-
„When you're hurt and scared for so long, the fear and pain turn to hate and the hate starts to change the world.”nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiprzeszłyczas narracji3 os.postaćautor
I tak właśnie skończyła raz jeszcze przyklejona do drinka. Raz jeszcze nie czuła smutku, a jakąś wypaczoną formę melancholii, która targała nią od samego rana. Siadła więc gdzieś w rogu, zamówiła jednego z tych fancy drinków z karty, by chociaż raz móc poczuć wyrzuty z ponownego upicia się, ale tym razem czymś innym niż czysta wódka. Ot co, taki mały irracjonalny wybryk Moiry dnia dzisiejszego. Nim do jej łapek dotarło ów alkoholowe niebo, postanowiła rozejrzeć się po lokalu i gościach bawiących się w nich. Jak na porę dnia, dzień tygodnia nie było tu sporych tłumów, co akurat dla niej było wielkim plusem. Nie miała ochoty na rozmowę z nikim, czy na picie drinków z natarczywym pseudo samcem alfa. Nie uważała się za jakąś wyjątkową piękność, lecz wiadomo, jak to działa w barach, czy na imprezach. Nie ważne z kim, nieważne do kogo byle zaglądnąć w kobiece majtki, lub też niekobiece? Nie ważne! Miejsce pod tym względem dzisiejszego dnia zdawało się idealne. Siedziała więc beztrosko, próbując po raz pierwszy zamówionego drinka i nastał zawód. Nie było to nic wyjątkowego, było dobre, ale nie wywoływało efektu wow. Była pewna jednego, więc tego raczej nie zamówi. W ruch poszła więc słomka, którą zaczęła bawić się szklance. Nowo przybyłe osoby, co jakiś czas przyglądali się jej z zaciekawieniem, posyłając nieśmiałe uśmiechy. Moira kilka razy zawiesiła na kimś swoje spojrzenie, lecz szybko wracała zainteresowaniem do wpół wypełnionej szklanki, dając tym samym do zrozumienia, że jednak nie jest zainteresowana.
Zaczęło się robić tłoczno w okolicach miejscach, gdzie spoczywała swoim prawie zdechłym ciałkiem. I gdy szklanka z wcześniej zamówionym trunkiem została osuszona do dna, zamówiła tym razem czystą i postanowiła przenieść się na drugą stronę, która stała się bardziej przyjemna. Minęła jedną, drugą parę i gry prawie wpadła na trzecią, nie udało się jej zapanować nad ruchem i wylądowała na stole, zaliczając drobną wpadkę. I pewnie byłaby sensacją przez drobną chwilę, gdyby nie fakt, że przy stole właśnie ktoś się pojawił i został grzecznie poczęstowany jej szotem wprost na ubranie. Podniosła wzrok, na jak się okazało ciemnowłosą dziewczynę, mrużąc przy tym oczy, lustrując ją, z tym poczuciem winy w oczach. Tylko, czy było jej przykro z powodu tego, że dziewczyna teraz będzie pachnieć wódką, bardziej niż wtedy gdy opuści to miejsce, czy był to wyrzut wobec samej siebie, za zmarnowanie tak dobrego napoju. – i po ptakach.. – podniosła się i przysunęła się delikatnie do nieznajomej, spoglądając w jej ciemne oczka. – przepraszam śliczna, tego stolika tam nie było chwilę temu...prawda? Mam nadzieję, że nic ci nie jest i … wiesz, że jesteś całkiem śliczna? – bezpośredniość i brak poczucia winy, cała Moira.
Claire Price
-
Świąteczny psi renifer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Od jakiegoś czasu Claire czuła przedziwne, narastające uczucie pustki. Kariera powoli układała się jej. Dostała kolejny angaż, a święta spędziła poza domem, próbując zachować resztki rozumu. Tylko czy w ten sposób można było nazwać nagrywanie świątecznego filmu? Korzystali z naturalnego śniegu, chłodnej temperatury oraz rozgwieżdżonego nieba. To na nim skupiały się przede wszystkim oczy Claire. W gwiazdach zawsze było coś niesamowitego. Może można by ją nazwać romantyczką? Kiedy się w nie wpatrywała, myślała: moja miłość też patrzy w te same punkty na niebie.
Mogła to być zwykła mrzonka świątecznego okresu. Od powrotu do Toronto nic nie wydawało się zmieniać w jej życiu. Rodzice dalej byli zbyt troskliwi, lodówka pełna, a jej pies potrzebował odpowiedniej ilości atencji. Rozumiała to. Nie było ich dziecka parę tygodni. Za to po powrocie wolała spędzić czas w ciszy, próbując poskładać do końca myśli. Niecodziennie zastanawiała się nad sensem życia. Pytanie padające tak często w trakcie lekcji literatury: jak żyć? Problem w tym, że nikt nie znał konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
Jeden płyn za to potrafił je uprościć. Był nim alkohol. To właśnie z jego powodu Claire wyszła z rodzinnego domu, by móc kosztować intensywny smak mojito. Prosty, wszystkim znany drink posiadający nutę czegoś, za co ludzie go pokochali. Odrobina orzeźwienia związana z rumem. Idealny kompan na samotne wieczory. Na uszach miała słuchawki, byle nikt nie był w stanie jej usłyszeć. Izolowała się od całego otoczenia, aby móc się skupić na sobie.
Pewnie spędziłaby cały wieczór, wypijając jedno mojito za drugim. Raz tradycyjne, później mango, czy truskawka. Standardowa procedura wchodzenia na wyższy poziom intelektualny za pomocą alkoholu. Jeden skończony, a drugi właśnie zaczynała. Wtedy cały świat się zatrząsł, a na jej t-shirtcie wylądowała wódka. Na jej twarzy automatycznie pojawił się grymas, gdy doszedł do jej nosa intensywny zapach.
— Cholera — mruknęła, ściągając słuchawki, a jej wzrok od razu powędrował ku blondynce — a jakieś pierdolone przepraszam to nie łaska? — warknęła praktycznie od razu. Tylko z każdym kolejnym wypowiadanym słowem czuła się zbita z tropu. Zwłaszcza słysząc słowo śliczna, zamrugała kilka razy oczami zszokowana.
— Z całą pewnością był — mruknęła, stukając nerwowo w blat — to jakiś nowy sposób na podryw? — dopytała lekko skonsternowana. W tego typu sytuacjach nigdy nie wiedziała, w jaki sposób powinna się odnaleźć. Przegryzła dolną wargę, próbując skupić się na blondynce. Była całkiem... śliczna. Tylko nie przyznałaby tego na głos.
— Lepiej by wyszło, jakbyś usiadła i spytała, czy często tu bywam — rzuciła lekko nerwowym głosem Claire, ale na jej twarzy wymalował się delikatny uśmiech. Wódka przestała się liczyć. Bardziej interesował ją winowajca — albo czy spadłam z nieba — dodała już bardziej żartobliwym tonem. Chwyciła palcami słomkę i upiła trochę drinka.
-
„When you're hurt and scared for so long, the fear and pain turn to hate and the hate starts to change the world.”nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiprzeszłyczas narracji3 os.postaćautor
Nie zrobiła jednak nic więcej, poza muśnięciem jej ust. Tak delikatnym, że praktycznie nieznajoma mogła tego nie poczuć. – żartowałam… chyba. Zabawna jesteś, wiesz? Lubie cię – nie planowała podrywać jej w tak tandetny sposób. No i Moira ostatecznie była fatalną podrywaczką, co widać po jej obecnym statusie związkowym i tym, jak przegrała walkę o niego. Nie planowała jednak wyprowadzać nowo poznanej śliczności z błędu. Kto wie, być może to przypadkowe spotkanie, rozwinie się w coś więcej, a wieczór tym razem nie będzie kalką wcześniejszego. – ach, tak się teraz podrywa? To czekaj, pójdę kupić nowego drinka, wyleje na ciebie i zapytam poprawnie. – parsknęła lekko, siadając ostatecznie obok niej.
Skoro już to zaproponowała, to czemu miałaby nie skorzystać. I sądząc po tym, że złość, którą emanowała jeszcze chwilę temu, nagle wyparowała, będąc zastąpiona zainteresowaniem, to aż żal by się było rozstawać. – jednak wiesz, lepiej byś jednak nie spadała z nieba. Nie wiem, czy akurat będę w tym miejscu, by cię złapać, a no szkoda takiej śliczności. – gdyby jednak doszło do takiej tragedii, to patrząc po profesji, jaką para się Moira, to ostatecznie by się spotkali. Chociaż okoliczności nie byłby tak przyjemne, jak teraz. Ach, szkoda by było takiej śliczności. – skoro już romansujemy, to może chociaż wymienimy się, no tymi...personaliami? Chyba tak to się robi w normalnym społeczeństwie? em.. tak, Moira jestem, a pani to? – nim zaczną „romansować”, wypada, chociaż się przedstawić, by zacząć tworzyć zalążek relacji, nawet jeśli to może być jedno nocna znajomość. – ach! I ten, w ramach przeprosin za to, że pobrudziłam ci ubranie, to może, chociaż pozwolisz mi postawić ci drinka? - powinna chyba też wspomnieć o zapłacie za szkodę, ale rozmawianie o pieniądzach w takim uroczym momencie, raczej nie należało do romansowego bingo tego roku.
No i Moira przepiła już prawie całą swoją wypłatę, a to, co pozostało, musi jeszcze rozporządzić na wszystkie zobowiązania, które musi opłacić. Kopanie grobów jak wspaniałe nie jest, to raczej do zarobkowych nie należy. To aż dziwne skoro umiera, aż tyle ludzi.. z drugiej strony, jeśli spojrzeć teraz na to, co słyszała od nauczycieli… ekhem „ucz się, bo będziesz machać łopatą za grosze’, nabiera teraz większego i bardziej sensownego znaczenia. No, ale gdyby zależało jej na kasie, to poszłaby na to, co wymyślili dla niej rodzice. Ot co biedny, ale wolny z niej ptak..
– na co byś miała ochotę? Wolisz jakiś fancy drinka, czy alkoholiczny standard, czyli zimna, piekąca w gardło zimna? – nie! Ona nie brała nowo poznanej dziewczyny za alkoholiczkę. W tej parze to akurat jej broszka, ale o tym nie musi ona jeszcze wiedzieć. To będzie jej zabójcza karta pułapka, gdy …. karta pułapka, która zadziała chyba na jej niekorzyść. No cóż, zachowanie Moiry często bywa destrukcyjne wobec niej samej, być może to jakaś dziwna forma próby zwrócenia uwagi świata na siebie lub jakaś forma zaburzenia emocjonalnego. No albo ostatecznie faktycznie upadła w dzieciństwie na głowę i stała się na tyle popieprzona, że jej to nie przeszkadza, nawet gdy faktycznie może się to dla niej źle skończyć. – skoro już sobie tak rozmawiamy miło, poznajemy się i takie tam. To co taka śliczność robi w takim miejscu? Na topiącą smutki w alkoholu mi nie wyglądasz, to akurat moja działka dzisiaj. A więc? Mam nadzieję, że to nie z powodu kłótni z chłopakiem, bo będzie mi trochę smutno. – tego nie ustalili, a ona nawet nie spytała. Być może ona już jest w związku, a to, co mówiła chwilę wcześniej, jest tylko odskocznią – jakąś formą odreagowania na problem w związku.
Claire Price
-
Świąteczny psi renifer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Otworzyła szeroko oczy, jakby grała w jakiejś kreskówce. Nie spodziewała się usłyszeć takich słów. Delikatny dreszcz przeszedł przez całe jej ciało. Popatrzyła się, poszukując ukrytej kamery. Nie potrafiła uwierzyć w bezpośredniość wypowiadanych słów. Aż lekko ją wzdrygnęło, czując się jak mięso na widelcu. Takie sceny nie miały w sobie nic prawdziwego. Zaraz musiał ktoś wyskoczyć, ogłaszając dobrze wykonany na niej prank.
— Słucham?! — tyle zdążyła powiedzieć, kiedy Moira się do niej przesuwała. Nie miała problemu z naruszaniem cielesności, ale tylko wtedy gdy ktoś był odpowiednio bliski, albo sama tego chciała. Nie znała imienia nieznajomej, a ona znajdowała się bliżej niż niejeden mężczyzna. Zdążyła lekko odsunąć twarz, patrząc na nią z przerażeniem.
— Powiem to jeszcze raz — powiedziała dalej lekko zakłopotana. Na jej policzkach wymalowała się delikatna czerwień. Chciała spędzić ten wieczór w spokoju, a zamiast tego dostała prawdziwą ekstrawertyczkę — słucham?! — dalej z jej głosu wybrzmiewał ten sam szok. Nerwowo rozglądała się po innych klientach, próbując znaleźć kamerę. Coś sugerującego żart z całej sytuacji. Tylko im dłużej ona trwała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z jednego, to nie było udawane.
— Nawet mnie nie znasz... — wymruczała pod nosem na uwagę o lubieniu. Długo nie musiała czekać, by przeszedł po jej ciele kolejny dreszcz. Jednak groźba wylania kolejnego alkoholu wydawała sie okrutna. Dobrych procentów się nie marnuje to raz, a dwa nie chciała kolejnych, mokrych i śmierdzących plam na sobie — co?! NIE! — krzyknęła na tyle głośno, że inni klienci aż się na nie spojrzeli. Lekko się zgarbiła, próbując ukryć się za puklami czarnych włosów. Nie chciała czuć wzroku ludzi na sobie. Niektórzy mogliby ją rozpoznać, a ona wolała pozostać niewidzialna.
— Chyba potrzebuję więcej alkoholu — rzuciła, słysząc komentarz o spadaniu w dół. Zdecydowanie zbyt mało procentów miała we krwi, by dać się ponieść podrywom serwowanymi przez blondynkę. Kilka drinków, a na pewno jeszcze jeden kolorowy. — żadna pani — powiedziała, wyciągając dłoń w stronę Moiry — Claire, miło Cię poznać — delikatnie uniosła kąciki ust ku górze. Raz kozie śmierć. Czasami poznawanie nieznajomych ludzi w barze miało swoje plusy.
— Może być — alkoholu, zioła i papierosów nigdy nie odmawiała — fancy drink, ale wypijesz coś ze mną? — zagadnęła, spoglądając z ciekawością w towarzyszkę. Skoro już los, czy inne przeznaczenie, powiązało ich losy musiały z niego skorzystać.
— Potrzebowałam pobyć sama, ale w tłumie —jakkolwiek to żałośnie to zabrzmiało, była prawdziwe. Trudno było się jej zgrać z Ericem, czy Lucky. Nie chciała pozostać sama w wielkim mieście — głupie to, nie? — zaśmiała się sama z siebie dość krótko. Włożyła sobie kosmyk niesfornych włosów za ucho, wracając wzrokiem do Moiry — po prostu miałam nadzieję na jakąś rozmowę z kimś obcym — wymruczała pod nosem. Lekko odsłaniała się przed nieznajomą, nie każdemu mówi się o chęci wspólnej rozmowy — a ty? Przyszłaś zalewać ładne dziewczyny, czy masz gdzieś towarzyszy? — zaśmiała się, wyczuwając dwuznaczność wypowiedzianego zdania. Każdy miał swoje powody, by znieczulić się, ważne by mieć odpowiedniego partnera.
-
„When you're hurt and scared for so long, the fear and pain turn to hate and the hate starts to change the world.”nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiprzeszłyczas narracji3 os.postaćautor
- a więc Clair kochanie, skoro konwenanse społeczne mamy za sobą, pozostawię cię na chwilę, by załatwić nam jakieś pstrokate drinki. – musnęła palcem po jej policzku, odrywając się od niej i zgrabnie, ale mniej powabnie udała się do baru, by zagarnąć lokalnego mistrza drinków. Chwila pokazu arcy-magicznej sztuki mieszania alkoholu, soków i innych tajemniczych składników „X”, by po chwili powrócić do swojej prześlicznej towarzyszki, niosąc dwa napoje, których nazwa zatarła się w pamięci Moiry, już w momencie, gdy ich twórca wypowiedział ich magiczną nazwę. – mam nadzieję, że będą ok. Powiedziałam, że chce coś takiego, co spodoba się pannie, na którą wylałam czystą. Kurde mogłam dodać, że jest ona całkiem śliczna, ale to przy następnym. – o ile do następnego dojdzie. Moira była specyficzna, miała specyficzną prezencję i jeszcze bardziej specyficzny tok rozumowania. Nie każdy był temu przychylny, nie każdy również był skory to akceptować w dłuższej dawce.
– sama w tłumie, to trochę brzmi jak oksymoron. I jak? Udało ci się być całkiem samej w tłumie? Czy może jednak jakiś inny alfa podrywacz poza mną, próbował dobić się do twojego serca albo... – chciała powiedzieć do majtek, ale lepiej powstrzymać się. Pewnych słów nie wypada mówić, aby zachować pozornie normalny wizerunek i nie doprowadzić do powstania niezręczności między nimi, na to przyjdzie jeszcze czas, gdy dojdzie do rozmowy o tym, czym się zajmują w swoim życiu. Jeśli Klara nie okaże się jakimś połykaczem ognistych mieczy, to nie przebije jej dziwactwa. – ach i skończyłaś z kimś taki jak ja, obie chyba mamy ciężko ostatnio. A ja? Hmm.. – zamyśliła się na chwilę. Czy chciała ją obarczać swoimi problemami z bratem, z alkoholizmem i ze samą sobą? Nie, nie zdawało się to być jej potrzebne, a więc poudaje, że przyszła właśnie oblewać ładne panie. A dokładnie to ładną panią, bo Moira nie skacze z kwiatka na kwiatek. Nie jest „samcem alfa”, który myśli o majtkach każdej, z którą zamieni chociaż jedno słowo. Ot co, to wcale nie tak, że takie kobiety nie istnieją, chociaż bardziej powinna o nich myśleć jak o samicach alfa albo coś w ten słowny deseń.
– dokładnie tak kochana! – upiła drobny łyk zakupionego trunku, by poprawić jej włosy, które zaczynały skrywać jej uroczą twarz, tak jakby chciały ją zasłonić, ukryć przed całym tym światem, przed każdą obecnością i spojrzeniem w tym lokalu. – bo wiesz, obserwowałam taką jedną śliczność, która akurat siedzi obok mnie, ale cii, bo się wyda. A tak serio, serio to naprawdę przepraszam za wylanie na ciebie wódki, nie chciałam, ale w sumie, jeśli mogę być trochę samolubna, to wcale nie żałuje. O to chyba tez oksymoron...ale co tam o mnie będziemy gadać. Samotna ze mnie dusza, ale taka śliczna pani, czyżby kłótnia z chłopakiem? – romans, tanim romansem, ale trzeba wybadać grunt, ba! Co, jeśli Moira się zaangażuje, zacznie swoje uwodzicielskie, magiczne wicie się i wygibasy, a potem pojawi się chłopak. Co prawda, chłop nie ściana, przesunąć można, ale jednak szkoda by takie coś miało miejsce. – no, chyba że to jakaś sfera prywatna, o której nie chcesz mówić, to nie będę nalegać. – pewnie będzie za jakiś czas, ale po co mówić o tym głośno.
Claire Price
-
Świąteczny psi renifer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Pewnie z ekranu — mruknęła cicho pod nosem Claire. Mogła nie być znaną dla wszystkich aktorką, ale raz na jakiś czas przewijała się na ekranie. Uniosła delikatnie kąciki ust. Wolała nie rozpowiadać o tym ludziom. Tylko w końcu zdawali sobie sprawę, gdzie ją widzieli. Dlatego nie lubiła samodzielnie poruszać tego tematu. Wolała zostawić go dla samej siebie, ukryć gdzieś na dnie serca i nie ruszać się z domu.
— Wiesz, że nie musisz mnie dotykać? — spytała ciut speszona, czując palec na policzku. Odsunęła się na kilka centymetrów. Przekraczanie barier fizycznych dalej przychodziło jej z trudem, zwłaszcza że nie znała dziewczyny. Pierwszy raz widziała ją na oczy — poczekam — powiedziała, zanim Ashford ruszyła w stronę baru. Odprowadziła ją do niego wzrokiem. Chciała mieć pewność, że blondynka niczego jej nie dosypie do drinka. Wydawała się na lekko narwaną, nawet coś w niej Claire widziała, tylko nie była w stanie tego jasno nazwać.
— Dobrze — mruknęła, przysuwając szkło do siebie, by upić kilka łyków drinka. Uśmiechnęła się szerzej. Tego właśnie potrzebowała do życia. Niezidentyfikowanego napoju, który skrzętnie będzie przesuwał granicę moralności. Wypuściła powietrze, by spojrzeć na Moirę — myślisz, że... będzie następny? — spytała, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze. Ciekawiło ją, co tak naprawdę siedziało blondynce w głowie, czy okaże się dla niej dobrym kompanem. Na pewno była otwartą osobą, a to już u Price budowało dziwne poczucie dumy.
— Jesteś pierwsza — stwierdziła Price. Jedynym podrywaczem, który do niej trafił, była Moira. Przechodziła bariery fizyczności bardziej niż jakikolwiek facet, a gadka kleiła się lepiej. Mogła odrobinę onieśmielać Claire. Czasami przy niej sztywniała, pojawiały się rumieńce, na sam koniec czuła się bardziej komfortowo z kolejnymi wymienianymi zdaniami.
— To towarzystwo, czy zalewanie kobiet? — dopytała, nie będąc pewną odpowiedzi — jakaś inna ślicznotka jest obok mnie? — zażartowała Claire, obracając głową. Odrobinę słowa wypowiadane przez Moirę łechtały delikatnie jej ego.
— Nie pokłóciłam się z nikim — odpowiedziała finalnie Claire — po prostu moja przyjaciółka nie ma dla mnie czasu — bycie kurierem w Toronto okazało się całkiem zajmującym zajęciem, zwłaszcza w połączeniu ze studiami dziennymi. Price miała wrażenie, jakby jej przyjaciółka tak po prostu zniknęła, jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki.
— Zagrajmy Moira — stwierdziła Claire, a w jej oczach zabłysnęła ekscytacja. W ten sposób mogły trochę szybciej się poznać, dowiedzieć czegoś nowego — dwa kłamstwa, jedna prawda. Trzeba ją zgadnąć, co ty na to? — uśmiechnęła się szerzej. Mogły się dowiedzieć, czy ten wieczór ma sens, czy zakończy się w barze, a może gdzieś indziej? Patrząc na pogodę za oknem, nikt nie chciałby wyjść, ale może... ulepią razem bałwana?
— Możesz zacząć — tyle faktów o sobie miała Price. Mogłaby sypać nimi z rękawa, a teraz liczyła się jedynie reakcja Moiry na jej małą propozycję.