-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po prostu był obok, kiedy akurat miała ochotę się zabawić, a to w ostatnim czasie było dla niej całkiem wygodne.
Dziś miała zamiar skorzystać z tego nieco bardziej, ponieważ sprzyjały temu okoliczności. Fakt, że zaszyli się w hotelowym pokoju sprawiał, że ich codzienne życie nie miało ich zaskoczyć. Lacey nie miała zostać przyłapana na gorącym uczynku ani przez swojego partnera, ani przez siostrę Sonny’ego, dzięki czemu dziś mógł dopisywać jej jeszcze lepszy humor, niż miało to miejsce, kiedy widzieli się po raz ostatni.
A kiedy za jego sprawą poczuła się spełniona, wszystko zaczęło układać się jeszcze lepiej.
Może za wyjątkiem braku szklanek, choć tym Tadwell nie zamierzała nadmiernie się przejmować. Wiedziała, że poradzą sobie i bez tego, choć nieco trudniej mogłoby być, gdyby potrzebowali korkociągu. Otrzymali jednak jedną z tych odkręcanych butelek, z czym Lacey poradziła sobie na krótko po tym, jak ponownie wpakowała się na s w o j ą połowę łóżka.
Właśnie otworzyła butelkę, kiedy kątem oka spojrzała na Radwella. — Ja już wiem, na co mam ochotę — stwierdziła zaczepnie, pozwalając sobie na to, aby spojrzeniem omieść ten fragment jego sylwetki, którego nie zakrywała kołdra. Był to naprawdę przyjemny widok, dlatego go sobie nie odmawiała.
Upiła niewielki łyk alkoholu, chwilę później przekazując butelkę blondynowi. W międzyczasie wygodniej ułożyła się w pościeli, nie odmawiając sobie tego, aby jedną dłoń ulokować na jego klatce piersiowej. — Zależy. Co na deser będzie dla mnie? — zapytała, w tym samym momencie przesuwając po jego nagiej skórze paznokciami. Odrobinę chciała się z nim podroczyć.
Skinęła głową w stronę telefonu, za pomocą którego mogli skontaktować się z obsługą. — Dla mnie frytki z podwójnym serem — zdecydowała, nawet nie spoglądając na kartę. Bywała tu dość często, więc znała menu tutejszej restauracji, choć nie sposób powiedzieć, że był to jej stały wybór, kiedy bywała tu z klientami.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A to było przy okazji bardzo przyjemne, ponieważ bliskość Lacey smakowała niesamowicie dobrze. Nie umiał tego wyjaśnić, ale doznania z nią były intensywniejsze i lepsze od dotychczasowych z innymi kobietami. Nie miał pojęcia, czy to kwestia jej doświadczenia, ich zgrania czy atmosfery wokół tej znajomości, ale było to tak dobre, że aż uzależniające, dlatego Radwell niemal jak na skrzydłach leciał dziś do niej, a teraz nie chciał nigdzie uciekać. Wolał zostać i sprawdzić, jak będzie dalej, ponieważ miał pewność, że będzie rozkosznie.
– Mhm, potem pomyślimy o zaspokojeniu tego apetytu – skomentował, widząc, na co spoglądała, i domyślając się, co mogła mieć na myśli. Schlebiało mu to, jak na niego patrzyła. Sonny lubił być podziwiany nie tylko za to, jaki jest, czy co robił, ale też za to, jak wyglądał. Może to płytkie, ale przecież jego ciało również było czymś, nad czym ciężko pracował, więc nie zamierzał wyrzucać sobie tego, że był łasy na komplementy.
Odebrał od niej butelkę i nie czekał z tym, aby również upić z niej większy łyk alkoholu. – Zastanówmy się… – zaczął, odkładając na kołdrę menu, aby zwolnić sobie jedną rękę, którą chwycił dłoń Tadwell, aby móc poprowadzić ją po swoim ciele ku dołowi. Zatrzymał się dopiero na swoim podbrzuszu i wtedy też poruszył zaczepnie brwiami, spoglądając w oczy brunetki. – Myślę, że będę miał dla ciebie coś dobrego – zapewnił ją w końcu, jasno dając jej do zrozumienia, że na pewno zadba o to, żeby jej deser był wyśmienity.
Musiał jednak w końcu puścić jej dłoń, aby sięgnąć po telefon i połączyć się z obsługą hotelu, u której złożył ich zamówienie. Gdy się rozłączył, telefon od razu trafił na szafkę, choć nie odłożył go poprawnie, ponieważ uwagę zdążył już przekierować na Lacey. – To chyba dobry czas na przystawkę – zauważył, uśmiechając się łobuzersko. Nie czekał z wychyleniem się w jej stronę, aby skraść jej pocałunek, przy czym musiał uważać na butelkę, którą wciąż trzymał w ręce – miał ją teraz założoną za głową Tadwell.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tam była w stanie odegrać każdą rolę.
I bawiła się przy tym naprawdę d o b r z e, przez co trudno było jej powiedzieć sobie pas, choć przecież wiedziała, że prawdopodobnie powinna. Od samego początku myślała o przeciwwskazaniach, dla których oboje powinni zadbać o przynajmniej minimalny dystans, co z jakiegoś powodu ignorowali. Nic dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę spełnienie, które zwykle potrafili sobie zafundować. Mając na uwadze to, jak wiele przyjemności byli w stanie sobie sprawić, nikt nie powinien winić ich za to, jak bardzo do siebie lgnęli.
Już wcześniej uśmiechała się zaczepnie, ale grymas ten stał się jeszcze wyraźniejszy, kiedy jej uszu dobiegła jego odpowiedź. Wydawać by się mogło, że jej apetyt powinien już zostać zaspokojony, ale nic z tego. Przy nim z jakiegoś powodu wydawała się być ciągle nienasycona.
Uniosła jedną brew ku górze, kiedy Sonny zdecydował się sięgnąć po jej dłoń. Nie od razu zorientowała się, do czego zmierzał, ale sytuacja rozjaśniła się chwilę później. Tadwell kątem oka zerknęła na twarz blondyna, a później na moment zacisnęła zęby na dolnej wardze. — Nie wiem czy będę na tyle cierpliwa — odparła, posyłając mu przy tym typową, n i e w i n n ą minę. Zaraz jednak miała potwierdzić, że do niewinności było jej daleko, bo kiedy tylko Radwell sięgnął po słuchawkę, a ona upewniła się, że nawiązał połączenie, zdecydowała się zagrać mu na nosie.
Bez wahania wsunęła dłoń pod materiał kołdry, aby moment później dotrzeć nią do jego najczulszych rejonów i tam odrobinę się z nim p o d r o c z y ć, jednocześnie starając się jak najskuteczniej utrudnić mu prowadzenie rozmowy. Całe szczęście, że i tak nie miała być długa.
— Mhm — zdołała wymruczeć tylko tyle, nim blondyn wychylił się w jej stronę, aby skraść jej kolejny tego wieczora pocałunek. A może raczej n o c y? Prawdę powiedziawszy przy nim Lacey całkowicie straciła rachubę czasu, nie mając pojęcia, która dokładnie była godzina. Nie, żeby jakoś szczególnie ją to obchodziło. Dopóki była w jego ramionach, nic innego się nie liczyło.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To tylko pokazywało, że idealnie się dobrali i wcale nie dziwi to, że tak dobrze się ze sobą dogadywali. W takim razie rzeczywiście, jak mieli z tego zrezygnować? To było zbyt dobre, żeby tak po prostu to sobie odpuścić. Chyba musieliby nie lubić przyjemności, żeby zrobić to dobrowolnie. Radwell na pewno taki nie był, dlatego brnął w tę relację i chciał dalej eksplorować to, co mogła mu dać. Chciał przekonać się, co jeszcze mogli razem zrobić i ile przyjemności sobie poprzez to zapewnić, bo właśnie wokół tego wszystko się obracało – jak dobrze im ze sobą było.
Uniósł lekko brwi, a na jego twarz prędko wkradł się zadziorny uśmiech, mówiący, że jej słowa mogły mu się spodobać. – Może to dobrze? – skomentował i poruszył zaczepnie brwiami, po czym sam na chwilę przygryzł dolną wargę, zerkając w dół. Prawdę powiedziawszy sam mógł nie być aż tak cierpliwy, więc jeśli ona by pękła, na pewno nie miałby nic przeciwko temu. Tym bardziej, że pomału odbudowywał swoje siły.
Skutecznie utrudniła mu tę rozmowę telefoniczną. Sonny’emu nawet wyrwał się jeden czy dwa pomruki, które ewidentnie nie były elementem prowadzonej przez niego rozmowy, tylko działań Lacey, które, co oczywiste, były przyjemne. Nic dziwnego, że Radwell nie zganił jej za nie nawet spojrzeniem. Może i przeszkadzała mu, ale podobało mu się to na tyle, że mógł poprowadzić tę rozmowę w utrudnionych warunkach.
Zaraz i tak mógł ją zakończyć, a wtedy oczywiste było to, że jego uwaga zostanie przekierowana na Lacey, którą zamierzał się zająć, skoro udało jej się już rozbudzić jego apetyt. Przystąpił więc do całowania jej i kiedy spróbował ręką, którą miał założoną nad nią, objąć ją i przyciągnąć do siebie, wtedy niefortunnie przechylił butelkę i wylał część wina na nią. Sonny prędko wpadł na to, jak wykorzystać tę wpadkę na swoją korzyść, dlatego przerwał pocałunek i posłał Lacey przepraszające spojrzenie zanim pochylił się nad nią, aby zlizać z jej obojczyka oraz piersi wino, które tam trafiło. To nawet lepszy sposób na picie go niż prosto z butelki.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miało grozić im to po zaledwie kilku spotkaniach, dlatego Tadwell wierzyła w to, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment, ona zdoła to ukrócić. Nie mogli spotykać się w nieskończoność, ponieważ to mogłoby za bardzo wszystko skomplikować, a ona przede wszystkim tego chciała uniknąć. Dostatecznie dużo komplikacji dostarczał jej bowiem jej własny związek, za sprawą którego w ostatnim czasie była tak podminowana. To przed tym uciekała w ramiona Radwella, i to ze względu na to musiała upewnić się, że cokolwiek działo się między ich dwójką, cały czas pozostanie dość l u ź n e.
Co nie znaczy, że nie miała ochoty o niego zadbać. Dopóki to trwało, pragnęła, żeby wychodził z ich spotkań zadowolony, ponieważ to dawało jej gwarancję tego, że Sonny wciąż będzie do niej wracał, a w chwili obecnej na tym właśnie jej zależało. Bawiła się z nim dobrze, a kiedy dodatkowo miała okazję obserwować to, jak na nią reagował, czuła tę nieopisaną satysfakcję.
Dobrze było mieć świadomość tego, że mogła pociągać kogoś do tego stopnia.
Z nim zresztą nie było inaczej. Z jakiegoś powodu Lacey nie potrafiła utrzymać przy nim rąk przy sobie, dlatego w każdej sytuacji szukała przynajmniej drobnej zaczepki. I to najwyraźniej miało jej się opłacić, skoro w ten sposób ugrała nieco przyjemności również dla siebie. Nie od razu, ponieważ zimne wino, które rozlało się na nią sprawiło, że zadrżała w ten mało przyjemny sposób, jednak Radwell szybko obrócił to w coś niesamowicie miłego.
Przyglądała się jego poczynaniom ze szczerym pożądaniem, a kiedy ponownie na nią spojrzał, zagryzła dolną wargę. Zadbała już wyłącznie o to, aby butelka z winem trafiła na nocną szafkę, dzięki czemu chwilę później mogła przyszpilić blondyna do łóżka, nie martwiąc się tym, że cokolwiek jeszcze narozlewają. A skoro tak, nic nie stało na przeszkodzie temu, aby wpakowała się na jego uda i zachłannie wpiła się w jego usta.
Ze wszystkich dostępnych opcji postawić miała najwyraźniej na główne danie.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie myślał więc o końcu, a zamiast tego rozkoszował się tym, co było tu i teraz, pragnąc wyciągnąć ze wspólnych chwilach jak najwięcej – tak dobrze mu było z Lacey, z którą naprawdę chciał się widywać i miał nadzieję, że ona nie będzie im tego odmawiała. Zdawał sobie sprawę z tego, że miała własne zobowiązania, które mogły ich ograniczać, jednakże liczył na to, że gdzieś w chaosie własnego życia znajdzie dla niego chwilę, która pozwoli im ponownie zamknąć się we własnym świecie, jak zrobili to dziś.
Tego dnia nie liczyło się nic, co znajdowało się poza drzwiami ich hotelowego pokoju – ich świat zamykał się wewnątrz niego i Radwellowi było w nim naprawdę dobrze. I było tak za sprawą Tadwell, która wiedziała, jak się z nim obchodzić, żeby dostarczyć mu nie tylko jak najwięcej przyjemności, ale też wrażeń, które również były ważne, prawdopodobnie tak samo mocno.
Ani jednego, ani drugiego Sonny’emu dziś nie brakowało, choć jednocześnie cały czas było mu mało. Dlatego ten drobny przerywnik po jego rozmowie telefonicznej, podczas którego ponownie odnaleźli drogę w swoje ramiona, w pełni mu odpowiadał. Radwell szybko wymyślił sposób, aby swoją małą wpadkę przemienić w coś przyjemnego dla nich obojga, co zaraz przerodziło się w więcej.
Blondyn chętnie rozstał się na razie z winem, a kiedy został przyszpilony do łóżka, popatrzył na Lacey z wyraźnym pożądaniem. Nie minęła jednak chwila, a on już zamiast dalej na nią patrzeć, odwzajemniał jej zachłanny pocałunek, który zdecydował się pogłębić, podczas gdy jego dłonie prędko odnalazły drogę do jej pośladków, na których je zacisnął, jednocześnie wprawiając ją w lekki ruch na swoich udach.
Nie miał pojęcia, ile mieli czasu, ale dopóki ich zamówienie tu nie dotarło, mogli przez chwilę zająć się sobą. Blondyn i tak nie umiałby teraz bez dobrego powodu powiedzieć sobie pas – właśnie tak działała na niego Lacey, kiedy miał ją obok, potrafił myśleć już tylko o niej. I nie wiedział kiedy zleciał im ten cały czas, ale nadeszła pora na pożegnanie. Sonny właśnie wciągał na siebie spodnie, spoglądając z zadziornym uśmiechem na Lacey, od czego odciągnęło go powiadomienie w telefonie, na które postanowił od razu zerknąć, ponieważ czekał, aż pod hotel podjedzie jego transport. Komunikat zdziwił go na tyle, że trudno mu było uwierzyć w to, co przeczytał, dlatego zdecydował się podejść do okna, gdzie, lekko odchylił zasłonę, by móc przez nie wyjrzeć. – Możemy mieć problem – odezwał się, przyglądając się śnieżycy za oknem.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może wynikało to z faktu, że był od niej młodszy i sam nie posiadał poważniejszych zobowiązań, dzięki czemu ona czuła się tak, jakby sama to podzielała. Przy nim skupiała się przede wszystkim na dobrej zabawie, odsuwając od siebie trudy dnia codziennego, co z jednej strony było przyjemne, jednak z drugiej mogło okazać się też całkiem kłopotliwe.
Znajomość z blondynem bez wątpienia stanowiła dla niej formę ucieczki, która sprawdzała się szczególnie teraz, kiedy na jej barkach spoczywało tak wiele kłopotów - począwszy od tych, które wynikały z jej związku, a kończąc na tych nieco poważniejszych, w które wpakował ich jej partner. Były to rzeczy, od których najwyraźniej miała ochotę się odciąć, dlatego tak chętnie uciekała w jego ramiona. W nich nie musiała zastanawiać się nad tym, co tak właściwie czuła, a z określeniem tego miała ostatnio realny problem.
Nic dziwnego, że wydostawać się z hotelowego łóżka też wcale nie chciała. Spędzili ze sobą s p o r o czasu, więc teoretycznie powinna czuć się nasycona, a jednak nie spieszyło jej się do ucieczki. Z tego powodu jeszcze przez moment obserwowała ubierającego się Radwella z łóżka, podczas gdy na jej ustach błąkał się zaczepny uśmiech. Dopiero chwilę później dźwignęła się z miejsca, zbierając z podłogi swoje ciuchy. Ubierała akurat biustonosz, kiedy Sonny przykuł jej uwagę rzekomym p r o b l e m e m.
Ściągnęła ku sobie brwi i przeniosła pytające spojrzenie na blondyna. Jedynym p r o b l e m e m, jaki przychodził jej na myśl, był jej partner, ale przecież Sonny nie wiedział nawet, jak on wyglądał. Znajdowali się też na tyle wysoko, iż nie byłby w stanie dojrzeć go z okna. Cokolwiek tam było, nie miało nic wspólnego z jej życiem prywatnym.
— Masz na myśli to, że dzisiaj się nie wyśpisz? — zapytała przekornie, a kiedy naciągnęła na siebie resztę bielizny, zdecydowała się podejść bliżej, aby na własne oczy przekonać się o tym, o czym mówił Radwell. Kiedy dotarła do okna, nie zdołała ukryć zaskoczenia. Na zewnątrz nie widziała niemal n i c, a wszystko przez to, jak bardzo sypało. — Może to tylko tak źle wygląda? — zasugerowała, niedbale wzruszając przy tym ramionami.
Mimo to zdecydowała się sięgnąć po pilot od telewizora, aby chwilę później go uruchomić. Tak, jak przypuszczała, w wiadomościach trąbili o tym, że Toronto zostało z a s y p a n e. Odcinanie się od świata miało też najwyraźniej swoje minusy - nie zdołali zapobiec temu, w jakiej sytuacji się znaleźli.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Potrzebował jednak takich chwil, podczas których mógł po prostu odciąć się od wszystkiego i może pożyć w pewnej fantazji? Bo chyba właśnie tak czuł się, gdy był z Lacey – jakby żył w alternatywnej rzeczywistości, w której wszystko było dobre i przyjemne. Tu nic złego go nie dosięgało, tak samo jak ją.
Było jednak w tym coś niebezpiecznego, bo można było uzależnić się od tego uczucia spokoju, które mogli obok siebie znaleźć. A przecież ono nie było niczym więcej niż iluzją. Ich problemy nigdzie nie znikały, nadal na nich czekały, tylko ignorowanie ich było o wiele łatwiejsze, gdy tak skutecznie pochłaniali swoją uwagę i sprawiali, że czuli się po prostu dobrze.
Radwell nie zamierzał jednak przejmować się ewentualnymi minusami, ponieważ te w jego może lekko zaślepionej ocenie były nieistotne. Za to lista korzyści… Ona już była bardzo przekonująca. Nie bez powodu blondyn wcale nie chciał opuszczać hotelu i rozstawać się z Tadwell, ale, niestety, już była najwyższa pora.
Wyglądało jednak na to, że w realizacji tego planu mogły zaszkodzić im pewne nieprzewidziane przeszkody, które pojawiły się, kiedy oni żyli w swojej fantazji i kompletnie nie interesowali się tym, co działo się poza ich pokojem hotelowym.
Usłyszawszy komentarz brunetki, Sonny na chwilę odwrócił się od okna i zerknął na Lacey, śmiejąc się pod nosem. Po tym tylko lekko pokręcił głową, a następnie uwagę znów skupił na tym, co było za oknem. – No nie wiem… Uber odwołał mi kurs i chyba nie mam co liczyć na kolejny – stwierdził, co uważał za sygnał, że najwyraźniej wychodzenie teraz na ulice, tak samo jak wyjeżdżanie, było marnym pomysłem. Zresztą, widział przecież, że nawet tu z góry sytuacja wyglądała nieciekawie, co komplikowało kwestię powrotu do domu.
– To też nie wygląda za ciekawie – stwierdził, spoglądając na ekran telewizora po tym, jak przysiadł na brzegu łóżka. I gdy przyglądał się wiadomościom, w pewnym momencie naszła go myśl, nad którą na chwilę zamyślił się z nieobecnym spojrzeniem zawieszonym na ekranie. Dopiero po kilku sekundach otrząsnął się i wtedy zerknął na Lacey, dalej zastanawiając się nad rzeczą, która przyszła mu do głowy.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedziała, że nie należało ciągnąć tego zbyt długo, jednak nie chciała zrobić z tego wielkiej rzeczy.
I to przecież wcale nie musiało się nią stać. Mogli bawić się w swoim towarzystwie, korzystać z tych kilku chwil spokoju, które mieli sobie do zaoferowania, a później mogli rozejść się w swoje strony tak, jakby nic się tu nie stało. To zresztą również było dla niej zadowalające - to, że mogła liczyć z jego strony na pełną dyskrecję i nie martwić się tym, że o ich znajomości lada moment zaczną rozmawiać wszyscy jej znajomi.
Cokolwiek to było, musieli zachować to dla siebie.
I najwyraźniej nie musieli też przerywać tego dzisiaj, skoro warunki pogodowe sprawiły, że spora część miasta była sparaliżowana. Lacey nie miała pojęcia, jak rozwinie się sytuacja, ale na chwilę obecną wszystko wskazywało na to, że oboje tu utknęli. Nie sądziła bowiem, że jej kurs nie zostałby odwołany, gdyby tym razem to ona zamówiła sobie ubera, więc… Żadne z nich nie miało się stąd ruszyć, co dotarło do niej w momencie, w którym kątem oka zerknęła na blondyna.
— Jest późno, ruch jest mniejszy. Do rana pewnie tego nie ogarną — stwierdziła, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami. Omiotła sylwetkę Radwella spojrzeniem, z zadowoleniem odnotowując, że powiadomienie z aplikacji przyszło w odpowiednim momencie i przeszkodziło mu w naciągnięciu na siebie koszuli, której wcześniej pozbyła się ona. Bez niej prezentował się znacznie lepiej.
— Czas mamy przynajmniej do jedenastej — dodała chwilę później i sama ruszyła się z miejsca. Głównie po to, aby już za moment przystanąć przed blondynem, który usadowił się na brzegu łóżka. — Mamy dwie opcje. Albo będziesz dalej próbował zamówić ubera licząc na to, że w którymś momencie rzeczywiście przyjedzie, albo możesz po prostu ściągnąć te spodnie i wrócić do tego, co wychodzi ci najlepiej — przedstawiła mu możliwości, jednocześnie zaczepnie poruszając brwiami, choć gdyby to nie wystarczyło mu jako dostatecznie wyraźna sugestia, przy okazji obsunęła też wymownie jedno z ramiączek własnego biustonosza.
Mieli sporo czasu, który teraz należało jakoś wykorzystać.
Sonny Radwell