ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
173 cm
detektyw ds. narkotyków Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
French Canadian pani detektyw. Kociara która zawsze ma przy sobie kindle do czytania <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Anais od samego rana była jak nakręcona. Wypiła co prawda kosmicznie mocną kawę na pobudkę, ale tylko jedną! Dla niej to nic niezwykłego, jednak ta jedna kawa musiała mieć magiczne właściwości, bo gdy tylko chwyciła telefon z nocnej szafki, niemal wyskoczyła z łóżka. Uwielbiała ten poranny rytuał – kawa w łóżku, piżama i wiadomości w tle. To był jej moment ciszy przed burzą. Dziś jednak burza miała nadejść szybciej niż zwykle.
Jej dom był jasny, minimalistyczny, z kilkoma akcentami zdradzającymi jej charakter – na parapecie stały doniczki z sukulentami, a na ścianie wisiała mapa świata z zaznaczonymi miejscami, w których była. W kuchni pachniało świeżo zmieloną kawą, a na blacie leżał otwarty notes z wczorajszymi zapiskami. Anais przeszła boso po chłodnej podłodze, czując, jak jej ciało powoli budzi się do życia. „Jeszcze godzina… muszę się ogarnąć” – pomyślała, nalewając sobie szklankę wody.
Przy biurku rozłożyła dokumenty, markerem zaznaczając najważniejsze punkty. Na ekranie laptopa otworzyła raporty dotyczące lotu – nazwiska, daty, numery rejsów. „Nie mogę go spłoszyć. Musi poczuć, że to tylko rutyna.” Wiedziała jednak, że w jej pytaniach kryje się ostrze – jedno nieostrożne słowo i mężczyzna zamknie się w sobie. W głowie układała scenariusze: zacznie od neutralnych pytań, potem przejdzie do szczegółów.
Spojrzała na zegarek. Czas płynął szybciej niż chciała. Wstała, otworzyła szafę i przez chwilę zastanawiała się, co założyć. Musiała wyglądać profesjonalnie, ale nie onieśmielająco. Wybrała granatową koszulę, czarne spodnie i klasyczne botki. Włosy związała w luźny kucyk, zostawiając kilka pasm miękko opadających na twarz. W lustrze zobaczyła odbicie kobiety gotowej na grę, w której stawką jest prawda. „Czas to pieniądz” – pomyślała, poprawiając mankiet koszuli. Jeszcze szybki rzut oka na notatki, telefon do kieszeni, klucze w dłoń. Gdy zamykała drzwi, poczuła, że wchodzi w dzień, który może przynieść odpowiedzi… albo jeszcze więcej pytań.
Dotarła do głównego budynku policji, witając się po drodze z innymi i zamieniając kilka słów tu i ówdzie, jednak nie zamierzała się teraz rozpraszać. Usiadła przy swoim biurku, uruchomiła komputer i dopisała kilka szczegółów do notatek. Gdy dostała wiadomość, że Ryan Lee przybył na posterunek, chwyciła dokumenty i ruszyła w kierunku sali wykorzystywanej do mniej oficjalnych przesłuchań. Nie zamierzała stawiać pilotowi żadnych zarzutów – przynajmniej na razie, bo pozostawał niewinny, dopóki śledztwo nie wykaże inaczej.
Otworzyła drzwi do pomieszczenia, w którym mężczyzna już czekał przy stoliku.
Witam, panie Lee. Nazywam się Anais Beaumont i jestem jednym z detektywów pracujących nad sprawą dotyczącą lotu, którego był pan pilotem – powiedziała na przywitanie. Z kieszeni wyjęła dyktafon, włączyła go i położyła na stoliku w równej odległości pomiędzy nimi.
Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko, jeśli ta rozmowa zostanie nagrana? Nic nie jest panu w tym momencie zarzucane, oczekujemy jedynie odpowiedzi na kilka pytań… – dodała, starając się brzmieć możliwie przyjaźnie. Ostatnie, czego chciała Anais, to by osoba, która dobrowolnie przyszła, zamknęła się w sobie.


Ryan Lee
33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Anais L. Beaumont

Komenda policji. Chyba jeszcze nigdy nie znalazł się w tym miejscu. Taksował je spokojnym spojrzeniem, próbując znaleźć w nim coś fascynującego. Szczerze nie miał zielonego pojęcia, o czym chcieliby móc z nim porozmawiać. Był pilotem, bardzo dobrym. Latał w każdych warunkach, a uczucie turbulencji były jego ukochanym uczuciem. Czuł przedziwne uczucie ekscytacji, gdy zaczynało rzucać samolotem na prawo i lewo. Jakby ta lekkość faktycznie miała znaczenie. Dla niego miała. Przymknął przez moment oczy, zastanawiając się, co go tu czeka.
Do pokoju przesłuchań wszedł z kawą z automatu. Pachniała taniością. Trochę jak cała komenda. Zlustrował pomieszczenie spokojnym wzrokiem. Nigdy nie sądził, że jego praca mogłaby go doprowadzić w takie miejsce. Pachniało wilgocią oraz dziwnym uczuciem prawdy. Może skłoni go to do szczerości? Zawsze ją oferował. Wystarczyło tylko spojrzeć na niego, a on już zawieszał wzrok na atrakcyjnej pani detektyw. Na jego twarzy wymalował się tradycyjny uśmiech numer siedem, taki prawdziwego bajeranta. Coś z niego miał.
Słysząc, że ma mnie przesłuchiwać detektyw Beaumont — zaczął spokojnym tonem, zawieszając wzrok na oczach Anais. Miała w sobie coś interesującego, za czym chciałby podążyć. Poznać ją trochę bliżej, a na pewno bez tego stołu dzielącego ich — nie spodziewałem się pięknej kobiety o tak cudownych oczach — roześmiał się delikatnie, drapiąc się po karku. Dla niego nie liczyły się żadne konsekwencje. Pozwalał sobie na dwuznaczności. Mógł być przesłuchiwany, ale widział w kobiecie coś interesującego.
Więc dzień DOBRY — przywitał się w końcu, uśmiechając się jeszcze szerzej niż zwykle — chociaż teraz już będzie cudem spadającym z nieba — kącik ust poszybował mu ku górze, a ręka spoczęła na plastikowym kubeczku. Upił z niej łyka, nie uciekając spojrzeniem.
A niech mi Pani detektyw powie... — zaczął lekko roześmianym tonem — nie powinienem mieć prawnika? — brzmiał jak pajac, ale nagrywanie zaczęło mu odrobinę śmierdzieć. On przecież nic nie wiedział. Wsiadał i leciał w przestworza — za taką twarz można by pójść siedzieć, nawet będąc niewinnym — parsknął krótko, ale on nigdy nie przyjmował żadnych spraw poważnie. Nieważne, co działo się dookoła, musiał trzymać się humoru.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”