ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


𝑵𝒐 𝒉𝒂𝒚 𝒎𝒂𝒏𝒆𝒓𝒂 𝒅𝒆 𝒒𝒖𝒆 𝒆𝒔𝒕𝒂 𝒐𝒃𝒔𝒆𝒔𝒊𝒐𝒏 𝒔𝒆 𝒎𝒆 𝒇𝒖𝒆𝒓𝒂

。 ₊°༺❤︎༻°₊ 。


Przez cały lot powrotny do Toronto, była naprawdę nieźle rozkojarzona. Wszystkie wiadomości, które wymieniła z Garcią, oraz... hmm... działania... które podjęła w godzinach pracy... i były ich bezpośrednią konsekwencją... Nie ważne. Cóż, wszystko to sprawiło, że czuła straszne napięcie i rozkojarzenie. Asystując pasażerom, sporządzając raport, a nawet przy głupich pogadankach z pilotami , musiała korzystać z całej rezerwy samozaparcia, by nie płonąć przy nich szkarłatem, z nieznanej im przyczyny. To nie był pierwszy raz, gdy uprawiała z kimś sexting, ale... pierwszy raz, kiedy robiła to z tak dojrzałym, eleganckim i pociągającym mężczyzną. Czuła się troszkę onieśmielona, szczególnie tym, że dosłownie wyciągnęła go na lotnisko, w przypływie jakiegoś dziwnego podniecenia. To nie tak, że chciała go zobaczyć tylko dlatego, że chciała się z nim przespać (chociaż to też, jak najbardziej... bardzo!)... po prostu chciała spędzić z nim resztę dnia, odpocząć, porozmawiać. Porzucać w siebie tymi pikantnymi uwagami. Niemniej, nie wiedziała, czego ma się z kolei spodziewać po nim. Nie była pewna, czy uda jej się spojrzeć mu w oczy po tych jakże gorliwych wyznaniach, pragnieniach i żądaniach, które tak ochoczo słała mu kilka godzin temu.
Chyba memy o nakręcaniu faceta do czerwoności i byciu niewinną owieczką w momencie spotkania miały jednak w sobie nieco prawdy...
Czas ma to do siebie, że lubi bardzo przyśpieszać w momencie, kiedy czeka nas coś stresującego- w tym przypadku wcale nie było inaczej. Nim Sofia zdążyła ustalić sama ze sobą, jaką wersję Torres dziś zaprezentuje, zanim zdążyła się pozbierać do kupy- samolot wylądował, a ona pomagała pasażerom się z niego wydostać. Zerkając na gmach lotniska miała świadomość, że gdzieś tam czeka już na nią Ezequiel. Ten sam Ezequiel, któremu złożyła tak wiele, płomiennych obietnic, że sama nie była pewna, czy była w stanie sprostać! Eh, co pieprzone napięciey Ezequiel Garcia potrafi robić z ludźmi! robić z jej głową!
Nie wyprowadzała go z błędu, pozwoliła mu czekać przy arrivals, ale przecież nie miała się wydostać razem z pasażerami- personel miał wydzielony specjalny korytarz, nie przechodzili przez kontrolę dokumentów ani odprawę. Chciała tym unikiem oczywiście kupić sobie chwilę, by móc dokładnie obmyśleć swoją strategię i powitanie. Bo przecież wypadało mieć w głowie gotową jakąś scenkę, prawda? By zrobić dobre wrażenie i wybadać grunt. Zarówno piloci jak i stewardessy kończyli dziś zmianę, a więc temat rozmów (w których Torres sterroryzowana swoją kokieteryjnością i jej konsekwencjami) naturalnie spłynął na planowanie wspólnego wypadu na drinka. Sofia słuchała ich wyłącznie na pół gwizdka. Dopiero kiedy zadano jej bezpośrednio pytanie, odmówiła grzecznie twierdząc, że musi coś załatwić... Tak, bo jak wiadomo, każdy urząd w Toronto ma również do dyspozycji godziny nocne.
Nie tłumacząc się jedna, pożegnała się ze współpracownikami i zniknęła na chwilę w toalecie. Doszła do wniosku, że nie ma innego wyjścia- musi dalej udawać, że ta pewność siebie wcale nie wyparowała z niej przez te trzy godziny. Dopiero po tym krótkim przystanku przeszła do sali, w której pasażerowie mogli witać się z osobami, które odbierały je z lotniska. Całe szczęście Garcia wyróżniał się w tym swoim długim płaszczyku i niedbale zarzuconym dookoła szyi szaliku. Wyglądał troszkę, jakby był jakimś poetą, albo nowoczesnym filozofem. Kimś, kto pisał poezję a nie perwersyjne wiadomości sms.
Powoli zaszła go od tyłu i wsunęła mu coś w kieszeń. Tym czymś była... jej dolna część bielizny. Stąd ta potrzeba zrobienia wcześniej przystanku w damskiej toalecie.
-To tylko ja, nie odmachnij się!- zawołała rozbawiona, kiedy dotarło do niej ,ze mógł ją uznać za kieszonkowca i znokautować szybkim ruchem łokcia.- Prezent ode mnie dla ciebie, bo za późno było już, żeby kupić ci magnesik. Tylko nie wyciągaj tego teraz, bo zdechnę ze wstydu. - obeszła go i stanęła przed nim, wyciągając ramiona w jego kierunku. Uwiesiła mu się na szyi i uścisnęła go mocno, bez podtekstu, kołysząc się przy tym lekko w ten typowy sposób, dając mu tym samym znać, że najzwyczajniej w świecie się za nim stęskniła.- Świetnie wyglądasz, Eze. Co ty tutaj robiłeś przez całe trzy godziny? I czy ty naprawdę myślałeś, że wyjdę z resztą pasażerów?- zaśmiała się cicho, zanim zdążył odpowiedzieć.

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zachowywał się jak gówniarz. Dosłownie jak gówniarz. Gdzie się podział ten dojrzały mężczyzna, który zawsze lubił mieć wszystko pod kontrolą? Stał na lotnisku od prawie trzech godzin, napięty jak struna, czekając na kobietę o ćwierć wieku młodszą - kobietę, która zdążyła już całkowicie rozmontować jego zdrowy rozsądek. Tylko dlatego, że nie potrafił zapanować nad palącą potrzebą zobaczenia jej ponownie. Przeczesywał wzrokiem tłum pasażerów wychodzących przez rozsuwane drzwi, wyczekując Sofii - tej jednej twarzy, jednego ciała, które nie dawało mu spokoju. Ciepło, które nagle poczuł na plecach, było zbyt znajome, by je zignorować. Uśmiechnął się, zanim jeszcze zdążył się odwrócić. Gdy wsunął dłoń do kieszeni płaszcza i poczuł miękki materiał, świadomy, ze jeszcze kilka chwil temu nosiła go na sobie...doprowadził go do szaleństwa. - Jesteś niemożliwa - mruknął nisko, obracając się ku niej. Nachylił się odruchowo, przesuwając dłonią po jej plecach, wolno, niżej... dokładnie tam, gdzie wiedział, że sprawi jej to przyjemność. Już miał ścisnąć jej pośladki, kiedy rzeczywistość brutalnie wdarła się między nich. Usłyszał głośne odchrząkniecie. Ezequiel odsunął się natychmiast, jego spojrzenie stwardniało, gdy zobaczył młodego, wysokiego faceta z głupkowatym uśmiechem. - Możemy ci w czymś pomóc? - zapytał chłodno. - Nie! To znaczy… tak, proszę pana! - chłopak zaśmiał się nerwowo, a potem spojrzał na Sofię tym spojrzeniem, które Garcia znał aż za dobrze. - Sofia, przepraszam, że przeszkadzam ci w spotkaniu z tatą, ale...-

TATA?! Jaki kurwa tata?!

Ezequiel poczuł, jak coś w nim pęka. Z żenady. Z zazdrości i niektrolowanej wściekłości. Spojrzał na Sofię, potem na Álvara, już wiedząc, że to się źle skończy. - Ostatnio nasze loty… mam wrażenie, że się zgrywamy - ciągnął chłopak. - Może wyskoczyłabyś ze mną na randkę? - No chyba sobie kurwa żartował. To było za dużo. Garcia odchrząknął, podszedł bliżej i zarzucił mu ramię na ramię - gest pozornie luźny, choć w rzeczywistości był wyraźnie dominujący. Chciał mu pokazać, gdzie było jego miejsce.- Chodźmy się przejść - powiedział cicho, nachylając się do jego ucha. - I posłuchaj uważnie bo nie będę się powtarzał. Nie zabierzesz Sofii na żadną randkę. - Ale… zrobiłem to z szacunkiem. Przy panu... - Nie jestem jej ojcem - przerwał mu twardo. - Jestem jej facetem. Spotykamy się ze soba. Więc możesz patrzeć, ślinić się na jej widok, cokolwiek. Z daleka. Ale ręce trzymaj przy sobie. - Poklepał go po klatce piersiowej i wrócił do Sofii. Bez wahania. Bez skrupułów. Objął jej pośladki obiema dłońmi i uniósł ją do góry, jakby była stworzona dokładnie do tego gestu. Ich usta spotkały się w długim, głębokim pocałunku - zachłannym, takim, który krzyczał ONA JEST TYLKO MOJA. Nie spieszył się. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku zrozumiał.

- Jeszcze raz ktoś nazwie mnie twoim ojcem, dostanę kurwicy - mruknął tuż przy jej ustach, stawiając ją na ziemi. Splótł ich palce, ściskając je mocno. - A ty… - nachylił się, mówiąc już ciszej, tylko dla niej - Myślisz, ze nie stracę dla Ciebie głowy, kiedy wsuniesz mi do płaszcza swoje majtki, panno Torres? Zwariuje przez ciebie, moja słodka. - Jego spojrzenie było ciężkie, głodne. Tak bardzo znowu chciał jej skosztować. - ¿Quieres que te cuide y te demuestre lo mucho que te he echado de menos a ti y a tu dulce coñito, o prefieres pasar esta noche de otra manera?- zapytał bezczelnie, nawet nie zniżając głosu. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku ich usłyszał, mimo że prawdopodobieństwo, iż ktokolwiek zrozumie, co właśnie do niej powiedział, było niewielkie. A jednak nie mógł się powstrzymać - musiał to powiedzieć, choćby po to, by zobaczyć, jak jej słodką, oliwkową buzię oblewa różowy rumieniec. Podobała mu się ta wersja Torres- nieśmiała, wzięta z zaskoczenia. Był gotów wrócić do pierwotnego planu... przecież nie po to wymieniali się tak erotycznymi wiadomościami, by teraz się z tego wycofać. A jednak chciał też, żeby była pewna, że nie tylko w ten sposób ją widzi. Mógł dać jej intensywność, która paliła skórę i mieszała w głowie. Ale chciał, żeby wiedziała jedno - nie była chwilową zachcianką. Nigdy nią nie była. Już nie była.

firecracker
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jego dotyk nieco ją uspokoił. Gdy miała już Ezequiela przy sobie, zdecydowanie łatwiej przychodziło jej zapanowanie nad tą całą, zbędną niepewnością, która narodziła się w niej w trakcie lotu, już post factum tej... wymiany wiadomości. Jej sąsiad niewątpliwie działał na nią rozpalająco, bardzo szybko rozżarzał w niej płomień, którego za nic nie potrafiła stłamsić czy zignorować. Niemniej teraz, kiedy udało jej się troszkę ostygnąć zrozumiała- że nagła, nieprzemyślana wymiana czułości na parkingu cholernego lotniska może być nienajlepszym pomysłem, na jaki kiedykolwiek wpadła. W końcu, jak to się mówi, nie sra się do własnego gniazda, prawda?
Przymrużyła powieki zatapiając się w jego uścisku mocniej, bardziej. Jakby chciała, żeby ją wchłonął, zamknął w sobie, stał się jej egzoszkieletem. Jakby to było jedyne sensowne rozwiązanie, jakie przychodziło jej do głowy. Pocierając delikatnie nosem jego szyję westchnęła czując, jak jego dłonie przesuwają się coraz niżej. Z jednej strony nie chciała go zatrzymywać, ale z drugiej... no właśnie. Momentalnie oderwała się od Ezequiela i zerknęła w kierunku osoby, która postanowiła przerwać ich powitanie.
-Leo?- mruknęła skonfundowana marszcząc brwi i zerknęła pośpiesznie na lekarza, jakby chcąc mu pokazać, że nie ma pojęcia co się dzieje. Ten z kolei wyglądał zupełnie tak, jakby planował już w jakim kwasie rozpuścić zwłoki chłopaka, którego, niewątpliwe, zamierzał sprzątnąć po tej sygnaturowej dla nich faux pas.- Ale przecież...- już zaczęła swój protest pragnąc zaznaczyć czysto zawodowe stosunki z młodym pilotem, kiedy jej towarzysz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Rozejrzała się w obu kierunkach widząc, że Garcia pozwolił sobie na zupełnie nikomu niepotrzebny kontakt z chłopakiem. Zażenowanie wręcz wydrążało w niej dziurę od środka. Najgorsze jednak było to, że ona kolektywnie wstydziła się za obu mężczyzn sprawiających, że cała ta sytuacja wyglądała strasznie pastiszowo. Skrzyżowała ręce na piersi i wytężyła wszystkie myśli, by dosłyszeć przesłanie mężczyzny, jednak dochodziło do niej co drugie słowo. Westchnęła ciężko stukając obcasem w ziemię, czekając, aż ta scena zazdrości rodem z brazylijskiego serialu nareszcie dobiegnie końca. Całe szczęście spora część pasażerów zdążyła już opuścić tę część lotniska i świadków nie było zbyt wielu.
Wzdrygnęła się lekko widząc, że na twarzy Ezequiela znów pojawił się ten cwaniacki grymas, że zbliża się do niej jak drapieżnik do upolowanego przez siebie kąska. Wypełniła płuca powietrzem, w pewnym napięciu, niepewnie przesuwając stopą w tył, jakby chciała się odwrócić i dać znać, że nie interesuje jej bycie flagą w całej tej grze w króla wzgórza, którą kolega z pracy i neurochirurg sobie urządzili. Garcia mimo wszystko wykonał w niej bardzo terytorialny gest. Oparła dłonie na jego ramionach, jakby gotowa go w każdej chwili odsunąć. To nie tak, że sama nie miała ochoty tego zrobić, odkąd go zobaczyła, ale... cholera! Ona tutaj regularnie bywała! Nie chciała, by Eze przypadkiem pokazał zaraz całemu lotnisku, jaki figlarny prezencik otrzymał od niej podczas powitania.
-Ezequielu Garcia, natychmiast się uspokój.- syknęła porażająco poważnie, kiedy nareszcie odstawił ją na ziemię rzucając flirciarskim tekstem. Kątem oka zerknęła w kierunku chłopaka, który ewidentnie porażony obrazem postanowił odmaszerować w swoim kierunku, jak na pokonanego samca przystało.- Też się cieszę, że cię widzę, ale...- nie dokończyła, bo on dalej pozwalał sobie na bezczelne, cwaniackie zachowanie. Przeniosła na niego porażające spojrzenie, takie, które samo w sobie mówiło starczy, przegiąłeś. Wyglądało dość komicznie w połączeniu z czerwonymi policzkami sprowokowanymi całą tą sytuacją.- Sexting był spoko, ale Garcia, ja tutaj pracuję. To był mój kolega z pracy. Nie musisz być taki terytorialny, sama bym go odprawiła. Nie potrzebuję mieć kwasu przez kilka godzin lotu w zamkniętej przestrzeni z jednym z pilotów.- wyjaśniła patrząc na niego poważnie... z rumieńcem, ale jak najbardziej poważnie.- Poza tym, kurwa, tutaj są rodziny z dziećmi, a hiszpański nie jest jakimś językiem z kosmosu, bardzo wiele osób posługuje się nim bez problemu... Więc na miłość boską ścisz chociaż głos, kiedy mówisz do mnie tutaj takie rzeczy! I przestań z tym ściskaniem tyłka, boję się, że przez przypadek flaszniesz moją golizną... a jak mówiłam, jesteśmy w MOIM MIEJSCU PRACY.- przypomniała i uderzyła go delikatnie piąstką w pierś, jakby chciała obudzić w nim resztki rozsądku.- A przynajmniej... rób to kurwa mniej ostentacyjnie, ok?- dodała zdecydowanie ciszej, upewniając się, że nikt poza nim tego nie usłyszał. Uciekła gdzieś wzrokiem przyznając nareszcie przed samą sobą, że ta dziwna zaborczość Ezequiela podziałała na nią zdecydowanie mocniej, niż chciałaby to przed kimkolwiek przyznać.-La verdad es que eso estuvo jodidamente caliente, pero aquí tengo que tener cuidado, ¿sabes?- cmoknęła go w kącik ust i złapała z nim kontakt wzrokowy, ściszając możliwie jak najbardziej głos.- Te deseo- uśmiechnęła się do niego zalotnie, ściskając za jego płaszcz, przytrzymując go blisko siebie. To chwilowe napięcie sprawiło, że musiała zacisnąć nieco bardziej uda.- Ale nie wiem, czy tutaj. Boję się rozsiewać plotki na swój temat. Musielibyśmy być bardzo dyskretni, a ty....- przewróciła delikatnie swoimi ciemnymi oczami i przyjrzała mu się przekornie.- Stałeś się bardzo ostentacyjny, Ezequielu.- złożyła symetryczny, delikatny pocałunek po drugiej stornie jego ust.- To co robimy z samochodami, panie kierują-mną-popędy-nie-mam-nad-sobą-kontroli?

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był cholernie dumny ze swojego pokazu muskularności i z tego, że w pewnym sensie udowodnił, iż Sofia nie jest dla niego jakąś zabawką - traktował ją poważnie. Chciał pokazać jakiemuś cieciowi, stewardowi, który zapewne miał 'nastoletniego' crusha na JEGO kobiecie, że nie ma co sobie robić nadziei. Ona nie będzie żadną 'opcja', którą da się zainteresować. Garcia na to nie pozwoli! Czuł dziwne ciepło i ekscytację całą tą akcją. Dosłownie zachowywał się jak gówniarz - tracił dla niej głowę i robił coś, czego nawet nie pamiętał, żeby robił dla jakiejkolwiek kobiety trzydzieści lat wcześniej. Chciał jednak jej pokazać, że nie będzie grał w żadne gierki i mówił poważnie, gdy chciał, żeby byli tylko na swoja wyłączność.
Wracając do niej, czuł się dumny jak paw, próbując ją wręcz zdominować. Uśmiechał się do siebie, czując się, jakby wygrał milion dolarów - bo po części wygrał. Miał pannę Torres u boku. Zmarszczył brwi, zdezorientowany, gdy zauważył, że jej mowa ciała nagle się spięła, a dłonie zacisnęły się na jego ramionach. Przerażenie przemknęło przez całe jego ciało, gdy dotarło do niego, że zaraz dosłownie go opierdoli. Widział to i czul to w swoich kościach. Wyprostował się i wpatrzył w nią. - Ale? - powtórzył za nią zaskoczony i lekko poirytowany. Co do cholery znowu zrobił źle?! Starał się - było źle. Nie starał się - było jeszcze gorzej. Był zdecydowanie za stary na takie zagrywki i już kompletnie nie wiedział, o co chodzi. Zdecydował się jej jednak wysłuchać. Stał przed nią zawstydzony, bo właśnie dotarło do niego, co tak naprawdę odjebał. Miała rację - w końcu to było jej miejsce pracy, a on zachował się jak jakiś szczyl, który pierwszy raz ma szansę złapać kobietę za tyłek albo zobaczyć cycki w internecie. - Pilot? - był w stanie wydusić z siebie tylko pojedyncze słowa. Każde zdanie, które wychodziło z jej ust, zawstydzało go coraz bardziej i sprawiało, że miał ochotę pójść się utopić albo po prostu dać sobie spokój z całym tym wieczorem.

Odsunął się o krok, gdy delikatnie uderzyła go w pierś. Przejechał dłońmi po włosach i odchrząknął. Kurwa. On naprawdę powiedział do niej takie rzeczy - i to na głos. Rozejrzał się nerwowo, upewniając się, że żadne dzieci nie były świadkami tego zachowania. Uśmiechnął się nieśmiało, przez zawstydzenie, gdy odpowiedziała mu po hiszpańsku, dając do zrozumienia, że jednak trochę jej się to podobało. Przytulił ją do siebie mocniej - tym razem zachowywał się niczym gentleman- wtapiając twarz w jej szyję. Nadal było mu kurewsko głupio z powodu tego, co odjebał, więc parsknął śmiechem na jej pytanie. - Sofia… - wydusił z siebie. - Chyba zwariowałem na stare lata. - Zerknął na nią, chwycił jej dłoń, splótł ich palce i ruszył w stronę parkingu. Nie był pewien, co powinien jej powiedzieć. Ta jego pewność siebie, przepełniona testosteronem, zniknęła w chwili, gdy wytknęła mu, jak cholernie nieodpowiednio się zachował. Napięcie, które czuł w bokserkach po wiadomościach, które wymieniali, aż do momentu, gdy ja zobaczył, zniknęło bez śladu i nie potrafił myśleć o niczym innym jak o tym jak bardzo się zbłaźnił. Podszedł do swojego samochodu, otworzył drzwi i pozwolił jej wejść do środka. Chwilę później sam wsiadł, zerkając mimowolnie na jej gołe nogi. - Sof… - wyrzucił z siebie, po czym nachylił się do niej i pocałował ją w policzek. - Jestem cholernym idiotą. Przepraszam. Znowu. - Spojrzał na nią przepraszająco. - Contigo pierdo lo poco que me queda de cordura, y te he puesto en una situación en la que puedes tener un ambiente de mierda con ese piloto. ¿Cuántas veces más vas a ser capaz de perdonarme mi comportamiento? Porque creo que poco a poco estoy agotando todas las oportunidades. - Odsunął się, opierając plecy o siedzenie. - Chciałabyś się może przejechać? Muszę ochłonąć. - Zapiął pas, przekręcił kluczyk w stacyjce i powoli wyjechał z garażu. - ¡Qué idiota! Nie jestem pewien, czy będę dziś w stanie dać ci to, co obiecywałem w tamtych wiadomościach, Sofia.

Sofia
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Poczuła niemalże wyrzuty sumienia widząc, jak gaśnie w nim entuzjazm. Z jednej strony, bardzo cieszyła się, że wziął jak najbardziej na poważnie to, co do niego powiedziała i nie zrobił jakiejś bezmyślnej awantury. Z drugiej jednak zaczęła wewnętrznie panikować- bała się, że go w jakiś sposób uraziła. Tak, ona, dziewczyna z niewyparzonym językiem, bała się, że go uraziła. Ale to chyba wszystko przez to, że naprawdę była nim zainteresowana- nie wyłącznie jego ciałem, ale całokształtem. Za każdym razem, kiedy miała okazję się z nim spotkać, zaskakiwał ją czymś nowym. Sprawiał, że chciała prowokować coraz to kolejne schadzki tylko i wyłącznie po to, by odkryć, co tym razem uchyli jej Garcia. Uzależniał ją troszkę jak otwieranie blindboxów z jakiejś ulubionej serii- nie ważne co dostanie, pewnie ją ucieszy, ale potrzebowała tego... adrenalin rush.
Postanowiła, że po prostu wezwie jutro taksówkę i wróci po swój samochód, żeby nie zawracać mu dziś więcej głowy swoim pojazdem. Nie chciała poruszać tego tematu widząc, że Ezequiel ewidentnie zagubił się gdzieś w swoich myślach. Milczała, chcąc dać mu odpowiednią przestrzeń, ale z każdą kolejną chwilą czuła, że ta cisza robi się coraz bardziej nieznośna. Coś wierciło jej dziurę w brzuchu- czuła, że musi z nim przegadać to, co krążyło mu teraz po żołądku. Nie chciała przecież, żeby się zadręczał.
Jego słowa potwierdziły jej obawy- był bardzo zażenowany tym, co się stało.
Uśmiechnęła się do niego łagodnie, kiedy pocałował jej policzek i z ulgą wsłuchała się w to, co mówił. Wyrzucał to z siebie, nie dusił tego, dobrze. To naprawdę dobry znak! Wlepiła w niego swoje spojrzenie, kiwając głową w taki sposób, by wiedział, że jest przez nią słyszany, że rozumie wszystko to, co się w nim dzieje. Że jest mu wdzięczna za to, że nie zamknął się z tym w sobie i dość nerwowo prezentuje jej to z tą... cholerną dojrzałością. Bo przecież żaden szczeniak nie mówiłby tak otwarcie o tym, że jest mu głupio. Byłaby w stanie uciąć sobie rękę, że każdy jej poprzedni partner (chociaż towarzysz to lepsze słowo, partner było zbyt poważne na te niepoważne relacje) udawałby pewnie mucho i jeszcze starał się zmanipulować ją emocjonalnie, że to wszystko jej wina.
Przewróciła oczyma na jego ostatnie słowa. Trochę bawiło ją to, że poczuła kolejną ulgę tego wieczoru- sama nie była zbyt przekonana do tego, czy chciałaby skończyć dziś ze swoim sąsiadem w łóżku, wbrew pierwotnego założenia.
-Osito...- zaczęła łagodnie i ułożyła mu dłoń na ramieniu. Na początku planowała złapać go za udo, ale nie chciała, by zrozumiał to w pokraczny sposób.- Nie bądź dla siebie taki surowy, to tylko pierdoła, jakoś sobie z tym poradzę. Chociaż mam wrażenie, że szczerze mówiąc nie będzie nawet takiej potrzeby. Najgorsze co mnie czeka, to podejrzliwe spojrzenia ze strony załogi, ale... Ludzie częstują mnie tym tak często, że zdążyłam przywyknąć. Poza tym, na dobrą sprawę mogłabym zgłosić Leo za nieprofesjonalne propozycje! Od kiedy bycie miłą oznacza flirt?- mówiła spokojnie, jakby chciała wpłynąć na jego humor, nieco ostudzić jego rozgrzane nerwami myśli. Dopiero przy ostatnim podniosła teatralnie głos, udając oburzenie.- W najgorszym wypadku skorzystam z nepotyzmu i tyle. Mój ojciec grywa w golfa z CEO Canada Air. Ale tak jak mówię- nie będzie takiej potrzeby, moja praca broni się sama. Może i nie sprawiam dobrego, pierwszego wrażenia, ale bardzo przykładam się do tego, co robię! Także daj spokój i nie zamęczaj się tym. Jestem Sofia, pierdolona, Torres. Obściskiwanie się ze starszym facetem w miejscu publicznym, to nie najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam... nie licz jednak na to, że ją ci zdradzę.- prychnęła z rozbawieniem, chcąc lekko rozładować atmosferę i zacisnęła ostrożnie palce na jego ramieniu, jakby chcąc go tym małym gestem pokrzepić.- Garcia, lubię cię. Bardzo cenię sobie twoje towarzystwo. Jesteś dla mnie czymś więcej niż drążkiem, na który mogę wskoczyć, jak najdzie mnie ochota. To nie tak, że nie lubię się z tobą pieprzyć, wręcz przeciwnie... ale wydaje mi się, że masz jako mężczyzna więcej do zaoferowania niż... no, wiadomo. Obwieź mnie po Toronto, kupmy po drodze jakąś kawę i wróćmy do distillery, bo muszę się nareszcie umyć. Miałam dziś turnaround i czuję się jak metr sześćdziesiąt kurzu, brudu i potu. - wyznała i zaczęła grzebać mu w radiu, szukając stacji, która przypadłaby jej do gustu. Zatrzymała się słysząc, jak auto wypełniło się spokojną i nieco melancholijną melodią Andrea.- Poza tym.- podjęła znowu.- Proponuję, żebyśmy zahaczyli o jakąś stację benzynową, kupili sobie tą wspomnianą kawę na wynos, cziperki, kolke i ewentualnie sześciopak corony. Spędźmy resztę wieczoru pod kocem oglądając na pół gwizdka is it cake? i rozmawiając... o sobie! Wydaje mi się, że oboje skorzystamy na chwili odmóżdżenia i relaksu.- uśmiechnęła się do niego zachęcająco i pstryknęła katapultą z palców płatek jego ucha, zaczepnie i frywolnie.- I proszę nie nazywaj się idiotą. Nie jesteś nim. Wybacz, ale muszę, stopy mi już odpadają.- po tych słowach zabrała się za ściąganie butów, które następnie wrzuciła gdzieś na tylne siedzenie.

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”