ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt / właścicielka Forward Interiors
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się o tej porze niczyjej wizyty. Stojąc w kuchni w szlafroku przed otwartą na oścież lodówką, zadrżała, jakby ktoś wyrwał ją z głębokiego transu. Najpierw głośne stukanie w drzwi, zaraz potem dzwonek. Odstawiła kieliszek niedopitego czerwonego wina na blat kuchennej wyspy i powoli ruszyła przez długi korytarz do wejścia. Przez ułamek sekundy pomyślała, że to może Xavier, choć przecież miał być poza miastem jeszcze przez kolejny tydzień i raczej powiadomiłby ją, gdyby zamierzał wrócić wcześniej. Pewnie też nie pukałby do drzwi własnego domu, tylko po prostu użyłby klucza.
Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, gdy przez szybę dostrzegła światła radiowozu. Już bez zbędnego wahania, rzuciła się do drzwi, by otworzyć. Na progu stało dwóch policjantów, a pomiędzy nimi - Gavin. Miał rozciętą wargę i opuchniętą kość policzkową, a przy tym typowy dla niego od zawsze, lekko łobuzerski uśmieszek.
Dobry wieczór. Pani Fraser? — odezwał się jeden z funkcjonariuszy.
Beckett. Louise Beckett. — poprawiła go szybko, nie odrywając wzroku od Gavina, a konkretnie od jego obitej facjaty. Zmarszczyła brwi, nic z tego nie rozumiejąc, a głos uwiązł jej w gardle.
Doszło do bójki w barze. Naprawdę nic poważnego, ale uznaliśmy, że lepiej, żeby brat nie wracał sam. Podał nam ten adres. — wyjaśnił zaraz na szczęście, zanim w ogóle zdążyła zapytać.
Oczywiście, dziękuję — odparła dopiero po chwili, próbując to sobie ułożyć w głowie, choć w całej tej złości jaka się w niej zebrała, miała ochotę odpowiedzieć im “ten pan tu nie mieszka” albo zatrzasnąć drzwi przed nosem… albo jedno i drugie. Nie miała pojęcia co takiego strzeliło mu do głowy, by wdawać się w takie szarpaniny, ale póki co nie odezwała się do niego słowem. Dopiero gdy policjanci, po krótkim pouczeniu, odjechali i zamknęła za nimi drzwi, wlepiła w niego ponownie swój pełen zawodu wzrok.
Lepiej żebyś miał dobrą wymówkę. Co ty wyprawiasz, Gavin? — spytała spokojnie, trochę chłodno — Cieszę się, że dobry humor cię nie opuszcza — dodała zaraz, bo nadal uśmiechał się do niej głupkowato, jakby cała sytuacja mocno go bawiła.
Wskazując na kanapę w salonie bez słowa, dała znak, by usiadł, a sama wróciła na moment do kuchni, by wyjąć z zamrażarki paczkę lodu, którą owinęła ścierką.
Rozumu nie masz za grosz, ale masz za to szczęście. Mogli cię przymknąć. To cud, że spędzisz noc tutaj, a nie na komisariacie — zauważyła, podając mu zimny okład, po czym usiadła w fotelu naprzeciwko. — Ach, właśnie! Czemu akurat tutaj? Wstyd ci przed córką, ale nie przede mną?


Gavin Fraser
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
40 y/o
For good luck!
188 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
And I would fly you to the moon and back
If you′ll be, if you'll be my baby
Got a ticket for a world where we belong
So would you be my baby?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czasem poważnie zastanawiał się, czy jego życie wyglądało tak, jak tego pragnął. I nie chodziło o innych. Otaczał się samymi cudownymi ludźmi. Corą; kochanką, z którą przez długi czas oszukiwał siebie, że poza seksem i bliskimi spotkaniami nie łączyło ich nic poważnego. Prawda była jednak taka, że w towarzystwie kobiety potrafił na chwilę zapomnieć o problemach. Młodszą córką denerwującą go swoimi wybrykami, a jednocześnie przypominającą mu o czasach, gdzie sam jako nastolatek wracał do domu pod wpływem wielu substancji, doprowadzając całą rodzinę do szału. I Louise młodsza siostra, która swoim zachowaniem wobec brata wykazywała się większą dojrzałością i odpowiedzialnością za obowiązki, które to on powinien pełnić.
Ale nie chodziło o nich. Chodziło wyłącznie o niego. O to, że wracając wieczorami do swojego pustego mieszkania, coraz częściej zastanawiał się, czy nie dopadł go słynny kryzys wieku średniego. Miał wszystko: duży apartament pełen pokoi, z którymi mógł zrobić, co tylko chciał. Kilka nowych, szybkich i markowych samochodów, którymi jeździł, dokąd miał ochotę. I tłumy ludzi zapatrzonych w niego jak w boga; producenta uwielbianego nie tylko przez fanów, lecz także przez wszystkich związanych z branżą: sponsorów, dyrektorów, a nawet aktorów z samej hollywoodzkiej półki. A jednak to wszystko przestawało mieć znaczenie w momentach, gdy spoglądał w lustro i widział tam czterdziestoletniego mężczyznę pozbawionego marzeń i celów. Mężczyznę, którego młodzieńcze plany zostały zastąpione brutalną dorosłością. Brakowało mu tych spontanicznych wypadów ze znajomymi do barów i awantur wywoływanych bez większych konsekwencji. Jako producent niestety był narażony na każdą iskrę, gdzie jedno złe słowo mogło doszczętnie zaprzepaścić karierę budowaną przez niemal całe dorosłe życie.
Dlatego P L A N wydawał się dobry. Miał spontanicznie wyskoczyć do jednego ze swoich ulubionych, prestiżowych klubów, wypić kilka drinków i niezauważonym wrócić do apartamentu taksówką. Niestety na P L A N O W A N I U się skończyło. Wystarczyła jedna, mała iskra, by rozpętała się awantura, której finałem była bójka i podbite oko. Czy planował to? Oczywiście, że nie. Ale każdy, kto znał Gavina, wiedział, że po alkoholu nie należał do mężczyzn o stalowych nerwach, odpornych na prowokacje. I niestety skończyło się tak, jak zwykle; odwiezieniem go do Lou, gdzie czekał na sąd ostateczny czający się za rogiem. Choć była kochana, dawno przestała go chronić i usprawiedliwiać za durne pomysły, które niemal zawsze kończyły się ŹLE
- Co ja mam ci powiedzieć? Że mnie sprowokowali? - rzucił, śmiejąc się pod nosem i ignorując surowe spojrzenie siostry. - Klasycznie odpowiedziałabyś, że nie mam już szesnastu lat. Że czasem kusi mnie zaszaleć? - Wiedział, że powinien być dojrzały i brać odpowiedzialność za swoje czyny. Chciał jednak pokazać jej, że w głębi siebie pogubił się w tym całym korporacyjnym świecie, który zaczął dusić go od środka. - I tak… jest mi głupio. Gdybym pokazał się w takim stanie córce, wiesz, co by się działo. Ona i jej matka nie dałyby mi spokoju przez najbliższy rok. Jedna twierdziłaby, że jestem najgorszym ojcem. Druga, że nie mam prawa jej więcej pouczać za głupie czyny. Sama przyznasz, że lepiej żeby mnie spisali i przywieźli do ciebie, niż żeby ona popełniała moje błędy. - Westchnął cicho, przykładając do podbitego oka zimny okład, który mu podała. - Dobrze. Jeśli chcesz dać mi wykład, proszę bardzo. Ale w głębi i tak wiesz, że nie potrafisz długo się na mnie wściekać. - Czy był głupi? T A K
Louise Beckett
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt / właścicielka Forward Interiors
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kochała Gavina jak nikogo innego na świecie. Był najważniejszą i najbliższą osobą w jej życiu, nic więc dziwnego, że była gotowa zrobić dla niego niemalże wszystko i naprawdę znosiła wiele - szczególnie w ostatnim czasie. Wysłuchiwała go, gdy tego potrzebował; zawsze wyciągała pomocną dłoń. Gdyby tylko tego chciała i była z nim w pełni szczera - z pewnością zrobiłby dla niej to samo i uratowałby Louise z każdej opresji. Właściwie mieli tylko siebie - dorastanie w domu, gdzie rodzice nie potrafili zapewnić nawet swojej bezwarunkowej miłości, ich do tego zmusiło. Bo poza tym, zdawać się mogło, że mieli wszystko. Od dziecka trzymali się razem. Lou widziała w nim bezpieczeństwo - był jej tarczą. To właśnie on zawsze jako pierwszy zauważał, jeśli coś było z nią nie tak - gdy była smutna, gdy w szkole coś szło nie po jej myśli albo gdy ktokolwiek z rówieśników śmiał się jej narazić. Stawał w jej obronie, reagował.
Tym bardziej bolało ją to, że teraz nie zauważał nic, a ona - bała się przyznać, że dzieje się coś złego, że jest nieszczęśliwa.
Z czasem, stopniowo, te ich role zaczęły się zmieniać. W dorosłości, to ona stała się tą z pozoru silniejszą, tą rozsądną. Wyciągała go z kłopotów, tłumaczyła go przed rodzicami, była jego powierniczką i to zawsze na nią spadało sprzątanie jego bałaganu. Do tej pory, nie oceniała go, nie pytała o nic, po prostu mu pomagała. Chroniła go, niczym starsza siostra.
Nie chciała zostawiać go z problemami samego, jednakże nawet anielska cierpliwość Louise miała swoje granice. Nadszedł moment, w którym to nawet ona miała już dosyć jego wybryków.
Nie wiem. Powiedz mi cokolwiek, co nie będzie brzmiało jak twoje kolejne idiotyczne tłumaczenie — wtrąciła i od razu prychnęła, słysząc niezbyt wyszukaną wymówkę o tym, że został sprowokowany. Nie chciała już tego mówić, ale mieli chyba inne definicje szaleństwa, poza tym, musiał naprawdę nisko upaść, by dawać się sprowokować byle pierwszemu lepszemu gnojkowi w barze.
Nie jestem pewna, czy cię to ucieszy, czy może zmartwi, ale twoja córka ma wystarczająco oleju w głowie, by nie popełniać twoich błędów — lekka szpileczka, która się mu należała. Oczywiście nie chciała, by miał takie nieprzyjemności ze strony byłej partnerki oraz jego córki. Nie chciała konfliktów. Ale przecież był sam sobie winien!
Gavin, błagam cię. To nie są żarty. Nawaliłeś. Znowu — westchnęła głośno i opadła na oparcie fotela. Nie miała najmniejszego zamiaru prawić mu kazań. A już na pewno nie w tamtym momencie, gdy zachowywał się wobec niej tak bezczelnie - przedstawiał to tak, jakby rzeczywiście ta sytuacja nie była niczym poważnym, nad czym warto byłoby dyskutować.
No i ten jego uśmieszek.
Miała ochotę go udusić.


Gavin Fraser
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”