
Zanim się nie obejrzał był dość wysoko; najbardziej obiecujący pracownik swego pokolenia, za kilka lat i jeśli szczęście się do niego uśmiechnie, dyrektor jednego z wielu oddziałów. Praca w korpo wydawała się idealną; z full pakietem, dostępem do siłownią i owocowymi czwartkami, gdzie za darmo mógł jeść najlepsze owoce świata, sprowadzane wprost z egzotycznych krajów, a nie, pomarańcze, banany i ananas z okolicznego Walmarta.
Dostał swój własny gabinet, ale coś się zepsuło. Pracy było co raz więcej, wymagania dotyczące projektów, presja szefa i wszystkich tych co znajdywali się jeszcze wyżej, gdzieś pomiędzy chmurami, na samym szczycie wieżowca, nie dawała Patrickowi odetchnąć, więc pewnego dnia po prostu się poddał. Albo raczej oddał czemuś, do czego zawsze go ciągnęło - pracy z młodzieżą, z tymi, których trzeba pokierować i którym trzeba pomóc, i o których trzeba zadbać.
Gdy opuszczał dom rodzinny; małe Szkockie miasteczko, gdzieś nad morzem Północnym, nie myślał, że skończy właśnie tam; pośród dzieciaków, których głowy chłonęły wypływające spomiędzy warg słowa, jak sucha gąbka wodę. Prowadząc rzadką, ale czasem przydarzającą mu się walkę z samym sobą, a raczej z poniedziałkowym kacem - z całych sił starając nie zwymiotować do monstery, prezentu od dzieciaków, którym udało się ukończyć liceum rok wcześniej.
I czasem trochę tęskni za Szkocją; za niedzielnym obiadem u mamy i rodzeństwem czy kuzynami, którzy po osiągnięciu pełnoletności zaczęli rozmnażać się z szybkością równej króliczej, i może czasem nawet im trochę zazdrości tego spokoju, jaki niesie ze sobą posiadanie tej jednej osoby na stałe, ale ostatecznie chyba wcale nie jest mu tak źle.
Ma mieszkanie w Parkdale - ciasne, ale własne. Ma całkiem dobrą pracę, a współpracownicy, z którymi spędza każdą kolejną przerwę, narzekając na uczniów i trudy zawodu chyba go lubią. Ma kilku kolegów, z którymi może wyjść na miasto, by zapomnieć o testach i kartkówkach, no i ma zapisane te kilka numerów telefonów do kobiet, które tak, jak i on nie potrafią się do końca ustatkować, więc czego mógłby chcieć więcej.
x Mówi z szkockim akcentem, chociaż ten zmienił się troszkę od czasu, gdy zamieszkał w Kanadzie. Co rok zdarza się pierwszoroczniak, który postanawia, pożartować z sposobu, jaki wymawia, ale głupie zachowanie idzie w zapomnienie razem z każdymi kolejnymi zajęciami, prowadzonymi przez Patricka.
x Chciałby mieć zwierzę, najlepiej psa, ale wie, że jest zbyt nierozgarnięty żeby zająć się kimkolwiek czy czymkolwiek innym niż samym sobą.
x Często spotkasz go w okularach przeciwsłonecznych - tłumaczy się, że niby jego oczy są bardzo wrażliwe i często łzawią, ale jest to po prostu towarzysząca kacowi nadwrażliwość na światło
x Ma niewyparzoną gębę i czasem zdarza mu się walnąć nieśmieszny tekst, po którym zapada absolutna i niezręczna cisza. No, ale zaraz rozładowuje sytuacje, rzucając pod nosem coś trochę bardziej śmiesznego, więc to wszystko mija i nie jest postrzegany, jak ktoś do szpiku kości żenujący.
x Nigdy nie je na mieście, bo się brzydzi - na szczęście całkiem dobry z niego kucharz (dzięki mamusi), więc nie jest zmuszony żyć o tostach, herbacie i mrożonej pizzy.
x Na studiach pracował, jako barman, dzięki czemu przyrządza wyśmienite drinki.
