
Szybkie podejmowanie decyzji.
Dobrze gotuje, ale nie ma na to czasu.
Niecierpliwość.
Uczulony na sierść.
Był dzieckiem spokojnym, nadwyraz grzecznym – aż mogło się wydawać, że jest z niego idealny syn. Sarkazm pojawił się później i został z nim do dnia dzisiejszego, ratując go od ciężkich relacji międzyludzkich… bo w nich akurat nie był najlepszy od zawsze. Pierwszy raz zrozumiał, że chce operować, gdy miał czternaście lat i zobaczył ojca wracającego po trzydziestogodzinnym dyżurze. Wyglądał jak duch, ale kiedy powiedział “uratowaliśmy go”, w jego głosie zabrzmiało coś, czego Julian nigdy wcześniej nie słyszał.
Duma zmieszana z ulgą.
Studia medyczne nauczyły go wielu rzeczy: anatomii, odporności na stres i przede wszystkim jak można dobrze funkcjonować z brakiem snu. Jednego jednak nie zmieniły... wciąż był człowiekiem, którego ciężko było odczytać i poznać. Znajomi z rok określali go jako pewnego siebie. Dla wykładowców był wybitnym studentem. Dla nieznajomych kimś, kto otaczał się aurą tajemnicy, która przyciągała ludzi.
Na stażu po raz pierwszy trafił na oddział pediatryczny. Miał tam zostać tylko przez kilka tygodni, a został już na zawsze. Dorośli pacjenci próbowali negocjować z losem, który został im przedstawiony. Często wybuchali gniewem, rozgoryczeniem. Dzieci po prostu chciały przestać się bać. Przy nich jego głos automatycznie łagodniał, a sarkazm znikał gdzieś pod powierzchnią. Nigdy nikomu nie powiedział, że to właśnie tam czuje się najbardziej… potrzebny.
Poznał ją w czasie rezydentury. Była jedną z niewielu osób, które nie traktowały jego ironii jak ataku. Nie uważała go za chamskiego i gburowatego. Przy niej bywał spokojniejszy i bardzo czuły. Sprawiała, że otwierał się na ludzi. Pobrali się szybciej niż początkowo planował. Może dlatego, że przy niej życie przestawało przypominać niekończący się dyżur.
Ale potem przyszła szara rzeczywistość. Coraz dłuższe godziny w szpitalu. Telefony odbierane w środku nocy. Odwoływane kolacje. Milczenie, które trwało godzinami i zrywało z jego duszy coś wyjątkowego za każdym razem, gdy patrzyła w ten sposób. Nawet kłótnie nie były najgorsze, tylko ta obojętność, która przyszła po nich.
— Nie możesz tak po prostu wyjść. Rozmawiam z tobą, Julian.
— Rozmawiasz, ja słucham. Technicznie rzecz biorąc wszystko działa.
— Boże, ty naprawdę jesteś jakiś niemożliwy. — zaśmiała się pusto, zmęczona ciągłą gonitwą za jego uczuciami. — Czy ty w ogóle jeszcze coś czujesz?
Julian czuł i to aż za bardzo momentami. Po prostu nigdy nie nauczył się tego pokazywać.
— Mam dyżur za czterdzieści minut. — powiedział tylko, sięgając po klucze.
— Nie przegrywam z inną kobietą… — powiedziała cicho, gdy łzy cisnęły jej się do oczu. — Przegrywam z twoją pracą.
Nie zaprzeczył. Rozwód był zaskakująco spokojny. Bez scen, bez walki o talerze czy wspólne zdjęcia. Jakby oboje już wcześniej opłakali to małżeństwo i pogodzili z jego rozpadem długo przed podpisaniem papierów. Od tamtej pory Julian przestał udawać, że potrafi dzielić swoje życie na pół. Szpital stał się jedynym miejscem, do którego naprawdę należał.
Mount Sinai Hospital zna go jako chirurga o nienagannej precyzji i stalowych nerwach. Rodzice małych pacjentów zapamiętują coś innego: sposób w jaki kuca, żeby znaleźć się na wysokości dziecka. Naklejki, które nosi w kieszeni fartucha. Spokój w głosie, nawet gdy sytuacja jest daleka od spokojnej.
Dzieci ufają mu niemal natychmiast, natomiast dorośli potrzebują na to więcej czasu.
Po pracy wraca do mieszkania, w którym panuje niemal sterylna cisza. Czasami zastanawia się czy to cena za życie, jakie wybrał – czy może jedyne, jakie kiedykolwiek potrafił prowadzić? Ciężko stwierdzić.
Sprawia wrażenie człowieka, który wszystko ma pod kontrolą. A jednak są noce, kiedy siedzi przy kuchennym blacie z kubkiem zimnej kawy i myśli o tym jak niewiele potrzeba, by czyjś świat się zawalił. Wie o tym lepiej niż większość ludzi... jak życie potrafi być kruche.
Codziennie przecież zszywa cudze.
⚚ Ma słabość do kolorowych skarpetek.
⚚ Często w czasie przerwy śpi na siedząco.
⚚ Czytanie to jego sposób na relaks, w domu ma sporą biblioteczkę.
⚚ Uwielbia słodkości.
