-
let me cook
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kto to widział, żeby skończyć pracę przed zamknięciem? Nie, serio, odkąd zaczął pracować w kuchni, rzadko mu się zdarzało być w sytuacji, w której otwierał kuchnię, ale jej nie zamykał. Jasne, nie był sous, bo nie chciał, ale jakim cudem miał być spokojny, kiedy nie wiedział co zastanie w magazynie na następny dzień, co zostało zamówione na dostawie, kto sprzątał które stanowisko, czy kratki były szorowane w tym tygodniu, czy zmienili olej tak, jak trzeba było... Wcale nie miał problemu. Wcale nie był pracoholikiem. Wcale nie musiał kontrolować (czy chociaż być świadomym) o wszystkim, co się działo w tej kuchni. Wcale nie było to tak, że nie chciał wracać do domu tak wcześnie i wciąż mieć kilka godzin w dniu na... Na co właściwie? Na odbijanie tenisowej piłeczki o ścianę, udając, że zwraca uwagę na to, co działo się na monitorze jego laptopa?
- Yo, wysłali mnie do domu, bo dzieje się mniej, niż miało się dziać. Mnie. Nie nowego. The fuck? - rzucił, siadając ciężko na barowym stołku. Nawet się nie przebrał, nadal miał na sobie kuchenne spodnie, robocze buty i jedyne co zrobił, to ściągnął koszulkę z logiem restauracji, zostając w swoim bez rękawkowym podkoszulku, który zwykle miał pod spodem. Ściągnął czapkę z daszkiem, kładąc ją na barze, przeczesał palcami włosy, marszcząc brwi, wyraźnie niezadowolony ze swojej sytuacji, zanim zerknął na swoją znajomkę za barem. Tak, będzie zawracał jej dupę, bo może i ma zniżkę pracowniczą tak czy siak. Nie pierwszy i nie ostatni raz przeszkadzał jej w pracy, okay? Powinna się już dawno temu przyzwyczaić, że znudzony wielkolud nie ma życia poza pracą i z zasady nie lubi ludzi, oprócz swoich ulubionych barmanów.
- Idziemy na karaoke jak skończysz? - nie, w gruncie rzeczy wcale nie chciał się użalać nad swoim losem i marudzić na to, czego w sumie nie mógł zmienić. Cieszył się, że akurat dzisiaj byli na jednej zmianie i nawet jeśli miał spędzić na tym stołku kilka godzin, zanim kelnerzy zamkną salę i będą wolni, nie miał nic przeciwko. Karaoke czy nie, była dobrym towarzystwem nawet jeśli sama o tym czasami zapominała.
Ariadne Calloway
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkionatyp narracjityp narracjiczas narracjitrzecioosobowypostaćautor
I to nie tak, że ją to cieszyło. Mając do wyboru próbę przetrwania szalonego pożaru albo nieznośną nudę, zawsze wybierała to pierwsze. Potrafiła odnaleźć się w chaosie, a gdy go brakowało, wchodziła w szczególny tryb, który zaczynał się od wejścia w stan niskiego zużycia energii, a mógł skończyć nawet na totalnym szaleństwie, jeśli nie został zatrzymany odpowiednio szybko.
Na ten moment sytuacja była jeszcze pod kontrolą. Z braku ciekawszych zajęć, stała pochylona przy czajniku elektrycznym, obserwując proces gotowania się wody, od czego została oderwana, gdy usłyszała głos Theo. Tryb szaleństwa nie został jeszcze aktywowany.
- Jesteś droższy - stwierdziła niemal natychmiastowo, bez głębszego zastanowienia, prostując się i podnosząc na niego wzrok. Teoretycznie, pracując na stanowisku, na którym pracowała, czyli będąc praktycznie zawsze na widoku klientów, powinna zawsze wyglądać, jakby miała co robić. W praktyce... Cóż... Jakich klientów tak właściwie? - Szkoda, bo robisz też lepsze frytki - przyznała, wykrzywiając usta w podkówkę. Próby wyłudzenia frytek od ekipy gotującej były jednym z jej ulubionych zajęć, kiedy akurat mogła na moment zniknąć ze swojego stanowiska pracy i pozawracać komuś dupę. A trzeba przyznać, że uwielbiała zawracać ludziom dupę. Nie miała też nic przeciwko, kiedy jej własna była zawracana. Pogawędki z Theo, nawet urywane i gdzieś w biegu, stanowiły jeden z ciekawszych i przez to jaśniejszych punktów jej pracy.
- Użyłeś słowa na k... - zareagowała szokiem i nawet cichutko wciągnęła powietrze pod nosem. Po iskierkach w oczach dało się jednak łatwo zauważyć, że była rozbawiona. - Wszystko w porządku? Chcesz o czymś porozmawiać? Potrafię świetnie słuchać, w razie gdybyś miał jakiś problem - zapewniła, podchodząc do lady naprzeciwko niego i opierając się o nią dłońmi. Oczywiście, że uwielbiała karaoke. Oczywiście, że zazwyczaj nie odmawiała propozycjom karaoke, na trzeżwo jak i na nietrzeżwo. To było jej małe guilty pleasure. Nie wiedziała jednak, że Theo sam wyjdzie z propozycją słuchania jej wycia po długich godzinach pracy.
Matheo Bachmann