W skrajnie patologicznych sytuacjach potrafił znaleźć odrobinę rozrywki; Co prawda nigdy nie powinien przyznawać się do tego głośno, ponieważ wszelkie ślady dewiacji wymagały zmiażdżenia w zarodku. Cierpliwość jeszcze mu się nie kończyła, przecież ta mała schadzka zapewniała mu emocje, o których zdążył zapomnieć przez ostatni zapracowany czas. Chciał się wyciszyć, nabrać dystansu do codzienności, aby w końcu odnaleźć ten mityczny balans, a znalazł babę. A raczej ona go znalazła i za nic w świecie nie planowało zniknąć z życia w tak samo głośny sposób, jak się pojawiła.
Wybujałe ego w niektórych sytuacjach okazywało się całkiem pomocne. To właśnie dzięki niemu wszelkie krytyczne uwagi na temat wyglądu, omijały go szerokim łukiem. Może nie uważał się za adonisa, to którego śliniły się wszystkie laski i na sam jego widok miały kisiel w gaciach. Po prostu był względnie poprawny i tyle. I cygański. Cygańska uroda w niektórych kręgach mogła uchodzić za ogromny plus, a nie minus.
—
A głodny, głodnemu wypomni — odparował, przypominając sobie wszelkiego rodzaju odpowiedzi na tego typu zaczepki. W zanadrzu pozostało mu już tylko stwierdzenie: Z głodu jeszcze nikt się nie zesrał, ale ono nie pasowało do tonu rozmowy. Może innym razem uda mu się go wykorzystać, kto wie. —
Polecam się na przyszłość. — Ba, nawet posłał jej najpiękniejszy uśmiech, jaki miał w zanadrzu. Taki najmniej szyderczy, a wydający się w miarę szczerym. Mogła się poczuć wyróżniona czy coś w tym guście. —
Jak dodasz po tej trójce jeszcze dwójkę to będziesz miała mój wiek. Coś jeszcze chcesz o mnie wiedzieć? Może rozmiar buta? — dopytał, puszczając mimo uszu kolejną zaczepkę. To już by było za bardzo żałosne, gdyby reagował na takie coś. Gdzieś trzeba mieć szczątki dumny czy tej mitycznej godności.
Jeszcze się wahał. Jeszcze nie wiedział, jak rozwiąże to spotkanie.
—
Póki co mam ciebie przed swoim nosem, więc nie powinnaś być zdziwiona, że wyglądam tak, jak wyglądam. I nie musisz się aż tak obrażać. Z całą moją sympatią do gówna jeszcze trochę ci brakuje! — zapewnił dziewczynę gorliwie. Aż tak źle nie wyglądała, ale nie chciał tego wypowiadać na głos. Jeszcze, nie daj bóg, pomyśli, że mogła mu się spodobać! Przecież to by była istna katastrofa. Przez duże „k” po której dojście do siebie zajęłoby mu tygodnie. —
Wow, ależ to było dojrzałe. Zjedź je równo czy coś. — Właśnie osiągnął dno. Gorzej już być nie mogło, a reszta komórek mózgowych uciekła z jego głowy z krzykiem. Pozostały tylko emocje, które nigdy nie doprowadziły go do niczego dobrego. Rozum się poddał.
—
Dzięki, mam to po moim starym. — Czy to strzępek normalnego dialogu? Jakikolwiek sygnał, że może udałoby im się dogadać? Szybko zdusił te myśli, nie ma co się łudzić. —
Mogę zrobić wiele rzeczy. Ciągnących się w nieskończoność, a ja bym napawał się twoim cierpieniem. — Brzmiał nieco jak psychopata, ale nie potrafił milczeć w odpowiednim do tego momencie. Przecież musiał ją ukarać za uderzenie w twarz. Tego nie miał zamiaru jej odpuścić, nigdy.
—
W końcu przyznałaś się głośno do tego, że posiadam penisa! Jestem tym faktem niezmiernie zachwycony — powiedział nieco lżejszym tonem, po czym, ponownie, obrzucił ją oceniającym spojrzeniem. Chyba w końcu liczyła na jego profesjonalną opinię, prawda? —
Posłuchaj, kukurynko, stąd dostrzegam, że masz rozdwojone końcówki, musisz zacząć bardziej dbać o włosy, bo widocznie traktujesz je po macoszemu. Kurwiki w oczach ci całkiem pasują, niestety efekt wizualny twojej mordki psuje niewyparzona gęba — zawyrokował, chociaż łatwo mogła zauważyć, że jego spojrzenie zatrzymało się nieco dłużej na jej cyckach. To nie jego wina. Przecież był mężczyzną, więc zdarzało mu się zagapić na pewne rejony w ciele kobiety.
Wszystko to doprowadziło go do tego momentu w życiu; Miał pod sobą całkiem względną kobietę, co prawda nie potrafiła siedzieć cicho, ale pomińmy ten fragment. To było… elektryzujące. Popychające do dalszej zabawy.
—
Dobrze, skoro mam twoją zgodę to nie mam zamiaru się powstrzymywać — przytaknął, obdarzając ją nieco mroczniejszym uśmiechem. Nie powinna mu pozwalać na takie rzeczy, gdy umysł zaczął pędzić, podsuwając mu coraz to bardziej zbereźne myśli. Chciał ją uciszyć, nic więcej. —
Skoro chcesz się o tym przekonać to nie mogę ci niczego odmówić. — Stykali się nosami, gdyby tylko obniżył się chociażby odrobinę ich usta by się spotkały. Jeden ruch.
A zresztą, jebać to.
Barma nie lubił zabaw w kotka i myszkę, za długo pozwalał sobie włazić na głowę, otrzymał świadomą zgodę od dziewczyny, więc działał. Nie odrywając od niej swojego wzroku pokonał dzielącą ich odległość i pocałował dziewczynę. Nie był to słodki, czy uroczy całus, nic z tych rzeczy. Podgryzał co chwila jej pełne usta. Adrenalina to ona popychała go do dalszej zabawy, gdy zdecydował się na pogłębienie pocałunku, o ile dostanie na to zgodę.
Erza B. Fernandes