ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
168 cm
Recepcjonistka w Art Gallery of Ontario
Awatar użytkownika
I'm very very sweet but also very very much psycho <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Elisabeth dzieliła swój czas pomiędzy pracę w Galerii a studiami. Jej dni były wypełnione obowiązkami, a mieszkanie coraz częściej stawało się jedynie miejscem, w którym zostawiała rzeczy. Rzadko bywała w domu w ciągu dnia, a zdarzało się, że nie wracała nawet na noc, zatrzymując się w hotelu lub u znajomych. Nie miała ich zbyt wielu, szczególnie takich, którym mogłaby zaufać. Samotność była jej codziennością, choć nauczyła się z nią żyć.
Dzisiejszy dzień miał być spokojny, wykłady, biblioteka, praca nad projektem. Jednak wszystko potoczyło się inaczej. Już od pewnego czasu jeden z chłopaków z roku wyraźnie się nią interesował. Elisabeth podejrzewała, że mu się podobała, bo jego obecność była niemal namacalna. Pojawiał się wszędzie tam, gdzie ona, jak cień, którego nie sposób zgubić. Starał się być uprzejmy, ale w jego gestach kryło się coś natarczywego. Ona widziała wszystko. Miała oczy dookoła głowy i była bardziej spostrzegawcza niż większość ludzi, choć nie zamierzała mu tego pokazywać. Wolała milczeć i obserwować.
Kiedy w końcu zapytał ją o randkę, Elisabeth poczuła irytację. Była zmęczona, zajęta, a myśl o spotkaniu z nim budziła w niej niechęć. Odmówiła spokojnie, bez złośliwości. Nie chciała go zranić, ale jego reakcja była jak uderzenie w mur. Od tamtej chwili jego zachowanie zmieniło się. Uprzejmość zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się złośliwość. Jakby jego celem stało się uprzykrzenie jej życia. Spotykała go wszędzie, w bibliotece, na wykładach, w korytarzach. Każde miejsce, które kiedyś dawało jej spokój, stało się polem minowym.
Dziś sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Elisabeth siedziała w bibliotece, w bocznym kącie, z dala od wejścia. Chciała ciszy, skupienia, ale nagle pojawił się on. Jego ton był prowokacyjny, słowa kąśliwe. Czuła, jak wzbiera w niej gniew, jak serce zaczyna bić szybciej, a oddech staje się ciężki. Myśli krzyczały: „Nie dam się złamać. Nie tutaj.” Spakowała rzeczy i wyszła, ignorując jego komentarze, choć każdy z nich był jak kolec wbijający się w jej skórę. Wokół zaczęła zbierać się grupka studentów, ciekawych zamieszania. To potęgowało jej wściekłość. Miała wrażenie, że wszyscy patrzą, oceniają, szepczą.
Na zewnątrz zamówiła taksówkę. W drodze do mieszkania czuła, jak emocje kipią w niej jak wrzątek. Gniew, bezsilność, rozczarowanie, wszystko mieszało się w jeden chaos. Chciała krzyczeć, płakać, wyładować to, co w niej siedziało, ale milczała. Kiedy wpadła do mieszkania, zatrzasnęła drzwi z hukiem. Aż ją roznosiło od środka. Tak dawno nie czuła w sobie tyle złości, tyle wewnętrznej wściekłości, a może też smutku. Ręce jej się trzęsły, serce waliło jak młot. Miała ochotę rzucić czymś, zniszczyć coś, by poczuć ulgę.
Zobaczyła Aresa w salonie, ale nawet się z nim nie przywitała. Zrzuciła buty w pośpiechu, torbę rzuciła na podłogę. Udała się do kuchni, nalała sobie szklankę wody i wrzuciła do niej kilka tabletek musujących na uspokojenie. Powinna była użyć jednej, ale wiedziała, że to nie wystarczy. Oddychając głęboko przez nos, zaciskała dłonie na szklance, jakby od tego zależało jej życie. Przymknęła oczy, próbując odzyskać kontrolę. W głowie wciąż dudniły słowa, obrazy, spojrzenia. Czuła, że stoi na krawędzi, ale wiedziała jedno..nie pozwoli, by ktoś ją złamał. Nigdy.



Ares Everhart
23 y/o
For good luck!
183 cm
tancerz w The Painted Lady
Awatar użytkownika
„I choć nikt mnie tego nie uczył, wiem, że na tym polega miłość. Jeśli jest prawdziwa, sprawia, że człowiek staje się kimś więcej, niż był, kimś więcej, niż wierzył, że może być.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

stylówka

Ares wrócił tego wieczora później niż zwykle, bo najprawdopodobniej przez bardzo niskie temperatury jego motocykl wczoraj odmówił posłuszeństwa i nie chciał go odstawić całego i zdrowego do domu. Był zmęczony, bo po tym jak Warren okazał się jego aniołem stróżem i odwiózł go bezpiecznie do mieszkania, to dość długo nie mógł zasnąć - był pod wrażeniem tego faceta od lat, wzdychał do niego od dawna i to dzięki niemu odkrył swoją seksualność (choć Warren nie był tego świadomy), a ostatnio miał okazję przebywać w jego towarzystwie po pierwsze sam, a po drugie dłużej i zdecydowanie bardziej swobodnie, niż do tej pory. Cóż, nie ma więc co się dziwić, że chłopak miał praktycznie bezsenną noc po spotkaniu z mężczyzną, a co za tym idzie dzisiejszy dzień minął mu pod znakiem ziewania i marudzenia, i oczekiwania na zakończenie nocki. Dzisiaj też zadzwonił po pomoc drogową i odstawił swojego gruchota do mechanika prosząc go telefonicznie o przegląd i wycenę ewentualnej naprawy, o ile naprawić się jeszcze dało tego starego gnoja. Musiał wiedzieć ile mniej więcej może wynieść serwis, żeby podjąć decyzję czy w ogóle opłaca mu się naprawa tego gruchota. Podejrzewał, że koszty serwisowe mogą być wyższe, niż kupienie czegoś używanego, więc już się trochę nastawiał psychicznie na pożegnanie ze swoim maleństwem.
Po powrocie do domu wziął prysznic, potrzebując zmyć z siebie cały dzień w klubie, wszystkie te występy, wszystkie spojrzenia i natrętne dłonie sięgające w jego kierunku. Po jakimś czasie wyszedł z kabiny i w luźnym, domowym stroju opadł ciężko na kanapę.
- Co my tu dziś mamy... - wymamrotał pod nosem, przeklikując dzisiejsze polecajki na jednej z platform streamingowych. Ostatecznie zdecydował się na jakiś horror z zeszłego roku. Umościł się wygodnie na poduszkach, ale dosłownie chwilę po naciśnięciu "play" uświadomił sobie, że nie przygotował sobie żadnej przekąski, ani nie wziął niczego do picia. Korzystając z tego, że póki co jeszcze nic ciekawego się nie działo i film skupiał się na pokazaniu leśnych krajobrazów kręconych z drona.
Przejrzał zawartość lodówki, decydując się ostatecznie na butelkę piwa i jakiś serek, a gdy już zgarnął łyżeczkę z suszarki na sztućce i otworzył piwo otwieraczem-magnesem zawieszonym na lodówce do mieszkania wparowała jego była luba, a aktualna przyjaciółka i współlokatorka i bez słowa, choćby zwykłego pocałuj mnie w dupę poszła do kuchni, z której on z kolei chwilę wcześniej wyszedł. Jakby tego było mało szła w takim tempie, że praktycznie go staranowała, a tego nie mógł puścić ot tak, bez reakcji.
- Hej, co jest? - zawołał za nią, stojąc jak wryty, wciąż z serkiem i łyżeczką w jednej dłoni i piwem w drugiej. Nie wiedział jak ma interpretować jej zachowanie, bo mimo że nie byli już razem, to jednak nadal uważał ją za swoją przyjaciółkę. Czy mówił jej o wszystkim? Praktycznie tak, chociaż może czasem nie powinien dzielić się szczegółami - zwłaszcza ze swoich nocnych podbojów. Ostatnio jednak El zapewne zauważyła, że nie opowiadał jej o żadnych nowych przygodach, ale to nie dlatego, że nie chciał jej wtajemniczać, tylko dlatego, że ostatnimi czasy trochę nie w głowie mu były romanse, bo zajmował jego myśli pewien starszy, przystojny motocyklista... O czym, oczywiście, też nie miała pojęcia. Może dlatego, że sporo się uczyła i pracowała, więc trochę też się mijali w tym mieszkaniu i nie spędzali ze sobą tyle czasu, co kiedyś. Swoją drogą - brakowało mu tych wspólnie spędzanych chwil, odkrywał to z każdym dniem coraz bardziej. Czuł, jakby coś tracił, a to wcale nie było miłe uczucie.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „Porzucone”