-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Melanie miała nudne życie w ostatnim czasie, a dzierżyła je między sąd, a własne mieszkanie. Niestety. Wszystkie dobre rzeczy w jej życiu się kończyły, pojawiała się monotonia, która wręcz ją dręczyła na tyle iż opadły jej pierwsze chęci. Może i chciała wyjść na miasto, zapomnieć o facetach i problemach z nimi z ostatnich tygodni, ale z drugiej strony - dawno nie była tą zwykłą Campbell, bez makijażu i w dresach. Dlatego też odwołała wyskoczenie do puby czy klubu, a wybrała nocne nocowanie, prawie jak pidżama party zza dobry czasów. Zaprosiła więc Niamh do siebie, przygotowując dla nich salon, kilka przekąsek, które pójdą im w biodra oracz rzecz jasna dobre wino. Nie potrzebowała wiele jak tylko kogoś obok, byle znowu nie spędzać wieczoru samotnie, pusto, z tym dźwiękiem telewizora, który irytował. W pewnym momencie życia człowiek jednak bał się o to, że zostanie całkiem sam, że praca, kariera i walka o przyszłość będzie tym co przesłoni wszystko inne. Może u niej tak było? A może miała pecha bo co kolejny facet to następne rozczarowanie. Powrót byłego do życia zasiał pewien rodzaju ferment, kilka chwil które i tak skończyły się jej na nowo rozłupanym sercem. Przelotne flirty i beznadziejne gadki z niektórymi? To już ją nie kręciło. Walka z prawnikiem, którego nie cierpiała i który nie był totalnie w jej stylu - nudne aż do porzygu. Skoro nawet to ją nie kręciło to chyba widocznie mieliśmy problem - Melanie go miała. Z tego wszystkiego co lubiła robić, została jej jedynie praca i bitwa o nazwisko, o klientów i o przyszłą kancelarię, opartą na jej nazwisku. Nie ukrywała jednak, że w morzu pragnień był też mały pierwiastek chęci aby założyć rodzinę albo przynajmniej mieć stałego partnera. Każdy w końcu ponoć zasługuje na miłość, czyż nie?
Nie jej było to oceniać, ona żyła po swojemu i zajmowała się tym co dawał jej los aktualnie. Mało więc było teraz jakiś facetów w jej życiu, ograniczyła flirty i przelotne romanse. Dlaczego więc narzekała i marudziła? Może jak każdy człowiek na tej planecie, chciała aby wieczorem męskie ramiona utuliły ją do snu. Tyle albo aż tyle. Nie oceniajmy tego na końcu. Po pracy zabrała się za to aby nieco ogarnąć swoje cztery kąty - nastawiła pranie, przyszykowała sałatkę i wyjęła dwie butelki wina. W międzyczasie pomyślała także o tym, że zjadła by po prostu zwykła chamską pizzę. Lata treningów i dbanie o sylwetkę pozwalało jej na mały cheat meal. Dlatego też gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, w pierwszej chwili myślała, że to właśnie dostawca a nie znajoma. Mimo wszystko ucieszyła się otwierając kobiecie drzwi.
- No witaj! Hej! - cmokała jej policzki na przywitanie, z nieco mocną przesadzoną radością. Nie oszukujmy się grała dobrą minę do złej gry, a wiec przykrywała trochę swój stan depresyjny.
- Myślałam, że to facet z pizzą, ale jesteś przed nim. Bo zjesz kawałek, co? Nie masz diety, problemu z glutenem czy innymi? Pomyślałam po prostu o dniu, gdzie jem wszystko i tyle. - wyznała, ze śmiechem zasypując ją pewnie na start tym wszystkim, ale była trochę nakręcona. Miała w ostatnim czasie mało gości, mało miłych osób w swoim otoczeniu na które by mogła liczyć bez zająknięcia. I to w tym wszystkim było po prostu smutne, ale i ludzkie.
-
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była jeszcze kariera zawodowa, na której rozwój poświęciła wiele długich lat przepełnionych wysiłkiem, nieprzespanymi nocami i litrami wylanych łez. Jako młoda dziewczyna, została porzucona przez najbliższych w chwili, w której potrzebowała ich najbardziej. Na szczęście życie, które wtedy w niej rosło, dodało jej wystarczająco siły i motywacji. Nawet jeśli sama byłaby w stanie przyzwyczaić się do normalnego życia, jej dziecko zasługiwało na więcej. W tym momencie była jedną z najbardziej uznanych architektek krajobrazu w całym kraju i nikt nie mógł jej zarzuć tego, że osiągnęła to za sprawą znajomości, czy fortuny, która została jej odebrana. Już dawno odcięła się od świata, który w latach młodości był tym, o czym marzyła niemal każda mała dziewczynka. Kto w końcu nie chciałby zostać gwiazdą filmową?
Pracowała aktualnie nad nowym projektem, jednak na dziś miała już dość ślęczenia nad papierami, dlatego zdecydowała się wcześniej opuścić biuro. Udała się wprost do domu, by zamienić formalny strój na coś odrobinę bardziej wygodniejszego i nakarmić kota, który tej nocy miał pozostać sam. Nie tylko ona miała plany na wieczór, jej latorośl także nocowała u koleżanki. I choć jako matka nastolatki powinna podejrzewać, że była to tylko wymówka do imprezowania przepełnionego seksem, litrami alkoholu i innymi używkami, było całkiem odwrotnie. Wierzyła córce, a ta wiedziała, że zawsze mogła powiedzieć jej o wszystkim. Wiele matek z pewnością zazdrościło im zdrowej relacji, opierającej się na wzajemnym szacunku i zaufaniu.
Po drodze do znajomej wstąpiła jeszcze do sklepu po butelkę dobrej tequili, jako że preferowała mocne alkohole oraz ciasto, które ociekało nadmiarem czekolady. Została zaproszona na babski wieczór z alkoholem i niezdrowymi kaloriami, dlatego chciała się upewnić, że tych nie miało im zabraknąć. Na miejscu pojawiła się kilka minut po czasie, za co obwiniała korki na drogach i niekompetencję kasjerek w sklepie. Sama przecież była bardzo punktualna, wymagała tego od niej praca. Szyjką butelki nacisnęła na dzwonek i niemal od razu ujrzała twarz znajomej.
- Hej, wybacz mi spóźnienie - przywitała się i wsunęła do wnętrza mieszkania, które w przeciwieństwie do panującej pogody, było ciepłe i przyjemne. - Gdybym miała problem z glutenem albo jakąś restrykcyjną dietę, moja córka pewnie dawno by mnie wymeldowała - zaśmiała się, przypominając koleżance, że była matką nastolatki. - W takim razie ciasto czekoladowe również nie powinno być problemem - dodała w dalszym ciągu się uśmiechając i wcisnęła pudełko oraz butelkę z alkoholem w dłonie Melanie. W tym samym momencie po wnętrzu mieszkania rozniósł się dźwięk dzwonka, sugerujący przybycie pizzy. Odebrała ją od dostawcy (zakładając, że ta była z góry opłacona), zamknęła drzwi biodrem i udała się wprost do salonu. - Nie wiesz nawet jak bardzo potrzebowałam wieczoru z niezdrowym jedzeniem i dobrym towarzystwem - rzuciła, przysiadając na kanapie i od razu złapała za kawałek pizzy.
Melanie Campbell