28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie przeszkadzała jej głośna muzyka, gwar a nawet brak świeżego powietrza tak charakterystyczny dla klubów nocnych. To był jeden z tych ekskluzywnych, do którego zwykli śmiertelnicy nie mieli wejścia nawet w najzwyklejszy dzień. A to nie był zwykły dzień.
Sylwester. 31 grudnia 2024. Toronto.
Gdy znajoma powiedziała jej i zaproszeniach - nie była przekonana. Coś jej mówiło, że to mogło się skończyć bardzo, bardzo źle i wcale nie chciała się bawić w towarzystwie całej śmietanki towarzyskiej Toronto. Lubiła imprezy, może nawet bardziej niż powinna, ale czy takie? Z drugiej strony alternatywą było samotne siedzenie w domu albo smętna domówka na przedmieściach. Więc podjęła decyzję. Założyła wystarczająco krótką sukienkę i wystarczająco wysokie obcasy, żeby odnaleźć się w towarzystwie i razem z koleżanką pojawiła się w klubie. I wystarczyło zaledwie kilka drinków, żeby się rozluźniła i przestała myśleć, że wcale nie chciała tu być.
Zaczęła się dobrze bawić.
Nie wiedziała do końca kim był facet, którego dłonie czuła na swoich biodrach, a którego ciepły oddech muskał jej szyję. Influencer? Bogaty dzieciak bogatych rodziców? Przedsiębiorca? Sportowiec? Znajomy kogoś istotnego? A może znalazł się tu trochę przypadkiem jak Love? Opcji było mnóstwo, ale właściwie nie miało to większego znaczenia, gdy potrafił tańczyć, chociaż jego obłapiające ją dłonie zaczęły ją trochę męczyć. Chyba właśnie dlatego rozejrzała się po tłumie, jej wzrok przesunął się w kierunku baru - prawdopodobnie licząc, że zobaczy tam przyjaciółkę i będzie mogła się ewakuować. A może podświadomie wiedziała, że jej tam nie będzie i że trafi na jego spojrzenie.
Nie wiedziała, że tu będzie - nie pytała. To przecież nie była relacja, w której pytasz o plany na sylwestra. Spotkali się kilka razy i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie było miło. Było. To dlatego teraz wzdłuż jej kręgosłupa przemknął dreszcz, a kącik ust drgnął w kierunku uśmiechu. I wtedy jej partner ją obrócił, przyciągnął do siebie, a jego dłonie jeszcze pewniej przesunęły się po jej ciele. W jej głowie pojawiła się niepokojąca myśl - to nie jego dłonie chciała na sobie czuć. Kiedy jednak znowu spojrzała w kierunku baru - Joela już tam nie było. Szlag.
Potrzebowała jeszcze chwili lub dwóch, żeby uwolnić się od towarzystwa natręta, którego towarzystwo nagle stało się ciężkie do zniesienia. Sama dotarła do baru, zamówiła drinka i rozejrzała się za przyjaciółką. Ta… tylko, że wcale nie. I kiedy obracając się wpadła na dobrze zbudowaną męską postać i musiała zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech.
- Zaskakujące spotkanie, Delaney - na pewno…


Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Koniec 2024 roku dla Joela był ciężki i psychicznie i fizycznie. Powróciła dawna kontuzja kostki, przez co musiał zwolnić, odpuścić i poddać się rehabilitacji, co wkurwiało go niesamowicie. Bo on nie potrafił i nie chciał pauzować. Chciał trenować i grać. Dużo i intensywnie. Ale wtedy przypominał sobie historię swoje ojca, zaciskał zęby i pokorniał, bo niektórych rzeczy nie dało się przeskoczyć. Nawet jeśli miało się kupę kasy i znajomości.
Przez ten brak humoru wcale nie miał ochoty imprezować w sylwestra. Tak właściwie, to wyszedł z domu tylko za sprawą kumpli z drużyny, którzy już od dawna suszyli mu o to głowę. I tak znalazł się w jakimś fancy klubie nocnym, przepełnionym i dusznym, obstawionym ochroniarzami i z zakazem robienia zdjęć.
Pokręcił się trochę, przywitał ze znajomymi twarzami i zasiadł przy barze, gdzie bardzo szybko przykleiła się do niego jakaś długonoga blondynka. Nie był nią szczególnie zainteresowany, ale to zdawało jej się ani trochę nie przeszkadzać. Szczebiotała jak najęta swoim wysokim głosikiem, a Joel siedział na stołku barowym przodem do bawiących się ludzi, nonszalancko opierając się łokciem o blat za sobą i popijając obrzydliwie drogą whisky z kostką lodu.
Przesuwał lekko znudzonym spojrzeniem po tłumie przed sobą do momentu, aż dostrzegł . Momentalnie zmarszczył brwi i zaczął obserwować, jak jej ciało wije się w rytm muzyki, a obce męskie dłonie łapczywie je dotykają. Poczuł delikatne ukłucie… irytacji, ale nawet nie drgnął, aż ich spojrzenia w końcu się ze sobą skrzyżowały. Nie spodziewał się jej tutaj. Na pewno nie w towarzyskie jakiegoś nadzianego dzieciaka.
Kontakt wzrokowy zaraz się urwał, a Joel poczuł damskie dłonie oplatające jego ramię na wysokości bicepsa. Przeniósł spojrzenie na w dalszym ciągu siedzącą obok blondynkę i wstał. Była jak natrętna mucha, która nie robiła nic złego, ale denerwowała samą swoją obecnością. A on nie zamierzał tego dłużej znosić.
Odstawił pustą szklankę na bar i stwierdził, że to dobry moment, żeby pójść do toalety. Przedarcie się przez ludzi zajęło mu chwilę, a gdy wrócił, blondynki już nie było. Ale był za to ktoś inny. Zatrzymał się tuż za Love i pozwolił jej na siebie wpaść, gdy się odkręcała. Nie cofnął się ani o krok, za to popatrzył przez chwilę na jej twarz, a kącik jego ust drgnął ku górze.
- Zaschło ci w ustach, Love? - zapytał od razu, ignorując po części jej słowa. Następnie owinął ją swoim długim ramieniem, dłoń umiejscawiając na dole jej pleców, tuż nad pośladkami i lekko ją do siebie przyciągnął. Nachylił się nad jej uchem, a do jego nosa bardzo szybko dotarł znany zapach perfum.
- Nie wiedziałem, że lubisz młodszych. To bananowy dzieciak, ale jeździ ładną, niebieską corvette. Trochę ci zazdroszczę, też bym się przejechał - powiedział, po czym puścił ją i wyprostował się, by znowu spojrzeć prosto w jej ciemne oczy, a na jego usta wkradł się zadziorny uśmieszek.

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdzieś z tyłu świadomości przemknęło jej, że może powinna się odsunąć, że może lepiej byłoby zrobić krok w tył, faktycznie poszukać przyjaciółki i się stąd ewakuować jeszcze przed północą? Tylko jednocześnie nie potrafiła się ruszyć i zdobyć się na te resztki zdrowego rozsądku. Cokolwiek Joel w sobie miał… w jakiś pokręcony sposób ją hipnotyzowało.
Dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy nie tylko nie pozwolił jej się od siebie odsunąć, a wręcz zmniejszył między nimi dystans. Oparła dłoń na jego klatce piersiowej, a palce lekko zacisnęła na koszuli, gdy ciepło jego oddechu musnęło jej policzek. Szlag. Zdecydowanie zaschło jej teraz w ustach, ale nie zamierzała sprawić mu tej przyjemności odpowiedzią.
- Strasznie słaba ze mnie blachara… – rzuciła, nawet na moment nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. Przy okazji nie kłamała, nie znała się na samochodach i było to ostatnie czym można jej było zaimponować. Zdecydowanie bardziej lubiła ludzi z pasją i talentem, którzy jednocześnie potrafili zrobić z tego użytek. Tak jak Delaney – Ale jeśli jeszcze na niego wpadnę mogę mu o tobie powiedzieć, że no wiesz… przejechałbyś się. Jestem pewna, że koniec końców wolałby za pasażera gwiazdę sportu, mógłby się chociaż znajomym pochwalić. Kolejna łatwa dziewczyna nie robi już na nikim wrażenia. – wzruszyła lekko ramieniem i uśmiechnęła się pod nosem.
Nie lubiła młodszych, ani nie była szczególnie łatwa. Chociaż…
Przed oczami przemknęły jej krótko ich ostatnie spotkania, lekko zagryzła wargę i już miała się odezwać, gdy nagle obok nich zmaterializowała się podekscytowana blondynka, która kilka chwil wcześniej wypełniała sobą jego przestrzeń. Zupełnie zignorowała obecność Love, co na swój sposób nie było szczególnie zaskakujące, bo ze swoim wzrostem modelki mogła jej nawet nie zauważyć. Znowu zawiesiła się na ramieniu Joela i próbowała go przekonać, że powinni się przenieść do strefy VIP, bo wszystkie dziewczyny tam poszły i jego kumple z drużyny również!
Kolejna łatwa dziewczyna nie robi już na nikim wrażenia.
Love starała się powstrzymać rozbawienie, jednocześnie nawet na moment nie spuszczając wzroku z Joela, bardzo ciekawa jego reakcji i decyzji, którą podejmie. Wróć. Jakiej decyzji? Czy dostał alternatywę? Zdała sobie sprawę, że zupełnie naturalnie uznała, że skoro tu na siebie wpadli to dotrzyma jej towarzystwa. Może to strasznie naiwne z jej strony?
- To okazja, której chyba nie można przepuścić. A ja chyba będę wracała na parkiet, więc… miło było cię spotkać, Delaney? – dlaczego zapytała? Dlaczego w jej słowach znalazła się nuta propozycji?


Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W reakcji na słowa Love uniósł brew, bez przerwy wpatrując się w jej duże, ciemne oczy. Nigdy nie sugerował, że była blacharą. A przynajmniej nigdy nie dała mu powodów, by mógł tak o niej pomyśleć. Nie to jednak go zdziwiło.
- Jeśli jeszcze na niego wpadniesz? Myślałem, że przyszliście razem. Jesteś tutaj sama, Love? - zapytał. I wcale nie chodziło mu o to, że potrzebowała kogoś, by wbić się do klubu, tylko na imprezy takie jak ta dziewczyny raczej… nie przychodziły same. Jak już to przynajmniej z przyjaciółką. - Poza tym, wolę towarzystwo ładnych brunetek, niż rozpieszczonych dzieciaków - dodał, przechylając głowę na bok. Wtedy jak na złość pojawiła się koło nich długonoga blondynka. Joel miał naprawdę szczerą nadzieję, że udało mu się zgubić ją na nieco dłuższą chwilę, bo choć miała piękną buzię i nienaganną figurę, to irytowała go tak bardzo, że nie mógł jej już dłużej słuchać. I ewidentnie nie przyszła tutaj tylko po to, żeby potańczyć.
Był o włos od przewrócenia oczami, gdy znowu uwiesiła mu się na ramieniu, ale finalnie tego nie zrobił. Westchnął głęboko i popatrzył na nią z politowaniem w oczach, uśmiechając się jak do dziecka, które nie zbyt wiele jeszcze rozumie.
- Ruth, skarbie. Idź i przypilnuj, żeby czekała na mnie szklaneczka whisky. Niedługo przyjdę - powiedział, cofając się o krok i delikatnie wyswobadzając swoją rękę z jej długich palców zakończonych ostrymi paznokciami. Blondynka zrobiła smutną minkę, ale szybko dodała, że będzie na niego czekać i pomknęła w stronę ich zarezerwowanej loży. Popatrzył za nią przez chwilę, jakby upewniając się, że nie zawróci i przeniósł spojrzenie na Roderick.
- Nie patrz tak na mnie, na trzeźwo wydawała się mądrzejsza - wzruszył ramionami, widząc jej rozbawione spojrzenie. Tak właściwie, to nawet nie wiedział, kto tę dziewczynę tutaj zaprosił, ale miał pewien typ wśród swoich kolegów.
- Daj spokój, Love. Skoro już postanowiłaś naruszyć moją przestrzeń osobistą i na mnie wpaść… - zrobił krótką przerwę, podczas której nieświadomie zjechał spojrzeniem na jej usta. Ale tylko na krótką, chwilę. Miał problemy z koncentracją. - To teraz musisz napić się ze mną sylwestrowego drinka. Ja stawiam - dodał i wskazał gestem dłoni dwa, wolne stołki barowe tuż za nimi. Gdy się zgodziła, usiadł na jednym z nim i zwrócił na siebie uwagę barmanki, prosząc o to co zwykle, po czym pozwolił Love zamówić to, na co miała ochotę. Wtedy odwrócił się do niej przodem, siedząc teraz bokiem do baru i oparł łokieć na blacie. Taksował ją swoimi brązowymi oczami, bezwstydnie błądząc po jej twarzy.
- Do twarzy ci w tej sukience - stwierdził, a jego myśli niebezpiecznie zaczęły zbaczać na inne tory, zastanawiając się, co ma pod nią. Nie potrafił tego powstrzymać, a wypity alkohol tylko… potęgował jego wyobraźnię.

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego równie zaskoczona, co on na nią. Ściągnęła mocniej brwi i przez chwilę nawet analizowała… naprawdę ją o to posądzał? Że przyszła na tą imprezę z gościem, z którym ją widział? Że chciała spędzić ostatnią noc tego roku z kimś takim? Powinna się zacząć śmiać, czy może śmiertelnie za to obrazić? Z drugiej strony… nie znał jej, a przynajmniej nie tak. Jeszcze. Pokręciła więc lekko głową, bo jednocześnie nie przyszli razem, ale nie była też sama.
- Moja znajoma załatwiła wejściówki, gdzieś się tu kręci… szuka bogatego męża, albo przynajmniej chłopaka. – wzruszyła beztrosko ramionami, bo biorąc pod uwagę, że nie mogła jej namierzyć przy barze, ani nie widziała jej chwilę wcześniej na parkiecie… musiała sobie znaleźć towarzystwo. Więc może jednak Love była sama?
W odróżnieniu od niego! Aczkolwiek była pod wrażeniem jak sprawnie poszło mu pozbycie się blondynki… aż zrobiło jej się trochę żal. Odrobinę. W końcu to nie jej wina, że nie była zbyt bystra, albo przynajmniej była za mało spostrzegawcza, żeby zobaczyć na twarzy Joela to, co dla Roderick w tym momencie było oczywiste. Blondynka nie stanowiła dla niej zagrożenia.
- Mądrzejsza. – no na pewno! – Ale nie jest ładną brunetką, z którą to podobno wolałbyś spędzać czas. – dodała przekornie z błyskiem w oku, bo tak… nawet jeśli kolorem włosów i bystrością umysłu – wygrywała – I nie wpadłabym na ciebie, gdybyś nie naruszał mojej przestrzeni osobistej, oboje dobrze wiemy, że nie znalazłeś się za mną przez przypadek. – bo mogła na niego wpaść, ale nie wierzyła, że to było tylko i wyłącznie szczęśliwe zrządzenie losu. Nie. Ona sama specjalnie przeszła w pobliże baru, a on ją przy nim odnalazł… oboje temu przypadkowi pomogli. I zabawne, ale to powodowało śmieszny dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa, gdy tylko o tym pomyślała. Ani przez moment nie planowała się też bronić przed przyjęciem jego zaproszenia – zajęła miejsce przy barze, zamówiła to samo co Joel i poprawiła sukienkę na udach. Akurat, gdy się odezwał…
Podniosła wzrok, odnalazła męskie spojrzenie a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu.
- Jeśli nie będziesz miał lepszych planów na resztę wieczoru… po północy zamierzałam stąd uciekać, możesz do trzymać mi towarzystwa i pomóc się z niej rozebrać. – rzuciła swobodnie, wzruszyła lekko ramionami jakby mówiła o najbardziej oczywistej z oczywistych rzeczy. Odebrała swoją szklankę z drinkiem i lekko ją uniosła – Za przypadkowe spotkania. I za tą rozwodnioną whisky, która nie doczeka się twojej obecności w strefie vip. – dodała pół żartem, pół serio… wierzyła, że Ruth naprawdę ją dla niego zorganizowała, ale szczerze liczyła, że naprawdę zostanie tutaj z nią na tyle długo, że cały lód się w niej rozpuści, alkohol faktycznie się rozwodni, a blondynka zda sobie sprawę, że została wystawiona.



Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Joel nie wiedział jeszcze czego mógł się spodziewać po Love, bo ich znajomość choć… intensywna, była krótka. A przecież nie spowiadała mu się z tego, co robi w swoim wolnym czasie, bo i on nie opowiadał jej z kim i gdzie chodzi poza ich spotkaniami. Tak było wygodniej. Do czasu, aż nie zobaczył, jak lepkie łapy tego bogatego dzieciaka zachłannie suną po jej wąskiej talii, bo to mimowolnie gdzieś go podirytowało. Chyba wolał po prostu tego nie widzieć.
- A ładna jest? - zapytał zaczepnie, przechylając głowę na bok. Prowokująco patrzył jej przy tym prosto w oczy, uwielbiał się droczyć. Klub był co prawda pełny bogatych i wpływowych osób, ale jeśli liczyła, że znajdzie tu kogoś na stałe, to mogła się grubo przeliczyć. Czy Love była tu z tego samego powodu? Zastanowił się nad tym chwilę, ale nie śmiał zapytać. Nie chciał jej rozdrażnić do reszty, bo w jego głowie narodziła się nadzieja, że razem mogą umilić sobie tego sylwestra. Bez bogatych małolatów i bez blondynek z długimi pazurami.
- To prawda - przytaknął bez zawahania. Ruth nie była nią. I nie mogła się z nią równać pod żadnym aspektem, który Joel doceniał w Love.
- Może i nie, ale wiesz, jak trudno było cię odszukać w tym tłumie? Całe szczęście, że jestem wysoki - uśmiechnął się, bez krępacji potwierdzając jej przypuszczenia, nawet jeśli nie były do końca prawdziwe. Cieszył się, że spotkał ją przy barze, ale wcale nie szedł tam z tym zamiarem. Spodziewał się raczej, że brunetka nadal pląsa w rytm muzyki na parkiecie, a on nie zamierzał się w to wtrącać. Nawet przez myśl mu przeszło, że skoro przyszli tutaj z kimś innym, to może tak powinno zostać? Ale gdy tylko ją dostrzegł, bez zbędnego balastu u boku, jego zawahanie zniknęło gdzieś w czeluściach umysłu. Nie mógł przepuścić takiej okazji.
Teraz więc siedział z Love przy barze, rzucają jej krótkie, aczkolwiek zdziwione spojrzenie, gdy poprosiła o to samo do picia, co on, czyli whisky. Spodziewał się raczej czegoś lżejszego, słodkiego i kolorowego, ale skoro postawiła na klasykę, to Joel był pełen podziwu. Nie myślał o tym zbyt długo, bo następne słowa Love zadziałały jak bardzo dobry otrzeźwiacz.
- Loveee - jęknął. - Nie możesz tak mówić, bo zaraz wezmę z baru butelkę szampana i obiecuję, że nie dotrwamy tutaj nawet do północy - dopowiedział sugerując, że jego silna wolna wisi na cienkim włosku. Cholera. Wiedziała, co powiedzieć, żeby na pewno nie wrócił towarzyszyć Ruth i całej reszcie w upijaniu się do nieprzytomności.
W międzyczasie zamówione drinki pojawiły się na barze, a Joel idąc śladami swojej towarzyszki, pochwycił w palce jedną ze szklanek i uniósł w geście toastu. Jednak gdy usłyszał jego treść, to jego brew mimowolnie powędrowała do góry. Przez krótką chwilę patrzył w ciemne oczy Love, po czym stuknął się z nią i upił sporego łyka bursztynowego alkoholu. Była bardzo pewna siebie, skoro już teraz założyła, że Delaney nie zdoła dotrzeć do loży tak, jak chwilę wcześniej obiecał Ruth. I było w tym coś bardzo pociągającego.
- Nie martw się, z tym whisky na pewno sobie poradzą, zanim lód zdąży się rozpuścić - uśmiechnął się kącikiem ust, pochylając się nieco w stronę brunetki. Dłonią powędrował zaś pod blat, gdzie musnął opuszkami palców jej odkryte kolano, błądząc po skórze gdzieś na granicy brzegu jej sukienki.
- Bardziej bym się zastanawiał, czy twoja przyjaciółka nie wyśle za tobą listu gończego, gdy znikniesz bez uprzedzenia, hmm?

Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Brew drgnęła jej wymownie, gdy zapytał, czy jej koleżanka była ładna. Droczył się z nią, czy naprawdę chciał wiedzieć? Nie no… musiał się z nią droczyć, a skoro tak – postanowiła w to iść. Uśmiechnęła się pod nosem sunąć spojrzeniem po męskiej sylwetce – Oczywiście, że tak. Najładniejsza. Jesteś zainteresowany, czy chciałbyś ją przedstawić koledze? – sama wolałaby opcję numer dwa, jej koleżanka pewnie też byłaby zachwycona… gdyby tylko gdzieś tu była. Gdziekolwiek. Możliwe, że Love powinna zacząć się martwić, ale jednocześnie próbowała to racjonalizować, że klub był duży, a ludzi było w nim mnóstwo. Mogła jej nie zauważyć… nie miała tej przewagi, którą przytoczył tu Joel, a która spowodowała wymowny uśmiech na jej twarzy. Był, zdecydowanie był… w jej standardach? Abstrakcyjnie wysoki – jednocześnie ją to bawiło i kręciło. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie!
I nie była dziewczyną pijącą słodkie kolorowe drinki. Zawsze szła w klasykę albo urwany film w postaci tequili. Prawdę powiedziawszy przez chwilę jej to przeszło przez myśl… wyśmiać jego szkocką i zamówić im porządną kolejkę tequili, ale postanowiła zachować pozory i klasę. Chociaż przez krótką chwilę.
Bo czy można uznać, że to kontynuowała, gdy bez najmniejszych oporów i jakiegokolwiek zawahania uświadomiła Joela, że nie wróci do swojej długonogiej blondynki i zaproponowała zakończenie tego wieczoru w jeden, bardzo oczywisty sposób? Ba! Nie zaprotestowała też, gdy opuszki męskiej dłoni musnęły jej nagą skórę, a przyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. Przesunęła spojrzeniem od męskich oczu do warg i z powrotem, nie mogąc się przez chwilę zdecydować na czym skupić swoją uwagę. Ostatecznie odrywając od niego jednak spojrzenie całkowicie, wracając na ziemię i zwilżając gardło alkoholem.
- Pewnie pomyśli, że znalazłam kandydata na tego bogatego męża, albo chłopaka… e w e n t u a l n i e, że spotkałam kogoś, kto n i e z o b o w i ą z u j ą c o może mi pomóc zdjąć sukienkę. – wzruszyła beztrosko ramionami – Chociaż ta Ruth wydawała się być bardziej skomplikowana do rozwiązywania, więcej zabawy. Przemyśl to jeszcze dobrze, Delaney. – dodała przekornie, chociaż każda jedna komórka jej ciała krzyczała, żeby tego nie robiła, żeby nie dawała mu okazji do zastanawiania się nad tym, gdzie i z kim naprawdę chciał być, gdy w tym momencie był z nią i nie chciała zmieniać tego stanu rzeczy. Przepiła to kolejnym łykiem alkoholu – Więc… jakie masz ambitne i te mniej ambitne plany na przyszły rok? Zdobywasz ten wasz puchar i tytuł sportowca roku?



Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Zawsze jestem zainteresowany towarzystwem pięknych kobiet - odparł, wybierając dość bezpieczne wyjście z sytuacji, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając wprost. I właściwie, to nie kłamał, bo przecież Love niewątpliwie była jedną z nich. - Poza tym nie sądzę, żeby moi koledzy byli dobrymi kandydatami na mężów - dodał zaraz i lekko wzruszył ramionami, jakby było to coś kompletnie oczywistego. Dla Joela właściwie było, bo zdążył ich już trochę poznać, przez te ponad 5 lat spędzonych w Toronto, gdzie razem trenowali, razem wygrywali i razem imprezowali. Oczyma wyobraźni kompletnie nie widział ich w domowym zaciszu, z żonką i dzieciakiem u boku. Oni sami byli jak duże dzieciaki, więc o czym mowa.
Obserwował, jak wzrok Love błądzi po jego twarzy. Wyłapywał każdy, pojedynczy moment, gdy jej oczy zawieszały się na jego pełnych ustach, by zaraz znowu skrzyżować z Joelem spojrzenia.
- I nie będzie się martwić? - uniósł brew lekko zaskoczony. Nie było w tym troski, lecz czysta ciekawość. Czasami nie potrafił pojąć, jak działały dziewczyny i ich babskie wypady do klubów. Z drugiej strony, gdyby miał skorzystać z propozycji Love i stąd zniknąć, to przecież też nikomu by nie powiedział. Podwójne standardy? Być może. Lub po prostu wiedział, że ze swoimi gabarytami był trudnym przypadkiem do porwania. W przeciwieństwie do 40 centymetrów niższej Roderick.
- Bo jeszcze pomyślę, że naprawdę chcesz mnie odesłać do Ruth - powiedział i podniósł szklaneczkę, biorąc kolejnego łyka alkoholu. - A Ruth nie jest skomplikowana. Jest prosta jak budowa cepa. Sprawdziłem - spojrzał znowu na brunetkę i zmarszczył nos, jakby powiedział coś… nielegalnego. I zrobił to z premedytacją, mając nadzieję, że tym zakończy dogryzki Love… Albo dopiero ją nakręci, to się jeszcze okaże.
- Moim najambitniejszym planem na ten rok jest nie wpierdolić się w żadną kontuzję - odparł szczerze, bo po co byłoby mu zdobycie mistrzostwa, gdyby nie mógł nawet wziąć udziału w meczu? Ale fakt, faktem, cudownie byłoby mieć mistrzowski pierścień. Och jak on by go nosił z dumą! Niestety Toronto Raptors wygrali w mistrzostwach dopiero raz, w 2019. Parę miesięcy wcześniej, jak zaczął dla nich grać. Co za pech.
- Założę się, że twoje plany są ciekawsze - dodał zaraz, uśmiechając się kącikiem ust.
- Jaki jest twój najdzikszy cel z vision board na ten rok, Love? Randka z przystojnym koszykarzem? Mogę ci to załatwić - pociągnął temat dalej, puszczając do brunetki zaczepne oczko.


Love Roderick
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Prychnęła rozbawiona, bo jego odpowiedź była bezpieczna i tak oczywista jednocześnie. Wiedziała! Doskonale sobie zdawała sprawę, że był zainteresowany towarzystwem pięknych kobiet… albo po prostu kobiet? Wiedziała, że miała do czynienia z babiarzem i to nie był typ, którego byłoby warto próbować zmieniać. Niereformowalny. Zresztą… sama też tak do tego podchodziła, prawda? Kilka niezobowiązujących spotkań, nie zaczęła sobie jeszcze wyobrażać wspólnej przyszłości, a jednocześnie poczuła śmieszne uczucie zazdrości w momencie, gdy Ruth uwiesiła się na jego ramieniu. Abstrakcyjne. I z całych sił próbowała to sobie wybić z głowy, a także pokazać, że absolutnie jej to nie rusza. W ogóle. Wcale!
Pokręciła lekko głową, bo mogła być niska, ale wbrew pozorom potrafiła o siebie zadbać. A przynajmniej tak jej się wydawało. Zresztą… biorąc pod uwagę, że wcale nie było łatwo się na tą imprezę dostać i raczej nie było tu przypadkowych ludzi z ulicy – można było też zakładać, że nie było o co się martwić. Bardzo błędne założenie, ale cóż… trochę z takim tutaj przyszły.
- Mówiłam o jej sukience, a nie… o niej – zmarszczyła śmiesznie nos, gdy dotarł do niej sens słów Joela i wcale, ale to wcale nie było jej to na rękę. Bo dogadywanie było częścią jej zapewnień, że ani trochę nie jest zazdrosna, ale jednocześnie… ugh. Upiła spory łyk alkoholu, żeby przepić gorzki smak zazdrości, który się u niej pojawił. Głupie. Chociaż nie wątpiła, że dziewczyna sama w sobie była… prosta. Wyglądała. I tak… Love w tym momencie mogła być okropnie oceniająca, a przy tym całkiem niesprawiedliwa, ale i tak gryzła się w język, żeby nie powiedzieć czegoś więcej. Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że to nie dziewczyna powinna być adresatką tych wszystkich złośliwości, bo ostatecznie niewiele różniła się od Roderick w jej słabości do Joela. Żenujące! I zdecydowanie musiała to przepić jeszcze kolejnym łykiem alkoholu. I zmienić temat.
- Oh… czyli sugerujesz, że randka z przystojnym koszykarzem to coś tak nieprawdopodobnego, że powinno być celem na najbliższy rok? – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – Ale to ciekawy sposób… na zasugerowanie, że chcesz iść ze mną na randkę. Bo mówimy o takiej prawdziwej? Nie o przypadkowym spotkaniu w klubie, gdzie zignorujemy wszystkich, z którymi wcześniej się bawiliśmy, żeby koniec końców wyjść z niego razem? – czyli dokładnie to, co robili teraz i to nie była randka – Więc zgoda. W nowym roku zabierz mnie na randkę. – jedna rzecz z listy będzie odhaczona! – A poza tym chcę dostać główne wydanie wiadomości. Albo politykę. A najlepiej jedno i drugie. – na poważnie, nie chciała być tylko ładną buzią z telewizji, chciała rozmawiać, dyskutować i poznawać istotnych ludzi – Wtedy na listę poza randką z koszykarzem dopiszę też jakąś z przystojnym senatorem. – dodała pół żartem, pół serio… zupełnie nieświadoma, że tak się właśnie stało, heh.




Joel Delaney
29 y/o
For good luck!
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Faktycznie, Joel nie był typem, którego od tak dało się zmienić. Miał swoje wyrobione przez lata schematy, chodził swoimi ścieżkami jak rasowy kocur i podświadomie bał się wszystkiego, co potencjalnie mogło mu to ukrócić. Kochał wolność. To, że nie musiał się nikomu z niczego spowiadać - oprócz trenera, ale trener to świętość! - mówić gdzie wychodzi i z kim, oraz kiedy wróci. Robił sobie, co chciał i było mu z tym dobrze. Mimo wszystko potrzebował jakiegoś małego pierwiastka stabilizacji, rutyny czegoś, co sprawiało, że jego życie trzymało się kupy. I póki co odnajdywał to w sporcie, nie wyobrażając sobie zamienić tego na cokolwiek innego. A już na pewno nie na dom z ogródkiem, żonę i dzieci.
- Sukience? - zmarszczył brwi, krótką chwilę zastanawiając się nad tą kwestią - Na sukienkę akurat nie zwróciłem uwagi, ale i bez tego mogę cię zapewnić, że ty w swojej wyglądasz lepiej - puścił jej zaczepne oczko, chcąc złapać jakieś dodatnie punkty. Gdyby tak dłużej pomyśleć nad tym, co powiedział wcześniej o Ruth, to nie było to zbyt miłe, ale za to prawdziwe. Ruth miała ładną buzię, zgrabną figurę i właściwie na tym jej atuty się kończyły. Była tępa. Nie rozumiała jego żartów, nie potrafiła (albo nie chciała) się z nim przekomarzać, bo jedyne co robiła, to na wszystko przytakiwała, patrząc tymi swoimi maślanymi oczami. A to go nudziło. Przeokropnie. Nie miała wszystkiego tego, co w Love lubił najbardziej. Nie umniejszając jej oczywiście urody! Bo choć nie była blondynką, jak Ruth, to i tak bardzo się Joelowi podobała.
- Jeśli masz wiele koleżanek, które umawiają się z koszykarzami, to mnie popraw - przechylił głowę na bok, na moment zjeżdżając wzrokiem na usta Love. Och, skup się. - Ale faktycznie, wydaje się to dość nieprawdopodobne. Na szczęście masz mnie, a ja, choć niczego nie sugerowałem, to chętnie zabiorę cię na tę randkę - dopowiedział, znowu odnajdując ciemne spojrzenie Roderick. W głowie pojawiły mu się nawet jakieś pomysły. Bo w sumie, czemu nie? Często chodził na randki.
- Brzmi to jak ambitne plany. Nie sądziłem, że kręcą cię politycy - odparł na jej słowa o planach na nowy rok, po czym wyzerował trzymaną w dłoni szklaneczkę i przesunął ją po blacie na bok.
- Zatańczymy? - zapytał nagle i bez chwili zawahania wyjął z drobnej dłoni Love jej drinka, również odstawiając go na blat. Miał już dość tego siedzenia i gdzieś podświadomie nie chciał też dłużej słuchać o randkach z senatorami, czy innymi osobistościami.
Chwycił Love za dłoń i poprowadził gdzieś w głąb parkietu, szukając dla nich jakiejś dogodnej, wolnej przestrzeni. Jego postawna sylwetka świetnie robiła za taran, więc brunetka nie musiała się kłopotać przeciskaniem między ludźmi. Gdy Joel stwierdził wreszcie, że dany kawałek parkietu będzie odpowiedni, obrócił ją wokół osi i przyciągnął do siebie, wolną rękę układając na jej lędźwiach i przez chwilę przytrzymując, by się za szybko nie odsunęła.
- Nie powinno mnie tu być, miałem oszczędzać kostkę, ale nie mogłem się powstrzymać jak na ciebie patrzyłem - wyznał, nachylając się do ucha Love i zatapiając nos w miękkich kosmykach jej ciemnych włosów.

Love Roderick
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”