30 y/o
For good luck!
170 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No nie chciała wyjść na durną blondi w jej oczach, albo jakąś pod wpływem środków, bo tak trochę to jej zachowanie wyglądało. Wszystko jednak było winą faceta, a mianowicie tego jednego konkretnego, którego znała i kochała całe życie, ale jak widać to było już... za długo. Nerwy i reakcja na to śmiechem, typowy obraz Florence w ostatnich tygodniach, a nawet i miesiącach.
- Musiałabym się nie nazywać Florence tylko Fabian, aby takie rzeczy opowiadać. Co jak co ale z nas i facetów, to oni wcisną bajki o swoim rycerstwie i blah... blah. - no taka była prawda, takie mieli ego. Faceci. Ich opowiadania, podkręcone o kilka stopni jak to rozbili grupkę pięciu na jednego albo inne cuda wyrwane z opowieści dziwnej treści. - Całe szczęście! Wystarczą mi już te mentalne rany na sercu.. - dodała z westchnięciem, mając rzecz jasna na myśli własną aktualną sytuację. Mąż, który był już jak obcy a przy tym obracający pewnie od dawna tą jedną koleżankę, o którą miała się nie martwić i inne cuda, takie jak rozstanie z tenisem, czymś co kochała. W dwa lata w sumie straciła dwie najbliższe sercu rzeczy.
- Pani tak mówi, ale jak by Pani znała obraz mojego życia to by i tak nic nie dało gadanie. Lampka czegoś mocnego tylko do spania. - rzuciła, ale tym razem mrugając oczkiem, że sobie żartuje. Dodała to tego też teatralny śmiech, ale już się przymknęła i trochę dała jej przestrzeni do działania i skupienia się na ładnym szwie, co by ona potem jej nie dorwała i po łbie nie zbiła za taką pierdołę.
Tak czy inaczej Quinn chwile milczała bo już dostatecznie się tu rozgadała, a to mogło dać dziewczynie pole do tego jak smutne ma życie kobieta, jak potrzebuje się po ludzku wygadać. Teraz mogła mieć o to trudno bo znając życie połowę jej znajomych już słyszało o tej aferze jej męża Prima. Więc było jej głupie i jedyne co miała w tej chwili to zatopić się w łóżku pod kocem, a potem spocić porządnie na treningu.
- Ahhh. życzę samych sukcesów i barwnej kariery. Chyba nie ma tutaj nic do dodania. Pytanie czy mam to psikać i dezynfekować? Wiadomo to ręce więc będę często moczyć i tak dalej... - pytania były drobne i opisywały już to jak ma się obchodzić z raną, ile ma szwów i za ile na ich ściągnięcie. Florence podziękowała obu paniom, które się nią zaopiekowały i już z mniejszym szaleństwem w głowie i delikatnym uspokojeniu się postanowiła ponownie zamówić taksówkę, aby wrócić do domu. To był głupi i szalony wieczór, więc dziękowała Bogu, że już się kończył. W domu na miejscu czekał na nią bajzel i ten życiowy i ten który sama narobiła, ale ona sama postanowiła odpłynąć w ramiona Morfeusza i po prostu przespać to wszystko, ten huragan.

Koniec tu.

Ivy Harrison
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”