-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jedno za to było pewne – Carrie spękała. I w porządku, miała do tego pełne prawo, bo do niczego nie powinna się zmuszać, ale sposób, w jaki wtedy potraktowała Lando był fatalny. Po prostu uciekła od niego bez słowa wyjaśnienia, zostawiając go z ogromnym mętlikiem w głowie i poczuciem, że coś było z nim naprawdę nie tak. Jeszcze gorsze było to, że chwilę wcześniej otworzył się przed nią i opowiedział jej o swoich słabostkach, przez co po wszystkim czuł się cholernie obnażony i poniżony.
Carrie olała go w momencie, gdy był najwrażliwszy, dlatego to dotknęło go tak bardzo i sprawiło, że reagował na nią jeszcze bardziej alergicznie niż zwykle.
Mimo to nie zamierzał zostawić jej na pastwę losu, gdy zachowywała się jak kretynka i zamierzała sama łazić nocą po mieście.
Na g ł u p s z y pomysł nie mogła wpaść.
To oczywiste, że poszedł za nią, żeby ją przypilnować i upewnić się, że bezpiecznie dotrze do domu. A najlepiej opamięta się i wsiądzie z nim do taksówki, bo chodzenie w taką pogodę było naprawdę złym pomysłem. Chyba, że bardzo zależało jej na tym, żeby się rozchorować. Wtedy plan i strój miała idealne.
Co zaskakujące, ich spacer zakończył się dość szybko. Lando się tego nie spodziewał, ale też nie zamierzał świętować, bo nic nie mówiło, że Carrie zmieniła plany. Po prostu postanowiła go zaatakować, czego on nie mógł zignorować. Musiał się odgryźć, żeby nie dać jej satysfakcji, że wygrała.
I chyba poszło mu lepiej niż jej, co odnotował, gdy piskliwie zaprotestowała. Słysząc to, Lando musiał walczyć z własnym rozbawieniem, żeby zbyt wyraźnie nie wymalowało się na jego twarzy. Niestety, nie wytrzymał przy jej następnym komentarzu, po którym prychnął niemal ze śmiechem. – A to dobre! Gadać każdy może, ale może nie przechwalaj się, jak nie masz nic na poparcie swoich słów – wychylił się lekko w jej stronę, aby z mniejszej odległości spojrzeć w jej oczy. Wtedy zadowolony z siebie poruszył zaczepnie brwiami, jakby rzucał jej jakieś wyzwanie, ale czy to rzeczywiście było jego intencją?
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wystarczyło jedno spojrzenie w jego stronę, aby wspomnienie tamtych wydarzeń wróciło do niej tak, jakby znów znalazła się w ich centrum. Kiedy ich spojrzenia przypadkiem skrzyżowały się w barze, po jej kręgosłupie przemknął dreszcz, ponieważ przypomniała sobie to, jak spoglądał na nią tamtego wieczora.
Mimo to próbowała się temu opierać. Walczyła z tymi wspomnieniami i odpychała je od siebie całą sobą, nie tylko nie chcąc mieszać sobie w głowie, ale też po raz pierwszy nie chcąc wchodzić mu w drogę. Naprawdę próbowała zachować się d o j r z a l e, kiedy dzisiaj starała trzymać się na dystans. Zepsuło się to dopiero wtedy, kiedy to Lando wyszedł jej naprzeciw.
W dodatku nie odmówił sobie tego, by zaatakować z grubej rury.
To zaś doprowadziło ich do miejsca, w którym znajdowali się obecnie. Nie było ono szczególnie odmienne od tego, gdzie znajdowali się zwykle, ponieważ jak zwykle sprawiali wrażenie, jakby zaraz mieli skoczyć sobie do gardeł. Jedyną różnicą był tylko p o w ó d, dla którego dziś się na siebie wściekali. I który w odniesieniu do ich relacji wydawał się wyjątkowo irracjonalny.
Podobnie zresztą, jak jego zarzuty. Jakaś jej część chciała wygarnąć mu, że gadał bez sensu, bo kiedy ostatnio próbował się do niej dobrać, wcale nie sprawiał wrażenia, jakby nie wierzył w to, że mogło być to przyjemnym doświadczeniem. Prezentował się tak tylko przez chwilę, dokładnie wtedy, kiedy zbierał się w sobie, aby ją pocałować, co w pewnym stopniu mogło przesądzić o tym, jak się wówczas zachowała.
Kiedy przypomniała sobie o tym, jak wiele trudu sprawiło mu to, aby zamknąć jej usta w pocałunku, oczywistym stało się dla niej to, że później mógłby tego żałować.
To jednak nie przeszkodziło jej w odgrywaniu dzisiaj pewnej siebie. Nie była taka, ale jednocześnie nie byłaby sobą, gdyby jemu nie spróbowała pokazać czegoś innego. Właśnie dlatego zadeklarowała, że gdyby pozwoliła im na tę chwilę słabości, on nie byłby w stanie zbyt prędko o tym zapomnieć. Szkoda tylko, że i to musiał podważyć, doprowadzając ją do szczerej wściekłości. — A zamkniesz się wtedy w końcu? — zapytała, nie cofając się nawet o krok. Jeśli swoją bliskością chciał sprawić, by znowu się wycofała, tym razem nie zamierzała wywiesić białej flagi.
Nie mogłaby tak po prostu pozwolić mu wygrać.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jest to jednak coś, o czym w życiu nie wspomniałby na głos. A już na pewno nie przyznałby się do tego Pillbury, której wolał po prostu wytykać to, że stchórzyła. I to nie tak, że nie miał racji, ale nie powinien się tak tego czepiać. Nie tylko dlatego, że w ten sposób mógł się odsłonić, ale też zwyczajnie nie wypadało tego robić.
Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – Lando od dawna nie przejmował się tym, co wypada, a co nie, gdy spędzał czas z Carrie.
Od dawna wojował z nią i wyznawał zasadę, że wszystkie ciosy dozwolone. Dokładnie tak samo, jak ona, bo przecież nigdy nie pozostawała mu dłużna, a nawet bardzo często to ona pierwsza wychodziła z atakiem, dokładnie wiedząc, gdzie uderzyć, żeby go zabolało. Była w tym cholernie skuteczna, nic dziwnego, że brunet w jej towarzystwie w ogóle nie umiał się kontrolować i popełniał błąd za błędem.
I może dziś miał popełnić kolejny? Już pokazywał, że pomału tracił kontrolę i dawał jej się wciągać w słowne przepychanki, choć wiedział, że te nigdy nie kończyły się dobrze. Lepiej byłoby, gdyby wrócił do ignorowania jej, ale to okazało się trudniejsze od rzucania przesiąkniętych arogancją komentarzy. – Pff… Zmuś mnie – odparł lekceważąco, wkurzony tym, jak się do niego odzywała.
I podobnie jak ona nie ruszył się z miejsca. Czuł, że toczyli teraz jakąś walkę, a pierwsze, które zrobi krok w tył, przegra ją. I oczywiście wręcz dziecięcy upór nie pozwalał mu teraz odpuścić, bo jak mógłby tak łatwo oddać jej zwycięstwo? Pewnie z boku wyglądali teraz jak para nastroszonych kogutów, która walczyła ze sobą o władzę w kurniku.
Lando był też t r o s z e c z k ę ciekawy tego, co zrobi Carrie, którą, jak wierzył, zapędził w kozi róg. To w jej gestii leżało teraz to, jak wybroni się po słusznym spostrzeżeniu Mangione – ostatnio udowodniła mu coś zupełnie przeciwnego do tego, co teraz twierdziła, więc czemu miałby jej uwierzyć? Był tylko jeden sposób, żeby utarła mu teraz nosa i… może Mangione chciał, żeby to zrobiła?
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Żadna z tych rzeczy w ogóle nie powinna była mieć miejsca, a jednak ona obecnie nie mogła uwolnić się od tamtego wieczora. Frustrowało ją to, ale też i w pewnym stopniu przerażało, bo przecież wiedziała, że w końcu przyjdzie pora na to, iż będzie zmuszona to powtórzyć. Nie tak intensywnie i nie w takich okolicznościach, ale przecież za sprawą sztuki będzie musiała pocałować go jeszcze nie raz, a chociaż to wszystko miało być u d a w a n e, jakaś jej część obawiała się, że wyzwoli to w niej dokładnie te same uczucia, które pojawiły się poprzednim razem.
Wtedy przecież to też miała być tylko p r ó b a.
Teraz zaś nic nie miało się stać. Nie powinni byli nawet poruszać ze sobą tego tematu, ale przecież Lando nie byłby sobą, gdyby jak zwykle nie palnął czegoś, co było kompletnie pozbawione sensu. Nie dałby też za wygraną, gdyby nie znalazł powodu, aby jej dopiec, a tym najwyraźniej stał się dla niego tamten wieczór.
Robił więc dokładnie to, czego wówczas się wystraszyła. Chwilę słabości wykorzystywał jako broń, z którą ona nie była w stanie wygrać. I być może gdyby okoliczności były inne, a Carrie nie wlałaby w siebie o kilka drinków za dużo, zrozumiałaby, że w tym momencie był zwykłym p a l a n t e m i po prostu by odpuściła.
Teraz jedynie wiedziała, że nim był i była na niego w ś c i e k ł a.
Do tego stopnia, iż miała ochotę szturchnąć go lub odepchnąć, aby tylko dał jej święty spokój. Naprawdę miała ochotę podjąć się takiego działania, ale przecież wiedziała, że to nie przyniosłoby trwałego efektu. Czegokolwiek by nie zrobiła, lada dzień mieli znów na siebie wpaść, a Lando dalej miał uprzykrzać jej życie.
W jej pogubionym, pijackim umyśle oznaczało to mniej więcej tyle, iż nie miała innego wyboru, jak po prostu udowodnić mu, że miała rację.
Mimo to przez dłuższą chwilę jedynie mierzyła go spojrzeniem. Najpierw wbiła je w jego oczy, a później powiodła nim na usta, chcąc chyba rozważyć, jakie miała opcje. I najwyraźniej właśnie to miało okazać się jej błędem, ponieważ myślami znów powiodła do tego, jak całował ją ostatnim razem. Na krótką chwilę przymknęła powieki, a kiedy otworzyła je, Mangione nadal znajdował się blisko. Z b y t blisko, aby mogła odzyskać rozum i zbyt blisko, aby tej jednej walki nie p r z e g r a ł a.
Chwyciła go za materiał płaszcza po obu stronach i w tym samym momencie wspięła się na palce. Był od niej o tyle wyższy, że aby to mogło się udać, musiał pozwolić jej się pocałować.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lando poczuł się w tamtym momencie paskudnie, jakby było w nim coś odrażającego. Normalnie nie przejąłby się jej zachowaniem aż tak, ale w momencie, gdy chwilę wcześniej tak wiele jej o sobie opowiedział, nie potrafił nie odebrać personalnie jej zachowania.
To poskutkowało tym, że był dziś strasznym dupkiem i chciał odpłacić się pięknym za nadobne. Gdyby Carrie nie sprowokowała go pierwsza, tamten incydent wcale nie musiałby mieć takich skutków. Niestety, zraniony i pijany Mangione potrafił pokazać, że może być strasznym wrzodem na tyłku, o czym Pillbury się dziś przekonała, musząc się z nim użerać i słuchając, jak jej dopiekał.
Ale nie można powiedzieć, żeby pozostała mu dłużna, bo sama zadała dziś parę bolesnych ciosów, które trudno się przyjmowało. I które dodatkowo nakręcały Lando, ale czy w tym, co teraz robił, rzeczywiście chodziło o dowalenie jej? Bo chociaż nie przyznałby się, wyczekiwał momentu, w którym pęknie i zdecyduje się udowodnić mu, że nie miał racji.
Nie miał pojęcia, na czym polegał jego problem, ale może doszukiwał się w tym swojej drugiej szansy? A może leżał on gdzieś indziej? Dziś jeszcze więcej niż w ostatnich dniach myślał o tym, jak smakowały jej usta, jak delikatna i miękka była jej skóra pod jego palcami, oraz jak każdy jej dotyk wywoływał dreszcze w jego ciele… To zaś sprawiło, że był jej z ł a k n i o n y.
I kiedy złapała go za płaszcz, a później stanęła na palcach, brunet nie potrzebował niczego więcej. Pochylił się jakby na zawołanie, domyślając się, na co czekała. Ale zamiast pozwolić jej na wykonanie następnego ruchu jako pierwsza, Lando sam delikatnie musnął jej wargi własnymi. Był to łagodny, a także lekko zaczepny gest, który trudno nazwać pocałunkiem, ale na pewno mógł być wstępem do niego.
A jeśli Carrie spojrzała mu w oczy po tym, jak to zrobił, mogła wyczytać z nich, jak bardzo tego pragnął.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała pojęcia, dlaczego to zrobił. Nie miała przecież też pewności, że w ogóle to zarejestrował, skoro oboje byli wówczas całkiem pijani, a jednak pamiętała to, że poczuła się wtedy jak skończona idiotka. To przecież nie jej działania zmotywowały go do tego, aby zamknąć jej usta w pocałunku. Postanowił to zrobić, aby w końcu się przełamać.
A przez to obawiała się, że nie stał za tym żaden pociąg.
Była więc dość skołowana, a kiedy na moment wrócił do niej rozsądek, ucieczka wydała jej się nie tyle najlepszą, co po prostu jedyną opcją. Gdyby spojrzała na to trochę szerzej, prawdopodobnie doszłaby do wniosku, że postąpiła zwyczajnie g ł u p i o, ale przecież nie jest tajemnicą, że ich dwójka nigdy za dobrze się nie rozumiała.
Przynajmniej nie wtedy, kiedy ze sobą rozmawiali, bo gdy w grę wchodziły pocałunki, radzili sobie zadziwiająco d o b r z e.
Potwierdzenie tego zyskała zresztą w momencie, w którym Lando się ku niej pochylił. W tamtej chwili zdała sobie sprawę z tego, że on naprawdę tego od niej oczekiwał, a myśl o tym sprawiła, że i z jej umysłu wyparowały wszelkie wątpliwości, jakie jeszcze mogły się tam kłębić. Wyparował też najwyraźniej rozsądek, choć to w jego towarzystwie nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Kiedy miała go obok, liczyło się tylko to, aby dowieść swego.
W tym momencie liczył się jednak przede wszystkim o n. Liczyło się to, że miała go na wyciągnięcie ręki i to dość dosłownie, ponieważ jedna z jej dłoni powędrowała na jego kark jeszcze przed tym, jak zamknęła jego usta w pocałunku. Dość zachłannym, przepełnionym czymś, co można byłoby określić tęsknotą.
I niewykluczone, że to właśnie ona się tam kryła, ponieważ po ich ostatnim spotkaniu Carrie także odczuwała pewien n i e d o s y t. Myślami wielokrotnie uciekała w kierunku tego, co byłoby, gdyby jednak nie opuściła wówczas teatru. Popełniła ten błąd, ale nie zamierzała go powielać. Teraz sprawiała wrażenie szczerze zdecydowanej, dlatego przylgnęła do niego jeszcze bardziej, kiedy zdecydowała się na pogłębienie pocałunku.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie zauważyła też tego, że kiedy zawahał się przed pocałowaniem jej, był po prostu zakłopotany? Problem nie leżał wtedy w niej, a w samym Mangione, który potrzebował solidnego kopa, żeby zwalczyć głupie myśli, które zagnieździły się w jego umyśle. I gdy to zrobił, w końcu pocałował Carrie. A pogłębił to wtedy nie dlatego, że przełamywał się – zrobił to, bo tak mu się to spodobało.
Sygnałów nie brakowało, ale oboje byli wtedy tak pijani, że nic dziwnego, iż wiele rzeczy mieszało im się wtedy w głowach. Dziś zresztą nie było inaczej – znów skonfrontowali się dopiero po alkoholu, co po raz kolejny doprowadziło do sytuacji, do której być może nie doszłoby, gdyby byli trzeźwi.
Ale czy to było aż tak złe? Lando, co zaskakiwało jego samego, wcale nie widział tego w ten sposób. Właściwie to można już powiedzieć, że z pełną premedytacją doprowadził do kolejnego pocałunku, bo chciał tego. Jeśli Carrie myślała, że poprzednio zdecydował się sięgnąć po to tylko z poczucia obowiązku, bo musiał przygotować się do przedstawienia, to dzisiejsza sytuacja powinna pokazać jej nieco inny obraz. Lando nie musiał się więcej przełamywać. Nie byli też na scenie. Sprowokował tę sytuację, bo chciał ją pocałować.
Od ostatniego razu nie potrafił wyrzucić z umysłu tego, jak przyjemny był pocałunek z nią. I chociaż czuł się z tą myślą jak największy kretyn, chciał to powtórzyć.
I było warto to zrobić, co zrozumiał już w momencie, gdy ich wargi się ze sobą zetknęły. Ale chwilą, w której przepadł, była dopiero ta, gdy Carrie z tęsknotą wpiła się w jego usta, na co on odpowiedział z równym zaangażowaniem, w tym samym momencie zamykając ją w swoim uścisku.
Ich relacja nie mogła być bardziej skomplikowana, a jednak z jakiegoś powodu jej usta pasowały do jego własnych wręcz idealnie, a ta sytuacja wydawała się po prostu w ł a ś c i w a. Mangione nie chciał przed nią uciekać, chciał się w tym zupełnie zatracić, bo dziś przekonał się, że poprzednio wszystko dobrze zapamiętał – to naprawdę było przyjemne.
A nie chcąc, żeby dziś uciekła mu zbyt szybko, jego palce zacisnęły się na materiale jej płaszcza – najwyraźniej w ten sposób miał zatrzymać ją blisko siebie.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była nimi przeogromnie zaskoczona, dlatego tamtego wieczora nie sposób było oczekiwać od jej zachowania sensu. Nie sposób byłoby oczekiwać także tego, że cokolwiek z tego rozumiała, a skoro jej własne zachowanie było dla niej enigmą, jak miałaby rozszyfrować Lando?
Jej własny umysł podsunął jej więc wnioski, które najbardziej jej do niego pasowały. Podsunął jej to, że Mangione nie lubił jej, a perspektywa jej bliskości musiała być dla niego na swój sposób odrzucająca, dlatego początkowo zareagował z takim zmieszaniem. Było to zresztą całkiem zrozumiałe, a jednocześnie niesamowicie frustrujące, ponieważ pomimo początkowej niepewności, Carrie nie była w stanie przypomnieć sobie tego, by tamtego wieczora w jej umyśle również było tak wiele obaw związanych z tym, że m u s i a ł a go pocałować.
A kiedy wtedy ich wyręczył, jeszcze większym zaskoczeniem stało się dla niej to, że najwyraźniej c h c i a ł a to zrobić.
Dziś zresztą nie było inaczej, choć potrzebowała prowokacji z jego strony, aby sobie to uświadomić. Początkowo czuła się skołowana za sprawą tego, co wydarzyło się ostatnim razem, dlatego starała się nie wchodzić mu w drogę, jednak gdyby ktoś zapytał ją o to w tym momencie, musiałaby przyznać, że wcale nie żałowała tego, iż Lando postanowił wyprowadzić ją dziś z równowagi.
Nie żałowała tego, że się pod tym ugięła i w końcu zdecydowała się tego d u r n i a pocałować.
Mało tego, gdy poczuła, jak jego ręce zamykały ją w objęciach, chyba nawet uśmiechnęła się pod naciskiem jego ust. Nie potrwało to długo, ponieważ już chwilę później zdecydowała się ten pocałunek pogłębić. Nie potrzebowała wiele, aby podejść do niego odważniej, ponieważ tym razem coś w jego zachowaniu podpowiadało jej, że on również tego c h c i a ł.
Musiał pragnąć jej równie mocno, czego świadomość była przyjemną odmianą od tego, co znała do tej pory. Sprawiła też, że już tak bardzo nie obawiała się tego, że Lando lada moment się wycofa, dlatego jej dłonie w końcu przesunęły się niżej, w okolice jego klatki piersiowej i wkradły się pod materiał jego płaszcza. Nie było to wiele, ale przynajmniej na tyle mogła sobie teraz pozwolić.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A na pewno nie pamiętał jej Lando, który nie wiedział, od czego zaczęła się ta niechęć. Wiedział tylko tyle, że była obecna od początku i nie było spotkania, podczas którego Carrie nie zrobiła czegoś, co by go rozzłościło. I dzisiejszy dzień nie był wyjątkowy, bo również przy okazji jego urodzin potrafili się posprzeczać i zadziałać sobie na nerwy.
Jak od tego doszli do pocałunku, to było dla niego kolejną zagadką, którą trudno było pojąć. Przecież Pillbury regularnie wpieniała go, często celowo, więc w ogóle nie powinno go do niej ciągnąć. A jednak nie potrafił się jej oprzeć. Odkąd pocałowali się po raz pierwszy, nie potrafił wyrzucić jej ze swojego umysłu i co jeszcze straszniejsze, chciał to powtórzyć. Czuł się jak największy idiota, że takie myśli w ogóle nawiedzały jego umysł… A jednak pojawiały się.
I co gorsze, uległ im dziś, prowokując ją, by znów go pocałowała. Chciał tego. Tym razem bardzo dobrze go zrozumiała, chyba po raz pierwszy. Lando po tym pierwszym razie czuł niedosyt – trwał zbyt krótko, za mało się wydarzyło i zbyt nagle przerwała im. W momencie, gdy zaczął czuć się komfortowo, ona postanowiła się wycofać, usuwając mu grunt spod nóg, bo znów poczuł się niepewnie.
Dlatego dziś nie wykonał pierwszego kroku, a zamiast tego prowokował ją, ciekawy, czy coś zrobi. A gdy zdecydowała się wykonać ruch, Mangione opuściły wszelkie wątpliwości i obawy. Po prostu poddał się chwili, odwzajemniając ten pocałunek, w który zaangażował się od razu, dodatkowo zamykając szatynkę w swoich objęciach.
Czując jej dłonie na swojej klatce piersiowej, teraz to on uśmiechnął się pod naciskiem jej ust. Ale tylko na chwilę. Nie mógł przecież jej zaniedbywać. Przy okazji sam zdecydował się na pewien ś m i a ł y ruch, jakim było zsunięcie jednej dłoni po jej plecach, aby na koniec zacisnąć palce na jej pośladku, jednocześnie przyciągając ją bliżej siebie.
W tym momencie zapomniał już o tym, że jeszcze przed chwilą czekali na taksówkę, która pewnie zdążyła im uciec, a także o tym, że mieli coś do zrobienia. W jego umyśle była tylko o n a, co dla pijanego Lando miało sporo sensu, ale jeszcze trzeźwy Lando będzie musiał zmierzyć się z tym następnego dnia.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To było dla niej dość niespodziewane odkrycie, bo nawet jeżeli od samego początku nie pozostawała ślepa na to, że miał całkiem ładną buzię, a jego uśmiech przykuwał spojrzenie, do niedawna był on wyłącznie tym elementem, który doprowadzał ją do szewskiej pasji. Nie było w nim nic, co mogłaby uznać za urocze, przyjemne, czy całkiem podniecające. Co nie znaczy, że o tym ostatnim nie miała się jeszcze przekonać.
Już poprzednim razem dowiódł jej, że jego dotyk potrafił pozostawić po sobie to miłe, elektryzujące uczucie, a usta smakowały naprawdę dobrze. Przerwała im, ponieważ zwyczajnie się tego wystraszyła, jednak dziś nie miała zamiaru popełniać tego samego błędu. Pozwoliła temu trwać, stopniowo też posuwając się trochę dalej, jakby tym razem to ona chciała sprawdzić, gdzie znajdowała się granica.
Ta najwyraźniej wymalowała się o wiele dalej, niż początkowo mogłaby przypuszczać, co zrozumiała, kiedy jego palce zacisnęły się na jej pośladku.
Spodobało jej się to, że nie próbował być przy niej nieśmiały, co zresztą podpowiedzieć powinna mu jej reakcja. Carrie zamruczała bowiem prosto w jego usta, chwilę później pozwalając sobie na przelotne przygryzienie jego wargi. Miała ochotę dobrać się do niego bardziej i palcami przestudiować teksturę jego skóry, którą skrywał gdzieś pod ubraniami, ale to miejsce zdecydowanie nie tworzyło im dogodnych warunków.
Było zimno, ciemno, a oni byli pijani.
To jednak nie przeszkodziło kierowcy taksówki w tym, aby przerwać im tę przyjemną chwilę zawieszenia. Kiedy coś obok nich zaczęło uciążliwie trąbić, Carrie nie od razu zorientowała się, że chodziło o nich. Dość niechętnie oderwała się od ust Lando i zerknęła w stronę, z której dochodził hałas. Wystarczył jednak jeden rzut okiem na twarz szatyna, aby zrozumiała, że to była i c h taksówka.
Koniec końców musieli wrócić do domu.