Kącik jego ust skoczył do góry, gdy do jego uszu dotarł ten jej śmiech.
Lubił go, zwłaszcza, kiedy był tak niespodziewany, tak szczery. Jego zielone tęczówki zawiesiły się na tym jej palcu, który wystawiła w górę.
-
Gdzie mam to zapisać? Czy wzięła Pani długopis? Bo ja swój zostawiłem z pieczątką w wyimaginowanym biurze Panno Swanson - nie patrzył wcale na ten rumieniec, bo patrzył w jej ciemne oczy. Jej oczy
też lubił. I jej poczucie humoru, zdecydowanie. Sam też gotowy był ciągnąć ten temat, przekomarzać się z nią może nawet pół imprezy, żeby tylko stała obok, żeby tylko te jej ciemne, piękne oczy wodziły gdzieś w okolicy jego twarzy. Twarzy, po której zaraz przesunął długimi palcami.
-
Tylko najpierw zrób dobre zdjęcie, lepszy mam prawy profil - i nawet się do niej ustawił tym prawym profilem. Może rzeczywiście lepszym, zaczesał do tyłu palcami ciemne, niesforne kosmyki, tak jakby miał jej rzeczywiście pozować do zdjęcia. Ale z ich dwójki, to Donnie miał hopla na punkcie fotografii. -
Teraz za każdym razem jak będę jadł płatki, to będę sprawdzał, czy nie wrzuciłaś tam mojej foty, dobrze, że nie lubię płatków -
lubił je, właściwie często jadł płatki z mlekiem, bo to było szybkie danie, a Donnie ciągle gdzieś pędził, nie zatrzymywał się. Nawet przy śniadaniu wyglądał przez okno, żeby sprawdzać, jakie dzisiaj słońce da mu światło, czy to będzie coś szaro-burego, czy raczej dużo światła, jasnego, bijącego po oczach, jak to całe Toronto.
Donnie uważał Toronto za
in-ten-sy-wne, dlatego to miasto go tak tutaj trzymało. Chociaż może trzymała go jednak
pewna brunetka?
Nigdy by się do tego nie przyznał.
A może powinien?
Może powinien powiedzieć,
Carol nie jestem zainteresowany, wybacz, bo właśnie prowadzę poważną rozmowę na temat kartonów po mleku z Elsie?
Zrozumiała by to?
Chyba nie, bo tego jak Donnie się od niej odsunął nie zrozumiała wcale. A wręcz przeciwnie, ona znowu się do niego kleiła, a Bowen znowu zrobił krok w bok, kolejny już, który sprawił, że stanął bliżej Elsie.
Ale wtedy przyszły
te-le-fo-ny, to znaczy koleżanki Carol, z uśmiechami w stylu Instagrama i swoimi błyszczącymi smartfonami. Bowen strzelił tymi zielonymi oczami w sufit.
Zdjęcia?
Jak on sobie z nimi mógł zrobić jakieś zdjęcia, kiedy on się na tym naprawdę znał. Już nawet stąd widział, że jedna z tych koleżanek ma na czole widocznego pryszcza, a druga marszczy nos przy zdjęciu i wyjedzie
słabo. Te całe
ich zdjęcia wyjdą źle.
Pokręcił głową.
-
Nie znam się na zdjęciach, zróbcie sobie same - pomachała nawet ręką, nawet jego palce musnęły talię Carol, żeby delikatnie ją zachęcić. Wystarczyło. Bo zaraz zaczęła sobie stroić dzióbki z koleżankami, w okularkach z 2026, które wyglądały dla Donniego jakoś tak nieproporcjonalnie przez to, że jedno oko ukryte było w 0, a drugie w 6.
Aż się skrzywił na ten widok, jakiś bożek fotografii w tej chwili pluje sobie w brodę, albo rwie włosy z głowy. To nie były
zdjęcia, to był jakiś żart.
Dopiero ten żart Elsie na jego komplement.
Sz-cze-ry. Tak szczery, że on jeszcze wciąż patrzył na nią spojrzeniem zakochanego kundla? Czy jakiegoś szczeniaka. Sprowadził go na ziemię,
do niej znowu. Bo on umiał się tak zafiksować na zdjęciach, że odpływał w jednej chwili.
Ale to nie były zdjęcia, to był żart.
-
Do rejestru publicznych komplementów? - zapytał przechylając na bok głowę, znowu z tym połowicznym uśmiechem -
czy do rejestru komplementów na temat Elsie Swanson? Prowadzisz taki? - znowu się do niej przysunął. Już znowu stał obok, zawieszony nad tym stolikiem, o który się opierała.
-
Niczego sobie, brzmi jak, trochę nijak ale jest okej - wywrócił zielonymi ślepiami, ale finalnie zawiesił je na jej oczach -
ale dobra, też uznam to za komplement - dodał zaraz i może nawet dodałby coś jeszcze.
Więcej komplementów? A może teraz pytań jak tutaj trafiła?
Ale na horyzoncie, kątem oka, już widział Carol, która chyba kończyła tą farsę i zamierzała znowu ruszyć w ich kierunku.
Trzeba było reagować
szybko. Donnie sięgnął do Elsie, żeby zacisnąć palce na jej nadgarstku i pociągnął ją za sobą.
Tylko gdzie?
Tam, gdzie było więcej ludzi. Ludzi, którzy sobie tańczyli jakieś wolne w objęciach, albo rozmawiali w grupkach.
-
Spadamy - zdążył jej rzucić, zanim oni gdzieś w takiej grupce się odnaleźli. Grupce, która dyskutowała właśnie o tym, że wolne związki są super.
Donnie stanął z boku jeszcze przez chwilę trzymając w palcach dłoń Elsie, a dopiero kiedy to do niego dotarło, to przejechał kciukiem po jej wierzchu i ją puścił. I jeszcze chwilę te zielone ślepia wpatrzone były w jej twarz, ale kiedy jakiś chłopak zwrócił się do nich z pytaniem, co oni uważają, to Donnie wzruszył ramionami.
-
Wolność... przede wszystkim? - powiedział trochę niepewnie, ale chłopak zaraz pokiwał głową, że się zgadza, jeszcze ktoś też się z nim zgodził. Ale prawda jest taka, że Bowen sam nie wiedział czy się z tym zgadza też, uniósł jedną brew pytająco zerkając na Elsie, a potem przysunął się znowu do niej, żeby móc jej szepnąć prosto do ucha.
-
Piwo, czy drink? - zapytał i pozwolił, żeby jego ciepły oddech omiótł jej szyję. Zdążył się rozejrzeć i doskonale zdawał sobie sprawę, gdzie muszą się udać, żeby skosztować jedno, czy drugie.
A na pewno gdzieś musieli się stąd ruszyć, bo te rozmowy o
otwartych związkach schodziły na dziwne tory, a poza tym Carol jeszcze była w zasięgu wzroku. Chociaż ona ich chyba straciła z pola widzenia, bo wyglądała na zdezorientowaną, kiedy Donnie zerknął na nią ponad ramieniem Elsie.
Za ładna, żeby być tak olaną, no cóż.
elsie swanson