opisał to Diego, została bardzo prowizorycznie podzielona na pół. Klapa i opuszczane schody znajdowały się na bardzo spontanicznie zaaranżowanym przedsionku pomiędzy jednym pokojem a drugim, z czego oba były podobnie klaustrofobiczne i duszne, mimo to tam, gdzie Milo wciągnął nieco zagubionego Dylana przed drzwi oblepione plakatami rakiet i skróconą tablicą Mendelejewa, było dostatecznie przytulnie by na chwilę zapomnieć o ciasnocie.
Materac rzucony pod ściankę działową był dostatecznie duży by pomieścić ich obu, jednocześnie mniejszy niż łóżko Dylana w ich mieszkaniu w Toronto. Na przemysłowych, stalowych regałach zalegały książki z czasów, kiedy jeszcze potrzebował podręczników, wiele z nich nosiło ślady ołówka, z innych wysypywały się kolorowe karteczki z jego odręcznym pismem. Brakowało okien, były tylko jedne wąskie drzwi balkonowe, prowadzące praktycznie prosto na barierkę, o jaką można się było najwyżej oprzeć w gorący wieczór. Drewniane rolety można było wedle upodobania złożyć, choć i tak przyjemniej było zostawić je rozwarte na boki, bo światło padające z ulicy było przyjemnie ciepłe i żywo pomarańczowe. Ostatnim elementem świadczącym o tym, że pokój bez wątpienia należał do pasjonata i hobbysty było kilka starych modeli Atari, jakie naprawił zanim zawinął się do Kanady.
一 Więc... to jest mój pokój 一 zaanonsował zbędnie, puszczając Dylana przodem, samemu zaś domykając za sobą drzwi. 一 Nie jest jakoś luksusowo, ale mam dobre wspomnienia, chociaż... 一 przerwał na krótko i uśmiechnął się szerzej, z urwanym śmiechem mącącym swobodną wypowiedź. 一 Jeszcze wtedy był większy, bo mieszkałem tu z Diego. Teraz jest za ścianą, dziwna nowość.
Z jakiegoś powodu czuł się cholernie niezręcznie i nie do końca wiedział dlaczego.
Z obiema dłońmi splecionymi za plecami ściągnął swoje nowe, pomarańczowe trampki, zostawił je przy drzwiach i usiadł na materacu patrząc wyczekująco na Gauthiera odkładającego po kolei wszystkie torby i plecaki, jakie uparł się zanieść na górę za jednym kursem.
一 Możemy się przebrać i... i możemy pójść na drinka do El Suspiro. Widać je nawet z mojego okna, to tam po drugiej stronie ulicy w prawo, na rogu.
Supeł jaki obciążał mu żołądek nie miał nic wspólnego z obiadem; to było zresztą widać na jego twarzy, ściągniętej w oczekiwaniu, jakby Milo spodziewał się wyroku. Wiedział, że to mieszkanie nie było pięciogwiazdkowym hotelem, nie było nawet zbliżone do standardów, do jakich przyzwyczaiło ich Toronto, ale o ile sam był nawykły, tak nie wiedział jakie zdanie na ten temat mógł mieć Dylan.
一 Chcesz... usiąść?
Dylan Gauthier