-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A jednak wystarczył jeden pocałunek, żeby namieszać im w głowach i wywołać mętlik, w którym nie szło się odnaleźć. A już szczególnie w momencie, gdy uderzał im do głów alkohol wymieszany z emocjami, jakie pociągała za sobą bliskość, na która sobie teraz pozwalali. Nie było mowy o tym, aby w takiej sytuacji zdołał zatrzymać się i zastanowić nad tym, co się działo.
Mangione wolał działać i właśnie działaniem był teraz zajęty, pomału posuwając akcję do przodu. Stał się coraz bardziej śmiały i pewny tego, czego chciał, ale jednocześnie też myślał na tyle trzeźwo, aby myśleć nie tylko o własnych pragnieniach, lecz również o Pillbury, z którą tu był. Chciał zadbać nie tylko o jej przyjemność, ale też komfort, dlatego zatrzymał się na chwilę nim wykonał następny krok.
Lando tym razem był ostrożniejszy niż poprzednio, ponieważ utkwiło mu w pamięci to, co wydarzyło się tamtego dnia w teatrze. Nie miał pojęcia, co ją wtedy spłoszyło, ale cokolwiek to było, teraz chciał mieć pewność, że chciała tego, co się między nimi działo. Mogła mieć go za potwora, ale prawda była taka, że Mangione bardzo liczył się z innymi i na pewno nie chciałby zrobić czegoś, przez co później czułaby się źle, dlatego tym razem chciał otrzymać jej pozwolenie i potwierdzenie, że była pewna tego, co się działo.
I kiedy je otrzymał, jeśli mu się przyglądała, mogła spostrzec, jak kąciki jego ust nieznacznie uniosły się. A on dłużej nie zwlekał i rozprawił się z tym jednym guzikiem, a później, delikatnie muskając jej skórę palcami, odchylił jej marynarkę, aby utorować sobie drogę do jej nagiego ciała, które omiótł spojrzeniem i kiedy spojrzał w jej oczy, w jego mogła odnaleźć jeszcze większe pożądanie, z którym teraz pocałował ją, podczas gdy jego dłoń rozpoczęła powolną wędrówkę po jej nagim ciele.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez bardzo długi czas nie chciała tego przyznać. Nie zauważała tego nawet, ponieważ niezależnie od tego, jak przystojny mógł jej się wydawać, jego charakter i sposób bycia skutecznie jej to psuł. Sprawiał, że spoglądała na niego gorzej, niż na wszystkich tych chłopaków, którzy urodą nie dorastali mu do pięt, ale przynajmniej byli sympatyczni.
Dziś jednak nie myślała o żadnym z nich. Mało tego, żadnemu z nich nie udało się zabrnąć tak daleko, jak dotarł dzisiaj Mangione. Co więcej, Carrie chyba skłonna była p r o s i ć go o to, aby się nie zatrzymywał, choć to na szczęście nie było konieczne. Sam był w stanie doskonale zrozumieć, czego od niego chciała i dał jej to. Po raz pierwszy na tej kanapie, a później też w jej sypialni, w której zaszyli się, kiedy w salonie zrobiło się n i e w y g o d n i e.
Carrie była tak pochłonięta jego bliskością, iż chciała wyciągnąć z niej jak najwięcej. To zaś zmęczyło ją do tego stopnia, iż w którymś momencie zasnęła w jego ramionach podczas drobniejszych pieszczot.
Obudziła się dopiero późnym porankiem, choć o b u d z i ł a to chyba za dużo powiedziane. Do rzeczywistości wracać zaczęła bowiem wtedy, kiedy poczuła to uciążliwe smyranie na własnej szyi. Niemal od razu powiązała je z potencjalnym sprawcą, dlatego jej dłoń już jakby odruchowo powędrowała w tamtym kierunku. — Toto… — jęknęła z niezadowoleniem. Nie czuła się wyspana na tyle, aby już teraz mieć ochotę wstawać. — Weź się odczep — wymamrotała jeszcze zanim jej dłoń dotarła do celu.
I wtedy zrozumiała, w jak dużym była błędzie.
Niemal natychmiast rozchyliła szerzej powieki, z pewną dozą zaskoczenia rejestrując, że tym, co muskało ją po szyi, nie był psi nochal, a nos śpiącego obok Lando. To odkrycie sprawiło, że momentalnie wróciły do niej związane z minioną nocą wspomnienia, za sprawą których od razu zrobiło jej się g o r ą c o. No bo, cholera, jak w ogóle do tego doszło?
Jakim cudem zaliczyła akurat L a n d o?
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Choć to niekoniecznie była taka chwila, biorąc pod uwagę to, że oddawali się uciechom w swoich ramionach najpierw w salonie, a później w jej sypialni, co mogło zająć im połowę nocy. I było niesamowicie dobrze. Co do tego Mangione nie miał najmniejszych wątpliwości jeszcze w nocy, gdy leżeli w swoich ramionach, całując się i delikatnie muskając palcami swoje ciała tuż przed zaśnięciem. On również nie miał pojęcia, w którym momencie do tego doszło. Chyba po prostu zmęczenie w końcu postanowiło o sobie przypomnieć i odcięło go na tyle, że nic go przez dłuższy czas nie było w stanie ruszyć.
Może też dlatego, że nawet jeśli ktoś się do niego dobijał i dzwonił, on nie mógł o tym wiedzieć, bo jego spodnie zostały w salonie… Podobnie jak reszta ubrań, podczas gdy on spał w sypialni w łóżku, trzymając Carrie w objęciach i twarz chowając w zgłębieniu jej szyi. I pewnie prędko by się nie obudził, gdyby ona nie wyrwała go ze snu, choć to nie tak, że postawiła go na równe nogi.
Lando powoli wracał do kontaktu z rzeczywistością. Na początku nawet nie otworzył oczu, tylko z jego ust wyrwał się pomruk, a potem brunet jeszcze westchnął, na razie nie wykonując zbyt wielu ruchów. – Pośpijmy jeszcze chwilę – poprosił z lekką chrypką w głosie, po czym musnął wargami jej szyję.
Ewidentnie nie dotarły do niej słowa Carrie. Mało tego, nie dotarło do niego to, z kim tutaj był. Dopiero po chwili, kiedy jego mózg zdołał przetworzyć informacje sprzed chwili, te uderzyły w niego z lekkim opóźnieniem i sprawiły, że Lando od razu otworzył oczy, a nawet lekko odsunął się, aby móc spojrzeć na znajdującą się obok kobietę, bo nie mógł uwierzyć w to, co podsunął mu umysł.
Ale to naprawdę była Carrie. A do niego w końcu zaczęło docierać to, co miało miejsce w nocy, choć przyswojenie tego wcale nie było proste, gdy przy okazji męczyły go ból i zawroty głowy spowodowane wypitym wczoraj alkoholem.
Chyba po raz pierwszy zabrakło mu słów, dlatego przez chwilę po prostu spoglądał na szatynkę, nie potrafiąc złożyć nawet jednego zdania. – To mi się nie śni, prawda? – stać go było tylko na to głupie pytanie, kiedy w końcu udało mu się zebrać własne myśli, bo wciąż nie wierzył, że to działo się naprawdę.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po raz pierwszy odkryła, jak miła mogła być jego bliskość.
Ale rano nie była w stanie się nią delektować. Kiedy się przebudziła, zaliczyła zderzenie z rzeczywistością, która odrobinę ją przerastała. Jej relacja z Lando nie była przecież prosta, a ich dwójka była bliska tego, aby się nienawidzić. Coś takiego nie mogło sprzyjać nawiązaniu pozytywniejszej relacji, a wspólnie spędzona noc mogła wprowadzić między ich dwójkę jeszcze większe zamieszanie.
I tak właśnie zaczęło się dziać, choć początkowo Carrie bliska była stwierdzenia, że Magnione potrafił być całkiem u r o c z y. Taka myśl pojawiła się w jej umyśle, kiedy jego wargi zetknęły się ze skórą jej szyi, a z ust padło to proste, ale też całkiem miłe stwierdzenie. Czar prysł jednak, kiedy chwilę później się od niej odsunął.
To sprowadziło ją do wniosku, że być może jednak tego ż a ł o w a ł.
Momentalnie poczuła, że na jej twarz wkradł się rumieniec, jednak tym razem nie był on wywołany tym, jak przyjemnie się przy nim czuła. Był natomiast efektem zakłopotania, z którym spoglądała na zagubienie wymalowane na twarzy Lando. Nie powinna czuć się zawstydzona, ani tym bardziej w i n n a, bo przecież nie ściągnęła go tu siłą, a jednak z jakiegoś powodu było po prostu dziwnie.
Wypuściła głośniej powietrze, a później usiadła na łóżku, nieco wyżej podciągając przy tym kołdrę, aby przypadkiem za dużo przed nim nie odsłonić. Szkoda tylko, że przecież w nocy widział już dostatecznie dużo. — Możemy założyć, że tak, jeśli chcesz — stwierdziła niby nonszalancko, w ten sam sposób wzruszając ramieniem.
Łatwość komunikacji z nim zniknęła najwyraźniej razem z tym, jak z ich organizmów wyparował alkohol, przez co Carrie znów nie czuła się przy nim niczego p e w n a. Nie wiedziała już nawet, czy wszystko to, co widziała wczoraj w jego oczach było prawdą, czy może jednak tylko jej się wydawało.
Cholernie trudno było jej go rozgryźć, a przez to czuła się niesamowicie zagubiona.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie próbował zasugerować jej, że czegokolwiek żałował, bo prawdę powiedziawszy nie czuł się w ten sposób do czasu, aż Carrie nie zaczęła zachowywać się dziwnie. Właściwie to dopóki nie rzuciła tym nonszalanckim komentarzem, brunet jeszcze nie był pewny, co o tym wszystkim myślał i jak się z tym czuł, ponieważ był tym tak bardzo zaskoczony, że w jego głowie zapanował wielki mętlik.
Ale teraz już wiedział, że był r o z c z a r o w a n y. Nie tym, co uderzyło w niego, przypominając mu, jak przebiegła ta noc, a obecnym zachowaniem Carrie, po którym odniósł wrażenie, że to ona żałowała tego, co między nimi zaszło. A choć powinien mieć to gdzieś, w końcu nawet jej nie lubił (ale czy aby na pewno?), to mocno go to ugryzło. Na tyle, że przez chwilę zupełnie nie zapanował nad swoją reakcją i zawiedziony, a także dotknięty spuścił wzrok, lekko przypominając teraz zbitego psa.
Ale potrwało to tylko chwilę, ponieważ Lando prędko postanowił ubrać maskę. Nie miał innego wyjścia, skoro Pillbury po raz kolejny dawała mu do zrozumienia, że zbliżenie z nim uważała za p o m y ł k ę. – Jak chcesz – odparł z przekąsem, łapiąc za kołdrę, którą zaczął przeciągać na swoją stronę, aby Carrie nie zabrała jej za dużo i nie odsłoniła go, bo on również nie zamierzał teraz paradować przed nią nago. Nie po tym, jak po raz kolejny sprawiła, że poczuł się ze sobą źle.
– I może w takim razie się odwrócisz? Chciałbym wstać, a… – nie dokończył, tylko zamiast tego zerknął wymownie w dół, aby zwrócić uwagę na to, że pod kołdrą był nagi. A skoro ona ewidentnie go tutaj nie chciała, niezręcznym będzie dalsze leżenie ze sobą w łóżku.
Lando chciał czym prędzej się stąd zmyć, bo miał wrażenie, że za chwilę spali się ze wstydu przez to, jak został przez nią potraktowany.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to właśnie wydarzyło się teraz, kiedy Carrie sama nie wiedziała, jak powinna potraktować jego pytanie. Nie miała pojęcia, czy miał być to lekki żart rzucony na rozładowanie atmosfery, która stężała za sprawą tego, że oboje nie wiedzieli, jak się przy sobie zachować, czy może jednak chodziło o to, że Mangione pragnął dać jej do zrozumienia, że uważał ich wspólnie spędzoną noc za błąd.
Carys nie potrafiła bezbłędnie odczytać jego intencji, być może częściowo dlatego, że on sam nie wiedział, jak powinien się z tym czuć. Ona również nie wiedziała, choć cień zrozumienia zakradł się do jej umysłu w momencie, w którym usłyszała jego oschłą odpowiedź. Ta zupełnie zamaskowała tę drobną iskierkę nadziei, która pojawiła się, gdy spostrzegła jego grymas. Przez ułamek sekundy wydawało jej się bowiem, że nie to chciał od niej usłyszeć, a jednak mimo to nie zaprotestował.
Nie zrobił tego, na co liczyła ona, choć zdecydowanie nie powinna, bo skoro sama nie umiała odsłonić się przed nim z tym, że wcale nie chciała wyrzucać go ze swojego łóżka, jak mogła czegoś innego oczekiwać od niego?
A jednak chciała tego. Chciała usłyszeć, że wcale nie chciał pozostawić tej nocy w sferze tych sytuacji, które nigdy się nie wydarzyły. Nie dostała tego, przez ułamek sekundy być może żałując też, że w ogóle coś takiego powiedziała, ale nie byłaby sobą, gdyby teraz wywiesiła białą flagę. Nie byłaby sobą, gdyby przyznała, że polubiła jego bliskość. Czułaby się wówczas raczej, jakby przegrała jakąś walkę.
— Jakbym rzeczywiście miała chcieć podglądać — rzuciła z przekąsem, robiąc przy tym nieco krzywą minę. Spełniła jednak jego prośbę, w tym celu ponownie układając się na łóżku. Odwróciła się do niego plecami i nawet zakopała twarz pod kołdrą, byle tylko nie musieć już na niego patrzeć.
Nie dlatego, że nie chciała czy dlatego, że jej się nie podobał. Nie chciała raczej, żeby dostrzegł to zawstydzenie, które wymalowało się na jej twarzy za jego sprawą. Czuła się bowiem tak, jakby ją odrzucił, choć to ona była tą, która jako pierwsza namieszała.