Ezequiel zerknął na Sofię, gdy po raz kolejny nazwała go w tak czuły sposób. Bardzo chciał odwzajemnić to, nazywać ją przeróżnymi romantycznymi imionami, ale na razie się powstrzymywał. Czuł, że to, jak bardzo ją lubił, wyszłoby na jaw zbyt szybko, a to zmusiłoby go później do pogodzenia się z faktem, że ją oszukiwał, że prawdopodobnie niedługo ja zrani. A w tym momencie nie mógł sobie na to pozwolić. Uśmiechnął się delikatnie - lecz krótko - spoglądając na nią.
- Sofia, to nie tak - powiedział, kiwając głową w zaprzeczeniu, wciąż jednak bardzo wdzięczny za to, jak racjonalnie do wszystkiego podchodziła.
- Chodzi o to, że zapomniałem się i nie pomyślałem o tobie w tamtym momencie. - Westchnął ciężko.
- Jedyne, co się wtedy dla mnie liczyło, to pokazanie innemu facetowi, że jesteś moja. Że należysz do mnie - rzucił po chwili, po czym skrzywił się na swoje słowa.
- Jak jakiś cholerny przedmiot, Sof..- Parsknął cicho, z niedowierzaniem wobec samego siebie.
- Nie myślę tak o tobie, mi dulce. Ani przez sekundę. Ale to, co we mnie buzowało, gdy tak na ciebie patrzył… - urwał i pokręcił głową.
- Zresztą, co ja mam mu się dziwić? Jesteś wręcz idealna, z tą swoją niewyparzoną buźką - uśmiechnął się do niej delikatnie unosząc kącik ust.
- Bądź miła dla ludzi jak dotąd, bądź sobą. Ja będę musiał jakoś poradzić sobie z faktem, że będziesz miała jeszcze więcej takich adoratorów no i będę musiał żyć ze świadomością, ze jeszcze nie raz będę o ciebie zazdrosny. - Uśmiechnął się pod nosem, starając się brzmieć, jakby był już bardziej wyluzowany, choć w środku wciąż kłuła go zazdrość i było mu zwyczajnie, kurewsko niezręcznie. To, jak zaczęła rozluźniać atmosferę, opowiadając o swoim ojcu, o nepotyzmie i o tym, jak bardzo zaradną kobietą jest, poprawiło mu humor. Słuchał jej uważnie, co jakiś czas parskając śmiechem i zerkając na nią co kilka sekund, gdy tylko mial do tego możliwość.
Czując, jak zaciskała dłoń na jego ramieniu, akurat zatrzymał się na światłach i spojrzał na nią porządnie. Światło ulicznych lamp w idealny sposób oświetlało w tym momencie jej cerę. Wyglądała nie tylko prześlicznie, ale jak kobieta, z którą Garcia po raz pierwszy mógł widzieć swoją przyszłość - w jakimkolwiek sensie by to nie zabrzmiało. Jego przyszłość była przecież niepewna, ale oddałby każdy moment by ja z nią podzielić. Nieznajome ciepło, a jednocześnie chłód, uderzyło w jego kark w tej samej chwili, a słowa, które usłyszał od młodziutkiej panny Torres, niemal sprawiły, że jego serce zmniejszyło się kilkakrotnie, zaciskając się w maleńkie supełki.
- Ah, nie jestem tylko drążkiem? -zaśmiał się pod nosem, próbując zignorować to gorące uczucie, które właśnie do niej poczuł.
- To chyba najsłodsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem od kobiety, Sof. - Zdjął dłoń z kierownicy i położył ją na jej udzie, gładząc je. Po chwili przeniósł ją z powrotem na kierownicę i ruszył samochodem, przytakując jej i uśmiechając się na myśl o planie wspólnego spędzenia czasu.
- Nawet jako góra kurzu, potu i brudu prezentujesz się wspaniale, moja mała - uśmiechnął się i zjechał z drogi, kierując się w stronę stacji benzynowej. Słuchając muzyki wypełniającej wnętrze samochodu, zaczął poruszać głową i ciałem w jej rytmie. Garcia był osobą, która uwielbiała tańczyć, i kiedyś z ogromną chęcią spędziłby z nią czas właśnie w ten sposób.
- Cziperki? - zapytał, unosząc brew, po czym parsknął śmiechem.
- Cokolwiek będziesz chciała, nie możemy tylko zapomnieć o tych ogromnych slushies o smaku jagodowym. Odkąd spróbowałem tego chemicznego cholerstwa, za każdym razem, gdy jestem na stacji, muszę sobie to wziąć - uśmiechnął się sam do siebie.
Po chwili doszła do niego myśl z która już za cholerę nie mógł dalej walczyć. Sofia Torres była po prostu niesamowita, a to, jak dojrzale się do niego odzywała, zapierało mu dech w piersiach. Lubił każdą jej wersję, ale to, że potrafiła dostosować się do odpowiedniego momentu, naprawdę robiło na nim wrażenie. Podjechał na stację, wysiadł, informując Sofię, że zaraz wróci - chciał dać jej chwilę odpoczynku. Kupił dosłownie wszystko, czego chciała, i jeszcze więcej. Zadowolony wrócił z trzema napojami w uchwycie, otworzył bagażnik, wsadził tam zakupy, po czym podszedł do przodu samochodu, otworzył drzwi i podał jej napoje. Gdy już ułożyła je na kolanach, nachylił się i pocałował ją czule. Po chwili obszedł auto, usiadł na swoje miejsce, wyjął kubki i wsadził je do cup holderów, a następnie sięgnął po swoje slushie i napił się przez słomkę, krzywiąc twarz, gdy słodko-kwaśny i kurewsko zimny napój uderzył go jednocześnie.
- Ayyy, Amerykanie sami się wykończą z ta ilością chemii- parsknął, podsuwając jej slushie pod nos, zachęcając by spróbowała.
- To co? Teraz twoje mieszkanie, serial i spędzenie reszty wieczoru pod kocem?
Sof ⋆✴︎˚。⋆